„Byłem zdania – pisał – że oglądanie szybko zmieniającej się stolicy Chin to najlepszy z możliwych sposobów poznawania jej”. Kamera zamontowana obok fotela kierowcy zarejestrowała wówczas w Pekinie 150 godz. materiału. W ciągu ponad półwiecza od 1949 r. miasto straciło, jak wyliczał, ¾ zabytkowych budynków, a z ponad 1 tys. uliczek przecinających dzielnice mieszkalne ostać się miało jedynie 400. Tempo przeobrażeń było niezwykłe. Symbolicznie wyraża je zresztą samo życie artysty: podczas gdy jako mały chłopiec mieszkał w latach 60. z ukaranym za rzekomą reakcyjność ojcem w ziemiance, to w 2008 r. projektował już najnowocześniejszy stadion świata na pierwsze w historii igrzyska olimpijskie w Chinach.
Chiny to kraj turboskali – procesy, które gdzie indziej zachodzą w spowolnieniu lub w „zdrowych dawkach”, tu nabierają przyspieszenia i radykalizacji. O ile 100 lat temu Europa i USA stanowiły gospodarcze i technologiczne centrum świata, o tyle Państwo Środka tkwiło w tzw. stuleciu upokorzeń (1839–1949), największej zapaści w swojej liczącej 5 tys. lat historii. Postęp musiał więc dokonywać się geometrycznie. Podczas gdy niemal każde państwo stara się w jakiś sposób kształtować politykę społeczną, Pekin wprowadził zasadę jednego dziecka – rozwiązanie w swej skrajności niespotykane w skali globu. Azję ominęła co prawda śmiercionośna polityka nazizmu, lecz mające na celu zaprowadzenie komunizmu rządy Mao Zedonga doprowadziły w czasie pokoju do śmierci 20, a może nawet 80 mln ludzi. Bez pełnego dostępu do archiwów dane o ofiarach różnią się drastycznie, ale już sama ta rozpiętość wskazuje, że mamy do czynienia ze skalą niewyobrażalną.
Ai Weiwei pisze o pokoleniu swojego ojca poety Ai Qinga: „pięćset pięćdziesiąt tysięcy intelektualistów poddano »reformie przez pracę«. Po dwudziestu latach, kiedy zostali wreszcie »zrehabilitowani«, przy życiu pozostało zaledwie sto tysięcy”. A więc mniej niż 1/5!
Przywołane tu już określenie Państwa Środka odnosi się geograficznie do Równiny Centralnej, a dokładniej: do terenów na północ i południe w środkowym biegu Rzeki Żółtej. Światopoglądowo oddaje ono jednak utrwalone od tysięcy lat przekonanie Chińczyków, że żyją w centrum świata, a ich bogata kultura promieniuje na inne ludy. Możemy się z tym sinocentrycznym obrazem nie zgadzać, lecz bez przyglądania się Chinom trudno współczesny świat zrozumieć, a bez jakiejś formy współpracy z nimi nie sposób rozwiązać większości trawiących go problemów.
***
Kiedy nasze autorki kończyły pisać teksty do listopadowego Tematu Miesiąca, w polską przestrzeń powietrzną wpadły rosyjskie drony. W wielu z nas pojawiły się niepewność i strach. Ukraina mierzyła się z atakiem ponad 500 dronów w trakcie nieprzerwanego 12-godzinnego ataku. Gdy nanosiliśmy korekty, śledziliśmy z przejęciem zatrzymanie przez siły izraelskie uczestników flotylli próbującej po raz kolejny zwrócić uwagę na dramat w Gazie. Świat płonie, niestety, także w innych miejscach. Listopad rozpoczyna się wspomnieniem zmarłych, a 11. dnia miesiąca upamiętniamy zakończenie I wojny światowej. Niech ten czas pozwoli nam docenić wartość ludzkiego życia i pokoju.


