70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Maria Wytrykus/TVP/PAP

(Zielone) światło dla ducha

Rygorystyczne przestrzeganie przesądów sprawiłoby, że wszystkie pokazy premierowe rozpoczynałyby się z 13-minutowym opóźnieniem, nikt nie wchodziłby na scenę lewą nogą i nie otwierał tam parasola (po co kusić licho?).

Gdy scena pustoszeje, gdy z widowni znika ostatni widz, a drzwi zamykają się za najpilniejszym pracownikiem teatru, na sali pozostaje zapalone jedno małe światełko. Jego obecność tłumaczyć można różnie. Racjonaliści powiedzą: światełko powinno palić się, żeby pierwsza osoba otwierająca salę mogła przejść spokojnie i bezpiecznie do włącznika światła lub konsoli oświetleniowca. Można też jego blask wyjaśniać w zupełnie inny sposób. Światło to w tradycji anglosaskiej nazywane jest ghost light i musi być zapalone cały czas ze względu na zamieszkałe w teatrze duchy. Według jednej wersji po to, by je odganiać, a według innej, by stworzyć przyjazne warunki dla nawiedzających budynek zjaw. W Polsce w podobny sposób wyjaśniane jest zamykanie teatrów w poniedziałki. Nie można niczego robić na scenie, ponieważ wtedy spotykają się na niej duchy zmarłych aktorów i pracowników teatru. Tego dnia jest zarezerwowana tylko dla nich, by mogły na niej wystawiać swoje spektakle i nie przeszkadzały żyjącym aktorom w pozostałe dni tygodnia. Dzięki temu zadowoleni są i żywi, i umarli, a w teatrze tworzy się przestrzeń dla odrobiny magii.

 

Krąg wtajemniczonych
Nietrudno jest odnaleźć listy teatralnych przesądów. Niektóre z nich powtarzane są często, inne pojawiają się tylko w wypowiedziach konkretnych aktorów i w opowieściach o jednej instytucji. W teatrach każdego kraju obowiązują inne tajemnicze zakazy i nakazy, które mają przynieść sukces premierze. Zespoły teatralne czerpią ze wspólnego zbioru zabobonów i wytwarzają również własne. Tadeusz Nyczek wskazuje, że ich cechą wspólną jest to, iż przekazywane są z pokolenia na pokolenie od tak dawna, że niejednokrotnie niełatwo dziś znaleźć ich źródło, powiedzieć, kiedy i dlaczego zaczęły obowiązywać[1]. Wydaje się, że spełniają też podobną funkcję: nie tylko umacniają wiarę w to, że wszystko będzie dobrze, lecz także budują wspólnotę, tworząc krąg wtajemniczonych.

W artykułach opowiadających o przesądach często podkreśla się, że w teatrze tyle rzeczy wpływa na strukturę spektaklu, a jego ostateczny kształt uzależniony jest od tak dużej liczby osób i przypadków, że wiara w magiczne czynniki staje się jakimś sposobem okiełznania rzeczywistości niemożliwej do opanowania racjonalnymi metodami.

Skoro często trudno wytłumaczyć, dlaczego na scenie pojawia się jakiś element scenografii lub skąd bierze się energia postaci, to może istnieje jakiś związek między kopnięciem aktora a jego sukcesem na scenie. Może pomoże, na pewno nie zaszkodzi. Jednocześnie przedstawienie przesądów jako powszechnie obowiązujących i restrykcyjnie przestrzeganych tworzy z teatru instytucję działającą obok świata, przestrzeń rządzącą się swoimi prawami silnie oddzieloną od realności, w której nikt nie zastanawia się nad tym, jaką nogą wstaje z łóżka, chociaż wie, że lepiej jest to zrobić prawą. Może dlatego twórcy coraz częściej podkreślają, że najważniejsze jest rzetelne przygotowanie do spektaklu, a odprawianie rytuałów i przestrzeganie przesądów zastąpić można wypełnianiem swoich obowiązków na scenie. Magiczne zasady są jeszcze pamiętane, często się o nich opowiada, lecz coraz rzadziej ich przestrzega. Tylko czasami pojawiają się na scenie.

Nic dziwi ich coraz mniejsza popularność. Rygorystyczne przestrzeganie przesądów sprawiłoby, że wszystkie pokazy premierowe rozpoczynałyby się z 13-minutowym opóźnieniem (na szczęście), nikt nie wchodziłby na scenę lewą nogą i nie otwierał tam parasola (po co kusić licho?), plakaty koniecznie zawierałyby zielone elementy (nadzieja na udany spektakl), jednak ten kolor razem z żółtym nie mógłby pojawiać się na scenie (żółty to znak diabła, a zielony zazdrosnych wróżek). Trumna zakazana jest z powodów oczywistych i ciągle wydaje się niebezpieczna. Niby coraz częściej pokazuje się ją na scenie, ale każdy zna historie o ludziach nagle zmarłych, a zaangażowanych w premiery, w których została użyta. Artyści muszą uważać też na to, co robią i na co patrzą. Zakazane są np. spotkania z zakonnicami, które mogą im zabrać tekst z głowy. Aktorzy nie mogą również niczego na scenie rozpruwać (zepsuta rola) ani pozwolić na to, by zszywano na nich ubrania (bo zaszyje się im usta).

Wiele osób zna też przesąd mówiący o tym, że upuszczenie pudru jest pechowe. Joanna Szczepkowska w „Gazecie Wyborczej” mówi, że oznacza to, iż rola się rozsypie, lub jest zapowiedzią romansu ze swoim scenicznym partnerem (co chyba już tak pechowe nie jest)[2].

Według innej wersji zniszczenie pudru zwiastuje rychłe zwolnienie[3], zaś w wydaniu dla zapobiegliwych po takim nieszczęściu pracę należy czym prędzej rzucić, by zaradzić jeszcze większemu pechowi. Na scenie powinno się również unikać pokazywania pawich piór. Scenografka i kostiumografka Iga Słupska wspomina, że planowała wykorzystać je w kostiumach do Korzeńca w Teatrze Zagłębia – pierwszym spektaklu, przy którym pracowała, co spotkało się z protestem innych pracowników teatru, a w konsekwencji zmianą projektu stroju.

Część przesądów ma charakter praktyczny. Jeden z nich mówi o tym, że kwiatów otrzymanych po spektaklu oddawać nie wolno, bo już nigdy nikt ich nam nie wręczy. Może coś w tym jest, że kiedy fan zobaczy, iż jego prezent przechodzi w inne ręce, nie będzie się wykosztowywał na kolejny bukiet. Inny przesąd mówi zaś o tym, że nie wolno przyjmować opłaty za spektakl przed premierą, i wydaje się, że został wymyślony przez księgowe pilnie strzegące teatralnych kas. Część praktycznych kiedyś wskazówek z biegiem lat straciła swoje wytłumaczenie, jednocześnie pozostając w pamięci twórców. Jeden z zakazów najbardziej rygorystycznie przestrzeganych do dzisiaj w teatrze mówi o tym, że nie można gwizdać, bo spektakl zostanie wygwizdany. Tymczasem okazuje się, że przepis ten wprowadzono w czasach, w których gwizdami komunikowali się ze sobą montażyści sceny i dźwięki wydawane przez osoby postronne mogły wprowadzać ich w błąd[4].

Najbardziej obecne i stosowane w teatrze przesądy to wspomniane gwizdanie oraz przydeptywanie egzemplarza lub tekstu, gdy spadnie na ziemię. Robi się tak po to, by nie położyć roli. Do tego stosują się prawie wszyscy. Agnieszka Bałaga-Okońska, aktorka Teatru Zagłębia w Sosnowcu, opowiada: „Nawyk przydeptywania wszedł mi w krew na dobre i przydeptuję odruchowo dosłownie wszystko. Kiedyś w Urzędzie Skarbowym odcisnęłam ślad solidnego zimowego kozaczka na jakimś formularzu w trosce o powodzenie pani, która go upuściła. Spojrzała na mnie jak na wariatkę, a ja z przepraszającym uśmiechem oddałam jej stratowane dokumenty i czmychnęłam czym prędzej z urzędu”.

 

Nowe rytuały

Potrzeba magicznego myślenia w teatrze objawia się w wymyślaniu nowych rytuałów, które zastępują stare przesądy. Część z nich ma charakter prywatny. Reżyser Jakub Skrzywanek zawsze na początku prób siada w pustej sali i wyobraża sobie gotowy spektakl. Aktorka Bożena Stachura w „Gazecie Wyborczej” wyznaje, „że każdej postaci, którą gra, wymyśla przedmiot-amulet. Zastanawia się, co mogłaby nosić w kieszeni, torebce, i to dodaje do kostiumu. Kiedy spektakl schodzi z afisza – ma po nim pamiątkę”[5]. Inni wkładają na premiery i ważne spektakle specjalne ubrania, biżuterię, zabierają gadżety, które przynoszą im szczęście. W niektórych zespołach istnieje zwyczaj obdarowywania scenicznych partnerów drobnymi upominkami na szczęście.

Reżyser i dramaturg Michał Kmiecik opowiada o rytuale, który odprawia przed każdą premierą: „Nazywa się to »odczynianie«. Potrzebna do tego jest szufelka, kubeł na śmieci i butelka wódki. Po trzeciej próbie generalnej, po omówieniu, każdy bierze zmiotkę i odkurza wybrane przez siebie miejsce. Chodzi o to, żeby wymieść złe zdarzenia. Robi się to zarówno w tych miejscach, których się nie jest pewnym, gdzie na przykład jest grana trudna scena, jak i tam gdzie zdarzyło się coś niebezpiecznego: ktoś się poślizgnął, ktoś kogoś uderzył albo gdzie jakieś urządzenie techniczne nawaliło. Po zamieceniu cały zebrany na szufelkę brud wrzuca się do kosza i kropi się to miejsce wódką, żeby zamiecione odkazić. Ważne jest, żeby uczestniczyła w tym cała ekipa. Po wszystkim wszyscy niosą ten kosz i wyrzucają cały zgromadzony brud poza teren teatru. Potem wraca się na scenę i rozpija tę wódkę, która została. Tutaj już jest większa dowolność, niepijący czy zmotoryzowani oczywiście nie muszą w tym uczestniczyć. Jak robiliśmy Vatzlava w Teatrze Nowym w Łodzi, zdarzyło się tak, że jak zamietliśmy już całą scenę, jeden z aktorów zaintonował piosenkę ze spektaklu i szliśmy z tym wiaderkiem, śpiewając Się żegnaj Roberta Piernikowskiego. Ale śpiewanie też nie jest obowiązkowe”.

Podobny rytuał wykonuje się przy produkcjach Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu, opowiadają o nim również współpracownicy Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego. Kmiecik zaś usłyszał o nim od reżysera Marcina Libera w czasie pracy nad spektaklem Być jak Steve Jobs. Bohaterowie polskiej transformacji. Ballada o lekkim zabarwieniu heroicznym w Narodowym Starym Teatrze. Tradycja zostaje przekazana.

 

Umowa na czas nieograniczony
W serialu Artyści wyreżyserowanym przez Pawła Demirskiego i Monikę Strzępkę pojawia się postać sprzątaczki odgrywana przez Ewę Dałkowską. Posiada ona pewną szczególną umiejętność wyróżniającą ją spośród innych pracowników teatru: widzi duchy. W stworzonym na ekranie świecie dawni dyrektorzy przechadzają się po korytarzach warszawskiego teatru, biorą aktywny udział w życiu instytucji, pojawiają się na bankietach i premierach oraz dzielą się z nią opiniami o bieżących wydarzeniach

Obecność duchów w teatrze jest kolejnym przejawem jego magicznego życia. Legend o powracających na sceny zjawach jest wiele – zazwyczaj są nimi twórcy i dyrektorzy związani za życia z instytucjami, chcący nawet po śmierci sprawować nad nimi pieczę, tak jakby ich umowa z teatrem podpisana była na wieczność. Takie legendy krążą m.in. wśród studentów i absolwentów wrocławskiego wydziału Akademii Sztuk Teatralnych. Jak opowiadają, w starej siedzibie szkoły przy ul. Jastrzębiej pojawiała się Iga Mayr – aktorka przez wiele lat związana z AST. Niektórzy twierdzą, że widzieli ją w czasie swoich egzaminów bądź czuli jej wspierającą obecność.

Wśród legend o nawiedzonych teatrach często pojawia się Teatr Dzieci Zagłębia im. Jana Dormana w Będzinie odwiedzany ciągle przez swojego patrona. Podobno duch szczególnie upodobał sobie środkowe siedzenie w dziesiątym rzędzie, które często nie chce się złożyć jak inne krzesła, a także samo otwiera się w czasie prób. Tak jakby wieloletni dyrektor dalej oglądał spektakle ze swojego ulubionego fotela. Bardziej złośliwy jest duch patrona Teatru Powszechnego w Warszawie – Zygmunt Hübner. W czasie uroczystości wręczenia nagród jego imienia przewróciła się przedstawiająca go statuetka, zaś innym razem wręczająca nagrodę Krystyna Janda zgubiła but, wchodząc na scenę. W instytucji mówi się, że to sprawka Hübnera.

W najgorszej sytuacji jest Teatr Polski w Poznaniu. Według opowieści pracujący tam jako dyrektor Wilam Horzyca, odchodząc ze stanowiska, rzucił klątwę na miasto i teatr, który do dzisiaj jest przez niego nawiedzany. Niestety, rozgniewany dyrektor nie ma dobrego nastawienia do tej instytucji, a jego obecność nie jest przyjacielska. W dodatku, jak mówi legenda, w garderobie męskiej, w której śmierć ponieśli dwaj pojedynkujący się aktorzy, znaleźć można kolejne nieszczęśliwe duchy wciąż szukające drogi do zaświatów. W tym teatrze lepiej nie zostawać samemu w nocy.

 

Po co te duchy?
W 2017 r. w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego urządzony został wieczorny spacer po zabytkowym budynku Zagubieni w teatrze – nocne zwiedzanie. W trakcie wyprawy uczestnicy poznawać mieli nie tylko historię i kulisy działania instytucji, ale także zamieszkałe w niej duchy. „Teatr nocą – a szczególnie ten teatr – to miejsce magiczne. Fascynujące, tajemnicze i inspirujące. Puste, ciemne przestrzenie, portrety patrzące na nas ze ścian, wreszcie czarna, nieomal nieskończona przestrzeń sceny – to labirynt, w którym prawda miesza się z fikcją, przyziemne detale urastają do rangi metafizyki, a to, co wyśnione, może stać się prawdziwe”[6] – rekomendował spacer w „Dzienniku Polskim” dyrektor Teatru Krzysztof Głuchowski.

Opowieści o tajemniczych wydarzeniach to oczywiście świetna reklama instytucji i narzędzie promocji. Opisaną akcję interpretować można jednak szerzej: jako gest zaproszenia duchów i magii do oficjalnej historii teatru. Nie jest to natomiast gest uznania zjaw czy umocnienia wiary w nie, ale podkreślenie wagi opowieści o nich. Przydeptując egzemplarz, niekoniecznie wywołuje się szczęście, ale tworzy wspólnotę, łączy z przeszłością. W końcu jak pisze Tadeusz Nyczek: „w zabobonie teatralnym przechowuje się anonimowa, zbiorowa pamięć pierwotnych źródeł teatru, jakimi były magia, religijne rytuały, poczucie obcowania z duchami”[7]. Legendy i przesądy w realny sposób tworzą klimat instytucji, łączą jej pracowników wspólną opowieścią, a także podkreślają ciągłość historyczną, mieszają czasy, zapraszają do świata pamięci dawnych pracowników teatrów. Jest przecież coś wzruszającego w myśleniu, że ze sceny nikt nie schodzi.

_

[1] .T Nyczek, Alfabet teatru dla analfabetów i zaawansowanych, Warszawa 2002, s. 182.

[2] I. Szymańska, Nie gwizdać w teatrze, „Gazeta Wyborcza Stołeczna”,  27 marca 2007 r.

[3] http://www.gazetalubuska.pl/kultura/art/7504765,czary-w-teatrze,id,t.html (dostęp: 9 lipca 2018).

[4] http://www.kochamteatr.info/2015/03/35-przesadow-i-zwyczajowteatralnych.html; http://www.afiszteatralny.pl/2016/07/przesady-izwyczaje-teatralne.html (dostęp: 9 lipca 2018).

[5] I. Szymańska, Nie gwizdać…, dz. cyt.

[6]  http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/duchy-teatru-bedatowarzyszyc-zwiedzajacym,12173510/ (dostęp: 9 lipca 2018).

[7] T. Nyczek, Alfabet teatru…, dz. cyt., s. 182.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter