70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Teolog powszechny

Większość autorskich prac ks. prof. Andrzeja Zuberbiera ma charakter popularny. On pisał je dla „zwykłych” ludzi, unikał w związku z tym określeń czytelnych wyłącznie dla specjalistów, ograniczał przypisy. Doskonale bowiem rozumiał, że Kościół potrzebuje teologów, którzy potrafią dotrzeć do szerszej publiczności

Od dawna myślę o tym, jak wiele łączyło ks. Andrzeja Zuberbiera (teologa) z ks. Józefem Tischnerem (filozofem). Obaj otwierali polski katolicyzm na współczesność, uczyli wolności myślenia, ostrzegali przed pokusą ideologizacji wiary. Wyprowadzali – a przynajmniej usiłowali wyprowadzić – religijność Polaków z „krainy schorowanej wyobraźni”. Świadomość, iż robił to Tischner, jest dziś dość powszechna, ale kto pamięta jeszcze ks. Zuberbiera?

A przecież i on, póki żył, w istotny sposób wpływał na kształt Kościoła w Polsce. Przede wszystkim jako profesor dogmatyki, świetny kaznodzieja, wychowawca kilku pokoleń katolickiej inteligencji. Jan Turnau wspomina, że „mówił bez klerykalnego patosu, który od razu zdradza księdza. A treść jego wykładów i kazań była zawsze ciekawa, rozważna, ale odważna, i bez gadulstwa: tylko to, co ważne”. Wśród słuchaczy cieszył się zasłużoną popularnością. W nieformalnym sondażu, przeprowadzonym kiedyś w gronie księży, to właśnie jego „wybrano” na biskupa. Biskupem jednak nie został, „podobno z powodu poglądów nazbyt reformatorskich” – napisał już po jego śmierci Turnau.

Pasją Zuberbiera był Sobór. Rozumiał go i przejął się nim do głębi, poświęcając swą wiedzę i talent udostępnieniu soborowego nauczania Kościołowi w Polsce. Służyć temu miała m.in. wydawana przez Znak seria dzieł najwybitniejszych zachodnich teologów współczesnych (Teologia Żywa), w której redagowanie bardzo się zaangażował. Jak wieść niesie, specjalnie nauczył się holenderskiego, by przełożyć na język polski dzieło Edwarda Schillebeeckxa Chrystus. Sakrament spotkania z Bogiem.

Większość autorskich prac ks. Andrzeja Zuberbiera (Wierzę.Dogmatyka w zarysie, Teologia dzisiaj, Czy wiem, w co wierzę) ma charakter popularny. Autor pisał je dla „zwykłych” ludzi, unikał w związku z tym określeń czytelnych wyłącznie dla specjalistów, ograniczał przypisy. Doskonale bowiem rozumiał prawdę wyrażoną niedawno przez ks. Tomáša Halíka: „Większość książek teologicznych czytają [jedynie] profesorowie teologii. Tęsknimy za teologami, którzy są w stanie mówić do szerszej publiczności”. On to potrafił.

Zwieńczeniem jego aktywności naukowej i duszpasterskiej stał się zredagowany i częściowo przezeń napisany Słownik teologiczny. Zdaniem ks. Józefa Kudasiewicza Zuberbier zawarł w nim syntezę swoich przemyśleń: „Jest to dzieło w pełni soborowe, otwarte na Boże Objawienie i człowieka naszych czasów, mające ambicje nie tylko rzeczowo informować, ale również formować czytelników”.

Ks. Zuberbier miał swój styl pisania o kwestiach teologicznych. „Polegał on z jednej strony na wrażliwości i otwartości na to, co nowe, z drugiej zaś − na unikaniu epatowania czytelnika szokującymi nowinkami. Był teologiem odpowiedzialnym; unikał skrajności” (Kudasiewicz), choć dziś pewnie niektórzy – np. ze względu na wspomniany przekład Schillebeeckxa – nazwaliby go modernistą.

Tematami szczególnie dlań ważnymi były: nowe rozumienie teologii (i jej zwrot ku człowiekowi), rola i miejsce świeckich w Kościele, ekumenizm, relacje chrześcijańsko-żydowskie. Trudno przecenić rolę, jaką odegrał w dialogu z Żydami zarówno jako członek odpowiedniej komisji episkopatu, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, jak i – po prostu – przyjaciel starszych braci w wierze.

Kielecki intelektualista i działacz katolicki Stanisław Żak, zagadnięty o ks. Zuberbiera, mówi o wielkiej kulturze i humanizmie tego wybitnego teologa. Z jego opowieści wyłania się miłośnik dobrej literatury, znawca teatru, a jednocześnie człowiek głębokiej wiary i modlitwy.

Powtarzam: u Zuberbiera można odnaleźć wiele cech Tischnera – i odwrotnie. W pewnym sensie połączyła ich nawet śmierć. Andrzej Zuberbier zginął w wypadku samochodowym 27 czerwca 2000 r., a Józef Tischner zmarł kilkanaście godzin później (28 czerwca) − w liturgiczne wspomnienie św. Ireneusza z Lyonu. Ich, poniekąd wspólnym, patronem okazał się Grek, który posługiwał się językiem „barbarzyńców”, aby i oni usłyszeli, że „chwałą Boga jest żyjący człowiek”.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata