70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Tak samo jak każdy inny

Należy pamiętać, że osoba homoseksualna jest chciana przez Boga i kochana przez Niego, ma własne powołanie i cel w życiu – jest taka, a nie inna i tylko w pełnej akceptacji siebie może się rozwinąć jako człowiek.

Pragnę na wstępie zaznaczyć, że moja wypowiedź związana jest z niewielką procentowo grupą osób homoseksualnych i niehete­ronormatywnych (LGBTQ), które są wierzące i praktykujące, szu­kają Boga oraz swojego miejsca w Kościele. Nie chcę zajmować się problemem dyskryminacji i homo­fobii, która pojawia się, niestety, na ambonach oraz w mediach, a nie jest akceptowana w oficjalnym nauczaniu Kościoła.

Towarzyszenie osobom ho-moseksualnym w ich duchowej drodze do Boga jest doświadcze­niem przemieniającym i otwiera­jącym. Duszpasterska praxis nie kwestionuje nauki dogmatycznej ani moralnej Kościoła, jednak może mieć daleko idący wpływ na jej rozwój oraz na formę przekazu. Można by wskazywać wiele kwestii, które na przestrzeni wieków zmie­niały się w nauczaniu, tzn. pogłę­biały się w rozumieniu oraz spo­sobie prezentacji przez Kościół.

W pracy z osobami LGBTQ doświadczamy poważnego rozdźwięku między obecnym naucza­niem Kościoła a realizmem ludz­kiego życia i losu. Trzeba dodać, że Kościół katolicki w II poł . XX w. wielokrotnie podejmował namysł nad problematyką homo-seksualności, co niewątpliwie jest znakiem czasu i odwagi. Wcze­śniejsze nauczanie zamykało się w granicach teologii moralnej i nie było na ten temat specjalnych dokumentów.

Doświadczenie życiowe osób LGBTQ oraz rozwój wiedzy na temat ludzkiej płciowości (inne jej definiowanie i odmienne rozu­mienie homoseksualności) zderza się z dość wyidealizowaną, filozo­ficznie spójną i tradycyjną nauką Kościoła. Największe trudności dotyczą opisu osoby homoseksu­alnej, propozycji sposobu życia oraz oceny moralnej takich aktów.

Upraszczając: osoba homo­seksualna jawi się jako boleśnie doświadczona, posiadająca obiek­tywnie nieuporządkowaną skłon­ność (KKK 2358), rozumianą jako poważne zepsucie (KKK 2357) – wynikałoby więc z tego, że jest to osoba, choć pojęcie to nie pada w nauczaniu, nieszczęśliwa, w pewnym sensie „chora” albo z poważnym defektem. Nad takimi osobami należy pochylić się ze współczuciem i delikatnością, nie dyskryminować ich, ale traktować z szacunkiem (KKK 2358).

Osoby te wezwane są do życia w czystości, rozumianej z jednej strony pozytywnie jako cnota porządkująca sferę popędu seksualnego, integrująca płcio­wość i budująca relacje osoby do osoby, a z drugiej – negatywnie jako wstrzemięźliwość seksu­alna, czyli powstrzymywanie się od seksu (KKK 2337–2345, 2359). Wszystkie akty homoseksualne, nawet w przypadku osób, które są sobie wierne i kochające, są „z samej swojej wewnętrznej natury nieuporządkowane; „sprzeczne z prawem naturalnym”; niewynika­jące z komplementarności uczu­ciowej i „w żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane” (KKK 2357).

Niewątpliwie odkrywanie orientacji homoseksualnej i zma­ganie się z akceptacją samego siebie to trudny i często bolesny proces zachodzący najczęściej w ukryciu i w samotności. Stąd może prowadzić do bardzo wielu poważnych psychologicznych pro­blemów – błędów, złych decyzji, zranień i dramatów. Jednak należy pamiętać, że osoba homosek­sualna jest chciana przez Boga i kochana przez Niego, ma własne powołanie i cel w życiu – jest taka, a nie inna i tylko w pełnej akcep­tacji siebie może się rozwinąć jako człowiek (KKK 2333: „Każdy czło­wiek, mężczyzna i kobieta, powi­nien uznać i przyjąć swoją tożsa­mość płciową”).

Osoba LGBTQ, po przej­ściu trudnego procesu akcep­tacji i integracji, nie postrzega siebie jako chorej, dysfunkcyjnej, z defektem, gorszej lub odmiennej co do godności i powołania do świętości. Pragnie żyć, rozwijając swoje zdolności i możliwości; pragnie kochać i realizować swoje najgłębsze człowieczeństwo w miłości i wierności; doświadcza siebie w swojej orientacji jako dar dla innych i dla Kościoła. Nie oczekuje specjalnego trakto­wania ani „pochylania się” nad nią, lecz jedynie akceptacji jej samej jako osoby – jej życia i miejsca w Kościele i społeczeństwie.

Dla wierzących osób homo­seksualnych i nieheteronormatyw­nych powołanie do życia jedynie we wstrzemięźliwości jawi się jako sprzeczne z ich osobistą godno­ścią dziecka Bożego wezwanego do życia w miłości i powołaniu do świętości, z ich pragnieniami i doświadczeniem. Bliskie jest im twierdzenie Katechizmu: „Miłość jest (…) podstawowym i wro­dzonym powołaniem każdej istoty ludzkiej” (KKK 2392, za Familiaris consortio Jana Pawła II).

Z perspektywy pracy duszpa­sterskiej wydaje się, że najbardziej twórcze i integrujące dla wielu osób LGBTQ są prawdziwe relacje przyjaźni oraz miłości partnerskiej, oparte na poświęceniu, oddaniu, wierności i trwałości. Wiele osób pragnie tak żyć i, jak się oka­zuje, są w stanie tak postępować, chociaż nie zawsze się to udaje i doświadczają wielu porażek. Bra­kuje im akceptowalnych wzorców, modeli oraz prawnej ochrony (nie tylko w społeczeństwie, ale także w Kościele). Pragnęłyby uzyskać od duszpasterzy pomoc taką samą jak każdy inny członek wspólnoty wiernych w chwilach, gdy przeży­wają trudności w związku i miłości. Ten brak jest jedną z wielu przy­czyn porażek w tworzonych przez nich związkach.

Istnieje wiele sposobów reali­zacji powołania do świętości przez osoby homoseksualne. Niektóre decydują się na samotne życie we wstrzemięźliwości, inne idą do zakonów i seminariów, jeszcze inne decydują się na niełatwe budowanie związku, który poj­mują jako drogę do urzeczywist­nienia ich samych i ich powołania. Dla wszystkich ważne jest budo­wanie przyjaznych relacji z innymi, w ramach których mogą jawnie żyć w swojej orientacji. W per­spektywie związku partnerskiego relacja seksualna jawi się jako natu­ralne dopełnienie i wyraz miłości, która ją wzmacnia i buduje – trudno jest im w tym przypadku zaakceptować z gruntu zły cha­rakter przypisywany tym aktom.

Te trzy wybory jawią się jako możliwe. Niestety, nie wszystkim udaje się droga czystości i jeśli nie mają wsparcia, bardzo łatwo jest im zagubić się w pewnej kulturze promiskuityzmu, przypisywanej często „światkowi gejowskiemu”. Osoby LGBTQ grzeszą jak każdy człowiek i potrzebują łaski prze­baczenia i sakramentu Eucharystii, ale te, które zdecydowały się na życie w stałym związku, nie mają takiej możliwości, co jest dla nich dodatkowym problemem i trudem.

Niestety, w obecnym nauczaniu Kościoła brak jest jakiegokol­wiek pozytywnego spojrzenia na homoseksualność, rozumianą w innym aspekcie niż tylko ego­istyczne zaspokojenie pragnień seksualnych niezgodnych z naturą albo poza kontekstem: „złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji” (KKK 2358). Egoizm osób LGBTQ zasadniczo nie różni się zaś od egoizmu każ­dego człowieka, a trudności zwią­zane z doświadczaniem braku, cierpienia, nieakceptacji i odrzu­cenia wszystkie osoby wierzące powinny złączyć z ofiarą Krzyża Chrystusa.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter