70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Usłyszeć głos matek Kościoła

Emancypantki. Kobiety, które zbudowały Kościół Zuzanny Radzik rozpoczynają się dosyć nietypowo jak na publikację naukową. Autorka przywołuje wspomnienie z młodości, kiedy w reakcji na podanie swojego imienia mężczyźni katolicy oczyma wyobraźni widzieli jej starotestamentową imienniczkę.

 Piękną Zuzannę z Księgi Daniela (Dn 13) podglądaną w kąpieli przez starców. Doświadczenie to powtarzało się kilkukrotnie, a chyba nietrudno sobie wyobrazić, jak krępujące musiało być dla młodej dziewczyny. Pesymizm wzmaga jeszcze fakt, że dziwnym zbiegiem okoliczności nikt nie miał skojarzenia z inną biblijną Zuzanną. Tą, która poszła za Jezusem, „usługując, [udzielając] ze swego mienia” (Łk 8, 3). Reminiscencja ta daje Radzik asumpt do twierdzenia, że bierna rola kobiet w naszej kulturze współgra z postrzeganiem i traktowaniem ich przez Kościół. Stąd rozpoznawana i powszechnie znana jest Zuzanna uprzedmiotowiona i zseksualizowana, a nie ta aktywna, podążająca za Chrystusem. To właśnie z powodu niesłyszalności żeńskiego głosu tak niewiele wiemy o pierwszych kobietach, które budowały chrześcijaństwo. By choć po trosze temu zaradzić, w sześciu uporządkowanych tematycznie rozdziałach autorka dzieli się historiami o Febe, kobiecie diakonie, o sponsorkach i fundatorkach, jak Pryska, o apostołce Junii, biblistkach Marceli, Pauli i Eustochium, gorliwie zgłębiających słowo Boże, o męczennicach za wiarę (Perpetua, Felicyta) i w imię obronny dziewictwa, jak Tekla.

Mimo rzetelnej wiedzy, solidnej bibliografii oraz zachowanego rygoru akademickiego już na wstępie widać, że Radzik wcale nie zabiega o rolę transparentnego, obiektywnego badacza. Przede wszystkim jest kobietą i katoliczką, i właśnie na tych fundamentach opierać będzie swoje poszukiwania naukowe. Świadomie nadaje wywodowi bardzo indywidualną – chwilami wręcz intymną – perspektywę, a poprzez odwoływanie się do aktualnych wydarzeń czy doświadczeń pokoleniowych (np. akcja #metoo, przemówienie Natalie Portman podczas feministycznego wiecu w Nowym Jorku) zbliża się do współczesnych odbiorców.

W trakcie lektury z pewnością uwagę zwrócą niekończące się pytania. Na niektóre badaczka daje wyczerpujące odpowiedzi, inne komplikuje, mnożąc jeszcze pytajniki, i tak występujące już w nadmiarze. Z początku może to drażnić i wskazywać na przesadny zabieg, ale kiedy z całą mocą uświadamiam sobie, po jak niepewnym i jedynie szczątkowo zachowanym gruncie porusza się teolożka, dochodzę do wniosku, że zagęszczanie dylematów to właśnie próba wyjścia z opresji zastanych narracji. I w tym spekulacyjnym szaleństwie naprawdę jest metoda.

Radzik cechuje ogromna wręcz dociekliwość, szczególnie podczas docierania do informacji i wyszukiwania przykładów dla poparcia stawianych tez. Rzeczowo nakreśla główne problemy, z którymi borykała się podczas pracy nad książką. Nieco upraszczając, można streścić je w trzech punktach: 1) badacze początków Kościoła w dużej mierze ulegają ideologiom, sięgają po własne (bo dobrze im znane) tradycje i konteksty, grzesząc przez to anachronicznym spojrzeniem na przeszłość; 2) materiał badawczy jest niezwykle mizerny, fragmentarycznie zachowany; 3) znamy go głównie z przekazów i narracji mężczyzn. Warto dodać, że choć sama wyznacza sobie rolę rzeczniczki kobiet, którym chrześcijaństwo naprawdę wiele zawdzięcza, o czym współczesny Kościół chyba nie pamięta, to jednak zawsze pozostaje uczciwa wobec faktów. Nigdy nie idealizuje swoich bohaterek, nie boi się też czynić krytycznych uwag pod ich adresem. Z tego właśnie powodu odnotowuje, że jedna z pierwszych biblistek, Paula, zostawiła córce długi, bo zbyt hojnie rozdawała pieniądze ubogim i Kościołowi.

Emancypantki… chwilami skrzą się ironią, szczególnie gdy badaczka, analizując niezaprzeczalne fakty, dopatruje się jawnych nadużyć. Jak choćby w przypadku przeinaczenia  greckiego słowa diakon (którym de facto była Febe, a czego dowiadujemy się z tekstów źródłowych) i przetłumaczeniu go jako diakonisa (umniejszając tym samym rangę stanowiska). Jakby tego było mało – termin dodatkowo został opatrzony stosownym przypisem, niepozostawiającym złudzeń, że sposób sprawowania tej funkcji przez Febe jakościowo odstawał od męskich standardów. Pozwolę sobie przytoczyć krótki fragment: „Wygląda na to, że trzeba stworzyć osobny słownik, by wytłumaczyć, jakie osobliwe znaczenia w formie żeńskiej mają wyrazy, które w rodzaju męskim wiązane są z autorytetem”. Z kolei bardziej refleksyjnego tonu nadaje publikacji zakończenie stanowiące autorską modlitwę-litanię imion bohaterek, wymienionych już na kartach tej książki. Pisarka powołuje się na katolicką tradycję obcowania ze świętymi, czyli tworzenia duchowej wspólnoty z tymi, którzy byli, są i dopiero będą, bo opisane przez nią postaci to nie papierowe święte czy męczennice. To kobiety odważne, zdeterminowane, poszukujące siebie  i samodoskonalące się poprzez wiarę, posiadające potencjał, by stać się wzorem do naśladowania. Tytułowe emancypantki? Jeszcze raz oddaję głos Radzik (tym razem ze wstępu): „Emancypantki? Jeśli tak, to przegrane. Nie liczcie, że chrześcijaństwo przyniesie emancypację – zaczęto sugerować, aż w końcu stało się religią państwową i usankcjonowało ograniczenie roli kobiet, dostosowanie jej do panującego obyczaju”.

O ile mamy tu do czynienia z tzw. głosem z wewnątrz, o tyle teolożka nie wpisuje się w poczet tych, co kalają własne gniazdo. Owszem, nie stroni od krytyki, ale uzdrawiającej i potrzebnej. Jednak wcale nie zdziwiłabym się, gdyby bardziej konserwatywny naukowiec wytknął jej wścibstwo (powołując się przy tym na argument o wrodzonych wadach kobiecych), tak jak przed wiekami autor Pierwszego Listu do Tymoteusza krytykował chrześcijańskie wdowy za rozgadanie  i rozprawianie o rzeczach niepotrzebnych (1 Tm 5, 13), o czym zresztą badaczka pisze w rozdziale trzecim (Rewolucja wdów i dziewic).

Radzik  niewątpliwie podąża drogą obraną  już wcześniej w książce Kościół kobiet z 2015 r. W Emancypantkach… oferuje nam wielowątkowy, wciągający dialog, w którym znajdzie się zarówno miejsce dla wierzących i niewierzących, jak i przestrzeń na wątpliwości i pytania samej badaczki, wcale nieroszczącej sobie pretensji do bycia nieomylną i wszechwiedzącą. Postawa godna uznania, zwłaszcza w czasach kiedy rzesze ekspertów przekrzykują się w posiadaniu monopolu na prawdę, wiedzę i rację. Oczywiście tę jedną jedyną.

_

Zuzanna Radzik

Emancypantki. Kobiety, które zbudowały Kościół

Wydawnictwo WAM, Kraków 2018, s. 208


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter