Kiedy po raz pierwszy zetknęłaś się z Wandą Chełmońską?
Jej twórczość po raz pierwszy dotarła do mnie za pośrednictwem książki Joanny Sosnowskiej Poza kanonem. Sztuka polskich artystek 1880–1939. Publikacja otworzyła mi w głowie sporo furtek, choć nie jest wolna od mankamentów. W opracowaniu znalazły się wyłącznie artystki polskie w ujęciu, nazwijmy to, narodowościowym. Nie ma tu choćby Meli Muter, która była malarką pochodzenia żydowskiego. Może taki był klucz, a może to pomyłka?
Wanda pojawia się w książce – i to od razu w kontekście dramatycznym. Odrzucona przez ojca, wykluczona zresztą na bardzo wielu poziomach. Przy dacie urodzenia podaje się rok 1891, choć nie jest to pewna data.
Skąd wątpliwości?
We wszystkich artykułach, jakie ukazały się na jej temat, zaznacza się, że nie ma co do tego pewności.
Sama nawet nie widziałam aktu urodzenia Wandy. Rzecz w tym, że mało kto miał do niego dostęp. Oryginalny dokument znajduje się w archiwum Józefa Chełmońskiego, nad którym pieczę sprawuje największy w Polsce znawca jego życia i twórczości Tadeusz Matuszczak. Kontaktowała się ze mną studentka przygotowująca pracę naukową poświęconą twórczości Wandy – napisała, że mimo prób i próśb nie zdołała otrzymać możliwości wglądu w dokumentację.
W akcie urodzenia Józef Chełmoński nie został podany jako ojciec. Zamiast jego nazwiska wskazano nazwisko położnej, Gumińskiej. Co ma świadczyć o tym, że dziecko było nieślubne.
To znana w tamtej epoce praktyka: gdy ojciec nie uznawał dziecka, w dokumentach nie wpisywano jego nazwiska. Odczytywane było to raczej dość jednoznacznie. A w akcie urodzenia Wandy nazwisko „Chełmoński” nie pada.
To dość istotny i często przywoływany aspekt w kontekście ojcostwa Chełmońskiego, sprawa ta wywołuje kontrowersje zresztą do dziś. Wracając jednak do samego zapisu: kto mógł podjąć decyzję, by tego nazwiska nie podawać?
Sam ojciec, który nie życzył sobie, by jego nazwisko zostało nadane. Jeśli w dokumentach Wandy nie figuruje „Chełmońska”, stało się tak na wyraźne życzenie Józefa.
Wanda była też wykluczona jako kobieta urodzona pod koniec XIX w.: nie miała dostępu do edukacji (studia artystyczne w Warszawie zostały otwarte dla kobiet od 1904 r., w Krakowie dopiero od roku 1919), nie miała też praw obywatelskich, w tym wyborczych. Kwestie związane z wykluczeniem kobiet w tej epoce były w ostatnich latach wielokrotnie podnoszone. To znany temat.
Przede wszystkim jednak była wykluczona jako córka. A to potworny stygmat społeczny. Obecnie nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak wielkim ostracyzmem była taka sytuacja dla kobiety. Dziś, jeśli ojciec nie chce uznać dziecka, idzie się ze sprawą do sądu i ustala fakty raczej dość sprawnie. Są testy na ojcostwo. Mężczyzna może uważać, że dziecko nie jest jego, ale wątpliwości można łatwo zweryfikować. Matka Chełmońskiej nie miała żadnych narzędzi, by z taką decyzją się zmierzyć. Mowa przecież o realiach zaboru rosyjskiego pod koniec XIX w.: władza rodzicielska należała do ojca. Matka nie miała praktycznie żadnych praw, zgodnie z brzmieniem obowiązującego wówczas na tym terenie Kodeksu Napoleona. Kodeks zawierał dość precyzyjnie rozpisane regulacje w tej materii: „Mąż winien jest żonie opiekę, żona winna jest mężowi posłuszeństwo”. Ojciec decydował o miejscu życia rodziny. Kobieta musiała mieć męskiego protektora, ojca albo męża, który podejmowałby za nią decyzje.

