70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

„To wy jesteście Kościołem”

Nie sądzę, że hierarchowie powinni wyręczać dziś społeczność świecką i przemawiać w jej imieniu. Kościół może oczywiście doradzać swoim wiernym, a i reszta społeczeństwa może brać pod uwagę jego stanowisko, najlepiej jest jednak, gdy każdy mówi za siebie – ale mówi!

Gdzie jest Kościół? – pytamy lub po prostu zastanawiamy się pod­czas wydarzeń, którym przypisu­jemy wielką wagę. Kwestię tę pod­niesiono także podczas lipcowych protestów dotyczących reformy sądownictwa, gdy wielu wiernym brakowało oficjalnego stanowiska hierarchów.

Jeśli chodzi o istotę problemu, to w pełni podzielam stanowisko Helsińskiej Fundacji Praw Czło­wieka. Naruszenia konstytucji i, co za tym idzie, płynące z propono­wanych przez PiS ustaw zagro­żenia dla praw człowieka były poważne. Niepokojące są też dla mnie inne propozycje rządzących, np. próby położenia kresu nieza­leżności organizacji pozarządo­wych (zwłaszcza tych, które sta­wiają sobie za cel kontrolę władzy, by nie wkraczała ona na teren zastrzeżony dla praw człowieka) i odebrania im posiadanych dotąd możliwości rozwoju. Martwi mnie również dezorientacja, jaka towa­rzyszy reformie szkolnictwa. Oba­wiam się, że w związku z nią dzieci będą cierpieć nie tylko z powodu braku odpowiednich pomieszczeń i wyposażenia, ale także z powodu złej organizacji nauki. Wspominam szkołę, bo zarówno dla niej, jak i dla wymiaru sprawiedliwości pośpieszne działania są nienatu­ralne i szkodliwe.

Wracając do Kościoła, odważę się powiedzieć, że jego zadaniem jest współpraca z sumieniem ludzi. Współpraca nie oznacza jednak władzy nad sumieniem. Ono musi pozostać niezawisłe. Nie chcia­łabym redukować głosu Kościoła do głosu biskupów. Nie sądzę, żeby hie­rarchowie powinni wyręczać dziś społeczność świecką i przemawiać w jej imieniu. Kościół może oczy­wiście doradzać swoim wiernym, a i reszta społeczeństwa może brać pod uwagę jego stanowisko, naj­lepiej jest jednak, gdy każdy mówi za siebie – ale mówi! Dlatego tak mądra wydała mi się odpowiedź, która padła podczas warszawskich demonstracji na pytanie: „Gdzie jest Kościół?”. Ludzie niepokoili się tym, że Kościół wobec zagrożenia sądów był w niewielkim stopniu obecny jako ich sojusznik. Na to z ust ks. Wojciecha Lemańskiego padła odpowiedź: „To wy jesteście Kościołem!”. W całkowitej zgo­dzie z nauczaniem, które czasem można usłyszeć, siedząc w ław­kach przed ołtarzem. To katecheza II Soboru Watykańskiego. Uczest­nicy protestu słusznie odkrzyknęli „dziękujemy”.

W czasie tych manifestacji zachwyciło mnie to, co wielu komentatorom – skoncentro­wanym wyłącznie na sprawach politycznych – umknęło: fakt, że formy i symbole, które ludzie znają z religii, stały się, nie tracąc reli­gijnej funkcji, symbolami samo­dzielnego myślenia i wolności. Myślę tu o świeczkach, które trzy­mane w dłoniach, wyrażały wza­jemną solidarność, pokojowy cha­rakter demonstracji i wolność od mowy nienawiści. To trafiło we właściwy punkt. Bardzo żałuję, że znieważony został inny przepiękny symbol – białe róże. Dla mnie to coś niemal świętego, podczas gdy rzą­dzący się z nich wyśmiewali. Biała Róża (niem. Weiße Rose) nazywała się organizacja założona głównie przez młodych ludzi, studentów z Bawarii przeciwstawiających się hitleryzmowi u jego zarania.

Inną sprawą jest fakt, że głos biskupów nie jest już dziś zbyt sły­szalny. Nie ma takiej mocy oddzia­ływania jak w czasach PRL-u. Przy­kładem jest sprawa uchodźców, przy okazji której biskupi opowie­dzieli się za udzieleniem im schro­nienia, co nie wpłynęło jednak na zmianę deklarowanej postawy wśród rządzących i wielu wier­nych. To, co PiS – ale także spora część opozycji – proklamuje ws. uchodźców, to jeden z najstrasz­niejszych skandali. Widzę w tym zgorszenie, czyli coś, co czyni nas gorszymi, wpływa na nas poprzez zły przykład. Opinie, że mamy prawo zamknąć granice, nie przyj­mować tych nieszczęśników i być totalnymi „sobkami”, doprowa­dzają mnie do rozpaczy. Co gorsza, gdy chcemy pomagać, to mówi się nam, że działamy na rzecz „bruk­selskich elit”. Tymczasem daleko nam nie do elit, lecz do zwykłych ludzi we Włoszech lub na greckich wyspach, którzy znajdują czas i siłę na wsparcie dla przybyszy. W tej sprawie Kościół ma pełne prawo, żeby wręcz rozgniewać swoich wiernych i stawiać im wysokie wymaganie otwartości na ludzi potrzebujących pomocy.

Być może, by przesłanie Ewangelii było bardziej słyszalne, potrzebny jest nowy język komu­nikowania się z wiernymi. Papież Franciszek powtarza, że pasterze muszą czuć zapach swoich owiec (nie zawsze będzie on przyjemny). Ci, którzy zabierają głos, muszą być szczególnie bliscy tych, o których – i do których – mówią. Słuchacze powinni to wyczuć w słowach, jakie się do nich kieruje. Inaczej nawet jeśli formułuje się słuszne sądy, to język kulawy, oderwany od przeżyć nie będzie mieć siły przekonywania. Franciszek poka­zuje w tym kontekście znaczenie gestów, które są niejako przypo­wieścią w działaniu. Pamiętamy pierwsze obchody Wielkiego Tygodnia z jego udziałem, kiedy udał się do więzienia i naruszając wszelkie tabu, umył nogi kobiecie muzułmance. To była żywa przypo­wieść! Należałoby ją przypominać i odtwarzać. Sądzę, że zrobiliśmy to podczas akcji Przekażmy sobie znak pokoju, wyrażając solidar­ność wobec kolegów i koleżanek z LGBT. Przypowieści są zrozu­miałe i dlatego wywołują sprzeciw tych, którzy nie podzielają ich prze­słania.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata