70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Andrzej Szypowski/East News

Znak równości. Wandy Chotomskiej lekarstwo na dziecięcy smutek

„Królowa jest tylko jedna” – konstatuje w książce Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia Barbara Gawryluk, mając na myśli niezachwianą pozycję, jaką od lat zajmuje w polskiej literaturze dziecięcej autorka Panny Kreseczki.

Już sama różnorodność tekstów, jakie składają się na jej literacki dorobek, może przyprawić o zawrót głowy. Nieprzeliczone wiersze, ponad 100 piosenek, teksty prozatorskie, 10 lat dobranocek z Jackiem i Agatką, słuchowiska, scenariusze filmowe i teatralne. I jeśli dodać do tego wieloletnie, w mistrzowski sposób prowadzone spotkania z książką dla dzieci, które przybierały różne formy i formuły: Podróże po Literaturze, Kabaret na Kółkach Chotomska i Spółka, trudno uciec od wielkich słów. Nie warto nawet wspominać o wszystkich nagrodach i odznaczeniach, jakie otrzymała poetka za swoją twórczość – w tym kontekście chętnie posłużę się porównaniem, jakiego użył Leonard Cohen, kiedy dowiedział się o przyznaniu Bobowi Dylanowi literackiej Nagrody Nobla: to tak jakby przypinać medal do Mount Everestu za to, że jest najwyższą górą. Dość przecież powiedzieć, że Wanda Chotomska jest nie tylko laureatką Orderu Uśmiechu, ale sama była inicjatorką jego powstania.

Jak przybliżyć się do zrozumienia fenomenu, jakim jest twórczość Wandy Chotomskiej? Teksty takie jak wydane niedawno po latach w formie książkowej Panna Kreseczka czy Pan Motorek nadal zachwycają błyskotliwym dowcipem. To, co uderza najbardziej, to niezwykła żywotność i żywiołowość jej tekstów, podskórne rozwibrowanie znaczeń, które sprawia, że utwory poetki, także te powstałe przed wieloma laty, przetrwały próbę czasu. Już debiutancki tomik Wandy Chotomskiej Tere-fere (wznowiony niedawno, pierwotnie wydany w 1958 r. zbiór wierszy został bardzo przychylnie przyjęty przez Jana Brzechwę) zawiera utwory doskonałe – by wspomnieć choćby Chłopaka na opak, Kurczę blade, Wiersz o piwie i lokomotywie czy Mysią mowę, które znajdowały potem miejsce w jej kolejnych książkach. Chotomska doskonale rozumie dziecięcą potrzebę zabawy, jej twórczość przepełnia żywioł ludyczny – o czym pisano już niejednokrotnie – ale nie tylko to sprawia, że poetce tak blisko do dziecięcej wizji świata.

Innym niezwykle ważnym komponentem twórczości Wandy Chotomskiej, uwidaczniającym się przede wszystkim w jej tekstach prozatorskich, jest sposób, w jaki znajduje zrozumienie dla całego spektrum negatywnych doświadczeń, które często w nieunikniony sposób stają się udziałem dzieci.

Każde z tych doświadczeń pisarka traktuje z należytą powagą, czy jest to zagrożone poczucie bezpieczeństwa związane z rozpadem małżeństwa rodziców, jak w opowiadaniu Dzień dobry, córeczko, czy chłód emocjonalny, jakiego doznaje dziecko ze strony matki (Kogutek), czy też utrata ukochanego miejsca zabaw (Drzewo z czerwonym żaglem). Jak zauważa Jesper Juul, uznany duński pedagog i terapeuta rodzinny, warunkiem koniecznym do poważnego traktowania drugiego człowieka jest umiejętność spojrzenia na sytuację z jego perspektywy i uznania prawa jednostki do własnych odczuć, potrzeb, pragnień i możliwości ich wyrażania. „Bycie traktowanym poważnie – pisze Juul w Twoim kompetentnym dziecku – jest doświadczeniem nieuchwytnym, jakby »muzycznym«, a kiedy brakuje go w rodzinie, dzieci mają trudności z wyrażaniem siebie. Gdy elokwentne dzieci próbują wyrazić je słowami, często ujmują to w następujący sposób: »Moi rodzice decydują o wszystkim. Mnie nigdy nie wolno o niczym zadecydować«”.

Takiego traktowania poważnie brakuje Adasiowi w opowiadaniu Kogutek – do momentu, aż w jego życiu pojawia się nieobecny wcześniej dziadek. „Dużym to wszystko wolno” – mówi Adaś i jego rozgoryczenie jest przejmujące, ogromnych rozmiarów, chciałoby się rzec: zupełnie niedziecinne. Matka chłopca, wielbicielka sztucznych kwiatów i ustawionych na meblościance kryształów, zajęta jest budowaniem nowego związku, wszystkie uśmiechy rezerwuje dla pana Rysia, który przyjeżdża po nią swoim polonezem. Adasiowi matka okazuje jedynie rozdrażnienie. „Przy mamie nawet pisnąć nie można, od razu się denerwuje” – żali się chłopiec. Osamotnienie, jakiego doświadcza Adaś, mieszkając w bloku na osiedlu z wielkiej płyty, przeciwstawione jest wspomnieniu szczęśliwych dni, które przeżył na wsi u dziadka. W tym idyllicznym wiejskim krajobrazie, z pysznie owocującą jabłonką i wspaniałym kogutem, który jest wspólny dla dziadka i jego sąsiada, chłopiec nareszcie odżywa – przede wszystkim za sprawą dziadka, otaczającego Adasia czułym i uważnym, nieoceniającym spojrzeniem. I znowu można odwołać się do Juula, który wskazuje na to, jak ważne jest dostrzeżenie dziecka takim, jakie jest – nie skupiając się na krytyce ani też nadmiernych pochwałach, ale właśnie na tym, aby poczuło się zauważone, co długoterminowo pozwala na budowanie zdrowego poczucia własnej wartości. Wprawdzie Adaś nie może pozostać razem z dziadkiem i bardzo przeżywa powrót do miasta i matki, oziębłej, nierozumiejącej jego potrzeb i wrażliwości, ale chłopiec nie jest już w tej sytuacji sam – dostał od dziadka w prezencie kogutka z gliny. I choć matka nie pozwala mu na nim grać, krzywiąc się na „wiejskość” tej zabawki, doświadczenie bezwarunkowego wsparcia, jakie otrzymał od dziadka – czego symbolem jest gliniana zabawka – daje chłopcu poczucie siły, pozwalając nabrać dystansu, może nawet uwolnić się od destrukcyjnego wpływu matki? Kiedy Adaś wychodzi na balkon, odprowadzając wzrokiem odjeżdżającą z panem Rysiem mamę, chłopiec zdobywa się na bardzo znamienne spostrzeżenie: „Z góry wszystko małe. Betonowy parking, asfaltowe chodniki między blokami. I mama malutka”. Kogutek jako lekarstwo na trudne życiowe doświadczenia („Kogutek jest dobry na smutek. Zawoła »Kukuryku« i obudzi wieś” – mówi dziadek) okazuje się nie tylko skuteczny, ale i uniwersalny. Na sąsiednim balkonie pojawia się inny chłopczyk, osłabiony jeszcze po długotrwałej chorobie, a wtedy Adaś bez wahania oferuje mu swoje wsparcie.

W radzeniu sobie z trudną, przerastającą małe dziecko sytuacją pomocny może być nie tylko kogut, ale nawet… pojedyncze gęsie pióro uwolnione z nocnej poduszki. Główna bohaterka opowiadania Dzień dobry, córeczko, Ania, odbywa dzięki niemu nocną napowietrzną podróż z Warszawy na Mazury, zostawiając za sobą poważne problemy małżeńskie swoich rodziców. Nawet jeśli zakończenie tej historii przynależy do sfery snu i nie wpływa na poprawę relacji między mamą i tatą – choć kto wie, jak jest naprawdę? – wyobraźnia Ani już wprawiła w ruch potężną maszynę, która daje jej siłę do tego, aby zawalczyć o własne poczucie sprawczości – tak aby mogły „odsmucić się smutki” i w domu Ani na powrót zapanowała harmonia, niczym w łabędziej rodzinie, którą dziewczynka spotkała podczas mazurskiej wyprawy.

Jak wielką siłę może dać wyobraźnia, przekonał się także tytułowy bohater książki Leonek i lew (kilka lat temu w serii Muzeum Książki Dziecięcej ukazał się jej reprint, ze wspaniałymi ilustracjami Teresy Wilbik). Zahukany, wyśmiewany przez starszego kuzyna chłopiec po przyjeździe ze wsi nie potrafi odnaleźć się w wielkim mieście. Jego sprzymierzeńcem staje się własnoręcznie narysowany na chodniku lew, dzięki któremu Leonek odkrywa w sobie pokłady odwagi, o jaką nigdy by siebie nie podejrzewał.

Podobnie dzieje się w opowiadaniu Drzewo z czerwonym żaglem – tylko najmłodszy i najmniejszy, warunkowo przyjęty do załogi Mały potrafi wykazać się prawdziwą odwagą i bronić przed zagrożeniem ze strony bezdusznych dorosłych miejsca wspólnych zabaw – potężnego białodrzewu, który w zbiorowej chłopięcej wyobraźni zamienia się w statek prujący wzburzone morskie fale, „suchego przestwór oceanu” znajdujący się tuż za nowo wybudowanymi blokami. Śpiewana przez całą załogę piosenka o statku z czerwonym żaglem zyskuje nowe znaczenie w godzinie próby, kiedy zabawa w marynarzy staje się czymś więcej niż tylko grą wyobraźni: „Chociaż sztorm jak wszyscy diabli, nie będziemy zwijać żagli, / pokażemy, że umiemy iść pod wiatr. / W bryzgach słonej morskiej piany / pokonamy oceany, / pokażemy, ile każdy z nas jest wart!”. W obliczu zagrożenia – pewnego dnia zapada decyzja o ścięciu drzewa, żeby nie przeszkadzało w budowie kina – rewizji poddane zostają szumne deklaracje, które wygłaszali wcześniej wyżsi rangą członkowie załogi. Jedynie Mały potrafił zdobyć się na to, żeby czynnie przeciwstawić się przemocy ze strony dorosłych – i ocalił statek, w sferze symbolicznej i rzeczywistej, bo drzewo zostało przesadzone na inne miejsce. Grzegorz Leszczyński wnikliwie pisze o postawie Małego w tekście Wobec prawdy, wobec cierpienia pomieszczonym w zbiorze Wandalia Chotomistyczne, odnosząc się przy tym do idei Janusza Korczaka: „dobrem jest wierność, która wzmaga życie wewnętrzne”. Gdyby pozostać przy nazewnictwie Juula, można by powiedzieć, że jedynie Mały w pełni zachował swoją integralność.

Próbie zostają poddani także bohaterowie Kluczy do Jelenia – sześcioro „dzieci z kluczami”, którym różne „Litościwe Osoby” niejednokrotnie dają odczuć, że ich sytuacja życiowa jest godna pożałowania. Anka, Zyziek, Piotrek, Luśka i bracia Pakulscy wyróżniają się bowiem w szkole i na osiedlu tym, że muszą pilnować kluczy od mieszkania, które ich pracujące matki zawiesiły im na szyjach. Dzieciaki codziennie mierzą się w związku z tym z niewybrednymi docinkami ze strony starszych kolegów. I jak to często bywa w twórczości Chotomskiej, pomoc przychodzi ze świata wyobraźni, za pośrednictwem Babci Jeleniowej, która zapoznaje ich z pewnym tajemniczym Jeleniem z makatki… Klucze – początkowo naznaczające dzieci jako „te inne, gorsze” – naraz sprawiają, że ich posiadacze mogą poczuć się kimś wyjątkowym, obdarzonym przepustką do zaczarowanego lasu, który rozpościera się przed nimi, kiedy tylko przekroczą próg mieszkania Babci.

Nie jest to zresztą jedyna Babcia w twórczości prozatorskiej Wandy Chotomskiej, która przychodzi dzieciom na ratunek. Tytułowa bohaterka powieści Moja babcia gra na trąbie nie tylko stanowi prawdziwe wsparcie dla swojego wnuka Janka oraz dziewczynki z sąsiedztwa, przybranej wnuczki Andzi, ale ocala wszystkich mieszkańców Miasteczka, „wytrąbiając” hen daleko samozwańczego władcę, okrutnego króla Ponurasa Pierwszego, który chciał odebrać ludziom dobrą muzykę i śpiew ptaków. „Póki ja żyję, żaden Ponuras nie będzie nami rządził!” – mówi z wielką mocą.

A jak na monarsze tytuły reaguje Wanda Chotomska? Kiedy Barbara Gawryluk nazywa ją królową polskiej literatury dla dzieci, poetka odpowiada w zdecydowany sposób: „Z tym to ja się zupełnie nie zgodzę. Nie podoba mi się określenie »królowa«. Jestem na pewno demokratką”. W innym miejscu jednej z długich rozmów przeprowadzonych przez Gawryluk do książki Nie mam nic do ukrycia, zapytana o to, czy dzieci trzeba lubić, żeby dla nich pisać, pisarka mówi: „Właściwie trzeba postawić znak równości między dziećmi a ludźmi. Czy ja wszystkich ludzi lubię? No nie. Natomiast jeśli chodzi o dzieci, to na pewno jest więcej tych, które lubię, niż tych, których nie lubię”. I gdybym miała próbować znaleźć klucz do zrozumienia fenomenu twórczości Wandy Chotomskiej, szukałabym właśnie w tych rejonach.

_

Korzystałam m.in. z:

Barbara Gawryluk, Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia, Warszawa 2016

Wandalia Chotomistyczne, czyli rzecz o twórczości w życiu Wandy Chotomskiej, red. Joanna Papuzińska, Łódź 2002

Wandalia ponownie, red. Joanna Papuzińska, Łódź 2013

Wanda Chotomska, Klucze do Jelenia, Warszawa 1984 (I wydanie: 1972)

Wanda Chotomska, Drzewo z czerwonym żaglem, Warszawa 1984 (I wydanie: 1976)

Wanda Chotomska, Leonek i lew, Warszawa 2014 (I wydanie: 1976)

Wanda Chotomska, Moja babcia gra na trąbie, Łódź 2006 (I wydanie: 1990)

Wanda Chotomska, Wanda Chotomska dzieciom, Warszawa 2012

Wanda Chotomska, Panna Kreseczka, Warszawa 2013

Wanda Chotomska, Pan Motorek, Warszawa 2014

Wanda Chotomska, Tere-fere, Warszawa 2014 (I wydanie: 1958)

Jesper Juul, Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?, tłum. Beata Hellmann i Barbara Baczyńska, Warszawa 2011

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata