70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Nikita Szwecow/Anadolu/Getty

Wielkość odnaleziona w przeszłości

Rosyjskie społeczeństwo funkcjonuje w ideologicznej próżni. Rozpadł się system radziecki, wraz z nim umarły tradycyjne wartości, na których zbudowane było imperium radzieckie. To sprawia, że brak nam dzisiaj korzeni.

Małgorzata Nocuń: Co oznacza pojęcie „konserwatyzm” we współczesnej Rosji?

Maria Sniegowaja: W kontekście rosyjskim należy używać innych pojęć niż na zachodzie Europy na określenie takich zjawisk jak prawica, lewica czy konserwatyzm. W rosyjskich realiach mianem „sił prawicowych” określa się reformatorów z lat 90. ubiegłego stulecia. Siłą przeciwstawną tak rozumianej prawicy powinna być lewica, ale tej brakuje.

Używając pojęcia „konserwatyzm” w odniesieniu do Polski, mamy na uwadze powrót tradycyjnych wartości, które kształtowały społeczeństwo do czasu nastania epoki komunizmu. Czasy komunistyczne – kiedy Polska znajdowała się w sferze wpływów ZSRR – są utożsamiane z okupacją. Natomiast w Rosji panuje inne podejście do okresu radzieckiego. To w dużej mierze Rosja stworzyła system radziecki, dlatego w naszych warunkach powrót do przeszłości jest powrotem właśnie do tego okresu. Tradycjonalizm będzie więc tęsknotą za przeszłością, tradycyjnymi wartościami. Dlatego o wiele lepiej zamiast pojęcia „konserwatyzm” używać pojęcia „tradycjonalizm”. W Rosji – ale też szerzej: w Europie Wschodniej – tradycjonalizm jest reakcją na proces transformacji, która miała miejsce pod koniec lat 80. i w latach 90. ubiegłego stulecia. W wyniku reform stworzono wtedy nowy system polityczny oraz gospodarczy. Dokonała się także częściowa demokratyzacja. Dla części społeczeństwa oznaczało to zburzenie tradycyjnego systemu wartości. Przemiany demokratyczne były dla rosyjskiego społeczeństwa – niesamodzielnego, paternalistycznego – szokiem. W wyniku reform i demokratyzacji ludzie otrzymali wolność, ale czuli się wyobcowani. Dlatego dziś tęsknią za tradycyjnymi wartościami.

 

W jakiej Rosji chcieliby zatem żyć?

Erich Fromm pisał, że strach każe człowiekowi uciekać od wolności, i taki proces możemy dziś obserwować w Rosji. Ludzie nie chcą wolności, chcą, aby wszystko było proste, jak w czasach radzieckich. Obywatele Rosji chcą być częścią większej struktury. Jeszcze przed przejęciem władzy przez Władimira Putina w 1999 r. badania opinii publicznej wskazywały, że pod koniec lat 90. ubiegłego wieku zauważalne były następujące tendencje: nostalgia za ZSRR, nastroje antyamerykańskie oraz negatywna reakcja na liberalne reformy. Na rosyjskich elitach władzy spoczywa pewna odpowiedzialność za taki stan rzeczy – społeczeństwo nie zostało przygotowane na transformację, ludzie nie wiedzieli, jakie koszty przyjdzie im ponieść. Reakcja na przemiany była nieunikniona, ale jej skutki można było łagodzić.

 

Rosyjska transformacja odbiegała jednak od transformacji państw, które dziś mają charakter demokratyczny.

W znaczeniu politycznym transformacja oznacza burzenie starych instytucji i odsuwanie od władzy starych elit. Im mniej radykalny charakter mają te procesy, tym łatwiej jest starym elitom wrócić do władzy, natomiast proces tworzenia się nowych jest utrudniony. Resorty siłowe, FSB, służby specjalne w latach 90. XX w. czuły się pokrzywdzone odsunięciem od władzy, dlatego starały się doprowadzić do przewrotu – ale ten scenariusz się nie powiódł, pucz Janajewa upadł i ostatecznie przesądził o upadku ZSRR. Putin po objęciu urzędu prezydenta umożliwił „siłowikom” powrót do władzy. W ten sposób interesy elit politycznych oraz społeczeństwa – które było wystraszone procesem liberalizacji – stały się tożsame.

Można się zastanawiać, czy porządek polityczny panujący dziś w Rosji jest reakcją na transformację czy próbą restauracji minionego systemu. Rosjanie uważają, że w okresie radzieckim ich kraj był wielki: kontrolował połowę Europy oraz połowę Azji. Dyktował światu warunki na równi ze Stanami Zjednoczonymi. Tęsknimy więc za tym okresem, za naszą wielkością, syndrom postimperialny jest silnie obecny w rosyjskim społeczeństwie. Nasza tęsknota zaszła zbyt daleko – dzięki tej nostalgii w kraju ustanowiono reżim autorytarny. Różni się on od reżimu radzieckiego, jednak sens tych dwóch systemów politycznych jest podobny.

W jaki sposób rosyjska władza wykorzystuje tradycjonalizm? W oficjalnym dyskursie wciąż akcentuje się takie wartości jak tradycyjna rodzina, występuje się przeciwko „gejropie”, żywa jest propaganda antyzachodnia.

Nasz tradycjonalizm jest zarazem antyliberalizmem, głosem sprzeciwu przeciwko zachodnim wartościom. Jesteśmy też – w oficjalnej retoryce państwowej – oponentami małżeństw jednopłciowych i wolności seksualnej. To korzystny grunt dla pojawienia się deputowanych, którzy – jak konserwatywna Jelena Mizulina – przeprowadzają różnego rodzaju akcje prezentujące homofobiczny sposób myślenia. Sprzeciwiają się „promocji homoseksualizmu” – choć nie widziałam, żeby ktoś go w Rosji propagował.

Wszystkie te inicjatywy są rzekomo nakierowane na wsparcie tradycyjnego modelu społeczeństwa, rodziny, promocję tradycyjnych wartości. Jednak w retoryce polityków brakuje spójności, ponieważ jednocześnie nasi deputowani zgłosili projekt „prawa o wielożeństwie”. Niektórzy analitycy próbowali to tłumaczyć drastyczną sytuacją demograficzną: w Rosji wciąż spada liczba urodzeń. Tylko czy aby na pewno wielożeństwo ma być odpowiedzią na kryzys demograficzny? Kiedy dokonuje się analizy rosyjskiego systemu politycznego, rzucają się w oczy tkwiące w nim sprzeczności.

Rosyjskie społeczeństwo funkcjonuje w ideologicznej próżni. Rozpadł się system radziecki, wraz z nim umarły tradycyjne wartości, na których zbudowane było imperium radzieckie. Natomiast w czasie stalinizmu nasze społeczeństwo dużo wycierpiało, władza przetrąciła mu kręgosłup. Rosja Radziecka jest odpowiedzialna za zbrodnie komunizmu, które miały miejsce w XX w., w jej granicach i w Europie Wschodniej. To sprawia, że brak nam korzeni. We współczesnej Rosji mamy do czynienia z postmodernistycznym miksem wartości tradycyjnych i współczesnych. Nie sposób bowiem odwoływać się wyłącznie do wartości carskiej Rosji czy też ZSRR. Naszą bolączką jest brak instytucji, które mogłyby chronić tradycyjne wartości, w Polsce w czasach komunizmu taką funkcję spełniał Kościół katolicki.

We współczesnej Rosji nie ma instytucji, które mogłyby konkurować z państwem Nasze społeczeństwo wyraża więc chęć powrotu do przeszłości, kiedy państwo było silne. W przeszłości można też odnaleźć ślady naszej wielkości. Rosja była wielka i silna. A teraz – kim jesteśmy?

 

Obok konserwatyzmu ważne są także inne ideologie, jak choćby russkij mir.

W Rosji funkcjonują różne ideologie, ale każda z nich ma instrumentalny charakter. Przykładem ten russkij mir albo „Noworosja” – termin określający terytoria Ukrainy, nad którymi sprawują władzę separatyści (Donbas i Ługańsk). Russkij mir ma oznaczać ideową, językową, prawosławną wspólnotę krajów Europy Wschodniej. De facto jest próbą włączenia tego terytorium w rosyjską strefę wpływów.

Tymczasem pojęcie „Noworosja” w politycznym dyskursie praktycznie nie było współcześnie używane, przeprowadziłam dogłębną kwerendę. O „Noworosji” mówiło się w wieku XIX, radziecka władza nie używała tego terminu. Pojęcie to wskrzesili kremlowscy ideolodzy, głos w dyskusji zabrał Aleksander Dugin – prokremlowski myśliciel zajmujący się eurazjatyzmem. Kiedy trwały walki o Donbas i Ługańsk, przywołano ten termin i znów go porzucono – jak się u nas mawia w kontekście relacji damsko-męskich: pomatrosili i brosili, czyli „zabawił się i rzucił”. Terminu „Noworosja” w odniesieniu do części ziem wschodniej Ukrainy dziś już się nie używa, ponieważ plan Moskwy na Ukrainie nie do końca się udał. Nie używa się także na szeroką skalę terminu russkij mir, co wcale nie oznacza, że się do niego nie wróci, kiedy zajdzie taka potrzeba. To pokazuje, że wszystkie ideowe procesy zachodzące w Rosji mają charakter instrumentalny. Nie opierają się na oczekiwaniach społecznych.

 

Czy odwoływanie się do idei konserwatywnych jest próbą odpowiedzi na kryzys gospodarczy – coraz bardziej widoczny w Rosji?

Tak – partia telewizora wciąż jeszcze zwycięża z partią lodówki. Reżim traci możliwość legitymizacji dzięki wzrostowi gospodarczemu, więc zwraca się w stronę ideologii. Zwrot w stronę russkogo mira jest tego przejawem.

Duży wysiłek włożono w pracę w sferze ideologicznej w latach 2011–2012, w tym czasie Władimir Putin rozpoczął trzecią kadencję prezydencką. Wyczuwalne były już oznaki kryzysu gospodarczego, władza wiedziała, że społeczeństwu należy zaoferować jakąś ideologię, ponieważ w budżecie nie było już środków, którymi można by przekupić popleczników Kremla. W latach 2011–2012 nastąpiły protesty. Kreml miał wtenczas problem z realizacją swoich projektów, a opozycja, wręcz przeciwnie, znalazła nić porozumienia ze społeczeństwem. Aleksiej Nawalny – nieformalny lider opozycji – mówił o społecznych bolączkach i starał się zaproponować protestującym rozwiązanie tych kwestii. Mówił, że żyjemy w imperium, które się już w połowie rozpadło. W Rosji są regiony nieutożsamiające się z rosyjskim etnosem, które utrzymuje się w naszych granicach w sposób na pół siłowy. Nawalny zwracał także uwagę na fakt, że w Rosji występuje problem ze świadomością narodową – chodzi o utożsamianie się z „jednym rosyjskim narodem”. Narodem, którego członkowie podzielają te same poglądy. Pojawiły się pytania: czy Rosji opłaca się utrzymywanie Czeczenii oraz innych republik północnego Kaukazu w swoich granicach? Być może należy ograniczyć terytorium państwa do przestrzeni, która podziela nasze wartości kulturowe.

Oczywiście w słowach tych wyczuwalny jest nacjonalizm, jednak nie jest to nacjonalizm etniczny, lecz obywatelski. Dyskutowano kształt rosyjskiej demokracji – mówiono, że to naród powinien decydować, w jaki sposób chce być rządzony.

Kreml zrozumiał, że te procesy stanowią niebezpieczeństwo dla władzy. Powrót Putina na stanowisko prezydenta w 2012 r., działania zbrojne, które Moskwa podjęła na Ukrainie, były próbami odpowiedzi na zapotrzebowanie społeczeństwa – tęsknotę za imperium i silną władzą. Odpowiedź ta miała – tradycyjnie – mocarstwowy charakter. Okazało się, że władza chce budować nie państwo narodowe, ale imperium.

Dyskurs Putina miał charakter nacjonalistyczny – wstajemy z kolan, będziemy mocarstwem. Władza zaproponowała społeczeństwu ideę nacjonalizmu imperialnego. Kreml stworzył ten projekt już w 2012 r., świadczą o tym przedwyborcze artykuły Putina. Prezydent podkreślał w nich, że Rosja nie może być narodowym państwem, tylko krajem wielonarodowym. Naród rosyjski spełnia ważną funkcję: „wspomaga bratnie narody”, odbywa się to w ramach jednego społeczeństwa.

 

W Rosji tego typu retoryka pada na podatny grunt.

Wyniki badań opinii publicznej mówią, że poparcie dla Putina było związane z utrzymującym się poziomem dochodów i stanem posiadania obywateli Rosji. W 2012 r. prezydent wykorzystał dobrobyt socjalny oraz imperialną narrację do budowy poparcia. W sierpniu ubiegłego roku stało się jasne, że głowa państwa musi znów zawalczyć o elektorat – kryzys gospodarczy coraz mocniej dawał się we znaki. Dla obywateli Rosji ważne jest poczucie, że jesteśmy częścią imperium, ale tak samo ważny jest czynnik ekonomiczny. Na początku 2016 r. badania opinii publicznej wykazały, że poziom życia w Rosji spada, dokładnie w tym samym czasie poziom poparcia prezydenta zaczął się obniżać. Obecnie władza zastanawia się, co począć z problemem spadku notowań głowy państwa – stąd też usilne starania Kremla mające na celu zniesienie europejskich sankcji.

 

Dlaczego antyzachodnia retoryka tak dobrze się w Rosji przyjmuje?

Jest ona charakterystyczna dla ruchów tradycjonalistycznych, związanych z nostalgią za czasami radzieckimi. Zachód jest utożsamiany z liberalizmem, co do którego nasze społeczeństwo się rozczarowało.

W rosyjskim społeczeństwie początek syndromu postimperialnego związany jest ze wzrostem tendencji antyamerykańskich. Związek Radziecki zawsze walczył z USA, więc człowiek radziecki także nie lubił Stanów Zjednoczonych.

Jednakże mówienie o rosyjskim antyamerykanizmie jest przesadzone. Jeśli spojrzymy na badania opinii publicznej, zobaczymy, że tendencje antyzachodnie wzrastają, jednak w ciągu ostatnich 15 lat wzrost ten nie jest dynamiczny. Musimy także zwrócić uwagę na kontekst – jak bardzo władza stara się, aby osiągnąć taki efekt. Największe wahania są widoczne, kiedy Rosja angażuje się w działania wojenne. Gdy Rosja podjęła interwencję w Gruzji, obserwowaliśmy wzrost antyamerykanizmu. Podobna tendencja była zauważalna podczas interwencji na Ukrainie.

W rosyjskim społeczeństwie obserwuje się dualistyczne podejście do Stanów Zjednoczonych, relację love and hate. Rosja pragnie bowiem być Ameryką – marzy, aby być tak potężnym krajem, chce żyć jak USA, nasza kultura masowa jest przecież kalką z kultury amerykańskiej – np. programy telewizyjne w stylu talk show. Chcemy być jak Stany Zjednoczone, dlatego też się z Ameryką mierzymy. To wiąże się także z syndromem postimperialnym. Badania opinii publicznej pokazują, że propaganda wygłaszana w telewizji trafia do społeczeństwa. Gdyby pojawiła się nowa władza, prodemokratyczna i proamerykańska, szybko zaobserwowalibyśmy głębokie zmiany w sposobie myślenia obywateli Rosji.

 

Jaką rolę w ugruntowywaniu tendencji tradycjonalistycznych odgrywa Cerkiew prawosławna?

Kreml – kreując swoją ideologię – stara się dać odpowiedź na potrzeby Rosjan. Chce połączyć elementy Imperium Rosyjskiego i imperium radzieckiego i stworzyć z nich współczesny system polityczny.

Korzysta się z dobrze znanej triady Uwarowa: prawosławie, samodzierżawie, lud (narodnost’). Jest to ideologia wywodząca się z XIX w. Samodzierżawie można utożsamiać z reżimem autorytarnym, władzą Putina. Obserwujemy także kult państwa.

W ten schemat dobrze wpisuje się rosyjska Cerkiew prawosławna, ciesząca się szerokimi przywilejami. Ludzie piastujący w niej wysokie stanowiska wywodzą się ze służb specjalnych i są bezpośrednio powiązani z Kremlem. Wielu z nich jest niewierzących. Cerkiew jest w sposób instrumentalny wykorzystywana na potrzeby elit rządzących: tworzenia quasi-tradycyjnego, konserwatywnego państwa.

Wśród Rosjan obserwujemy renesans religijności. Pod koniec lat 80. ubiegłego stulecia do połowy lat 90. rosyjskie społeczeństwo się „nawracało”. Dziś wielu Rosjan nazywa siebie prawosławnymi, mając na myśli identyfikację kulturową, nie prawdziwą wiarę i religijność. Duża część tych „prawosławnych” nawet nie wierzy w Boga. Występuje społeczne zapotrzebowanie na odwoływanie się do prawosławnych wartości i Putin wychodzi temu zapotrzebowaniu naprzeciw.

Należy pamiętać, że w Rosji ważne miejsce zajmuje nie tylko Cerkiew i wiara prawosławna, druga ważna religia to islam – jest wiele regionów, które są regionami tradycyjnie muzułmańskimi. Cerkiew stara się nie drażnić wyznawców islamu. W kontekście debaty o roli Cerkwi w Rosji ważna jest sytuacja na Ukrainie. W kraju tym działa Ukraińska Cerkiew Prawosławna Moskiewskiego Patriarchatu. UCPMP była zmuszona poprzeć Kreml w wojnie ukraińsko-rosyjskiej, ale retoryka patriarchy nie była spójna: starał się nie opowiadać przeciwko Ukrainie i zarazem stanąć po stronie Kremla. To się nie udało: poparcie dla UCPMP spadło w czasie konfliktu pomiędzy Kijowem i Moskwą.

 

Czy widzi Pani przestrzeń dla dialogu rosyjskich władz z polską prawicą? W Polsce można usłyszeć głosy, że działania naszego nowego rządu w gruncie rzeczy są Rosji na rękę, mimo że w retoryce jest antyrosyjski.

Są pewne przesłanki pozwalające tak myśleć. Analizując procesy zachodzące w Europie, widzimy rosnące poparcie dla partii prawicowych. Na Węgrzech nacjonalistycznej partii Jobbik, we Francji Mariny Le Pen. Mam nadzieję, że Polska przezwycięży autorytarny trend widoczny w polityce nowej władzy, ponieważ posiada dojrzalsze społeczeństwo.

Polska zdaje sobie sprawę, jakie niebezpieczeństwo może stanowić Rosja. Warszawa negatywnie odniosła się do działań Moskwy na Ukrainie. Nie sadzę, żeby rządzącej partii było na rękę nawiązywać bliskie relacje z Moskwą. Nie możemy zapomnieć o kwestii Smoleńska, na czele Prawa i Sprawiedliwości stoi przecież brat tragicznie zmarłego prezydenta, ciężko wyobrazić sobie, że przejawia on sympatię do Rosji. Możemy zauważyć częściową bliskość, np. przejawiająca się w używaniu podobnej retoryki.

W Polsce, na Węgrzech, w Rosji w pewnych warstwach społeczeństwa widoczne jest niezadowolenie spowodowane liberalnymi reformami, a także polityką Zachodu. Liberalizacja pociąga za sobą mobilizację konserwatywnego elektoratu – to naturalne i przejściowe.

_

Maria Sniegowaja – Doktorantka na Uniwersytecie Columbia, specjalizuje się w źródłach wsparcia partii populistycznych w Europie Wschodniej. Publicystka „Wiedomosti”, a także: „The Washington Post”, „The Huffington Post”, „The New Republic” i „The American Interest”.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata