70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Włodzimierz Wasyluk/East News

Taka

Teresa Torańska mówiła: „Piszę o tym, co samej sobie chcę wyjaśnić, sama dla siebie ogarnąć”.

Płaszcz był pstrokaty. Rudy, w żółte i czerwone łaty. A może żółte, czerwone i niebieskie? I nie płaszcz, ale kożuch chyba. Chociaż to był styczeń, deszcz mocno zacinał – nie, śnieg. Omijała kałuże, skacząc nad nimi jak mała dziewczynka. Przy barze zamówiła mocną kawę. Bezpośrednia, zwracała się do nas, studentów Polskiej Szkoły Reportażu, na „ty”, wchodząc w rozmowie od razu do dużego pokoju.

Kilka dni wcześniej „Gazeta Wyborcza” opublikowała jej rozmowę z Jerzym Bahrem, który w kwietniu 2010 r. pełnił funkcję ambasadora Polski w Rosji. Tamtego zimowego dnia opowiadała o układaniu sobie tego wywiadu w głowie. O montażu, dramaturgii („Niezbędna!”). „O, tu musi być pauza, tu, widzicie, trochę za bardzo ciąży, trzeba przełamać pytaniem”. „Widzisz?” – zwróciła się wprost do dziewczyny w ostatnim rzędzie. Słuchała odpowiedzi, którą ta dukała cicho. „O, a na to bym nie wpadła, dziękuję”.

To od tej, zatytułowanej Startujemy, zaczęła się seria jej rozmów smoleńskich. Miała stworzyć z nich opowieść o katastrofie, ale przede wszystkim o współczesnej Polsce, równie ważną, ważniejszą może od Onych.

Nie zdążyła. Zmarła dwa lata później, w styczniu 2013 r. Smoleńsk, ostatnią książkę, nad którą pracowała, złożono już bez niej. Posłowie napisała reporterka Lidia Ostałowska, zmarła w styczniu, pięć lat po Torańskiej.

*

Notatki z tamtego spotkania sprzed lat trochę wyblakły. Kartka wygląda jak karbowana bibuła, to po tuszu żółtego flamastra, którym zakreślałam najważniejsze zdania (zaznaczony jest wers po wersie). Nie chciała nam wtedy radzić, mówiła tylko o swojej pracy. Konkrety zamiast wodolejstwa i teorii.

Najważniejsze, podkreślała to kilka razy: mieć przed spotkaniem przemyślane pytania, ale nie przygotowany zestaw tez. A przed nimi ciekawość. Warsztatu można się nauczyć, trzeba nad nim pracować, ale bez ciekawości drugiego człowieka, bez tego głodu, który pcha na zewnątrz, na spotkanie, naprzeciw, nic z tego, mówiła, nie będzie.

Zaglądam do notatek:

„Piszę o tym, co samej sobie chcę wyjaśnić, sama dla siebie ogarnąć”.

„Detal, trzeba mieć do niego oko. Bez detalu nie namaluje się sceny, a bez scen nie będzie dramaturgii”.

„Wszystko zawsze trzeba dokładnie sprawdzić”. Niby oczywistość, dla reporterów pierwsze przykazanie, ale powtarzała je nam wielokrotnie. Ze stanowczością i bez pozostawienia najmniejszych wątpliwości, jak bardzo ważna jest dla niej rzetelność i wierność tej podstawowej zasadzie.

„Nie ma pytania, którego nie można zadać. Tyle że niektóre: jedynie po cichu. Bo to tak jak w małżeństwie – to, co wykrzyczane, zawiśnie już na zawsze między dwojgiem ludzi. Nie można tego cofnąć, a i zapomnieć się raczej nie da. Kiedy jest najtrudniej, kiedy się dotyka jakiejś tajemnicy, bólu, cudzego wstydu, zmieniajcie tych pytań ton”.

„Nie przychodzę z zestawem pytań, które muszą paść. Ale zawsze mam plan: przede wszystkim chcę poznać człowieka, który przede mną siedzi. Oczywiście dużo o nim wcześniej czytam, zbieram »wywiad środowiskowy«, nie wyobrażam sobie przyjść nieprzygotowana. Po to, żeby nie dać się wyprowadzić w pole. Ale i tak wolę to wszystko usłyszeć od rozmówcy. Prawda o nim i jego prawda o sobie samym – to mnie szalenie interesuje! Gdzie one się pokrywają, a co się rozchodzi i w jakim punkcie? Czego mi o sobie nie mówi?”— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter