70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

il. Tymoteusz Piotrowski

W odcinkach: Zacznijmy od nowa

Kiedy Grace (Jane Fonda) i Frankie (Lily Tomlin) dowiadują się od swoich mężów, że ci zamierzają – po wielu latach oszustw i miłości w ukryciu – je opuścić, niejeden widz może prychać z niesmakiem. Toż to klisza, tani skandal obyczajowy i najgorsze sitcomowe wzorce! Sytuację zmienia jednak znakomita obsada, ujmująca bezpretensjonalność i świeżość podejścia do tematu.

Związek Sola (Sam Waterston) z Robertem (Martin Sheen) nie jest jedyną ekscytującą relacją w serialu. Trzeba bowiem przyznać, że to, co łączy tytułowe bohaterki, jest nie tylko bardziej złożone i ma większy potencjał komediowy, ale przede wszystkim stanowi ciekawą wariację na temat przyjaźni i wspólnego mieszkania starszych kobiet. Trudno pomyśleć o obu aktorkach jako o starzejących się gwiazdach ekranu, ale to właśnie ten temat dominuje przez większość ich dialogów i dylematów. Mimo że początkowo darzą się nieskrywaną niechęcią i pogardą wobec wyznawanych ideałów, w przewidywalnym schemacie bariera między nimi będzie maleć konsekwentnie z odcinka na odcinek. Oczywiście budowanie postaci na podstawie opozycyjnych cech (powściągliwa / ekscentryczka, elegancka / hippie, bizneswoman / artystka) nie kończy się wraz z pogłębieniem więzi kobiet. Na tym polega największy dowcip Grace i Frankie – na zaskakująco lekkim tragikomizmie wielkiej damy oraz roztargnieniu i barwności artystki spod znaku schyłkowego New Age’u. Pod względem aktorstwa jest to wspaniały popis doskonale zgranego duetu.

Twórczynią serialu jest Marta Kauffman, najlepiej znana dzięki Przyjaciołom – telewizyjnemu hitowi z lat 90. Nie darząc legendarnego sitcomu cieniem sympatii, obawiałam się zasuszenia Grace i Frankie na śmierć. Wydaje się jednak, że serial zarówno aktorsko, jak i komediowo zdominowała nie Kauffman, ale Lily Tomlin. Wspomnienia widzów rozkosznej feministycznej komedii z 1980 r. Od dziewiątej do piątej (reż. Colin Higgins) będą się podczas seansu czterech sezonów serialu Netflixa niejednokrotnie aktualizować. Nieodżałowaną stratą jest nieobecność w serialu Dolly Parton, która w filmie sprzed niemal czterech dekad jako jedyna dotrzymywała kroku charyzmatycznej Tomlin. Fonda zdawała się grać w niższej lidze – mniej skłonna do parodii i gry z własnym wizerunkiem, dopiero w serialu zdystansowała się od swojej pozycji guru fitnessu i odchudzania. Powtarzające się dowcipy o tym, że temat jedzenia jest dla niej nowy, autodemaskacyjne sceny, w których eksponuje obwisłość ramion albo twarz bez makijażu, to ważne momenty nie tylko dla kariery Fondy, ale przede wszystkim tonacji serialu. Nie sposób dostrzegać w nim wielkiej transgresji. Obie panie są w doskonałej formie – tak intelektualnej, jak fizycznej – co sprawia, że ich opowieść o trudach i wyzwaniach starości pozostaje w ściśle mainstreamowej estetyce. Ciekawsze niż zmagania z oczekiwaniami rodziny i niezgoda na upływ czasu jest w Grace i Frankie to, co zdaje się rodzić mimochodem. Przyjaźń i oddanie wbrew oczywistym różnicom. Grace, męcząca się przez lata w małżeństwie, przechodzi zupełnie inną drogę niż Frankie, która do momentu rozstania uważa Sola za swoją bratnią duszę. Obie rozliczają swoją przeszłość, ale jednocześnie nie tracą woli życia. W tej komedii czystej wody zasadniczym tematem serialu okazuje się radość życia mimo rozczarowań i zaczynanie od nowa.

Nieuczciwe byłoby powiedzenie, że to serial bez wad. Przepadam za Grace i Frankie, czekam na kolejne sezony, ale trudno przymykać za każdym razem oko na smuty z życia Roberta i Sola, ich dialogi bez życia i ikry. Trudno też nie dostrzec nierównowagi niektórych odcinków – koncentrujących się na ich, nieciekawych i powtarzalnych problemach z życia małżeńskiego, kiedy w istocie widz oczekuje raczej tytułowych bohaterek, dostarczających nie tylko bardziej rozrywkowego, ale i oryginalnego spektaklu. Dopuszczam możliwość, że wynika to z faktu, iż pozostaję niewstrząśnięta portretem starzejącej się gejowskiej pary, która z zaciekawieniem odnosi się do młodszego pokolenia społeczności LGBT. A także nie dostrzegam nowatorskości tej reprezentacji. Wydaje się jednak, że wiele spośród tych scen nastawionych jest na odhaczanie kolejnych tematów czy odbywanie ilustracyjnych rozmów. Te części serialu przeczekuję. Nie mam bowiem wątpliwości, że główny show jest tego wart.

Trudno mieć wątpliwości. W Grace i Frankie najjaśniejszą gwiazdą jest – one and only – Lily Tomlin. Zamiłowanie do absurdu i autoironii, a także niepodrabialna umiejętność improwizacji to znaki rozpoznawcze aktorki. W serialu ujawnia się też jej zdolność niepostrzeżonego zmieniania rejestrów – od komedii przez melodramat po farsę. To na niej w istocie opiera się cały ciężar komediowy, ale także urok serialu. Nawet wówczas gdy wraz z Grace zakładają firmę produkującą gadżety seksualne dla starszych kobiet, to Frankie dostarcza tego, co stanowi o tonacji serialu. Grace realizuje plan, rozwija biznes, a komizm postaci ustępuje projektowi aktywizacji zawodowej kobiety po siedemdziesiątce. Frankie jest doskonałym antidotum na smutki tego świata i powagę emancypacji. Postać kreowana przez Tomlin biega po domu w powłóczystych strojach, powiewa swoimi – godnymi zazdrości! – siwo-czarnymi lokami, maluje obrazy i śmieszne i straszne. Mówi rzeczy wspaniałe i piękne, ale jest też nierzadko parodią hippisowskiej seniorki, która za nic w świecie nie porzuci swoich ideałów. Chyba właśnie dlatego to ta właśnie postać stanowi o odświeżającej i oczyszczającej mocy serialu. Także dla Jane Fondy, która dopiero na małym ekranie przeżyła sceny, w jakich niedołężnie czołga się po schodach, niepostrzeżenie napełnia się jej usta bitą śmietaną i bez końca żartuje się z jej niestrudzonego fitnessu. Dzięki Grace i Frankie wszyscy możemy zacząć od nowa.

_

Grace i Frankie

Twórcy: Marta Kauffman, Howard J. Morris

Netlix 2015–


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter