70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Piotr Zając/Reporter

Moi, mistrzowie: Krystyna Miłobędzka

Publikowane obok dwa krótkie poematy prozą pochodzą z cyklu Anaglify. Cykl powstał na początku lat 60. ubiegłego wieku, ale nie został wówczas opublikowany jako osobna książka.

Kilkadziesiąt lat później obszerny wybór Anaglifów, opatrzony datą 1960, znalazł się w zbiorowych wydaniach dzieł Krystyny Miłobędzkiej jako namiastka niewydanego tomu. Musiało jednak upłynąć kolejnych kilkanaście lat, żeby zaistniał oddzielnie – jako jeden z zeszytów składających się na publikację Spis z natury / Jesteś samo śpiewa (Lusowo 2019). W zeszycie tym przedrukowane zostały poematy już znane czy to z publikacji prasowych, czy z antologii, a także kilkanaście nowych, przepisanych z maszynopisów i rękopisów. W obecnym kształcie cykl liczy w sumie 40 utworów.

Informacje bibliograficzne są w tym przypadku bardzo ważne. Gdyby Anaglify rzeczywiście wyszły jako książka, powiedzmy, w 1962 r. (bo 1960 to data powstania, a także publikacji pierwszych utworów w prasie), mógłby to być debiut na miarę Obrotów rzeczy Mirona Białoszewskiego, wydobywający „z polszczyzny momenty dotąd w niej ukryte”, sprzyjający jej „urzeczowieniu”, konkretyzacji, preferujący spojrzenie „jednorazowe, przypadkowe i nieuprzedzone” (cytuję określenia Jacka Gutorowa z poświęconego wczesnym utworom Miłobędzkiej szkicu Glif).

Anaglify mogłyby stanąć obok próbujących opisać świat na nowo poematów prozą Zbigniewa Herberta czy wierszy i próz z tomu Amulety i definicje Jerzego Ficowskiego, skądinąd wydanego w 1960 r. Ale tak się nie stało. Poetka zadebiutowała inną książką i dopiero dziesięć lat później.

Czytane dzisiaj poematy prozą Miłobędzkiej uderzają przede wszystkim prostotą rysunku. Nie ma w nich niczego zbytecznego: tło jest niezapełnione, istnieje tylko pierwszy plan, a i to, co na pierwszym planie umieszczono, zostało zaledwie naszkicowane. Żadnych zdobień, żadnego ornamentowania, żadnych formalnych skomplikowań. Zapewne dlatego cały cykl poetka otworzyła poematem rozpoczynającym się od słów: „Na szybie pokrytej parą…”. Któż z nas nie rysował na zaparowanej szybie uroczych głowonogów, domku z kominkiem albo przebitego strzałą serca? Anaglify powstały w podobny sposób: z elementów najprostszych i dla każdego zrozumiałych. To, że w końcu układają się one w zaskakujące całości, nie zmienia faktu, że punktem wyjścia jest prostota i pierwotność. Cały wysiłek jest tu nakierowany na uchwycenie świata w pierwszym spojrzeniu – takim, które byłoby jak najbardziej własne, spontaniczne, niezapośredniczone – i w pierwszej próbie utrwalenia.

„Ta możliwość własnego zobaczenia świata i zobaczenia siebie w tym świecie była dla mnie niezwykła”, komentuje poetka w rozmowie z Jarosławem Borowcem, opublikowanej w innym zeszycie z tego samego zestawu. „Potem zaczęły się zmartwienia… Chętnie posługiwałabym się językiem niemym, językiem, który pozwala wymienić słowa na rzeczy, w nim czułabym się najswobodniej. Nie mówić, ale mieć to w rękach”. I nieco dalej: „Jeżeli coś mi w nich przeszkadza, to może to, że niektóre są za długie. Chociaż to nie jest sprawa długości czy krótkości tekstów, to bardziej kwestia trafienia. Bo czasami się w siebie dobrze trafi, czasami się to nie udaje. (…) Dziś wiem, że najlepiej pisać własne teksty z zupełnej pustki, będąc nieprzygotowanym na zapisywanie”.

Naturalnie, pisanie „z zupełnej pustki” jest niemożliwe, a wrażenie pierwotności, spontaniczności osiąga się wskutek wielokrotnych zabiegów redakcyjnych. „Na zaparowanej szybie rysujemy zdecydowanym ruchem” – tak brzmiały pierwsze słowa przywołanego utworu w pierwodruku. Miłobędzka powraca do swoich zapisów, przeważnie wykreślając z nich pojedyncze słowa czy nawet całe zdania, rzadziej – podmieniając coś lub dopisując. Wprowadzane zmiany sprzyjają kondensacji treści, a jednocześnie otwierają utwory na jak największą liczbę odczytań. O czym w końcu jest cytowany poemat? O tym, jak bardzo nietrwałe są efekty naszych prób przedstawienia świata? O tym, że doznanie istnienia „niebudzącego wątpliwości” jest nam dostępne tylko przelotnie, w krótkich chwilach? Czy o napięciu między tym, co „na zewnątrz”, i tym, co „w środku” – jakkolwiek by te wieloznaczne określenia rozumieć? A może nie należy czytać tego utworu w symbolizujący, „ufilozoficzniony” sposób, lecz wyłącznie dosłownie: jako poemat o rysunkach wykonanych palcem na zaparowanej szybie?

A opowieść o agawie, zbliżona właściwie do aforyzmu? Nic tu nie jest oczywiste. Interpretacja może pójść w dwóch co najmniej kierunkach: nieruchomość oznacza trwanie (roślina wczepiona w ziemię korzeniami to symbol uporu, siły charakteru), ale może też oznaczać samotność, opuszczenie, nawet uwięzienie (w tym sensie, w jakim mówi się, że ktoś jest przywiązany do jednego miejsca). Poetka zdaje się podpowiadać ten drugi kierunek, zdania, które by na to wskazywało, nie nasyca jednak emocjonalnie. Czy gdyby agawa mogła spotkać inne agawy, żyłaby krócej? A jeśli tak, to dlaczego? Czy przy długim życiu utrzymuje ją to, że jest sama, czy raczej tęsknota i nadzieja spotkania? A może znów – nie należy stawiać takich pytań, tylko ucieszyć się samą myślą, samym odkryciem: oto obok mnie jest coś, co nie potrafi chodzić i co przeżyje mnie o wiele, wiele lat?

Podpowiadam takie „naiwne” sposoby czytania, bo Miłobędzka – nie tylko w Anaglifach – do takich odczytań zaprasza. Jej utwory zdają się apelować do dziecka, które każdy w nas w sobie nosi i któremu mógłby pozwolić raz jeszcze przemówić. Ale nie wyczerpuje to przecież sensu lektury. „Naiwność”, „niewinność”, „dziecko w nas” to w końcu także pewne konstrukty kulturowe. Celem tej poezji jest także krytyka całego procesu doznawania i wysłowienia. Sen o dziecku śni tu ktoś, kto wiele przeczytał, wiele przemyślał i wiele razy powracał do raz zapisanych słów.

 

_

 

Krystyna Miłobędzka

Na szybie pokrytej parą rysujemy dwa kółka, dodając uszy, wąsy i ogon.
W ten sposób powstaje kot. Można także narysować świerk, kwiat albo człowieka.
Dopóki różnica temperatur po obu stronach szyby utrzymuje się – ludzie, zwierzęta
i rośliny istnieją w sposób niebudzący wątpliwości. Istnieją z zewnątrz i od środka.

Agawa żyje trzysta lat. Żyje bardzo długo, ponieważ nie umie chodzić –
to znaczy nie może spotkać żadnej innej agawy.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter