70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wybierać, widzieć, robić miejsce

Oto pewna bajka Ezopa: „Astronom miał zwyczaj wychodzić co wieczór i przyglądać się gwiazdom. Otóż kiedyś przechadzał się pod miastem i mając umysł całkiem zajęty niebem, przypadkiem wpadł do studni. Ponieważ jęczał i wołał, przechodzień jakiś, który usłyszał jego lamenty, podszedł, a dowiedziawszy się, co się zdarzyło, rzekł mu: »Ej ty, próbujesz dostrzec to, co na niebie, a tego, co na ziemi, nie widzisz?«”.

Była ona znana i powtarzana w różnych wariantach w starożytności. U Platona owym astronomem okazuje się pierwszy filozof – Tales z Miletu, a przechodniem pokojówka z Tracji, która naśmiewała się z jego poznawczych aspiracji połączonych z groźną dlań niepraktycznością. Hans Blumenberg poświęcił całą książkę dziejom tej opowiastki, widząc w niej obraz konfliktu między skłonnością do teoretyzowania a wymogami życia codziennego[1]. Można jednak uczynić z niej również punkt wyjścia do innych rozważań – o uwadze i uważności.

„Uwaga” (łac. attentio, ang. i franc. attention, niem. Aufmerksamkeit) to termin wiązany często z psychologią poznawczą, badaniem mechanizmów spostrzegania i koncentrowania się na pewnych elementach otoczenia; natomiast „uważność” nasuwa skojarzenia z praktyką wywodzącą się z Dalekiego Wschodu i opierającą się na medytacyjnym skupieniu na tym, co się dzieje w danym momencie. Ponieważ pojęcia te rzadko pełnią na gruncie filozofii funkcję techniczną i precyzyjnie określoną, pozwolę sobie na swobodę w wymiennym posługiwaniu się nimi, łącząc z uwagą częściej sam chwilowy akt koncentracji, a z uważnością długodystansową dążność czy trwałą postawę.

Czego na temat tych pojęć dowiadujemy się z bajki o astronomie? Z pewnością, że z samej istoty uwagi wynika jej selektywność – wybierając coś (gwiazdy) za jej przedmiot, tracimy z oczu całą resztę (studnię). Uwaga absolutna, wszechobejmująca i oddająca wszystkiemu sprawiedliwość, jest utopią bądź boskim przymiotem.

Pozostajemy jednak z dwoma pytaniami, na które próbują odpowiedzieć rozmaite tradycje filozoficzne. Po pierwsze: czemu poświęcić uwagę, skoro nie możemy nią objąć wszystkiego? Temu, „co na niebie”, czy temu, „co na ziemi”? Po drugie: jaką drogę czy metodę uważności obrać? Sokrates w Platońskim dialogu broni teoretycznego namysłu filozofa, który „o najbliższym sąsiedzie nie tylko nie wie tego, co on robi, ale bez mała tego nawet nie wie, czy to człowiek, czy też jakieś inne stworzenie”, a zastanawia go tylko ogólne pytanie: „co to właściwie jest człowiek i jakie natura ludzka posiada zdolności”[2]. Czy możliwa jest jednak praktyka (filozoficzna lub artystyczna) tak uważna wobec rzeczywistości, że nie spotkałaby się z kpiącą reakcją trackiej kobiety, ponieważ byłaby zdolna oświetlić i przemienić życie codzienne?

 

Wybierać

Jak zauważa niemiecki filozof Bernhard Waldenfels: „Starożytne języki europejskie podchodzą do fenomenu uwagi w sposób dość nieporadny. Po grecku mówi się o prosechein, o nawracaniu, nakierowywaniu, tak jak wtedy, gdy kieruje się statkiem w stronę lądu, tyle że w przypadku uwagi to nie statek kierowany jest ku rzeczy, lecz umysł”[3]. Uwaga w greckiej filozofii łączy się często z wyborem odpowiedniego przedmiotu, ku któremu należy się skierować, i z równoległym odrzuceniem czy odwróceniem się od rzeczy nieistotnych, drugorzędnych, niezwiązanych z poznaniem prawdy i prowadzeniem dobrego życia.

Ukazują to dwa przykłady. W Platońskiej opowieści o jaskini przedstawiony zostaje obecny stan świadomości ludzi. Nie widzą oni rzeczywistego świata, lecz – zakuci w kajdany – oglądają jedynie cienie na ścianie jaskini, biorąc je za prawdziwe przedmioty. Zadaniem filozofii jest wyjście z owego więzienia i poznanie tego, co istnieje bardziej, czyli świata idei. Sokrates tłumaczy swojemu rozmówcy: „całą duszą trzeba się odwrócić [wszystkie podkreślenia – M.J.] od świata zjawisk, które powstają i giną, aż dusza potrafi patrzeć na byt rzeczywisty i jego pierwiastek najjaśniejszy i potrafi to widzenie wytrzymać. Ten pierwiastek nazywamy Dobrem. (…) nie o to chodzi, żeby człowiekowi wszczepiać wzrok, on go ma, tylko się w złą stronę obrócił i nie patrzy tam, gdzie trzeba[4]. Sprawa filozofii polega na wyborze tego, co intelektualne i wieczne, przed tym, co fizyczne i zmienne.

Rozmyślaniach Marka Aureliusza nacisk położony jest na wybór myślenia o sobie i dbanie o słuszność własnego postępowania ponad zgubną ciekawość wobec spraw innych ludzi, wścibstwo, przejmowanie się tym, co nie zależy od nas. „Nie widziano jeszcze, by kto był nieszczęśliwy z tego powodu, że nie troszczy się o to, co się dzieje w duszy innego człowieka. Ci zaś muszą być nieszczęśliwi, którzy nie śledzą z rozwagą drgnień duszy własnej. (…) Nie marnuj pozostającej ci części życia na rozmyślania o innych, jeżeli to nie ma związku z jakąś sprawą użyteczności publicznej. (…) Należy (…) pozbyć się niepotrzebnej ciekawości i złośliwości. (…) A nic innego nie nazywam spokojem, jak wewnętrzny ład. Jak najczęściej więc stwarzaj sobie tę ustroń i odświeżaj sam siebie”[5]. To jeden z wielu przykładów powracających napomnień do właściwego ukierunkowania uwagi.

Prosechein ton noun” (zwracać uwagę na siebie, zwrócić spojrzenie ku sobie) to formuła opisywana przez Michela Foucaulta w jego analizach starożytnego fenomenu „troski o siebie”, której Marek Aureliusz był wybitnym przedstawicielem. W pismach stoickich czy epikurejskich z I i II w. n.e. powracają wezwania do badania samego siebie, które mają stanowić część szerszego procesu: ustanawiania siebie, zamieszkiwania w sobie niczym w warownej twierdzy, dbania o siebie i bycia panem własnego losu. „Owo – pisze Foucault – zalecane odwrócenie spojrzenia, przeciwstawione złośliwej ciekawości w stosunku do innych, nie skutkuje ukonstytuowaniem Siebie jako przedmiotu analizy, deszyfracji, refleksji. Idzie tu raczej o zaproszenie do swego rodzaju teleologicznej koncentracji. Podmiot ma skupić się na swym celu; stale i wyraźnie widzieć to, do czego dąży (…). Nasuwa się myśl o koncentracji typu atletycznego, o przygotowaniach do wyścigu albo do walki, o geście łucznika napinającego łuk i mierzącego do celu”[6]. Dobrze ukierunkowana i zdyscyplinowana uwaga daje siłę pozwalającą pokonywać przeszkody i realizować swoje zamiary.

Blisko tu do fascynującego i rozległego tematu ekonomii uwagi – pytania, co w danej epoce na uwagę zasługuje, a co jest deprecjonowane.

Już w stoicyzmie pojawiają się z jednej strony fundusz prawd „niezbędnych do zbawienia”, zestaw moralnych reguł, które należy koniecznie przyswoić i kultywować, a z drugiej – nierozwiązywalne zagadnienia teoretyczne (zwłaszcza z zakresu fizyki), które można pozostawić w spokoju jako tajemnicę natury.

W tradycji patrystycznej i w dalszych dziejach chrześcijaństwa ten zestaw tematów obojętnych dla duszy, a wręcz dla niej niebezpiecznych, poszerzy się o nowe obszary (w tym m.in. astronomię) – chęć ich poznania zostanie zaś sklasyfikowana jako przejaw grzesznej curiositas. Opowieść o Talesie, który wpada do studni, nabiera tu nowego sensu – staje się słuszną karą za źle skierowaną uwagę. Nowożytność można postrzegać zaś – jak przekonuje Hans Blumenberg – jako wielką próbę rehabilitacji teoretycznej ciekawości[7].

Uwaga postrzegana przez pryzmat wybrednej selekcji jej przedmiotu, swoistej dyscypliny, która prowadzi do koncentracji na jednym przez odrzucenie innego, to stały wątek krytyki kultury. Surowy osąd powierzchowności codziennych zaangażowań i rozrywek prowadzących do ciągłego rozproszenia i znużenia to motyw łączący starożytnych, Blaise’a Pascala i Jeana-Jacques’a Rousseau oraz XX-wiecznych filozofów i pisarzy. Współcześnie sprzyjało mu jednak szczególnie niechętne spojrzenie na nowoczesną cywilizację, kulturę masową i świat reklamy zapewniające stały nadmiar bodźców, trudnych do przemyślenia i zintegrowania. Gdy niemiecki konserwatysta Arnold Gehlen w latach 50. XX w. zachęcał do ascezy (również do wyrzeczenia się obrazów), brzmiał równocześnie starożytnie i współcześnie: „Jedynym wyjściem, jakie by można sobie wyobrazić, jest asceza. (…) Przez ascetyzm chcemy tu rozumieć każde dobrowolne poniechanie szczęścia konsumpcyjnego w dowolnym znaczeniu (…)aż po najwyższe formy konsumpcji: po odciążenie, niewiążąco estetyczne wyobrażenia i bodźce kulturalne lub po przyjemność, którą sprawia operowanie w rozmowach z innymi ludźmi frazami powszechnego, publicznego żargonu. W konkretnym przypadku asceza powoduje wzmocnienie wewnętrznej spoistości afektów, większy stopień zintegrowania i zrównoważenia osoby, łączący się (…) ze wzmożeniem duchowej czujności – czyli powoduje wyzbywanie się siebie właśnie poprzez koncentrację”[8]. Być może nie jest to wezwanie zarezerwowane wyłącznie dla arystokratów ducha, ale wskazówka, która współbrzmi z każdym poszukiwaniem życia prostszego i bardziej intensywnego.

 

Widzieć

Przedmiotem uwagi może być to, co zdaje się najważniejsze (niczym w wezwaniu św. Augustyna: „Chcę poznać Boga i duszę. I nic więcej”). Można nią jednak obdarzyć również codzienność, rzeczy zwyczajne, to, co wydarza się „tu i teraz”. Tak rozumianej uważności poświęcona jest znakomita książka Zofii Król Powrót do świata. Dzieje uwagi w filozofii i literaturze XX wieku. Autorka przekonująco dowodzi, że kategoria uwagi w myśli filozoficznej zaczęła być używana konsekwentnie i świadomie dopiero na początku XX w. wraz powstaniem fenomenologii, filozofii, „w której po raz pierwszy percepcja zmysłowa i zewnętrzna, widzialna warstwa, »skóra świata« – jak określał to Czesław Miłosz – okazuje się na tyle istotna teoretycznie, że przedmiotem namysłu może stać się wprost to, co się jawi, czyli – we właściwej terminologii – fenomen i proces jego konstytucji”[9]. Król w pasjonujący sposób charakteryzuje tę tradycję jako praktykę uważnego patrzenia i opisu, która pozwala – choć na moment – przywrócić odświeżające zdziwienie światem.

Edmund Husserl, twórca fenomenologii, wychodził w swoim filozofowaniu od potocznej percepcji, „nastawienia naturalnego”, od tego, co widział dookoła siebie – tu biurko i kartka papieru, tam, za oknem, dzieci bawią się w ogrodzie. Oto postrzegana rzeczywistość. „Mogę w nią wysyłać promienie rozjaśniającego spojrzenia uwagi – ze zmiennym efektem”[10]. Aby zacząć analizę, trzeba dokonać pewnego przestawienia, rozejrzeć się dookoła bez konkretnego praktycznego interesu, rozbudzić w sobie ciekawość. Pojawia się ona jako „wyłom w toku »życia poważnego« albo też jako rozglądanie się wokół siebie dla zabawy, gdy zaspokojone są już aktualne potrzeby życiowe bądź też minęły godziny pracy”[11]. To przygotowanie do dalszych działań, ćwiczenie w eliminowaniu przesądów i schematów myślowych, droga do zdystansowania się od „spojrzenia pusto antycypującego” – jak zapisuje Husserl.

Potem robi się nieco trudniej. Filozof, wzorem kartezjańskim poszukując pewności, dokonuje tzw. redukcji fenomenologicznej. Zawiesza przekonanie o istnieniu świata, zadowalając się opisem tego, jak się on jawi podmiotowi. Dalej może on mówić o rzeczach, o ich kształtach i barwach, jednak nie o tym, co istnieje naprawdę. Próbuje dojść do wiedzy o istocie zjawisk, nie porzucając zupełnie „świata przeżywanego”. Na tym gruncie Husserl wypracowuje szczegółową terminologię dla opisu relacji podmiotu i przedmiotu, starając się też scharakteryzować, jak ze strumienia przeżyć wyławiane są poszczególne elementy, a zatem jak działa uwaga. Fenomenologia stanowi dlań (jak zapisuje w przypisie jednej z książek) „radykalny i pierwszy początek nauki o uwadze”[12].

Zofia Król wnikliwie przedstawia prace późniejszego francuskiego fenomenologa Maurice’a Merleau-Ponty’ego, a jego myśl nazywa „filozofią uwagi”. Kategoria „uwagi” jest u niego wieloznaczna, lecz „nie jest już tylko prostym nakierowaniem świadomości na to, co zewnętrzne, ale mozolnym i dążącym do precyzji wysiłkiem rozumienia tego, na co świadomość się nakierowuje, z uwzględnieniem zwłaszcza źródłowej treści przedmiotu, tego, co z niego dane »tu oto« w naiwnym doświadczeniu”[13]. Punktem wyjścia wciąż pozostaje doświadczenie potoczne; zadaniem zaś – dochowanie wierności konkretowi. Fenomenolog ma pozwolić światu mówić to, „co w swej ciszy chce on powiedzieć”[14]. Redukcja fenomenologiczna ma na celu chwilowe zawieszenie naszego zwykłego sposobu postrzegania, wywołanie zdziwienia, powstrzymanie roszczeń nauki i zdrowego rozsądku, który rzekomo występuje w obronie konkretu przeciwko filozoficznej abstrakcji, a tak naprawdę jest adwokatem banału. Rozważmy to na przykładzie. Czym jest pejzaż? Nauki przyrodnicze mogą nam powiedzieć wiele o tym, czym są las, łąka lub rzeka. Ich opis nie przypomina już jednak w niczym doświadczenia spaceru po lesie w wiosenne przedpołudnie. Fenomenologia zaś chce rozjaśnić to potoczne widzenie spraw. Jak pisze autorka Powrotu do świata: „To trochę tak, jakby geografia nagle zechciała zajmować się pejzażem w jego źródłowym sensie, jakby odmówiła na przykład stanowczo naukowego klasyfikowania i opisywania różnych rodzajów kamieni, a w zamian zaczęła opowiadać szczegółowo o tym, jak dany kamień błyszczy w porannym słońcu, którym kamyczkiem dobrze rzuca się kaczki czy też jak przyjemnie trzymać w dłoni poręczny, niewielki, wygładzony przez wodę i pachnący wodoroślami kamyk. Fenomenologia chciałaby być taką właśnie nową »geografią« przeżycia lub – jego swoistą »archeologią«”[15].

Merleau-Ponty coraz mocniej podkreślał, że zadanie czułego przedstawiania i opisu filozofia dzieli z literaturą i z malarstwem: „Prawdziwa filozofia polega na tym, by na nowo nauczyć się widzieć świat (…). Fenomenologia jest niestrudzona jak dzieło Balzaka, Prousta, Valéry’ego lub Cézanne’a, bo wypływa z tego samego rodzaju uwagi i zdziwienia, z tego samego wymogu samoświadomości, z tej samej woli uchwycenia świata lub historii in statu nascendi[16].

Filozofia rzeczywiście staje się tu bliska literaturze; jednakże zarówno w tworzeniu prostego i bezpośredniego opisu, jak i w odświeżającym zestawianiu słów zdaje się nie mieć w tej rywalizacji większych szans. Zofia Król ponad fenomenologię stawia różnorakie tradycje i osobowości poezji uważnej. To japońskie haiku (przykład z XVII w.: „Stara sadzawka / Żaba – skok / plusk”[17]) stanowiące radykalny wyraz prostoty i wierności wobec rzeczy. To Walt Whitman deklarujący w poł. XIX w.: „Wierzę, iż źdźbło trawy nie mniej znaczy niż rzemiosło gwiazd”[18]. To współcześni poeci – Czesław Miłosz, który przypomina: „Abyście o poranku / Byli uważni: pochylenie głowy, / Ręka z grzebieniem, dwie twarze w lustrze / Są tylko raz, na zawsze. I niekoniecznie w pamięci. / Abyście byli uważni na to, co jest chociaż mija / I w każdej chwili wdzięczni, świętujący wszelkie istnienie”[19]. Żaba w stawie, źdźbło trawy, ręka z grzebieniem stają w centrum poetyckiej uwagi jako zasługujące na czujne spojrzenie i ocalenie w tekście.

To może zresztą kolejny przyczynek dla badań dziejów ekonomii uwagi. „Afirmacja zwyczajnego życia”, której początki Charles Taylor łączył z reformacją i antymonastycznym impulsem uznania dla życia świeckiego, codziennej pracy i domowych obowiązków, mogłaby być trafnym określeniem dla owego nowożytnego procesu. Kulminuje on u tych twórców, którzy uznają, iż na uważne spojrzenie zasłużyć może absolutnie wszystko. „Krople w wychodku spadające to większa poezja niż fałszywe nabzdyczenia”[20] – powtarzał za Ludwikiem Heringiem inny polski poeta uważny Miron Białoszewski. Proces ten można uznać za aspekt przemian sekularyzacyjnych – za wyraz postępującego prymatu doczesności dokonującego się kosztem zaświatów i wiecznej sfery platońskich idei. Równie dobrze dostrzec tu można jednak nie zanik, lecz przemieszczenie sacrum, w którym to konkret codziennego życia uzyskuje metafizyczną rangę.

 

Robić miejsce

Bernhard Waldenfels przypomina o jeszcze jednym – międzyludzkim – wymiarze uwagi: „jak wiele uwaga ma wspólnego z szacunkiem, względem, respektem, regard, baczeniem, pamięcią (…). Aufmerksamkeit (uwaga) w języku niemieckim oznacza także jedną z cnót towarzyskich, odpowiadającą gentilezza albo cortesia. Kto ma baczenie na innego, zauważa, czy mu czegoś brak, ale także, czy coś go cieszy”[21]. Uwaga skojarzona jest więc z grzecznością, uprzejmością, delikatnością, wdziękiem, taktem – repertuarem zachowań przynależącym do savoir-vivre’u, cechami przydatnymi w salonowym życiu towarzyskim. W XX w. pojawili się jednak myśliciele (a właściwie myślicielki), którzy potraktowali ją znacznie poważniej.

Francuska filozofka Simone Weil pisała o uwadze na przecięciu tematów z zakresu kultury, religii i etyki. Łączyła je wszystkie w – nasuwającym skojarzenia z mistyką – postulacie wyciszenia „ja”, gotowości do usunięcia się i zrobienia miejsca temu, co inne.

W aforystyczny sposób zapisywała: „Wszystko, co w działaniu nazywam słowem »ja«, powinno być bierne. Wymaga się ode mnie tylko jednego: uwagi, uwagi tak zupełnej, że »ja« znika. Przenieść całe światło uwagi z tego, co nazywamy »ja«, na to, co niepojęte”[22]. Dla Weil kultura jest „kształtowaniem uwagi”[23]. Podobnie jak Merleau-Ponty, ceniła twórców lojalnych wobec rzeczywistości – Giotta i Cézanne’a. „Prawdziwy malarz przez napięcie uwagi jest tym, na co patrzy”[24]. Uwaga ma też wydźwięk religijny – tak jak Bóg robi miejsce stworzeniu, tak człowiek ma zrobić miejsce Bogu: „Absolutnie niczym nie zmącona uwaga jest modlitwą”[25]. I w końcu wymiar praktyki etycznej, uważności wobec drugiego człowieka. „Nieszczęśliwi nie potrzebują na tym świecie niczego innego niż ludzi zdolnych zwrócić na nich uwagę. Zdolność zwrócenia uwagi na człowieka nieszczęśliwego jest rzeczą bardzo rzadką, bardzo trudną. To niemal cud. Prawie wszyscy, którzy sądzą, że mają tę zdolność, nie mają jej. Ciepło, poryw serca, litość tutaj nie wystarczą”[26]. Uważne spojrzenie dostrzega w drugim takiego samego człowieka jak ja i pozwala go zapytać: jaka jest twoja udręka? W tym samym spojrzeniu pojawia się również przestrzeń dla odpowiedzi. Blisko tu do tematów zajmujących też filozofów dialogu i do ich wrażliwości na specyfikę relacji Ja–Ty, na to, czym jest spotkanie z Innym i odpowiedzialność za niego.

Te wątki uważnościowe twórczo rozwinęła inna myślicielka, brytyjska filozofka (z kręgu Ludwiga Wittgensteina) i pisarka Iris Murdoch. Proponuje ona lapidarną definicję: „Posługuję się słowem »uwaga« – zapożyczonym od Simone Weil – żeby wyrazić ideę sprawiedliwego i kochającego spojrzenia skierowanego na indywidualną rzeczywistość”[27]. Murdoch wprowadza kategorię uwagi w szerszy kontekst etyczny, argumentując, że nasze życie moralne nie jest zbiorem pojedynczych ważnych i wolnych decyzji, lecz czymś, co przebiega ciągle, jest pewnym typem patrzenia na świat. Uwaga jest tym pożądanym sposobem spojrzenia, które obdarza go szacunkiem, zrozumieniem, czułością. Nie jest tu ona jedynie pojedynczym aktem, lecz pewnym nawykiem, cnotą dobrego patrzenia, której możemy się uczyć i nabierać w niej wprawy. Staje się trwałą postawą uważności. Murdoch łączy z Weil (w przypadku tej pierwszej inspirowane buddyzmem) dążenie do poskromienia „ja” i szukanie sposobów na wejście w położenie drugiej osoby[28].

Trudno oprzeć się wrażeniu, że kategoria uwagi mogłaby rzeczywiście być cennym uzupełnieniem dla etycznego słownika codziennego życia, o którym niewiele do powiedzenia mają akademiccy filozofowie koncentrujący się np. na (niedotykających większości z nas) złożonych dylematach bioetycznych. Gdyby zrezygnować z pewnego patosu, który otacza uwagę, a powiązać ją po prostu z praktyką milczenia i słuchania (tego, co mówią, i tego, czego nie potrafią wypowiedzieć inni), mogłaby ona stanowić praktyczny wzorzec dla bycia ludzi ze sobą nawzajem. Łączyłaby wtedy z jednej strony konwencjonalne reguły uprzejmości, a z drugiej – rzadkie momenty wysiłku zmierzające do rzeczywistego zrozumienia drugiego człowieka.

*

Powyższy opis ukazuje trzy uważnościowe tradycje. Pierwsza łączy się z pragnieniem kontroli – selekcjonowaniem tego, na co powinniśmy się orientować, wyborem rzeczy ważnych i rezygnacją z tego, co szkodzi dobremu życiu. Druga kultywuje sztukę obserwacji – patrzenia i prostego nazywania tego, co się widzi. Trzecia koncentruje się na takim ograniczeniu ego, by pozwolić żyć innym. Mogą, choć nie muszą, się one wykluczać w codziennej praktyce. Niektórym ludziom pozwalają nawet zbudować spójną życiową postawę i sposób działania.

Uwaga jest wybiórcza i nietrwała, przypomina falowanie, przypływ i odpływ. Być może to właśnie jej kruchość budzi w nas ciepłe poczucie wdzięczności, gdy ktoś choć na chwilę stara się być wobec nas naprawdę uważny?

_

[1] H. Blumenberg, Das Lachen der Thräkerin, Frankfurt am Main 1987.

[2] Platon, Teajtet, 174 b, w: tenże, Dialogi, t. II, tłum. W. Witwicki, s. 377.

[3] B. Waldenfels, Progi uwagi, w: tenże, Podstawowe motywy fenomenologii obcego, tłum. J. Sidorek, Warszawa 2009, s. 90.

[4] Platon, Państwo, 518 c-d, tłum. W. Witwicki, Kęty 2003, s. 225.

[5] Marek Aureliusz, Rozmyślania, II 8, III 4, IV 3, tłum. M. Reiter, Kęty 2001,  s. 20, 25, 31.

[6] M. Foucault, Hermeneutyka podmiotu, tłum. M. Herer, Warszawa 2012,  s. 225–226.

[7] Zob. H. Blumenberg, Paradygmaty dla metaforologii, tłum. B. Baran, Warszawa 2016, s. 38–40. Zob. także rozdział poświęcony dziejom motywu curiositas w: tenże, Legitimität der Neuzeit, Frankfurt am Main 1996.

[8] A. Gehlen, W kręgu antropologii i psychologii społecznej,  tłum. K. Krzemieniowa, Warszawa 2001, s. 107, 323.

[9] Z. Król, Powrót do świata. Dzieje uwagi w filozofii i literaturze XX wieku, Warszawa 2013, s. 14. Kolejne cytaty z tej części tekstu podaję za pracą  Zofii Król.

[10] E. Husserl, Idee czystej fenomenologii i fenomenologicznej filozofii, t. 1.,  tłum. D. Gierulanka, Warszawa 1967, s. 88.

[11] Tenże, Kryzys kultury europejskiej i filozofia, tłum. J. Sidorek, Warszawa 1983, s. 333.

[12] Tenże, Idee…, dz. cyt., s. 321.

[13]  Z. Król, Powrót do świata…, dz. cyt. s. 65.

[14] M. Merleau-Ponty, Widzialne i niewidzialne, tłum. M. Kowalska, J. Migasiński, R. Lis, I. Lorenc, Warszawa 1996, s. 51.

[15] Z. Król, Powrót do świata…, dz.cyt., s. 82.

[16] M. Merleau-Ponty, Fenomenologia percepcji, tłum. M. Kowalska,  J. Migasiński, Warszawa 2001, s. 18.

[17] M. Basho, (Stara sadzawka…), tłum. Cz. Miłosz, w: Cz. Miłosz, Haiku,  Kraków 1992, s. 44.

[18] W. Whitman, Pieśń o sobie samym, część 31, tłum. L. Marjańska, w: tenże, Źdźbła trawy. Poezje wybrane, Warszawa 1966, s. 49.

[19] Cz. Miłosz, Po wygnaniu, w: tenże, Wiersze, t. 4, Kraków 2004, s. 14.

[20] Za: Z. Król, Powrót do świata…, dz. cyt., s. 217.

[21] B. Waldenfels, Progi uwagi…, dz. cyt., s. 100.

[22] S. Weil, Myśli, wybór, tłum.  A. Olędzka-Frybesowa, Warszawa 1985, s. 152.

[23] Tamże, s. 163.

[24] Tamże.

[25] Tamże, s. 151.

[26] Tamże, s. 159.

[27] I. Murdoch, Prymat dobra, tłum. A. Pawelec, Kraków 1996, s. 55.

[28] Korzystam tu z analizy kategorii uwagi w filozofii Iris Murdoch zaprezentowanej w artykule: A. Głąb, Moralność jako uwaga, „Logos i Ethos” 2013,  nr 2 (35), s. 81–108.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter