70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wiele twarzy Safony

Lesbos Renaty Lis to zbiór esejów i szkiców jak najbardziej osobistych, a przecież dalekich od zwierzenia. Prezentując trzy bliskie sobie pisarki: Sofię Parnok, Annę Kowalską, Jeanette Winterson – a poprzez nie: Safonę – Lis opowiada o związkach kobiecego homoseksualizmu i literatury.

Autorka nie konkuruje z teoretykami relacji między seksualnością a sztuką, trudno byłoby ją też nazwać krytyczką feministyczną. Lis pisze teksty biograficzne, a komponując obrazy innych pisarek, chce być może pokazać także własną twarz. Opowieść o pisarstwie lesbijskim – czy raczej: o twórczości pisarek odwołujących się do Safony – to intymne poszukiwanie tożsamości, które w sferze publicznej wskazuje na miejsce trudne i ląd nieznany: na zapomnianą wyspę Lesbos.

Książkę otwiera historia Oskara Wilde’a, piszącego w więzieniu w Reading swój list do ukochanego Bosiego – De profundis. Wilde padł ofiarą praw kryminalizujących homoseksualizm, podobnie jak genialny Alan Turing, który z ich powodu w 1954 r. popełnił samobójstwo. Prawa te straciły swoją moc dopiero w 1967 r. w Anglii i Walii, a w 1982 r. w Irlandii, czyli całkiem niedawno. Historie opowiadane przez Lis nie są jednak historiami walki politycznej, wręcz przeciwnie. To historie o tożsamości i pisarstwie, o języku miłości i literatury. Przywołanie Wilde’a na początku zbioru ma przypominać, że homoseksualna miłość, nawet jeśli wywalczy sobie miejsce w języku poezji, zawsze może przegrać z gestem przemocy i demonstracją władzy – z językiem nienawiści.

Pierwszy z esejów przedstawia Sofię Parnok, poetkę zwaną „rosyjską Safo”, której książkę Lis dostała w spadku po Ryszardzie Przybylskim. Poetka ta nie była wcześniej w Polsce znana, na potrzeby Lesbos kilka jej wierszy przełożył Zbigniew Dmitroca. W Rosji zaś jest ważna, choć pewnie nie największa. Na pewno wsławiła się tym, że już u progu XX w. żyła tak, jak chciała – wolna. Rozkochała w sobie m.in. Marinę Cwietajewą, a  w swojej twórczości powracała do symbolu siwej róży, będącej wariantem róży białej.

Róża taka stanowi lejtmotyw tej książki, to znak szyfrujący obecność lesbijskiej miłości. Lis śledzi wędrówkę tego symbolu o tyle tylko, o ile jest jej potrzebny. Sama historia literatury, poetyka dzieł, konteksty estetyczne nie są przedmiotem dociekań autorki. Najistotniejszy pozostanie wymiar biograficzny i tożsamościowy omawianych utworów – eseje te zostały poświęcone raczej postaciom pisarek niż ich dziełom dotyczącym Safony, bez wdawania się w psychoanalityczne zagadki czy literaturoznawcze analizy.

Tak właśnie było w przypadku Anny Kowalskiej. Historia jej związku z Marią Dąbrowską to nie tylko historia trudnej i zakazanej, a jednak znanej (bo Dąbrowska zachowywała się jak typowy żądny podziwu mężczyzna) miłości. Pozwala ona uzmysłowić sobie obyczajowy charakter Polski za ich życia, a co za tym idzie – przekonująco odtworzyć wpływ mentalności i świadomości społecznej na pojedynczą książkę. Lis interesuje się bowiem tą niezwykłą porażką, jaką była powieść Kowalskiej o Safonie. Kowalska pisała ją pod koniec lat 50. i według autorki chciała zawrzeć w niej swoje lesbijskie doświadczenia. W końcu jednak spod jej pióra wyszła stereotypowa opowieść o Safonie, która wychowywała na Lesbos dziewczęta, aby były dobrymi żonami, sama zaś popełniła samobójstwo z miłości do mężczyzny. Pewnie dlatego że za Safoną stała Dąbrowska – w oczach Kowalskiej: narcystyczna, zajęta tylko sobą pisarka, niezdolna właściwie do miłości.

Z kolei hołubiona przez Lis i częstokroć cytowana Jeanette Winterson pojawia się przede wszystkim jako autorka powieści Sztuka i kłamstwa, w której jedną z postaci (obok Picassa i Handela) jest Safona oraz badaczka życia Safony Margaret Reynolds. Ostatni dopiero tekst to samodzielna wyprawa Lis na wyspę Lesbos, na której znajduje się obecnie obóz dla uchodźców.  Autorka współczuje im, lecz pozostaje podróżniczką, nie angażuje się. Obserwuje życie na wyspie,  zaczyna zauważać i podkreślać różnice między literackim i rzeczywistym Lesbos. Nie podoba jej się także, że organizowany jest na niej festiwal lesbijski, na który zjeżdżają się przede wszystkim kobiety z Niemiec i Skandynawii, jedzące zdrowe sałatki zamiast, jak ona sama, normalnych pulpetów (zamawiając je, zyskuje oczywiście przychylność zwykłej gospodyni). „Nie ma nic takiego jak biografia; jest tylko sztuka i są kłamstwa”, przywołuje znów Wintersom i dodaje, że samo wykluczenie nie zrobi z nikogo artysty. To prawda; tylko po co ta niechęć do osób, które chcą jeść sałatki? Po co ta niechęć do Zachodu? Zwłaszcza że to nowoczesne Niemki i Skandynawki pomagają uchodźcom bardziej niż my i reszta Wschodu. Lis pisze jednak o tym, żeby zaznaczyć dystans między opowiadaną przez siebie historią a samą sobą. Safona, a wraz z nią splot homoerotyzmu i literatury fascynują ją, ale nie na tyle, by chciała oprzeć na nich swoją tożsamość – Lis nie chce pozwolić nam, byśmy z rozpędu także ją wpisali w ten zbiorowy portret. Trochę tak – w końcu go napisała. Lecz nie do końca. To pragnienie pozostania przede wszystkim wolną autorką i niezależną pisarką wydaje mi się zrozumiałe i należy je uszanować, szczególnie że wciąż, zgodnie z logiką reklam, mediów i polityki, etykietki przyznajemy pośpiesznie i z łatwością.

Być może to ta świadomość zdaje się nieco blokować Lis, gdy nadchodzi moment jej wyznania. Autorka jednak go unika. Zdaje się, że próbuje nam coś o sobie, bezpośrednio, powiedzieć – lecz w ostatniej chwili wycofuje się. Z tego powodu ostatni esej sprawia wrażenie fragmentów, które miały dokądś prowadzić, ale ich ścieżki urwały się zbyt szybko. Nie zrozumiałam, dlaczego znana z pisania o miłości Safona nagle okazuje się też postacią wobec samego życia niechętną; wyprzedzając niby Wolałbym nie Bartelby’ego (który nie samemu życiu zaprzeczał). W końcu autorka podejmuje temat własnej tożsamości, lecz wyjawia tylko, że jej dziadkowe przybyli ze Wschodu, i nagle to ta zwykła tożsamość rodzinna staje się najważniejsza. Dlaczego? Bo wzmaga obcość wobec Polski i w ogóle świata? Bo jest metaforą ruchu, mówi o tym, że Lis nie utożsami się z niczym? Bo pokazuje, że inność jej samej nie daje się tak prosto uchwycić? Tak jak zresztą każdej z bohaterek: wydaje się bowiem przede wszystkim, że opowiadając o kochających kobiety pisarkach, Lis pokazała, jak niewiele musi je łączyć. I jak różne miłości mogą kryć się pod portretem Safony.

_

Renata Lis

Lesbos

Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2017, s. 224


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter