70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

„Wszystko jest nieskończenie bardziej złożone”

Końcówka lat 70. przynosi w krajach Europy Środkowej wzrost zarówno społecznych frustracji, jak i aktywności nielicznych, ale wybitnych postaci, które coraz bardziej wyrywały się z totalitarnej skorupy systemu.

Stłumienie polskiego marca i praskiej wiosny położyły kres nadziejom rewizjonistów; zarazem lata 70. to czas wyczerpywania się obietnic gospodarczych małych czy większych stabilizacji – kadarowskiej po węgierskiej rewolucji ‘56 roku, husakowskiej po Praskiej Wiośnie czy gierkowskiej po wydarzeniach gdańskich roku 1970. Nagroda Nobla dla Aleksandra Sołżenicyna, amerykańska polityka praw człowieka i zakończenie Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie deklaracją zawierającą m.in. zobowiązanie do przestrzegania tych praw sygnowaną przez państwa bloku sowieckiego ożywiły nadzieje. Eseje Leszka Kołakowskiego, Czesława Miłosza, Istvana Bibò czy Jana Patocˇki, krążące z rąk do rąk w odpisach lub dzięki przemycanym emigracyjnym wydawnictwom, otwierały nowe horyzonty i stawiały wyzwania o charakterze etycznym. Dzięki temu w głowach intelektualistów spragnionych niezależności zaczynały pojawiać się podobne pomysły na lepsze życie, wbrew jarzmu nałożonemu przez system. „Sztywność systemu zależy w części od tego, do jakiego stopnia ludzie w nim żyjący są przeświadczeni o jego sztywności” – pisał Kołakowski w eseju Tezy o nadziei i beznadziejności. I dalej: „ci, którzy w krajach socjalistycznego despotyzmu mogą być inicjatorami nadziei, są zarazem inicjatorami ruchu, który tę nadzieję czyni realną – jako że w wiedzy społeczeństwa o sobie samym podmiot i przedmiot są częściowo zbieżne” („Kultura” 1971, nr 6). Stawało się jasne, że do lepszego życia prowadzić mogą tylko decyzje rozumu – w kantowskim sensie – praktycznego, a więc takie, które wiodą do czynu kierowanego imperatywem prawdy i dobra.

Wymagało to nie tylko nadziei, ale i odwagi – bo założenie KOR-u czy Karty 77 było pójściem o krok dalej niż Herbertowska „odmowa, niezgoda i upór”. Ten krok wyznaczył drogę, na której były zapisy cenzury, utrata pracy i drakońskie wyroki, ale też niezależna działalność pisarska, wydawnicza i edukacyjna, Solidarność i ostatecznie – nieoczekiwane dla wielu – zwycięstwo w postaci Okrągłego Stołu, Aksamitnej Rewolucji i narodzin demokratycznych republik. Na tej drodze zawiązywały się też niezwykłe przyjaźnie, a jedną z najbardziej owocnych była ta, która połączyła Adama Michnika i Václava Havla, czemu pasjonujący wyraz daje złożona z ich rozmów książka Przedziwna epoka. Ukazała się ona pierwotnie w Yale University Press i jej przeznaczenie dla amerykańskiego czytelnika sprawia, że zawiera znakomity wstęp i przypisy opracowane przez Elżbietę Matynię, dające szerokie tło do rozmów, prowadzonych w różnej formie od 1978 do 2011 r. Uzupełnienia te mają wybitny walor dydaktyczny również dla polskich czytelników, cenny zwłaszcza dla tych, dla których ów okres należy do historii, a nie do własnej pamięci.

 

Widok ze Śnieżki

Wszystko zaczyna się od spotkania na Śnieżce w 1978 r. „kilku kryminalistów z obu krajów, którzy deklarują potrzebę przyjaźni i współpracy między narodami” – jak napisze Adam Michnik po 33 latach. Można przypuszczać, że Havel znał już wtedy tekst Michnika Nowy ewolucjonizm powstały dwa lata wcześniej, wraz z narodzinami KOR-u. „Żądając prawdy, czy też – według formuły Leszka Kołakowskiego – »żyjąc w godności«, inteligenccy opozycjoniści walczą nie tylko i nie tyle o lepsze jutro, ale o lepsze dzisiaj. Każdy akt oporu ocala jakąś sumę wolności, godności i prawdy, ocala wartości, bez których żaden naród nie może egzystować” („Aneks” 1977, nr 13–14) – te słowa mogłyby być mottem do słynnego eseju Havla Siła bezsilnych, powstałego na zamówienie Michnika złożone na Śnieżce. Przedziwną epokę otwiera list Havla do Michnika, towarzyszący esejowi i zawierający szczegółowe uwagi dotyczące planowanego zbioru tekstów, do którego Siła bezsilnych miała stanowić wprowadzenie oraz inspirację. Tom nigdy nie powstał, lecz tekst Havla opublikowany w podziemnej warszawskiej „Krytyce” rychło stał się ewangelią środkowoeuropejskich dysydentów. Autor wzywał do odmowy uczestnictwa w ideologicznym kłamstwie, do „życia w prawdzie”, będącego gestem tyleż moralnym, co politycznym. Życie w prawdzie uwalnia człowieka od wspólnictwa z demoralizującym systemem, pozwala odzyskać godność i panowanie nad losem, stanowi opowiedzenie się za „rzeczywistymi intencjami życia” i punkt wyjścia do tworzenia „równoległej” kultury, polityki, związków zawodowych. Ostatecznie chodzi o „rewolucję egzystencjalną”, czyli odrodzenie moralne i nowy stosunek do drugiego człowieka i wspólnoty oparty na „zaufaniu, szczerości, odpowiedzialności, solidarności, miłości” – wartościach wykraczających poza determinacje narzucane przez cywilizację techniczną i konsumpcyjną, zarówno w wydaniu demokratycznym, jak i posttotalitarnym. Nawiasem mówiąc, tezy te głęboko współbrzmią z zakończeniem cytowanych już Tez o nadziei i beznadziejności: „Istotne jest, że środki presji znajdują się pod ręką, są w dyspozycji niemal każdego. Polegają tylko na wyciąganiu ko sekwencji z najprostszych przykazań, które zakazują przemilczania świństw, czapkowania przed panem, wyłudzania jałmużny za pokorę i innych podobnych zachowań. Z własnej godności czerpiemy prawo, aby stare słowa »wolność«, »sprawiedliwość« i »Polska« móc wypowiadać pełnym głosem”. Oto przykład wzajemnych inspiracji i krążenia idei, które zyskując stopniowo natężenie, krystalizują się w czynie.

 

Etyka przekonań

Przywołuję tu esej Havla, który – choć nie ma go w recenzowanym tomie – w dużym stopniu przyświeca dialogom jego autora z Michnikiem, a wyrażone w nim nadzieje miały już wkrótce, zaledwie za lat kilkanaście, zderzyć się z realiami „przedziwnej epoki” postkomunizmu. Obaj rozmówcy przeżyli przygodę daną niewielu: spełnienie marzeń. Historia Havla z roku 1989 jest wprost bajkowa: w maju otrzymuje zwolnienie z więzienia, jeszcze w październiku nie dostaje paszportu i nie może odebrać nagród Olofa Palmego i Księgarzy Niemieckich, a 29 grudnia tego samego roku zostaje wybrany na prezydenta Czechosłowacji! Jednak aksamitna miękkość czeskiej rewolucji rychło się kończy, podobnie jak polski Okrągły Stół prowadzi do pełnej ostrych kantów „wojny na górze”. Hasło „niedokończonej rewolucji” w obu krajach budzi emocje, potrzebę sprawiedliwości – a może odwetu i zemsty. Już pierwsza rozmowa Michnika z Havlem w listopadzie 1991 r. jest pełna obaw wynikających z lustracyjnych dylematów. Granicę między sprawiedliwością a zemstą wyznaczyć może „tylko coś tak niekonkretnego i niepoddającego się normom prawnym jak uczucie, smak, wyrozumiałość, rozwaga, mądrość” – mówi Havel – który ostatecznie, wbrew własnej etyce przekonań, ale zgodnie z etyką prezydenckiej odpowiedzialności, podpisuje ustawę lustracyjną. „Możemy odpuszczać tylko swoje krzywdy, natomiast odpuszczanie cudzych krzywd nie jest w naszej mocy” – wtóruje mu Michnik, ale zarazem widzą obaj, że, paradoksalnie, rozstrzygające o winie lub niewinności są materiały bezpieki, która „wydaje certyfikaty moralności”. Już wtedy obu przyjaciół przeraża „powrót starych demonów” – Havel widzi w Czechosłowacji „szczególne połączenie kompleksów, szowinizmu, faszyzmu, nietolerancji i nienawiści”, a do tego potrzebę rządów silnej ręki. Przenikliwie dostrzega potrzebę „zlokalizowania wszystkich nieszczęść (…) poza nami, w jakimś nieprzyjacielu, aby uciec od piekła, które jest w nas samych”. Obaj rozpoznają nacjonalizm, wchodzący w lukę powstałą po komunizmie, choć Michnik jest nim zdecydowanie bardziej zaalarmowany, podobnie jak perspektywą innych nowych fundamentalizmów, ideologicznych czy religijnych. Havel – w odróżnieniu od Michnika – nie widzi zagrożenia ideologiami prawicowymi, ufa bowiem, że wkroczyliśmy w epokę postideologiczną, „niedoktrynalnego, pluralistycznego myślenia”. Także religia ma udział w tej ewolucji – Havel przywiązuje do niej wielką wagę jako do siły, która „przypomina metafizyczne zakotwiczenie naszego sumienia i naszej odpowiedzialności, akcentuje miłość bliźniego i bezinteresowność”. Widząc niebezpieczeństwa związane z wkraczaniem religii w politykę i z jej potencjalną ideologizacją, nie obawia się jednak tego procesu dla Czech i upatruje w prymasie Vlku ucieleśnienie najlepszego wymiaru religii.

Nie tylko przenikliwość i głębia refleksji czynią te dialogi tak interesującymi – ale także, przy wszystkich podobieństwach, różnice wynikające zarówno z temperamentu, jak i odmiennego historycznego kontekstu rozmówców. Większa część problemów i zagrożeń związanych z postkomunistyczną ewolucją jest podobna. Ale różnice zarówno samych tych zjawisk, jak i stanowisk rozmówców wobec nich sprawiają, że nabierają one dodatkowej plastyczności, niczym trójwymiarowe obrazy oglądane przez specjalne okulary. Havel ma skłonność do filozofowania, do rozważań cywilizacyjnych i antropologicznych, podczas gdy Michnik przyjmuje perspektywę polityczną i socjologiczną. Także los i wizerunek dysydentów w postkomunistycznej rzeczywistości Havla boli bardziej niż Michnika, choć i on stwierdza z goryczą, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Havel niejeden raz wraca do problemu odrzucenia, wrogości wobec dawnych dysydentów, będących wyrzutem sumienia dla biernej za komunizmu większości, spośród której rekrutują się dziś „spóźnieni mściciele”, odreagowujący „własne poniżenie i kolaborację”

Z upływem czasu rozmówcy coraz wyraźniej zdają sobie sprawę, że, jak mówi Havel, „wszystko jest nieskończenie bardziej złożone, niż sobie naiwnie wyobrażaliśmy”. Szukając przyczyn, sięgają do historii, zwłaszcza tej nierozliczonej. Oba kraje mają trupy w szafach – i Havel uważa, że, za przykładem Hiszpanii, najważniejsza jest analiza przeszłości, znacznie „ważniejsza, niż wszystkie doraźne gry polityczne, jakie prowadzi się z historią”. Havel nie oszczędza swoich rodaków, wyrzuca im łatwość przystosowania się do okoliczności, po układzie monachijskim, za okupacji czy za komunizmu, wypomina zachowania podczas wysiedlania Niemców sudeckich. „Historii nie da się cofnąć. Można natomiast o niej powiedzieć prawdę”.

Zastanawiają się nad przyczynami degradacji polityki. Michnik upatruje ich w teatralizacji i komercjalizacji graniczącej z korupcją, Havel – w ideologii „normalności”, która prowadzi do zastąpienia ideowców przez urzędników, kultu przeciętności i polityki czysto wizerunkowej. Diagnoza obu wydaje się trafna, podobnie jak teza, że polityka coraz bardziej obraca się w ideowej próżni – brakuje jednak wyraźniejszej konkluzji, którą dzisiaj widzimy urzeczywistnioną: nuda technokratycznej polityki otwiera pole dla demagogów, którzy aksjologiczną lukę wypełniają pseudowartościami takimi np. jak rzekomo równościowy antyelitaryzm i odwołują się do emocji, najczęściej złych, do resentymentów, do namiętności plemiennych. Havel wraca do starej idei „rewolucji egzystencjalnej”, która winna być celem – wszak rewolucja polityczna, w jakiej braliśmy udział, była rewolucją bez wizji społecznej utopii. Choć pewne ślady nie tyle „utopii”, ile nadziei na społeczeństwo „postdemokratyczne” złożone z małych, solidarnych, obywatelskich wspólnot pojawiają się już na kartach Siły bezsilnych.

 

Przeciw podłości świata

W zamykającym tom eseju Od Sokratesa do Peryklesa z 2011 r. napisanym na 75. urodziny Havla, Michnik cytuje przyjaciela: „nie jest mi wszystko jedno, ponieważ jestem przekonany, że moje istnienie – podobnie jak wszystko, co się kiedykolwiek wydarzyło – rozhuśtało powierzchnię bytu, który po tej mojej fali – choćby nawet była nie wiem jak marginalna, nieznacząca i przemijająca – jest i już na zawsze pozostanie inny niż przed nią”. Oto jak Havel, skądinąd autor teatru absurdu, z prawdziwie peryklejską zwięzłością dał wyraz sensowi jednostkowej egzystencji i związanej z nią odpowiedzialności. Rzekome zło świata i rozczarowanie nim nie są usprawiedliwieniem: „to nie podłość świata doprowadza człowieka do rezygnacji (…), to jego rezygnacja doprowadza go do teorii o podłości świata”. Nacechowane takim stosunkiem do samego siebie życie obu autorów Przedziwnej epoki przyniosło mnóstwo owoców. „Fala” ich życia spowodowała więcej zmian na „powierzchni bytu”, niż mogli się spodziewać. Rozmowy ich, szczęśliwie zebrane w tej książce, są niestarzejącą się lekcją myślenia o tym, jak czynić świat lepszym, bez iluzji, „że to lepsze nagle nastanie i dostąpimy raju na ziemi”, i jak zachować duchową niepodległość nawet w najtrudniejszych czasach.

_

Przedziwna epoka. Rozmowy między Václavem Havlem i Adamem Michnikiem

red. Elżbieta Matynia

Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, Wrocław 2017, s. 234


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter