70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ukraina. Wojna i pokój

Na Ukrainie zachodzi bardzo niebezpieczny proces przyzwyczajania się społeczeństwa do przemocy i opisywania tego, co się dzieje, za pomocą terminologii „wojennej”. Zatrzymanie uruchomionych w taki sposób mechanizmów zawsze jest trudne. Wymaga też szczególnej odpowiedzialności zarówno polityków, jak i działaczy społecznych oraz dziennikarzy.

Piszę ten komentarz w trakcie przerwy w nadzwyczajnym posiedzeniu Najwyższej Rady Ukrainy 28 stycznia 2014 r., wiedząc doskonale, że sytuacja może zmienić się w ciągu godzin. Tym niemniej pragnę podzielić się kilkoma refleksjami na temat tego, co dzieje się na Ukrainie. Przede wszystkim Euromajdan i akcje protestacyjne w całym kraju jasno pokazały, że znaczna część społeczeństwa ukraińskiego pragnie zasadniczo nowego („europejskiego”) porządku politycznego i gospodarczego.

 

Sytuacja kryzysowa

To pragnienie zostało wyrażone w sytuacji, którą można opisać jako głęboki kryzys legitymizacji władzy.Mam tu na myśli przede wszystkim to, że zwłaszcza w ostatnim tygodniu, gdy konfrontacja weszła w fazę siłową, stało się jasne, iż ani władza, ani opozycja parlamentarna nie kontroluje w pełni sytuacji w kraju. I – co nie mniej ważne – żadna ze stron nie jest gotowa do przedstawienia przemyślanej wizji gruntownie zmienionego porządku politycznego. Liderzy parlamentarnej opozycji Arsenij Jaceniuk, Witalij Kliczko i Oleh Tiahnybok wciąż próbują przewodzić ruchowi, który nie oni stworzyli i który przerasta ich intelektualnie. Jak trafnie zauważył politolog Jurij Ryban, Majdan szuka odpowiedzi na problem, którego nie rozwiąże zwycięstwo w wyborach prezydenckich jednego z opozycyjnych kandydatów. Innymi słowy, Majdan jest żywym dowodem zapotrzebowania na program reform, którego nie ma, i na nową społeczno-polityczną siłę, której jak na razie również nie widać.

Słabość władzy państwowej w najbardziej jaskrawy sposób widoczna jest w tym, że masowo zaangażowano tzw. „tituszków” do zwalczania ruchu protestacyjnego, czyli sięgnięto po nieumocowanych prawnie, niebędących funkcjonariuszami żadnych państwowych służb grup młodych ludzi, którzy prowokują bójki, biją demonstrantów, niszczą mienie (np. samochody). Grupy „tituszków” przeszły z konfliktów biznesowych do polityki i stały się, niestety, najbardziej wyrazistą ilustracją tego, że reżim Janukowycza faktycznie wykroczył poza granice stwarzane przez prawo.

Najistotniejszym czynnikiem, o którym często się zapomina, śledząc gwałtowne wydarzenia polityczne, jest też głęboki ekonomiczny kryzys. Ukraina znalazła się na granicy bankructwa w rezultacie nadmiernego nacisku, jaki państwo wywiera na gospodarkę, wszechobecnej korupcji i nieodpowiedzialnego populizmu rządzących elit (zarówno obecnych, jak i ich poprzedników).

 

Nie ma „dwóch Ukrain”

W obecnej sytuacji jednym z głównych wyzwań jest z pewnością utrzymanie integralności terytorialnej Ukrainy. Podkreślam, że mapą „dwóch Ukrain” władza zaczęła intensywnie grać już przed miesiącem. Jej celem było pokazanie, że to nie naród występuje przeciwko rządowi, lecz jedna część Ukrainy przeciwko drugiej. Manipulowanie tą tezą ułatwia fakt, że brak zaufania dla władzy na wschodzie i południu kraju ma w rzeczywistości bardzo mały wpływ na preferencje wyborcze mieszkańców tych regionów. Obecnych „narodowo-demokratycznych” partii opozycyjnych nie postrzegają oni bowiem jako swoich, przez co rządząca Partia Regionów może dla siebie wyzyskiwać tezę, że głosowanie na nią jest koniecznością, bo inaczej „przyjdą nacjonaliści”. Na Ukrainie tak naprawdę nie istnieje demokratyczna siła opozycyjna, która konsekwentnie pracowałaby nad zwiększeniem swojego elektoratu w zdominowanych przez rosyjskojęzyczną ludność wschodnich i południowych regionach kraju.To jednakże nie oznacza, że w sensie społeczno-kulturowym i politycznym istnieją geograficznie wyodrębnione „dwie Ukrainy”, z których jedna jakoby marzy wyłącznie o „zjednoczeniu” z Rosją, a druga stara się łączyć proeuropejskość z kultem Bandery. Zasadniczym błędem jest zatem opisywanie współczesnej Ukrainy analogicznie do Czechosłowacji, gdzie część słowacką można było bez szczególnych problemów oddzielić od części czeskiej. To, co stanowi najciekawszy fenomen współczesnej Ukrainy – różnorodne pojmowanie ukraińskości w ramach jednego kraju – nadal w niewielkim stopniu przykuwa uwagę zarówno polityków, jak i badaczy.

 

Działania wojenne

Ostra konfrontacja na ulicy Hruszewskiego rozpoczęła się 19 stycznia. W Dniu Jedności, 22 stycznia, po raz pierwszy w całej postsowieckiej historii Ukrainy podczas akcji protestacyjnej zostali zabici ludzie. Ciągle nieznane są losy niektórych zaginionych uczestników protestu, w tym m.in. lidera Automajdanu Dmitrija Bułatowa. Do mediów trafiły nagrania, na których widać, jak milicja torturowała zatrzymanych demonstrantów. Są w nich sceny typowe dla działań wojennych (rozbieranie ofiar do naga jako sposób ich dehumanizacji). Pobicia, napady na ludzi poza obszarem Majdanu, podpalanie samochodów stały się – piszę te słowa z przerażeniem – zjawiskiem powszednim. Jasne jest, że na Ukrainie zachodzi bardzo niebezpieczny proces przyzwyczajania się społeczeństwa do przemocy i opisywania tego, co się dzieje, za pomocą terminologii „wojennej”. Zatrzymanie uruchomionych w taki sposób mechanizmów zawsze jest trudne. Wymaga też szczególnej odpowiedzialności zarówno polityków, jak i działaczy społecznych oraz dziennikarzy.

Sprawa podpisania umowy o stowarzyszeniu z Unią Europejską wypadła z listy tematów, na których koncentrują się w tej chwili rozmowy opozycji z władzą, mimo że to ona właśnie legła u podstaw protestów. Bardzo wielu ludzi na Ukrainie nadal liczy na zrozumienie i wsparcie Unii Europejskiej i wiąże duże nadzieje z możliwym wprowadzeniem sankcji przeciwko przedstawicielom kręgów rządzących. Sądzę, że wielkie oczekiwanie na „europejską pomoc” wynika w dużej mierze ze słabej znajomości realiów współczesnej UE, jej wewnętrznych sprzeczności, braku wspólnej polityki zagranicznej i przemyślanej strategii kształtowania relacji z regionem postsowieckim. Ci, którzy chcą wprowadzenia sankcji, tracą często z pola widzenia fakt, że ich głównym efektem będzie jeszcze silniejsze związanie się Janukowycza i jego otoczenia z Kremlem i złożonymi mu obietnicami. Ważny jest także i inny aspekt: ukraiński mit Europy jako obszaru, na którym panuje praworządność, sprawiedliwość społeczna, swoboda przemieszczania się i wypowiedzi, jest w stanie mobilizować najbardziej aktywną część społeczeństwa. Równocześnie prorządowe i prorosyjskie siły na Ukrainie najbardziej aktywnie wykorzystują propagandowe antyeuropejskie stereotypy, np.strasząc Ukraińców, że reżim bezwizowy z UE doprowadzi do legalizacji związków jednopłciowych.

 

Skomplikowana mozaika

Zaryzykuje nawet tezę, że politycy zachodnioeuropejscy częstokroć lepiej rozumieją (albo wydaje im się, że rozumieją), jakie interesy na Ukrainie ma Rosja, niż jakie interesy ma tam sama UE. Tymczasem oficjalna Rosja zdaje się dobrze rozumieć dylematy europejskiej polityki wobec Ukrainy. Brytyjski politolog James Sherr słusznie zauważył, że podczas gdy dla Brukseli stowarzyszenie oznacza alternatywę dla członkostwa w UE, to dla Moskwy oznacza ono rozszerzenie UE przy zastosowaniu alternatywnych metod. Podpisane w grudniu 2013 r. przez Putina i Janukowycza umowy miały umożliwić załatanie najbardziej oczywistych dziur w budżecie, ale w żadnej mierze nie rozwiązały strukturalnych problemów ukraińskiej gospodarki. Ponadto pokazały one, że Kreml stawia na nowy model integracji, polegający na kontrolowaniu i kierowaniu strategicznymi obszarami ukraińskiej gospodarki. Stereotypowe przekonanie prezydenta Putina (i nie tylko jego), że „Ukraińcy i Rosjanie to jeden naród” stanowi dodatkowy, nie zawsze racjonalny motyw rosyjskiej polityki na Ukrainie.

Niezależnie od tego, co stanie się po zakończeniu przerwy w obradach parlamentu, sytuacja na Ukrainie pozostanie najważniejszym wyzwaniem polityki międzynarodowej. A mozaika złożona z nieco osłabionej, lecz wciąż pewnej siebie władzy, słabej i jedynie do pewnego stopnia kontrolującej Majdan opozycji, grającego w swoją własną grę Kremla, pozbawionego adekwatnej reprezentacji parlamentarnej rodzącego się społeczeństwa obywatelskiego, wiecznie słabej i spóźniającej się Unii Europejskiej może w najbardziej (nie)oczekiwany sposób skomplikować się jeszcze bardziej…

Tłumaczyła Katarzyna Chimiak

 

Więcej o sytuacji na Ukrainie można przeczytać:

Majdan Ukraińcom się wydarzył. Z Mykołą Riabczukiem rozmawiają Tomasz Horbowski i Piotr Kosiewski

Ukraina to codzienne doświadczenie. Z Jarosławem Hrycakiem rozmawiają Tomasz Horbowski i Piotr Kosiewski 

 

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata