70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

W obronie humanistyki

List w obronie filozofii został, jak się zdaje, odczytany jako apel o bezpłatny drugi kierunek studiów. Z pragmatycznego punktu widzenia jest to z pewnością problem zasadniczy. Ale nie tylko nie jest to problem jedyny, ale w ogóle nie jest to wcale sedno tej – podpisanej wieloma szacownymi nazwiskami – obrony. Sprawa jest znacznie bardziej funda mentalna i dotyka kierunku naszej cywilizacji, o tyle o ile jesteśmy za nią odpowiedzialni tu, w Polsce.

List jest rozpaczliwym wołaniem o ratowanie humanistyki, a przede wszystkim filozofii w programie edukacyjnym, jaki płynie odgórnie, ze strony rządu. Humanistyka, a zwłaszcza filozofia, traktowana jest z całą pewnością jako uciążliwy balast: uciążliwy ze względu na mniejszą ilość studentów, mizerię finansową państwa, brak efektownych i natychmiastowych zastosowań, które gwarantowałyby ilość miejsc pracy itp. Z tego powodu humanistyka, a zwłaszcza filozofia, stale przegrywa z kierunkami, w których zasadniczą rolę odgrywają nauki ścisłe z ich perspektywami technicznymi, na których przełożenie władze, także unijne, kładą obsesyjnie nacisk. Wszechwładza „liczby” jest jak wiadomo zasadniczym piętnem tej cywilizacji, które przekłada się nie tylko na priorytety, ale wręcz na brak uwagi, na jaką humanistyka zasługuje.

Prawdę mówiąc wydaje mi się czymś niepojętym, że rządowi decydenci, ex professo humaniści, nie dostrzegają w ogóle wagi tej problematyki. Gdyby ją dostrzegali, już dawno propedeutyka filozofii (podobnie zresztą jak propedeutyka sztuk pięknych) znalazłaby się w programie gimnazjów i liceów jako obowiązkowa – a nie tylko do wyboru przez poszczególne szkoły. Nie może w edukacji wszystko być dowolne i państwo powinno dbać o podstawy ogólnej formacji cywilizacyjnej członków zachodniego społeczeństwa, formacji, do której filozofia przynależy w sposób ścisły. Ale zwrócenie na to uwagi domaga się rezygnacji z obsesji efektywności, przekładania wszystkiego na uchwytne pragmatycznie rezultaty. Filozofia jest nauką (?) myślenia, które musi się czuć wolne i radosne, ale pozostawioną sobie w obszarze edukacji przestrzeń filozofia może oddać społeczeństwu w postaci powiększonego potencjału wyobraźni, większej elastyczności, wszechstronności i innowacyjności. Wiedzą o tym Amerykanie, którzy stanowią dla nas wciąż wzór – na dobre i na złe – przemian cywilizacyjnych. Jak pisał Adam Zagajewski, filozofia na amerykańskich uniwersytetach nie jest bynajmniej traktowana po macoszemu, ponieważ Amerykanie odziedziczyli po cywilizacji europejskiej szacunek dla tego, co bezinteresowne (np. sztuki!), a co jest niezbędne dla prawdziwie kreatywnego rozwoju cywilizacji. Jest oczywiste, że gdyby filozofia weszła wreszcie z całą powagą (a nie na zasadzie „michałka”) do szkół, to wzrosłaby szansa na wzrost zainteresowania tą dziedziną, które i tak bywa spore. Cóż z tego, kiedy studiowanie filozofii jest w obecnej sytuacji skrajnie nieopłacalne! Oczywiście nieodpłatność za drugie studia znacznie by tę sytuację poprawiło ale nie odwróciłoby fatalnej tendencji politycznej w tej dziedzinie. Tendencja ta bowiem, powtarzam, to tendencja w edukacji do pozytywnego oceniania tylko tego, co może przynieść wymierne korzyści zwłaszcza dla przemysłu. W tym punkcie trudno nie przyznać racji Heideggerowi, który wiązał samą ideę wartości w naszej epoce z ideą kalkulowania w horyzoncie manipulacji rozmaitymi, ostatecznie materialnymi, przedmiotami! Gdy tymczasem niezbędny jest namysł między innymi nad tym co jest dla człowieczeństwa, dla ludzkiej egzystencji, naprawdę ważne: czym jest prawda i fałsz, co to dobro i zło itp. Nie można sobie darować refleksji o hierarchii wartości, o tym czego nie da się wymienić na żadne pieniądze i co trzeba cenić bardziej niż sukces, rozgłos, ilość „punktów” w matematyce uznawanych mediów przekazu, a także – mówiąc ogólnie – budowanie materialnej cywilizacji. Nie można sobie darować wyrabiania myśli krytycznej, wyrabiania zdolności np. do rozróżniania ideologii od owoców rzetelnego szukania prawdy przy pomocy narzędzi, których dostarcza właśnie filozofia. Na wyrabianiu takiej zdolności polega w dużej mierze po prostu kultura. Zdaję sobie zresztą sprawę, ze to właśnie może budzić niepokój najwyższych czynników, które muszą się poddać trzeźwemu i nieprzekupnemu osądowi ludzi myślących, a nie tylko posłusznych. Lecz to, co stanowiło chlubę europejskiej cywilizacji, nie może z tego powodu zostać zaprzepaszczone. Dlatego liczę na to, ze dzięki oddolnej inicjatywie ludzi młodych, a zdolnych do poświęceń – co samo w sobie jest zjawiskiem niezwykle pocieszającym – może nastąpić częściowo odwrócenie bardzo niepokojących tendencji w polskiej wersji współczesnej cywilizacji.

 

Karol Tarnowski

Tekst ukazał się w Gazecie Wyborczej 16 stycznia 2014 roku.

 

 

CZYTAJ WIĘCEJ:

T. Gadacz, Bankructwo humanistyki czy tylko „kryzys”?, nr 658

A. Leszczyński, Przedsiębiorstwo uniwersytet, nr 672

J.C. Sommerville , Uniwersytet i religia, nr 693

P. Nowak, Myślenie już tu nie mieszka, nr 696

Minibook: HUMANISTYKA [w czasach pop]

 

 

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter