70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Krzysztof Szewczyk/Forum

Zrozumieć Wojtyłę

Brakuje mi niepokoju związanego z Janem Pawłem II. Lewica czyta go przez pryzmat jego kultu: gadżetów, kremówek, pomników. Prawica traktuje jak kopalnię cytatów. A może trzeba myśleć o nim inaczej?

Michał Jędrzejek: W 1978 r., czyli 40 lat temu, Karol Wojtyła został papieżem. Pan urodził się rok później – w 1979 r. Czuje się Pan przedstawicielem „pokolenia JP II”? Pytam Pana i jako socjologa, i jako dyrektora programowego warszawskiego Centrum Myśli Jana Pawła II.

Michał Łuczewski: Na studiach zaimponowała mi piękna dziewczyna, która irytowała naszych liberalnych wykładowców, głosząc, że cierpi na „janopawłowe ukąszenie”. Szybko jej się oświadczyłem, a po kilku latach okazało się, że się zaraziłem i cierpię na to samo. Pokolenia JP II jeszcze nie stworzyliśmy, ale jesteśmy na dobrej drodze, bo mamy już czworo dzieci.

 

Na czym polega to „janopawłowe ukąszenie”?

To odwrotność ukąszenia heglowskiego. Po II wojnie światowej część polskich intelektualistów uwierzyła w żelazne prawa historii i w to, że duch dziejów znalazł się po stronie komunizmu, któremu zaczęli służyć. Ukąszenie heglowskie zabrało im wolność. Jan Paweł II daje wolność. Wojtyła cały czas żył – w II RP, w nocy nazizmu i komunizmu, w III RP – jak człowiek wolny. Dla niego nie istniał żaden historyczny przymus. Nie wierzył w żaden współczesny „-izm”. Szedł swoją drogą. Żył pięknie i tak intensywnie jak nikt z nas. Miał wiele twarzy: aktora, robotnika, poety, intelektualisty, sportowca, filozofa, przywódcy, kapłana, mistyka, proroka, świętego. Żeby dać się mu „ukąsić”, trzeba najpierw zadać sobie pytanie: jak Wojtyła w ogóle był możliwy? Jak wychodząc z niezbyt sympatycznego miasteczka, z rodziny tak boleśnie doświadczonej, jak idąc przez dwa totalitaryzmy, zbudował tak piękne życie? I jak udało mu się nie zagubić w tych wszystkich rolach? To było też jego pytanie. W swoim poemacie Profile Cyrenejczyka opisał aktora – musiał tu myśleć o sobie – który traci swoją tożsamość: „Tylu ludzi wyrastało koło mnie i przeze mnie, i ze mnie poniekąd. (…) Ale skoro ja także jestem człowiekiem, czyż natłok tych innych ludzi mnie samego jakoś nie wykrzywił?”. Wojtyła przeszedł przez natłok innych ludzi, ale nie wykrzywił się, lecz sprawił, że wszyscy się prostowaliśmy. Taki wolny człowiek ani nie był możliwy w wieku XX, ani nie jest możliwy teraz, a jednak żył i nadal żyje.

 

A pamięta Pan, kiedy został „ukąszony” przez Wojtyłę?

Wszystko przez moją żonę Paulinę. Ona zajmowała się teologią i Janem Pawłem II, ja socjologią i wszystkim poza Janem Pawłem II, a po latach się zamieniliśmy. Ona skończyła socjologię, a ja zacząłem pracować w Centrum Myśli Jana Pawła II. I tam odkryłem Wojtyłę po raz drugi. Początkowo myślałem, że możemy zostawić za sobą postać papieża i podjąć twórczo tematy, które go zajmowały: związki nauki i religii, godność pracy, katolicka nauka społeczna, teologia ciała, dialog ekumeniczny i międzyreligijny. Byłem przekonany, że wszyscy wiemy, kim był i co mówił Wojtyła, więc możemy już iść dalej. Okazało się jednak, że najciekawsza – dla nas i dla naszych studentów z pięciu kontynentów – jest próba zrozumienia Karola Wojtyły. Szukamy więc różnych sposobów, jak opowiedzieć o człowieku, który pozostaje cały czas tajemnicą. Wiemy o nim bardzo dużo, ale wciąż go nie znamy.

Dla mnie odkrycie papieża to była rewolucja rozłożona na lata. Moja rodzina nie była specjalnie religijna, a mnie zupełnie obcy był tak powszechny w latach 80. i 90. zachwyt papieżem. Moja katechetka nie chciała dopuścić mnie do bierzmowania, bo pod wpływem prac Karlheinza Deschnera krytykowałem Kościół i papieża.

Jan Paweł II wydawał mi się kimś, kto nie rozumie nowych czasów i jest przeraźliwie konserwatywny. Z czasem zrozumiałem, że nie znam tego, kogo krytykowałem.

Gdy byłem już na studiach, jeden z kolegów przywołał w rozmowie ze mną tę słynną scenę, gdy Jan Paweł II powiedział: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi”. Proszę sobie wyobrazić, że nie słyszałem o tym wcześniej. Zrobiło na mnie wielkie wrażenie, że ktoś przyjechał do ateistycznego kraju i na komunistycznym pl. Zwycięstwa przywoływał Ducha Świętego. Przecież to jest średniowiecze, a jednocześnie to średniowiecze pokonało komunizm. I plac zwycięstwa komunistów stał się placem zwycięstwa Jana Pawła II. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter