70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wspólnota ojców, wspólnota synów

Maus Arta Spiegelmana ma ponad 30 lat, gdy w Polsce, nakładem Wydawnictwa Komiksowego, ukazuje się jego zbiorcze wydanie. To dobry moment, by odciąć się od kontrowersji, tworzących się przez lata m.in. wokół rzekomo niepochlebnego sportretowania Polaków, i spojrzeć na dzieło Spiegelmana raz jeszcze.

Warto to zrobić tym bardziej, że komiks zdążył zainspirować oraz ośmielić polskich i zagranicz­nych rysowników gotowych podej­mować w swoich pracach tematykę Zagłady (by wspomnieć chociażby Ach­tung Zelig Krzysztofa Gawronkiewicza i Krystiana Rosenberga czy Drugie pokolenie Michela Kichki).

Mój ojciec krwawi historią – pier-wsza część opus magnum Spiegelmana wychodzi w Stanach Zjednoczonych w 1986 r. i niemal natychmiast dzieli nie tylko recenzentów (często bez­radnych wobec braku, w ich przeko­naniu, spójności między formą i tre­ścią Mausa), ale także opinię publiczną. Nic dziwnego, skoro czytelnicy przez lata przywykli do dominacji dyskursu historycznego, z centralnym miej­scem świadectwa ocalałego jako pod­stawowego nośnika wiedzy o Holo­kauście. Na pierwszy plan wysuwa się pytanie: jak o sprawach śmiertelnie poważnych można mówić za pośred­nictwem komiksu – medium mocno osadzonego w popkulturze, z łatką nie­wyszukanej rozrywki dla mas? Termin „powieść graficzna”, służący wydzie­leniu zamkniętych, dłuższych i poważ­niejszych historii, jest jeszcze w powi­jakach. Nie mówiąc o silnej tabuizacji samej Zagłady, przejawiającej się m.in. w podejrzliwości wobec reprezentacji wychodzących poza oswojony kanon świadectw, opracowań historycznych czy powieści autobiograficznych. Był zatem Maus co najmniej podwójnie „obciążony” – z jednej strony, już na starcie, formą, z drugiej natomiast konstrukcją bohatera: Władka Szpigelmana, któremu udało się przeżyć piekło.

 

Człowiek, więzień, świadek

Ten bowiem nie jest postacią krysz­tałową. Wręcz przeciwnie – w oczach narratora, dorosłego syna – jawi się jako człowiek niezwykle wymagający, zgorzkniały, paranoicznie oszczędny i złośliwy. Trudno oszacować, na ile są to cechy wrodzone Władka, a na ile nabyte wraz z pozagładową traumą. Pewnym jest natomiast, że uczynienie ojca zwykłym, a nawet słabym czło­wiekiem, wymagało od autora nie lada odwagi. Tym bardziej że prezentowany przez nestora rodu zestaw cech łatwo przekuć w stereotyp Żyda: liczącego pieniądze, przekonanego o własnej wyjątkowości, oschłego dla bliskich. Co więcej – w trakcie lektury rodzi się nieśmiało pytanie: czy gdyby nie wspo­mniane cechy (przy założeniu, że nie są wynikiem wojennych doświadczeń), Władek przeżyłby pobyt w obozach? Stąd już blisko do jawnej, wypierającej współczucie, niechęci ze strony czytelnika. Oś fabularna obu części oparta jest na rozmowie, podczas której ojciec dzieli się z synem swoim przedwojennym i wojennym doświad­czeniem. Zwierzenia sprowokowane są sytuacją tworzenia komiksu, nie zaś naturalną potrzebą skonfrontowania się z przeszłością. Wspomnienia Władka zostały włożone w ramę spotkań z dorosłym już Artiem – rysownikiem. Dlatego równolegle z narracją historyczną śledzimy relację schorowanego ojca ze zdystansowanym synem, która bardzo szybko staje się równorzędnym, obok Zagłady, tematem Mausa. Autor-narrator w pewnym momencie łączy te dwa pola, pytając retorycznie: „To znaczy, nie umiem zrozu­mieć nawet mojej relacji z ojcem… więc jak ja mam zrozumieć cokolwiek na temat Auschwitz?… Albo Zagłady?”.  

 

Drugie życie syna

Warto podkreślić, że w mausie historię ojca poznajemy za pośrednictwem syna. Jego pozycja jest niezwykle ważna z co najmniej kilku powodów. To on prowo­kuje Władka do zrekonstruowania bolesnych wydarzeń z przeszłości. Paradoksalnie, rysując i pisząc komiks, udziela rodzicowi głosu (przez wiele lat wyciszonego), by za chwilę mu go częściowo odebrać (dokonuje selekcji materiału, pozwala sobie na komentarze, tworzy całe graficzne uniwersum). Artie – przedstawiciel „drugiego pokolenia” – podobny jest w swoich działaniach do Görana Rosenberga, autora książki Krótki przystanek w drodze z Auschwitz, który odtworzył (na tyle, na ile było to możliwe) pobyt w nazistowskich obozach i zmagania z poobozową traumą swo­jego nieżyjącego ojca. W determinacji obu twórców nietrudno zauważyć dojmującą potrzebę zrozumienia doświadczenia ojców. Wiedza o ich przeżyciach wydaje się niezbędna do świadomego przeżywania własnego życia. Podobne mechanizmy można zaobserwować we wspomnianym już Drugim pokoleniu, którego autor portretuje swoje dojrzewanie w cieniu ojca ocaleńca.

Pozostając jeszcze przez chwilę przy Rosenbergu, zarówno w Mausie, jak i w Krótkim przystanku… niezwykle istotna jest kondycja ocalałego zmuszonego ułożyć sobie życie na nowo. Podjęcie pracy zawodowej czy wychowywanie dzieci po katastrofie utraty rodziny i doświadczeniu obozu koncentracyjnego urasta do rangi zadania niemal niewykonalnego. Ojciec Rosenberga, który po wojnie usiłował zapuścić korzenie w Szwecji, ostatecznie przegrywa batalię i popełnia samobójstwo. Podobny los spotyka matkę Artiego – Andzię, również byłą więź­niarkę, która po długiej chorobie psychicznej odbiera sobie życie w 1968 r. Ceną, którą płaci Władek, są jego nieznośne humory, przyzwyczajenia, ale też poczucie samotności, którego nie sposób się pozbyć. W cieniu, nieco zdziwaczałych lub nadto surowych z perspektywy dziecka rodziców, żyją „drugopokoleniowi” synowie. Świadomość wyjątkowości swojej sytuacji zyskują dopiero na skutek bezpośred­niej konfrontacji z przeszłością matki lub ojca. Historia wkrada się do ich dzieciń­stwa niespiesznie, zwykle przypadkowo, by całą twarz odsłonić dopiero po wielu latach. Trafnie to zjawisko (odnoszące się również do Spiegelmana i Rosenberga) ilustrują słowa pochodzące z Drugiego pokolenia Kichki: „Na przykład nigdy nie wydawało mi się dziwne, że moi rodzice budzą się z krzykiem w środku nocy. Myślałem, że wszyscy rodzice tak robią. Albo to, że moja matka regularnie dosta­wała na urodziny szerokie bransoletki, żeby mogła zakryć numer wytatuowany na przedramieniu. Tylko czasem fantazjowałem, że z naszego prysznica zamiast wody wydobywa się cyklon B”.

 

Język na wygnaniu

Ograniczony dostęp synów do przeszłości ojców w dużej mierze związany jest z utratą języka umożliwiającego przekazanie doświadczenia Zagłady przez tych drugich. Ci, którzy przeżyli, nawet jeśli nie milkną na zawsze, często całkowicie rezygnują z opowieści o wojnie. Choć nie są w stanie wymazać traumatycznych przeżyć ze świadomości, unikają ich werbalizowania. Tak jakby powrót do nich poprzez język powoływał je na powrót do życia. Doświadczenie Zagłady odbiera w ich przypadku zdolność opisu, zdarza się, że na stałe wyklucza ze wspólnoty języka. Tym ważniejsze jest działanie Rosenberga i Spiegelmana. Pierwszy rekon­struuje życie ojca i pozwala mu wybrzmieć raz jeszcze. Drugi oddaje rodzicielowi swój język. Najpierw prosi o historię, a później (za pomocą kreski i słowa) wskrzesza ją, dokładając odautorski komentarz.

Graficzne uniwersum Mausa, w którym Żydzi narysowani są jako myszy, Niemcy jako koty, a Polacy jako świnie, nie tylko tworzy ramę dla wspomnień Władka. Specyficzna forma wymusza pewien dystans i umożliwia zerwanie z dyktatem świadectwa w literaturze zagładowej. Co więcej, zwierzęca metafora (którą autor buduje z pełną świadomością, o czym świadczą chociażby takie kwe­stie z drugiej części: „– Kłębi się u niego mnóstwo psów i kotów. – Może lepiej o nich nie wspominać, bo zepsuje mi to całą metaforę?”), tworząc osobny język, sprawia, że Władkowi udaje się opowiedzieć o Zagładzie. Ustawia Spiegelmana w jednym rzędzie z arty­stami, którzy wychodzą naprzeciw tezie Adorno mówiącego, że pisanie wierszy po Auschwitz jest niemożliwe. Odpowiedzią na bezsilność i afazję jest próba znalezienia oryginalnego języka, a co za tym idzie – próba nazwania rzeczy i zjawisk raz jeszcze. Zwierzęta u Spiegelmana to zatem nie mało zna­czący ornament, a wyższa konieczność. Pełnią bowiem funkcję przysłony: jednocześnie ograniczając konfron­tację czytelnika z wojennym piekłem Władka i naświetlając jego obraz.

 

Pamięć historii

Maus w żadnym momencie nie rości sobie pretensji do tworzenia czy przedstawiania obiektywnej wizji okołowojennej historii. Wręcz prze­ciwnie – „spowiedź” Władka jest oso­bista i specyficzna, bo prezentująca dzieje konkretnej rodziny, której sam był członkiem. Ponadto, prywatna historia co jakiś czas zostaje boleśnie skonfrontowana z historią oficjalną, usankcjonowaną przez dystans cza­sowy i opracowania naukowe. Dzieje się tak np., gdy ojciec mówi: „wtedy myśmy myśleli, że Hitler chce zabrać tylko kawałki Polski, tak jak Bielsko, co należały do Niemiec przed pierwszą wojną światową”. Wobec takiego wyznania automatycznie na usta ciśnie się pytanie: czy Władkowe „myśmy” tyczy się wszystkich Żydów w tamtym czasie, czy może tylko jego najbliższych? Napięcie między tym, co prywatne, a tym, co publiczne, jest zdecydowanie wartością naddaną komiksu prowadzącą do szerokiej refleksji nad sposobami reprezentacji przeszłości. Wszak zapamiętane przez Władka zdarzenia mogą mieć dla nas taką samą wartość poznawczą, jak syntezy autorstwa uznanych histo­ryków. Historia prywatna zderza się nieustannie z historią oficjalną i tylko ich fuzja może zbliżyć nas do prawdy o przeszłości.

Tradycyjnie rozumiana prawda nie jest zresztą w Mausie tematem najważ­niejszym. Sam Spiegelman w jednym z wywiadów podkreślał, że istotna była dla niego wiarygodność ojca, polegająca jednak nie na jak najwierniejszym oddaniu rzeczywistości, a na próbie głębokiego zrozumienia doświadczeń z przeszłości1. Mamy więc do czynienia z prawdą emocjonalną, z prawdą przeżycia. A ta nieko­niecznie musi łączyć się z prawdą faktów i dat. Spiegelman akceptuje także efeme­ryczny charakter pamięci. Możliwe pomyłki Władka nie skreślają jego świadectwa. Wręcz przeciwnie – „czynią je bardziej ludzkim” (jak mówi sam Artie).

Gdy pierwsza część Mausa ukazywała się w Stanach, twórcze podejście do doświadczenia Zagłady było rzadkością. Jeszcze w latach 90. każda próba artystycznego przetworzenia tego wycinka historii generowała ożywioną dys­kusję z przewagą głosów oburzonych i krytycznych (by wspomnieć Lego. Obóz koncentracyjny Zbigniewa Libery z 1996 r. czy Berka Artura Żmijewskiego z 1999 r.). Ostatnie lata przyniosły pewną poprawę, choć przykład krakowskiej wystawy Polska – Izrael – Niemcy. Doświadczenie Auschwitz pokazuje, że wymyka­jące się łatwej kategoryzacji reprezentacje wciąż potrafią budzić negatywne emocje. Jeśli natomiast idzie o sam komiks, sytuacja zmieniła się diametralnie. Powstało wiele powieści graficznych traktujących o chorobie, wykluczeniu, odchodzeniu czy historii. Sukcesywne pojawianie się na rynku kolejnych „poważnych komiksów” paradoksalnie nie zrobiło Mausowi konkurencji – wręcz przeciwnie – oswoiło czy­telnika z wielowymiarowością medium. Gdy przestało szokować napięcie między formą i treścią, czytelnicy oraz badacze zaczęli przyglądać się dziełu Spiegelmana wnikliwie i wreszcie z należytą uwagą. Obok populistycznych głosów sprzeciwu pojawiły się te zwracające uwagę na kwestie ludzkiej pamięci, relacji ojciec–syn i poobozowej traumy. W rezultacie Maus zajął należne sobie miejsce na liście najlepszych i najbardziej przejmujących książek o Zagładzie. Polskie zbiorcze wydanie jest tylko tego przykładem.

_

Art Spiegelman

Maus. Opowieść ocalałego. Wydanie zbiorcze

tłum. Piotr Bikont

Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2016, s. 304

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter