70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ukraińskie ABC

Choć książek traktujących o historii Ukrainy jest w Polsce sporo, warto sięgnąć po Pogranicze Anny Reid. Znana w Polsce, m.in. z monumentalnego dzieła na temat oblężonego Leningradu, dziennikarka i historyczka prezentuje opowieść o przeszłości naszego wschodniego sąsiada widzianego oczyma obywatelki Zachodu – a więc wolną od polskich sentymentów, resentymentów, nostalgii i protekcjonalizmu.

Nie jest to jednak pozycja stricte historyczna, to może bardziej miks reportażu i książki historycznej, gdyż długie fragmenty opisujące dawne stulecia przeplatają się ze współczesnymi obserwacjami podróżującej po Ukrainie autorki. Widziane budowle, napotkani ludzie i rozmowy z nimi stają się pretekstem do ogólniejszych rozważań o przeszłości. Trzeba przyznać, że wstęp wzbudza lekką nieufność – od razu bowiem dowiadujemy się z niego, że tom, który trzymamy w rękach, to połączenie pracy sprzed niemal dwóch dekad i dopisanej niedawno części traktującej o ostatnich 20 latach. Można mieć więc poczucie, że poprzez ten kolaż Reid próbuje odgrzać stary kotlet i spytać, cóż nam po jej spostrzeżeniach z połowy lat 90. XX w., kiedy od tamtego czasu na Ukrainie tyle się zmieniło.

Jednak lektura stopniowo rozwiewa początkowe złe wrażenie. Właśnie po 20 latach przekonujemy się bowiem, jak trafne (z reguły) były diagnozy autorki i jak wiele problemów nabrzmiewało na Ukrainie od momentu odzyskania niepodległości. Wiele z nich (separatyzm krymski, problem Donbasu) przeciętych zostało w sposób brutalny i niezbyt szczęśliwy dopiero w 2014 r. I to nie ostatecznie. Inne zaś, jak kwestia językowa, straciły na ostrości. Wrażenie robią też opisy ukraińskich miast z tamtego czasu – zwłaszcza Kijowa, w którym sześć aut na skrzyżowaniu to już korek i w którym nie można było znaleźć godnego hotelu dla Billa Clintona.

*

Reid prowadzi nas przez dzieje Ukrainy w chronologicznym porządku. Wszystkiego jest tu po trochę. Mamy i Ruś Kijowską, i sicz kozacką, polską dominację, panowanie carów i świt ukraińskiego nacjonalizmu, mamy Wielki Głód, II wojnę światową i Czarnobyl; uzyskanie niepodległości i wreszcie obie rewolucje – pomarańczową i godności. Poznajemy Bohdana Chmielnickiego, Tarasa Szewczenkę, ukraińskich dysydentów, jak Iwana Dziubę, Wasyla Stusa czy Mustafę Dżemilewa – przywódcę Tatarów krymskich. Ważnych nazwisk jest oczywiście więcej (tym bardziej dziwi brak choćby kilku zdań poświęconych Iwanowi France). Mamy portrety Kijowa, Lwowa, Odessy, Czerniowiec i innych miast oraz ich społeczności. Autorka sięga do źródeł, bogatej literatury, opowieści ludzi, których poznała, i własnych doświadczeń – a ma ich sporo, bo pracowała na Ukrainie jako korespondentka „The Economist” i „The Daily Telegraph”. Jeśli czegoś jeszcze brakuje, to być może opowieści o Rusi Halicko-Włodzimierskiej – postać króla Daniela Halickiego, założyciela Lwowa, nie pojawia się w książce ani razu.

Z dzisiejszej perspektywy najciekawsze wydają się rozdziały poświęcone Donbasowi i Krymowi. Dzięki nim łatwiej zrozumiemy to, co stało się wiosną i latem 2014 r.

Reid pisała: „Największym utrapieniem ukraińskiej polityki jest bez wątpienia donbaski separatyzm: obawa, że pewnego dnia wschodnia część Ukrainy może zażądać autonomii, a nawet zechcieć na powrót przyłączyć się do Rosji” (s. 79). Albo: „Krym jest rosyjski, ro-syj-ski! – usłyszałam kiedyś od pewnej znajomej, skądinąd szczerej i zdeklarowanej demokratki. – I nigdy nie należał do nikogo innego!” (s. 255). Obserwujemy też narodziny współczesnej Ukrainy – jeszcze sprzed czasów dzikiej prywatyzacji, która dała początek oligarchii. Łatwo zauważyć olbrzymią życzliwość autorki dla Ukrainy i Ukraińców. Reid nie osądza, ale spokojnie referuje. Nie znajdziemy w książce śladu wyższości ani protekcjonalizmu, a przecież przyjeżdżając na Ukrainę 20 lat temu, Brytyjka wylądowała naprawdę na innej planecie. W połowie lat 90. XX w. pisała: „Ukraińskiej demokracji z pewnością daleko do ideału. Byłoby zresztą naiwnością oczekiwać, że się do niego zbliży. Ale przemoc i korupcja – a oba te zjawiska są na Ukrainie bardziej rozpowszechnione niż w większości krajów Europy Środkowej, za to stanowczo mniej dotkliwe niż w Rosji – nie stanowią jeszcze o całości krajobrazu politycznego kraju. Przede wszystkim wygląda na to, że demokracja zakorzeniła się tu na dobre. Przeprowadzane dotąd wybory prezydenckie i parlamentarne były wolne i uczciwe – wyjąwszy może pewne próby manipulacji nastrojami głosujących podejmowane przez państwową telewizję, niemające jednak większego wpływu na ostateczny wynik głosowania” (s. 325).

Kilka lat później Leonid Kuczma i Wiktor Janukowycz próbowali jednak zorganizować wybory, które nie były ani wolne, ani uczciwe, ale reakcja społeczeństwa i przebieg pomarańczowej rewolucji dowiodły, że na Ukrainie demokracja się zakorzeniła – jeśli nie w elitach władzy, to w narodzie. Reid sympatyzuje z prodemokratycznymi dążeniami Ukraińców i pod koniec książki, w części pisanej już po rewolucji godności, z satysfakcją konstatuje: „największą zmianą, jaką mogę zaobserwować, odkąd zaczęłam przyjeżdżać na Ukrainę, jest poczucie, że teraz to państwo wreszcie nie jest na niby” (s. 445). Sympatia autorki jednak nie jest bezgraniczna i bezrefleksyjna. Reid otwarcie pisze np. o antysemityzmie Ukraińców oraz ich relacjach z III Rzeszą w czasie II wojny światowej.

*

Dla polskiego czytelnika szczególnie interesujące będą liczne fragmenty książki poświęcone relacjom Polaków i Ukraińców. Oto ktoś chłodnym okiem, bez nadmiernych uprzedzeń i sympatii, patrzy na oba narody z boku. „Oba kraje – pisze autorka – łączy sześćset lat wspólnej historii, najpierw pod panowaniem polskich królów, a następnie między innymi pod rządami rosyjskich carów. Ale niczym rywalizujące ze sobą rodzeństwo każde z tych państw lubi określać się w opozycji do drugiego, zamiast szukać jakichkolwiek podobieństw. Polska jest w tej parze wyniosła i z lekka dramatyzuje; Ukraina – pozbawiana możliwości ekspresji i wykorzystywana. Ukraina ma za złe Polsce ciągłe wpychanie się na pierwszy plan, Polska zarzuca Ukrainie podkradanie jej »najlepszych kwestii«. Chłopi na Ukrainie przy każdej okazji buntowali się przeciwko swoim polskim panom, podobnie jak Irlandczycy przeciwko Anglikom; Polacy, zupełnie jak Anglicy, reagowali na to z dziwną mieszanką sympatii, pogardy i strachu” (s. 47).

Przyjemnie zrobi się zaś polskiemu czytelnikowi, gdy wielokrotnie będzie czytał, jak autorka stawia Ukraińcom Polskę za wzór – chwali nasze reformy i wysiłek, jakiego Polacy dokonali na rzecz modernizacji państwa po 1989 r. W pewnym momencie pisze: „inspiracją dla Majdanu była przecież kwitnąca, praworządna i demokratyczna Polska” (s. 440). Gdzie indziej cytuje Romana Szporluka: „Wszystko, czego [Ukraińcy – A.B.] potrzebują nauczyć się od Europy, mogą znaleźć w Warszawie czy Krakowie” (s. 337). Czy to z rozpędu, czy z potrzeby upraszczania narracji do książki wkradło się trochę błędów. Na przykład Wielki Głód z lat 1932–1933 nie „pochłonął więcej istnień ludzkich niż pierwsza wojna światowa na wszystkich frontach i we wszystkich państwach w niej uczestniczących” (s. 198), Lwów nie trafił po raz pierwszy w dziejach w sowieckie ręce w 1945 r. (s. 114), a UPA nie mordowała Polaków na Wołyniu, w czasie odwrotu wojsk niemieckich (s. 236), bo latem 1943 r. front wschodni był jeszcze oddalony o setki kilometrów (pomijając fakt, że pojedyncze napaści ukraińskie miały miejsce jeszcze w 1942 r., a do pierwszego dużego ataku UPA na miejscowość Parośla I – ok. 150 ofiar – doszło w lutym 1943 r.). W ogóle kwestia wołyńska jest właściwie kompletnie nieobecna, choć biorąc pod uwagę wspomnianą ilość miejsca, jakie Reid poświęca stosunkom polsko-ukraińskim, powinna o tym napisać znacznie więcej.

Pogranicze Anny Reid to jednak solidna praca. Jej zaletą jest żywy język, dzięki któremu tę obszerną pozycję czyta się bardzo płynnie. Anglosaska szkoła opowiadania o historii znów okazuje się niezrównana. Czytelników zaznajomionych z dziejami Ukrainy opowieść brytyjskiej dziennikarki co prawda nie zaskoczy, ale będzie dla nich ciekawą lekturą przypominającą i porządkującą wiedzę, dla tych zaś, którzy Ukrainą interesują się od niedawna, będzie stanowić świetny punkt wyjścia.

_

Anna Reid

Pogranicze. Podróż przez historię Ukrainy 988–2015

tłum. Wojciech Tyszka, Wydawnictwo Literackie,

Kraków 2016, s. 480

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter