fot. autor
Patrycja Cembrzyńska grudzień 2019

W odpowiedzi mowie-trawie

Człowiek to byt w swej istocie językowy. Język to nasz klucz do świata – jest nie tylko narzędziem komunikacji, ale także wpływu i kreacji. Nasza sytuacja językowa, jak twierdzą Sapir i Whorf, wpływa na sytuację społeczną.

Artykuł z numeru

Wierzę, wątpię, odchodzę

Wierzę, wątpię, odchodzę

Twoje myśli nigdy nie są całkiem twoje” – pisał George Orwell, sugerując, że język służy nie tylko wypowiadaniu myśli, lecz także ich kształtowaniu. Na określenie służącego idegologii – ergo manipulacji – quasijęzyka, stworzył termin „nowomowa” (newspeak). Obok tego Orwellowskiego pojęcia w polszczyźnie funkcjonują również inne zwroty opisujące dyskurs propagandowy. Michał Głowiński, rekonstruując obraz wroga w tekstach gomułkowskich demagogów, pisał o „marcowym gadaniu”. Najpopularniejszym jednak określeniem wypowiedzi kliszowanych jest „mowa-trawa”.

 

*

Pod postacią kopczyków usypanych z papierowych skrawków „mowę-trawę” zmetaforyzował krakowski artysta Zbigniew Sałaj, znany jako twórca przedmiotów bliskich koncepcji książki artystycznej. Z gazet, ulotek wyborczych albo książek poświęconych ideologiom formuje on wielkie papierowe struktury przestrzenne przypominające ludzki organ mowy (te języki można przekartkować). Do ich tworzenia używa noży oraz dłut rzeźbiarskich.

Podczas obróbki gazetowych stosów i książek powstaje papierowe siano. Dyskurs propagandowy wprowadza semantyczny bezład, grzęźnie w słowach śmieciach: apodyktycznych sloganach, spetryfikowanych formułach, jest suchy i ogłupiający – w tradycji ikonograficznej kopiec siana (wystarczy przypomnieć obrazy Hieronima Boscha) to przecież symbol głupoty.

Na ułomność świata opanowanego przez nowomowę wskazują dobiegające z głośników, poukrywanych w salach wystawowych, spowolnione odgłosy cięcia papierowych brytów metalowym dłutem. Ani zbyt ciche, ani zbyt głośne – nie odstraszają; ucho szybko się przyzwyczaja, jak do muzyki w tle. Jeśli jednak się dobrze wsłuchamy, jest w tych dźwiękach coś dokuczliwego i niepokojącego.

Życie społeczne toczy się przy jej akompaniamencie – choć nieoczywista dla nienastrojonego ucha, nowomowa stanowi, jak zauważa Głowiński, „ważny składniki współczesnej sytuacji językowej”. Sałaj każe nam wytężać słuch. Patrzymy na makulaturowe wióry spadające z półek na podłogę, na usypane z tych wiórów kopczyki, a pejzaż zniszczeń udobitniają dźwięki. W wyobraźni widzimy papier marnowany na słowa niewarte wypowiedzenia albo niszczone książki, bo ktoś znalazł w tej czy innej rzecz nieprawomyślną.

Sałaj umieszcza swoje języki na huśtawkach. Języki niepospolitych gabarytów, bezwstydne – wywalone na wierzch. „Język na huśtawce” to język wytrącony ze stanu równowagi (weźmy wyrażenie: „rozhuśtany patriotycznie kraj” – przez języki rozhuśtany, nie inaczej).

Nowomowa nas „buja” („bujać kogoś / komuś” znaczy tyle, co „kłamać”) – zwodzi bajkami. Słowa mogą tutaj znaczyć co innego niż normalnie. Nie wyraża świata w realnych kształtach, ale go odkształca. Dlatego artysta opowiada o niej w bajkowej konwencji. Organ mowy wyślizguje się za zaporę zębów i nienaturalnie ogromnieje. To stworek wymyślony na wzór postaci ze śmieszno-strasznych menażerii literackich i filmowych, w którym prezentuje się w całej okazałości i krasie zły smak dyskursu propagandowego. Obiektem ironii są: autorytatywność wypowiedzi, ekstremalność w ekspresji słownej, oderwanie od rzeczywistości i przerost formy nad treścią.

Języki na huśtawkach zwracają również uwagę na somatyczny aspekt sytuacji komunikacyjnej, a co za tym idzie, kod kinezyczny, do którego należą gesty i znaki mimiczne. „Ja” mówiące to „ja” cielesne. Komunikację werbalną wspiera niewerbalna – mowa ciała. Dzieci się drażnią nawzajem, pokazując sobie języki. Ten gest – jak sugeruje Słownik mowy ciała Polaków Krystyny Jarząbek – stanowi replikę na słowne zachowanie partnera w komunikacji. (Zdaniem Edwarda Sapira to nie jedynie kwestia emocji – pokazanie języka nie daje się wytłumaczyć samą tylko reakcją fizjologiczną; choć kod niewerbalnych przekazów sięga reaktywnej natury naszego organizmu, istnieje jako rezultat tradycji i umowy społecznej).

Demaskując spuchnięty od kłamstw język dyskursu politycznego oraz mediów masowych z jego wszystkimi hiper-, super- i mega-, artysta pokazuje mu język. Fatalne przypadłości nowomowy skontrastowane zostają z radościami świata dziecka. Plac zabaw, którego metonimią są huśtawki, wskazuje na obszar wolny od formy totalitarnej, nachalnie podsuwającej znaczenia i nie pozwalającej na swobodną ekspresję.

*

„Oczywistościom” arbitralnie narzucanym przez nowomowę twórca przeciwstawia „formy nieoczywiste”, będące aluzją do zabawek z dzieciństwa – formy nieprzeznaczone do żadnego szczególnego celu, jakby język – choć zostały zrobione z książek nikomu już niepotrzebnych – w nich jeszcze nie zamieszkał. Latem 2019 r., podczas wystawy w Galerii BWA w Bydgoszczy, Sałaj wypełnił nimi konstrukcję inspirowaną kojcem dla maluchów. Te na wpół abstrakcyjne papierowe struktury przestrzenne jaśnieją bielą makiety. Należą do świata jeszcze niegotowego. Wyobraźnia musi te obiekty uruchomić, wypełnić znaczeniami, powołać do życia, „zapisać” i „pokolorować”. Wszystko może się zdarzyć, potoczyć w nieoczekiwanym kierunku.

Te struktury można by nazwać „figurami przejścia” – wejścia w język, rozumiany jako system znaków służących do porozumiewania się, i przejścia ku poezji – takiej, jaka nie objaśnia świata, ale dziwi się światu, konstatując współobecność wielu możliwych prawd. Instalacja odsłania językową naturę przedmiotów – dopiero słowa uczynią te obiekty „czymś”. Tyle że „czynić” to czasownik dokonany, a „zabawki” Sałaja mają się raczej w słowach wciąż od nowa „stawać”, „wydarzać”.

Tworzywem tej sztuki jest obiekt-znak – strukturalny konkret (jak w poezji konkretnej), zaś tematem – jego (mnogie) realizacje: przesunięcia signifiants w grze pozbawionej centrum, a więc jednej ideologicznej instancji, nadrzędnego signifié. Tutaj przedmiot – w myśl tego, co pisał Tadeusz Sławek w Między literami… – „jest właściwie tylko sumą przybliżeń do niego, jakie możemy osiągnąć, podczas gdy on sam będzie nieustannie oscylował, powstawał i znikał w polu napięć pomiędzy nim a nami”. Przemówi wieloma językami i żadnemu nie pozwoli nad sobą zapanować.

W konkretystycznych pracach Sałaja znajduje wyraz idea / etyka „znaku pustego”, która stała się przedmiotem dociekań Rolanda Barthes’a w Imperium znaków. Potęga tego imperium (Japonii) opiera się na odrzuceniu szkodliwych pewności mowy stadnej, monologicznej i odraczaniu sensu.

Kojec dla maluchów i plac zabaw to jedne z pierwszych miejsc wejścia człowieka w językowy świat i jedne z najważniejszych miejsc kształtujących geografię naszego myślenia, a co za tym idzie, nasz system światopoglądowy (z czasem możemy go zrewidować poprzez kontakt z innymi kulturami językowymi). Język kształtuje nasz sposób widzenia i interpretowania świata, nasze indywidualne i społeczne zachowania. Zgodnie z hipotezą Sapira–Whorfa istnieje związek między językiem, którego uczymy się w dzieciństwie, oraz tym, jak przedstawiamy sobie rzeczywistość. Badano zresztą kulturowe uwarunkowania naszych procesów poznawczych, obserwując zabawy dzieci z różnych stron świata. I tak: eksperymenty psychologów rozwojowych pokazują, że dzieci w kulturach zachodnich dorastają w świecie obiektów (i rzeczowników) – od najmłodszych lat uczą się wyodrębniania rzeczy z otoczenia, rozpoznawania ich właściwości i ich klasyfikowania, a dzieci w kulturach wschodnich dorastają w świecie relacji (i czasowników) – najpierw uczą się dostrzegania powiązań obiektów ze środowiskiem, a znacznie później klasyfikowania obiektów; nauczanie, innymi słowy, kładzie nacisk na rozwój umiejętności myślenia kontekstem.

I właśnie świat, do którego zaprasza nas Sałaj, ma charakter relacyjny. Tutaj każdy konkret przeobraża się pod wpływem kontekstu, dlatego zabawki artysty jako niesforne jawić się będą w kulturze rozumu instrumentalnego, który chce wyjaśniać do końca, klasyfikować, administrować, nakazywać.

W tych pracach odkrywamy również prostą mądrość refleksji Jerzego Bralczyka z rozmowy w „Tygodniku Powszechnym”: „Dzieci przezywają się, dokuczają sobie słownie. Bardzo często język jest terenem nie tyle porozumienia, co zaznaczenia swojego miejsca, dominacji, zwycięstwa albo przegranej. Językiem wiele się osiąga kosztem innych. I to, co się dzieje między dziećmi w piaskownicy, jakimś sposobem odtwarza się w naszym późniejszym dorosłym życiu. Nawet grup społecznych, polityków”.

Język wpływa na nasze nastawienie do świata, a co za tym idzie, na kształt międzyludzkich relacji (strukturę społeczną i praktyki społeczne). Dlatego ważne jest, żeby nie zapominać, że nasza rzeczywistość, nasza przyszłość są w języku ukonstytuowane.

Kup numer