Susan Sontag w Sarajewie, fot. Forum
Susan Sontag maj 2021

Dziewięć myśli o intelektualistach

Dobra zasada, zanim pójdziesz na marsz i zaczniesz skandować hasła: jeśli nie było cię na miejscu i nie doświadczyłeś realiów wojny czy niesprawiedliwości, nie masz prawa się wypowiadać, nawet jeśli dana sprawa budzi twoją sympatię. Jeśli nie masz wiedzy i doświadczeń z pierwszej ręki – milcz.

Artykuł z numeru

Za wyborem i życiem

Czytaj także

Piotr Kulas

Trzeba bronić inteligencji

W maju 1997 r. francuski magazyn literacki „La Règle du Jeu” pod redakcją Philippe’a Sollersa przeprowadził „międzynarodowy kwestionariusz na temat intelektualistów i ich roli”. Byłam jedyną Amerykanką na liście ankietowanych. Otrzymałam sześć poniższych pytań:

1. Co dziś znaczy dla pani słowo „intelektualista”? Czy utożsamia się pani z tym określeniem, czy raczej je odrzuca?

2. Którzy intelektualiści mieli na panią głęboki wpływ i nadal oddziałują na sposób pani myślenia?

3. Jaką rolę odgrywają intelektualiści pod koniec XX w.? Czy ich misja dobiegła końca, czy może sądzi pani, że nadal mają na świecie ważne zadanie do wykonania?

4. Wiele powiedziano o błędach intelektualistów – ich krótkowzroczności i nieodpowiedzialności. Jak się pani odnosi do tych oskarżeń? Zgadza się pani z tą krytyką czy ją podważa?

5. Jakie największe pani zdaniem przeszkody intelektualiści napotykają w pani kraju? Czy chodzi o obojętność mediów, chaos opinii, represje polityczne, a może coś jeszcze innego?

6. Proszę opisać najpilniejsze zadania, najgroźniejsze uprzedzenia, najważniejsze sprawy, największe niebezpieczeństwa i najwspanialsze intelektualne przyjemności dzisiejszego świata.

Skłoniło mnie to do udzielenia dziewięciu odpowiedzi na część pytań, które tu zadano i które (jak sądzę) zawarto między wierszami.

###banner###

I

Słowo „intelektualista” kojarzy mi się dziś przede wszystkim z konferencjami, dyskusjami przy okrągłych stołach i sympozjami organizowanymi przez periodyki na temat roli intelektualistów, kiedy to znani intelektualiści zgodnie obwieszczają brak kompetencji, bezkrytyczność, kompromitację, zdradę, jałowość, niedostosowanie do współczesności oraz rychły lub już dokonany zanik kasty, do której – o czym świadczy ich uczestnictwo w tego rodzaju wydarzeniach – sami należą.

II

To, czy uważam się za intelektualistkę, nie ma znaczenia (staram się jak najrzadziej zwracać uwagę na samą siebie). Gdy ktoś mnie tak nazwie, nie mam nic przeciwko.

III

Ponieważ jestem obywatelką kraju, którego kultura polityczna i etyczna promuje oraz wzmacnia brak zaufania, strach i pogardę wobec intelektualistów (odsyłam do ponownej lektury Tocqueville’a) – kraju o najbardziej wybujałej tradycji antyintelektualnej na świecie – kwestia roli intelektualistów porusza mnie bardziej niż moich europejskich kolegów. Nie, ich „misja” (jak to ujęto w pytaniu) nie dobiegła końca.

Jeśli ktoś uważa, że większość intelektualistów chętnie protestuje przeciw niesprawiedliwości, broni ofiar czy kontestuje panujące autorytarne przesądy, oczywiście ma o nich stanowczo zbyt wysokie mniemanie. Na ogół przyjmują równie konformistyczne postawy – w kwestiach takich jak, powiedzmy, poparcie dla niesprawiedliwych wojen – co większość innych pracujących umysłowo ludzi. Grono tych, którzy kreowali dobry wizerunek intelektualistów jako buntowników czy głosów sumienia, zawsze pozostawało dość wąskie. Intelektualiści zdeterminowani, by stanąć po właściwej stronie i faktycznie nadstawić głowę za to, w co wierzą (nie mówię o podpisywaniu petycji), są znacznie mniej powszechni niż tacy, którzy w złej wierze lub z pożałowania godną ignorancją wypowiadają się publicznie na różne tematy. Na każdego Andrégo Gide’a, George’a Orwella, Norberta Bobbio, Andrieja Sacharowa czy Adama Michnika przypada dziesięciu Romainów Rollandów, Iljów Erenburgów, Jeanów Baudrillardów, Peterów Handke i tak dalej.

Ale czy mogłoby być inaczej?

IV

Choć mamy najróżniejsze typy intelektualistów, w tym nacjonalistycznych i religijnych, sama należę do odmiany świeckiej, kosmopolitycznej i antyplemiennej. „Intelektualista wykorzeniony” jest dla mnie modelem wzorcowym.

Mam tu na myśli intelektualistę „wolnego”, kogoś, kto nie tylko dysponuje umiejętnościami zawodowymi, technicznymi czy artystycznymi, ale także praktykuje (a zatem, przez implikację, chroni) życie umysłowe jako takie.

Fachowiec może być intelektualistą. Intelektualista nie jest jednak nigdy tylko fachowcem. Człowiek się nim staje, ponieważ ma (lub powinien mieć) pewne standardy uczciwości i odpowiedzialności w debacie. Oto podstawowa korzyść płynąca z intelektualistów: prowadzenie dyskursu, który nie jest wyłącznie instrumentalny, konformistyczny.

V

Ile razy słyszeliśmy w minionych dekadach, że dla intelektualistów nie ma już miejsca albo że ten czy ów jest „ostatnim intelektualistą”?

VI

Zarówno dziś, jak i dawniej przed intelektualistami stały dwa zadania. Pierwsze, mające wymiar edukacyjny, to promocja dialogu, wspieranie prawa różnorodnych głosów do wysłuchania i umacnianie sceptycyzmu względem odgórnie narzucanych opinii. Wiąże się to z występowaniem przeciwko tym, dla których pomysł na edukację i kulturę to wpajanie idei („ideałów”) takich jak miłość do narodu albo plemienia.

Drugie zadanie ma charakter kontestacyjny. W rozwiniętych krajach kapitalistycznych przez minione dwie dekady obserwujemy alarmującą zmianę postaw moralnych. Przejawia się zwłaszcza odrzuceniem wszelkiego idealizmu czy altruizmu jako takiego oraz wszelkich wyższych standardów kulturalnych i moralnych. Wszędzie szerzy się ideologia taczeryzmu, a mass media, których celem jest promowanie konsumpcji, upowszechniają narracje oraz idee związane z tym, co ma wartość, a co jej nie posiada, na podstawie których określają się ludzie na całym świecie. Przed intelektualistami stoi syzyfowa praca uosabiania (i obrony) wysokich standardów życia umysłowego oraz dyskursu, innych niż ich nihilistyczne odmiany promowane przez mass media. Przez nihilizm rozumiem nie tylko relatywizm i prywatyzację zainteresowań, które upowszechniają się wśród klas ludzi wyedukowanych, lecz także nowszy, bardziej zgubny nihilizm ideologii tzw. demokracji kulturalnej, żywiącej się nienawiścią do doskonałości i osiągnięć przedstawianych jako „elitarystyczne” i zarezerwowane dla wybranych.

VII

Moralne zadania intelektualisty zawsze będą skomplikowane, ponieważ istnieje więcej niż jedna „najwyższa” wartość, a czasem w szczególnych okolicznościach nie można się kierować wszystkim, co bezwarunkowo dobre – bywa, że dwie z tych wartości nie dają się ze sobą pogodzić.

Zrozumienie prawdy nie zawsze ułatwia np. walkę o sprawiedliwość. Aby sprawiedliwość zwyciężyła, czasami trzeba prawdę stłumić.

Nikt raczej nie chce stawać przed takimi dylematami. Czasem jednak trzeba wybierać między prawdą a sprawiedliwością i moim zdaniem intelektualista powinien wówczas opowiedzieć się za prawdą.

Jednak intelektualiści – ci kierujący się najlepszymi intencjami – przeważnie tak nie postępują. Kiedy decydują się wesprzeć jakąś sprawę, zwykle to prawda w całej swej złożoności zostaje pominięta.

VIII

Dobra zasada, zanim pójdziesz na marsz i zaczniesz skandować hasła: jeśli nie było cię na miejscu i osobiście nie doświadczyłeś przez dłuższy czas realiów jakiegoś kraju, wojny czy niesprawiedliwości, nie masz prawa się wypowiadać, nawet jeśli dana sprawa budzi twoją sympatię.

Jeśli nie masz wiedzy i doświadczeń z pierwszej ręki – milcz.

IX

Co do sprawy rozmaitych obieranych z góry założeń – to gorsze od naiwności – które wielu intelektualistów przyjmuje, wypowiadając się publicznie na temat krajów, o których kompletnie niczego nie wiedzą: sprawę tę najlepiej przedstawił Bertolt Brecht, jeden z najbardziej skompromitowanych intelektualistów XX w. (na pewno wiedział, o czym mówi):

„Kiedy rusza się w marsz, nie wszyscy wiedzą,

Że to wróg maszeruje w ich głowach.

Głos, który daje im rozkazy,

Jest głosem wroga, a

Człowiek, który mówi o wrogu,

To sam wróg”.

Tłumaczył Dariusz Żukowski. Tytuł od redakcji

Answers to a Questionnaire by Susan Sontag. Copyright © Susan Sontag, used by permission of The Wylie Agency (UK) Limited

Kup numer