70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Filozofia Newmana

Wiek XIX z punktu widzenia filozofii katolickiej jest przede wszystkim wiekiem neotomizmu. Jednak poza nim, a i przed nim byli też wybitni filozofowie katoliccy. Ale i filozofia ich miała inny charakter niż tomizm: kładła nacisk na czynniki indywidualne, jak on na uniwersalne i była równie rozproszona i różnorodna, jak on jednolity. Do niej należał kardynał John Henry Newman. Jego dzieło filozoficzne – „Grammar of Assent”, „Gramatyka przeświadczenia” – z r. 1870 poprzedziło początki neotomizmu

Pozycja Newmana w filozofii jest szczególna: nie miał żadnego przygotowania i żadnej wiedzy w zakresie filozofii, ale miał zmysł do jej zagadnień. Zainteresowania jego były religijne, a filozofia jego nie była teologiczna, dotyczyła tylko człowieka i jego poznania. Miał umysł sceptyczny, a uzasadniał filozofię dogmatyczną. Przeszedł w życiu przełom, porzucił kościół anglikański, w którego hierarchii zajmował jedno z pierwszych miejsc, aby wejść do kościoła katolickiego, a jego filozofia została bez zmiany. Do kościoła katolickiego pociągnął go przede wszystkim jego uniwersalizm, a filozofia jego broniła indywidualizmu. Te wszystkie pozorne sprzeczności tłumaczą się jednak bez trudu. Dwie tylko rzeczy Newman poczytywał za absolutnie pewne i „jasne jak światło dnia”: istnienie własne i istnienie Boga. „Ja i mój Stwórca”: to był cały jego świat. Świat postrzegany miał dlań mniej realności niż świat wyobrażeń. Od dzieciństwa czuł pociąg do poglądu, że zjawiska materialne są nierealne. Nieraz, jak pisze, opanowywał go uczucie, że życie jest tylko snem, ludzie – aniołami, a cały świat materialny – złudzeniem. Jego sceptyczny umysł tak umiał odzierać prawdy najprostsze i najbardziej uznane z pewności i jasności, że – przestawały wydawać się pewniejszymi i jaśniejszymi od tajemnic wiary.

Filozofia potrzebna mu była do tego tylko, by tę postawę, jaką miał wobec świata uzasadnić. Metafizycznej ciekawości nie miał: filozofia służyła mu nie do tego, by uzupełnić prawdy wiary, lecz by wyjaśnić, dlaczego prawdom tym może ufać – toteż była dlań wyłącznie teorią, a nie metafizyką.

A jego teoria poznania daje się sprowadzić do trzech tez: że poznanie konkretne i indywidualne jest lepsze od ogólnego i abstrakcyjnego – ze przeświadczenie bezpośrednie jest w poznaniu ważniejsze od dowodu – że osobista zdolność rozumowania jest ważniejsza od reguł.

1. Newman obserwował, że ludzie skłonni są abstrakcje, twory własnego umysłu, uważać za fakty, i dla nich zaniedbują fakty prawdziwe. Prawdziwym zaś faktem jest tylko istnienie istot indywidualnych, a „wszystko dokoła jest jedynie grą cieniów”. Indywidualni są ludzie, ale tak samo i rzeczy, każda rzecz ma indywidualny charakter i indywidualną historię. Ludzie skłonni są we wszystkich dopatrywać się tej samej natury , ale naprawdę nie ma takich dwóch, które by były do siebie zupełnie podobne. Konsekwencją zaś indywidualności jest, że „nie możemy przejrzeć na wskroś żadnej z niezliczonych rzeczy tego świata”. Bo w indywidualności jest coś nieuchwytnego: prostsze, uchwytniejsze dla umysłu są abstrakcje. Rozumiemy lepiej abstrakcje, prawdy ogólne niż indywidualne w ich niezmiernej złożoności. W szczególności nauka ludzka operująca ogólnymi tylko pojęciami nie posiada narzędzi, którymi by mogła ująć indywidualność rzeczy: „Jest zbyt prosta i dokładna, by mogła służyć nam za zupełną miarę faktów”. Tym poglądem na indywidualną naturę rzeczy Newman odbiegł od uniwersalizmu i racjonalizmu, które zwykle przeważają w filozofii, a już szczególnie przeważały w filozofii jego czasów.

Ludzi i rzeczy poznawać można dwojako: bądź konkretnie, bądź abstrakcyjnie. Pierwszy sposób Newman nazywał realnym, drugi – pojęciowym. Pierwszy opiera się wprost na doświadczeniu, drugi zaś na – analizie i uogólnieniu.

Wprawdzie i on ma ostateczne źródło w doświadczeniu, ale mniej lub więcej odeń odbiega. Wtedy zaś zatraca to, co rzeczy mają osobistego, indywidualnego. Człowiek np. w ujęciu pojęciowym nie jest realnym człowiekiem, jest wytworem porównań i analiz: gdy go pojęciowo ujmujemy, mamy nie rzeczywistość w umyśle, lecz tylko definicję słowną. A tak ujmujemy go najczęściej: pojęcia, jakie mamy o ludziach, narodach, społeczeństwach, są najczęściej abstrakcyjne i słowne. A nie inaczej jest z pojęciami, jakie mamy o rzeczach. Z niezliczonych cech, jakie posiada każda realna indywidualna rzecz, zachowują tylko nieliczne i przeto nie mają w sobie nic z jej realności i indywidualności. Takie ujęcie pojęciowe zuboża rzeczy, odziera je z indywidualnej różnorodności, jaką w rzeczywistości posiadają. Nie stosuje się więc do rzeczywistości, jest subiektywne i dowolne.

2. Twierdzenia które uznajemy za prawdziwe, są też dwojakiego rodzaju: jedne uznajemy, bo mamy dla nich dowód, inne – bo mamy o ich prawdziwości bezpośrednie przeświadczenie (assent). Bynajmniej nie jest prawdą, jakoby tylko to, co dowiedzione, wzbudzało w nas przeświadczenie; miewamy przeświadczenie, choć nie mamy dowodu. A także bywa odwrotnie: umiemy na korzyść twierdzenia przytoczyć dowody, a przeświadczenia nam brak. Przeświadczenie bez argumentów, bez rozumowania mającego moc dowodową jest rzeczą tak zwykłą, że jeżeli uważać je za irracjonalne, to trzeba uznać, że natura ludzka jest irracjonalna.

To przeciwstawienie Newmana odpowiadało dość zwykłemu w filozofii przeciwstawieniu wiedzy dyskursyjnej i intuicyjnej, racjonalnej i irracjonalnej. „Przeświadczenie” nie oparte na dowodzie, było dlań wszakże nie tylko odrębnym rodzajem wiedzy, ale rodzajem ze wszystkich najważniejszym. Głównego zrębu naszej wiedzy nie stanowią twierdzenia dowiedzione: nie są ani najważniejsze, ani najpewniejsze. Dowód zawodzi wobec życia. „Do ujęcia konkretnej prawdy potrzebne jest narzędzie subtelniejsze, giętsze, różnorodniejsze, niż argumentacja słowna”. Wiedza oparta na pojęciach i dowodach dlatego jest niższego rodzaju, że operuje abstrakcjami, podczas gdy przeświadczenie wyrasta wprost z konkretnego życia. Przeświadczenie dotyczy samych rzeczy, podczas gdy pojęcia i dowody – wytworów naszego umysłu. „Świat logiczny jest nasza konstrukcją nie mniej niż świat poezji”. Zresztą, nawet logika odwołuje się do przeświadczenia: jej pierwsze zasady nie mogą być dowodzone i przeto mogą być jedynie rzeczą przeświadczenia. To pojęcie „przeświadczenia” stało się centralnym punktem teorii poznania Newmana.

3. Materiał zaś do naszych przeświadczeń dostarcza według Newmana, bezpośrednia intuicja rzeczywistości, a ponadto szczególny „zmysł wnioskowania” (illative sense). Jest to zdolność rozumowania konkretnego i indywidualnego, jest darem osobistym, anie metodą i prawidłem. Ma postaci tyle, ile przedmiotów: wielki Newton np. miał ją w zakresie fizyki, a zato był jej pozbawiony w zakresie teologii. Newman utworzył to pojęcie na podobieństwo dawnych pojęć „zmysłu piękna” i „zmysłu moralnego”, które odegrały niemałą rolę w filozofii XVIII wieku, ale potem zostały zarzucone jako nazbyt dogmatyczne: Newman zaś nie tylko je odnowił, ale rozszerzył twierdząc, że istnieje zmysł nie tylko piękna i dobra, ale także prawdy. Złączył w jednym pojęciu dwie właściwości, które zdają się ze sobą niezgodne: wnioskowanie, czyli zdolność dochodzenia prawdy wedle reguł i zmysł, czyli zdolność dochodzenia jej wprost, to znaczy bez reguł. Nazwano jego „zmysł wnioskowania” także „logiką osobistą”, ujawniając w tym wyrażeniu całą paradoksalność koncepcji, przypisującej wnioskowaniu cechy bezosobiste i osobiste zarazem.
„Zmysł wnioskowania” dał teorii poznania Newmana rys dogmatyczny – wbrew ogólnej tendencji filozofii nowożytnej chcącej się wyzbyć dogmatyzmu. W jaskrawym przeciwieństwie do kartezjanizmu, stanowiącego dotychczas przewodni jej motyw, pisał: „Gdyby mi pozostał taki tylko wybór, to skłonny byłbym twierdzić, że raczej powinniśmy zaczynać od wierzenia we wszystko, co w ten lub inny sposób jest podane do naszego uznania, aniżeli wątpić we wszystko”. Kartezjusz kazał zaczynać od wątpienia, Newman od wiary.

Indywidualistyczna koncepcja poznania, jaką miał, nie była bynajmniej subiektywizmem i relatywizmem. Nie rozumiał logiki „osobistej” w ten sposób, że każdy ma swoją osobistą prawdę, lecz tak, że – w sposób tajemniczy – prawda przenika do głębi osobowości ludzkiej i w niej tylko może być odnaleziona.

Zerwawszy z bezosobistym pojmowaniem wiedzy, Newman poszedł wbrew nowożytnej tradycji filozoficznej w obu jej odłamach: nie tylko tradycji racjonalistów, ale i empirystów. Sądził jednak, że on jest prawdziwym empirystą, a nie Locke i ci wszyscy, co przywłaszczyli sobie tę nazwę. O Locke’u można by powiedzieć co najwyżej, że wyjaśnił jak umysł powinien działać, a Newman był pewien, że tylko on wyjaśnił, jak działa rzeczywiście.
Teoria poznania Newmana w jednej połowie była sceptyczna i negatywna: żadna słabość ludzkiego umysłu nie uszła jego uwagi. Sądził, że powszechnie obowiązującej logiki tak samo nie ma, jak powszechnie obowiązującej teorii poezji i polityki. Huxley nazywał książkę Newmana, nie bez racji, „podręcznikiem sceptycyzmu”. Była to wszakże tylko jedna połowa jego teorii, druga zaś – obejmująca teorię przeświadczenia – była całkowicie pozytywna. Ale czym było „przeświadczenie” Newmana? Mniej więcej tym samym, co się zwykle nazywa wiarą. Nie ufał wiedzy i zdawał się na – wiarę. Nie pierwszy to bynajmniej raz w dziejach filozofii krytyka wiedzy tak się skończyła: na podporządkowaniu jej wierze. I jest zrozumiałe, że tak stało się u myśliciela tak bardzo przejętego sprawami religijnymi, jak Newman.

Teoria Newmana była ogólną teorią poznania, nie ograniczającą się do poznania religijnego, ale – miała w poznaniu religijnym szczególnie dobitne zastosowanie. Tu właśnie rozum, dowodzenie, logika nie mogą nic zdziałać. Co do istnienia Boga nie posiadamy naprawdę przekonywującego dowodu. Natomiast posiadamy niewyrozumowane przeświadczenie. Dowodu nie posiadamy i podsiadać nie możemy, jak sądził Newman, dlatego, że wszelki dowód czerpać mógłby swe przesłanki tylko ze świata; świat zaś jest nie podobny do Boga. Po wtóre zaś jeszcze dlatego, że religia jest życiem, a życia w jego złożoności dowody objąć nie mogą. Między rozumem a religią jest ta sama niewspółmierność, co między rozumem a życiem. Leży to w naturze rozumu, że nie tylko nie uzasadnia religii, ale ją burzy: „Żadna prawda choćby najświętsza nie ostoi się wobec napaści rozumu: albowiem rozum zwraca się zawsze w stronę niewiary i gromadzi trudności”. „Gdyby nie głos, który brzmi wyraźnie w mym sercu i sumieniu – pisze Newman – widok świata uczyniłby ze mnie ateistę, panteistę lub politeistę”. Ale głos ten czyni, że wierzymy w istnienie Boga, tak jak wierzymy w swoje własne.

Erudycja filozoficzna Newmana była znikoma. Kończyła się na Hume’ie i Butlerze. Nie znał krytyków poznania, w szczególności Kanta. Myśl kontynentalną znał mniej jeszcze niż wypadało Anglikowi Wiktoriańskiej epoki. Z powodu najważniejszej swej teorii oświadczył: „Nie oddawałem się nigdy studiowaniu tego, co inni powiedzieli o tym przedmiocie”. Współczesnymi sobie myślicielami nie interesował się. W szczególności nie znał ani nie Kierkegaarda ani Carlyle’a i Ruskina, – bo jak powiedziano z tej okazji – „prorocy nie czytują siebie nawzajem”. Starał się w swych poglądach sięgać do wczesnego chrześcijaństwa, jako do najpewniejszego źródła, ale – właśnie największego i sobie najbliższego spośród Ojców Kościoła, Augustyna znał mało.

Niemniej jego samorodna filozofia należy do kierunku mającego dawną tradycję: właśnie do augustianizmu. Ma związek z fideistycznymi doktrynami, których było wiele w wiekach średnich i które jeszcze w czasach nowożytnych wydały Pascala i Malebranche’a. Fideizm Newmana był nowożytny przez to, że oparty na psychologicznej analizie umysłu.
Przewaga wiedzy konkretnej nad pojęciową, bezpośredniego przeświadczenia nad dowodem, logiki osobistej nad powszechną, wiary nad niewiedzą: to wkład Newmana do filozofii XIX wieku. Nie wywodził, że przewaga ta jest potrzebna, lecz że rzeczywiście zachodzi: nie był to dlań dezyderat, lecz opis umysłu ludzkiego.

Stanowisko to było w opozycji do prądów panujących w XIX wieku, a zwłaszcza w drugiej jego połowie. Natomiast było zapowiedzią tych, które potem przyjść miały. W szczególności był Newman prekursorem pragmatyzmu, bergsonizmu, aktywizmu, wszystkich irracjonalizmów, intuicjonizmów, personalizmów, radykalnych empiryzmów XX wieku. Widząc te pokrewieństwa, jeden z entuzjastów Newmana twierdził, że jego „Gramatyka przeświadczenia” będzie dla przyszłych pokoleń tym, czym przedtem była „Summa” św. Tomasza i „Rozprawa o metodzie” Kartezjusza.

Tekst pochodzi z nr 8 (1948 r.) miesięcznika „Znak”.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter