70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

il. P. Podkościelny

Wielka pustka

Pamiętam, że na wieść o śmierci abp. Józefa Życińskiego w 2011 r. ogarnął mnie lęk, jak bez niego – bez jego odwagi i umiejętności otwartego stawiania problemów – będzie wyglądał Kościół w Polsce.

Gdyby żył, skończyłby właśnie 70 lat. I jestem pewien, że – pomimo prób jego zdyskredytowania, jakie zapewne wciąż by podejmowano – nadal byłby najbardziej wyrazistym (i najodważniejszym!) biskupem katolickim w dzisiejszej Polsce. Hierarchą, który znalazłby sposób na to, żeby publicznie zaprotestować przeciwko łamaniu konstytucji, naruszaniu trójpodziału i równowagi władz, zasady rozdziału Kościoła od państwa czy też myleniu chrześcijaństwa z nacjonalizmem i ksenofobią.

Jestem o tym głęboko przekonany, bo abp Józef Życiński nie należał do ludzi nabierających wody w usta w sytuacjach, w których wierni oczekiwali głosu Kościoła. Doskonale pamiętam przecież jego teksty rzucające ewangeliczne światło na kompromisy zawierane przez niektórych prominentnych działaczy katolickich w stanie wojennym (Listy do Nikodema), wypowiedzi o konieczności rozliczenia się z dziedzictwem PRL (np. Bruderszaft z Kainem) i – z drugiej strony – biorące w obronę osoby niesłusznie, jego zdaniem, oskarżone o współpracę z SB, a także radykalny sprzeciw wobec kampanii nienawiści wymierzonej w ludzi, takich jak Władysław Bartoszewski, Jan Nowak-Jeziorański czy Czesław Miłosz. Pamiętam również jego krytyczne (raczej rzadkie wśród polskich hierarchów) opinie na temat Radia Maryja, jednoznaczną ocenę kampanii wyborczej i agitacji politycznej prowadzonej w kościołach („To bałwochwalstwo i praktyka pogańska”; 2007), piętnowanie pomówień (np. słów prezesa PiS, jakoby prezydent Bronisław Komorowski był „zdecydowanym wrogiem Kościoła”; 2010) czy wreszcie protest przeciwko instrumentalizacji krzyża w czasie tzw. miesięcznic smoleńskich („Kiedy krzyż traktowany jest instrumentalnie jako znak wyrażania niechęci czy środek do »załatwienia« pomnika, wtedy rodzi się sprzeciw – i ten sprzeciw jest konieczny”; 2010).

Już w 2010 r. niektórzy wierni słali doń listy, oczekując publicznej deklaracji, iż nie ma dziś w Polsce „polityka tak wielkiego formatu jak Jarosław Kaczyński”. A on reagował na te żądania jak duszpasterz i następca apostołów, a nie działacz polityczny mający na względzie doczesne interesy Kościoła. „Biskup ma troszczyć się o to, by Jezus Chrystus był dla nas wielki” – mówił. I dodawał, że gdyby politycy stawali się (dla katolików, w tym księży) ważniejsi od Jezusa, „byłoby to bardzo niebezpieczne dla Kościoła”.

W takich momentach okazywał się nonkonformistą. Dziennikarce Aleksandrze Klich tłumaczył, że nie może postępować inaczej. Że czuje się wewnętrznie zobligowany do „wyjaśniania podstawowych nieporozumień w trudnych sprawach” i do obrony ludzi „skrzywdzonych, osądzanych bez wyroku”. Że musi być posłuszny sumieniu, którego głos rozlega się w jego głowie i sercu: „Jesteś Kościołowi potrzebny (…). Nie zapominaj o tych, którzy czekają na twój komentarz”.

Wyjaśniał zatem nieporozumienia, bronił pokrzywdzonych i komentował rzeczywistość, na nikogo (w tym i na kolegów z episkopatu) się nie oglądając – i płacąc za to bardzo wysoką cenę. Cenę życia (umarł wszak nagle i dość młodo na zawał serca) i cenę nienawiści, której nie ugasiła nawet jego śmierć.

Pamiętam, że na wieść o jego zgonie, w lutym 2011 r., ogarnął mnie lęk, jak bez niego – bez jego odwagi i umiejętności otwartego stawiania problemów – będzie wyglądał Kościół w Polsce (a przede wszystkim: jaka będzie pozbawiona głosu Życińskiego Konferencja Episkopatu).

Przyznaję: nie wszystko, co mówił i pisał, budziło mój entuzjazm. Nie zawsze odpowiadał mi emocjonalny ton jego komentarzy i ich gwałtowność. Jako czytelnik, słuchacz i obserwator bywałem zatem nieraz dość krytyczny. Ale jednemu nie mogłem zaprzeczyć: nawet kiedy było nam „nie po drodze”, on wciąż mnie inspirował, zmuszał do myślenia. Budził szacunek – także dlatego, że reagował, kiedy inni woleli udawać, że o niczym nie wiedzieli i nie słyszeli…

Oto jeden z powodów, dla których tęsknię dziś za Józefem Życińskim – biskupem, który starał się nie zapominać o ludziach czekających na głos Kościoła hierarchicznego. I robił wiele, żeby ich nie zawieść.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter