fbpx
fot. Frederick Florin / AFP / East News
Paweł Majewski lipiec-sierpień 2023

Cyrk, czyli o pragnieniu dominacji

Widowiska cyrkowe służą podkreślaniu obcości. Są odwrotnością teatru, który daje szansę na empatyczne wczucie się w Innego, doświadczenie katharsis. Cyrk nie wzbudza ani litości, ani trwogi – jedynie ekscytację oraz pragnienie dominacji nad zwierzętami i ludźmi, którzy w nim występują

Artykuł z numeru

Wyobraź sobie

Wyobraź sobie

Czytaj także

Olga Gitkiewicz

Babie lato

Patryk Pufelski

W lipcu usłyszeć można kulczyka

Diana Dąbrowska

Mózg to największy cud wszechświata

Mateusz Burzyk

Polski podbój Niemiec

Ola Synowiec

Kino z kajakiem w tle

z Mariuszem Wilczyńskim rozmawia Monika Ochędowska

Magiczna skrzynia

z Aleksandrą Rabinovitch rozmawia Ilona Klimek

Szczypta fantazji w codzienności

Cyrk nie cieszy się dziś dobrą opinią w debacie publicznej. Przy czym nie chodzi tylko o „cyrk”, jakim jest każda źle, chaotycznie lub nieskutecznie działająca instytucja w określeniu szydzących z niej krytyków, lecz również o prawdziwy cyrk, objazdową trupę wykonawców dającą przedstawienia dla masowej publiczności, która z kolei dla własnej przyjemności obserwuje popisy zręcznościowe ludzi i zwierząt na arenie. W szczególności udział zwierząt w przedstawieniach jest obecnie niemal powszechnie krytykowany, a w coraz większej liczbie państw prawnie zakazywany, ponieważ ich tresura, mająca na celu wyuczenie umiejętności wzbudzających zaciekawienie i podziw widzów, z reguły polega na zadawaniu im bólu i wzbudzaniu w nich strachu. Inaczej trudno byłoby skłonić słonie i niedźwiedzie do tańca czy balansowania na dwóch nogach, ponieważ takie czynności nie są im ani do niczego potrzebne, ani przydatne w ich własnej egzystencji, niezwiązanej z obyczajami ludzkiej zbiorowości. Radość oraz zadowolenie wzbudzane u widzów przez tańczące słonie albo klownów potykających się o swoje buty są zagadkowe, tym bardziej że instytucja cyrku ma bardzo długą historię, co znaczy, że zaspokaja on coś więcej niż przelotną modę czy nowoczesne pragnienie egzotycznej rozrywki.

Być może odpowiedzi na pytanie o trwałość instytucji cyrkowych w dziejach kultury należy szukać, odwołując się do faktu, że w widowiskach tych mniej lub bardziej wyraźnie przejawia się przemoc. Wprawdzie w nowoczesnych spektaklach tego rodzaju nie jest ona widoczna jawnie (właśnie dlatego istotnym segmentem publiczności cyrków od co najmniej 200 lat są dzieci), ale jej obecność nie ulega wątpliwości. Każdy widz, który choć trochę orientuje się w sprawach ludzkich i zwierzęcych, przynajmniej wpółświadomie zdaje sobie przecież sprawę z tego, że aby dzikie zwierzęta spełniały życzenia swoich ludzkich „opiekunów”, nie wystarczy dać im pokarm i pogłaskać po grzbiecie, a ów emblematyczny klown ofiara losu jest ofiarą sił, które go przewyższają i poniżają. W ten sposób można połączyć fenomen przedstawień cyrkowych z jedną z najistotniejszych sił napędzających ludzką aktywność – z instynktem dominacji, który wyraża się często przez pragnienie przemocy, ono zaś, chociaż na wszelkie sposoby kiełznane przez normy etyczne i kulturowe niemal wszystkich epok i cywilizacji, musi jednak znajdować ujście. Jeśli ujściem tym nie są wojna ani rewolucja, wybuch agresji w relacjach międzyludzkich ani eksplozja przemocy w społecznych rozruchach, trzeba szukać go na innych polach.

Widowiska śmierci

O cyrkach we współczesnym znaczeniu mówi się w dziejach kultury zachodniej najwcześniej w kontekście wieków średnich, zwłaszcza zaś dojrzałego i późnego średniowiecza, kiedy stałym elementem życia miejskiego stały się pokazy kuglarzy i poskramiaczy zwierząt. Oczywiście spektakularne widowiska masowe z udziałem ludzi i zwierząt znane były znacznie wcześniej. Jeśli poprosić przeciętnego inteligenta, aby wymienił kilka oczywistych skojarzeń z wyrażeniem „starożytny Rzym”, na pewno jednym z nich będzie hasło „igrzyska”.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się