SIW Znak
O nas
Prenumerata
Numery w sprzedaży
Zapowiedzi
Rocznik 1999
Rocznik 2000
Rocznik 2001
Rocznik 2002
styczeń, nr 560
luty, nr 561
marzec, nr 562
kwiecień, nr 563
Księga gości
Fundacja
|
 |
KRÓL MIŁY BOGOM
Józef Szczepański |
To znaczy tytuł, jakim się przedstawiał sam lub jakim przedstawiał go skryba zapisujący jego teksty, Devanam pia albo, w fonetyce sanskryckiej - Dewenam pria: miły bogom lub lubiany przez bogów. I jeszcze drugi przydomek, zawsze towarzyszący temu pierwszemu: Pia darsi, sanskryt: pria darsi - przyjemny do patrzenia, ładny, przystojny. Jakie było imię tego "miłego bogom" króla? W tekstach rozsianych po całym subkontynencie indyjskim - od Himalajów po przylądek Comorin - nie jest ono wymieniane ani razu. Podaje je tylko, i to uporczywie oraz konsekwentnie, tradycja ludowa: Asioka; przypisywane mu teksty określa się mianem edyktów. Rozmieszczenie owych "edyktów" na takiej przestrzeni zdaje się wskazywać na obszar królewskich wpływów. Obszar rzeczywiście ogromny. Państwo buddyjskie - chyba jedyne w dziejach Indii. W każdym razie największe. Więc dlaczego o Asioce milczy historia Indii? Przez wiele wieków istniał tylko w legendzie. W legendzie buddyjskiej. Przypuszczano nawet (zwłaszcza na Zachodzie), że nie istniał. Że buddyzm go potrzebował jako świętego (bo takich nie posiadał). Królewskie "edykty", które mogły być najlepszym źródłem informacji, pozostały przez setki lat nie odczytane. Dziś wydaje się to prawie niemożliwe. Te teksty, ryte na kamiennych tablicach lub specjalnych kolumnach, pisane były znakami dewanageri - tak samo jak Wedy, najstarszy zabytek indyjskiego piśmiennictwa, w języku podobnym do sanskrytu, przypominającym pali - a więc sakralny język buddyzmu (chociaż językoznawcy nie widzą tu identyczności). W każdym razie podobieństwo do sanskrytu umieszcza ten język w grupie prakrytów. Na czym więc polegała trudność? Najwyraźniej "edykty" nie wzbudzały - z jakichś powodów - szczególnego zainteresowania. Może, chociaż brzmi to naiwnie, nie były - dla historyków - wystarczająco "królewskie". Rzeczywiście odbiegają dość znacznie od schematów polityki, do jakich przyzwyczaiła nas tradycja. Ale taki był ich główny cel, któremu miały służyć. Wszystko wskazuje na to, że upamiętniają jakąś królewską akcję, prowadzoną na terenie całego państwa. Jakąś fundację, najściślej z imieniem króla związaną. A więc darowiznę. Dar. To słowo ma podobne brzmienie we wszystkich spokrewnionych z sanskrytem językach. Ono też (dana) stało się kluczem do rozszyfrowania edyktów.
Jak to często bywa, odkrywcą tekstu stał się nie profesjonalista - urzędnik brytyjskiej administracji kolonialnej. To on wpadł na pomysł królewskiej fundacji charytatywnej, obejmującej cały kraj i setki schronisk czy nawet szpitali, zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt. Teksty edyktów wymieniały też nazwiska władców sąsiednich królestw, co umożliwiło zidentyfikowanie autora, a także określenie historycznego czasu. Otóż dewanam pia piadasi - to właśnie Asioka, wnuk założyciela dynastii Maurjów, a równocześnie gorliwy propagator buddyzmu. Akty miłosierdzia, którym poświęcał tyle czasu i tak znaczne wydatki - to działalność na wskroś buddyjska. Skłonił też swoich poddanych do przyjęcia buddyzmu. Jakim więc bogom "był miły"? Należy to chyba traktować jako tradycyjny zwrot językowy. Buddyzm (zwłaszcza wczesny, określany mianem hinajany) był raczej systemem filozoficzno-etycznym niż religią. Nie mówi się w nim o Bogu, a o "bogach" tym bardziej. Przodkowie Asioki czcili Wedy, on sam wychował się w mentalności kultywowanej przez braminów wiary. Sam był kszatriją - członkiem kasty rycerzy, z której w większości pochodzili wodzowie i władcy. Warto też wspomnieć, że z tego środowiska przede wszystkim wywodzili się niezależni myśliciele i religijni reformatorzy. Nie należy jednak pomijać wpływów zewnętrznych. Czas dorastania Asioki przypada na okres powstania i rozkwitu królestw grecko-baktryjskich - okres szczególnie ważny dla buddyzmu. Założycielami królestw i dynastii baktryjskich byli satrapowie Aleksandra Macedońskiego, pozostali w Indiach po jego sławetnej wyprawie.
Byli cudzoziemcami, a więc nie należeli do systemu kastowego. Dlatego zapewne przyjmowali buddyzm. Dlatego też szerzyli go tak gorliwie. Prawdopodobnie w czasach młodości Asioki wpływy te opanowały już znaczną część społeczeństwa poza dworami królewskimi. Wpływy greckie okazały się trwałe nie tylko w buddyzmie, lecz i w kulturze Indii. Pierwszy wizerunek samego Buddy jest niewątpliwie dziełem greckiego artysty. Przed pojawieniem się w Indiach Greków Budda nie był przedstawiany. We wczesnej buddyjskiej ikonografii zamiast jego postaci przedstawiano tylko pusty tron i stojącą przed nim parę sandałów. Również strój, w jakim uwieczniła go sztuka, przypomina grecką chlamidę. Poza tym jednak "edykty" Asioki pełne są cech typowo indyjskich. Tą, która przede wszystkim rzuca się w oczy, jest stosunek do zwierząt. Asioka zabronił mieszkańcom swojego państwa spożywania mięsa. Sam pragnął dawać dobry przykład pod tym względem, o czym wyraźnie wspomina, nie chcąc równocześnie stwarzać pozorów "sprawiedliwego nauczyciela". "Jeszcze i dziś - pisze - zabija się dla mojego stołu dwa pawie. Obiecuję wam, że i tego zabronię". Wyznaniem równie jak buddyzm pociągającym dla cudzoziemców - a także dla Hindusów przeciwnych zarówno braministycznemu rygoryzmowi, jak i systemowi kastowemu - był dźinizm. Powstał on prawie równocześnie z buddyzmem i był jego poważną konkurencją. Oba ruchy religijno-społeczne miały wiele cech wspólnych, z tym że dźinizm wydawał się bardziej radykalny. Główną zasadą ruchu była ahimsa, czyli zakaz zabijania (a szerzej mówiąc, krzywdzenia) istot żywych. Dźianiści bardziej ortodoksyjni poruszali się z zasłoniętymi ustami i z miotełkami, służącymi do usuwania z drogi małych zwierzątek oraz owadów. Uszkodzenie lub rozdeptanie któregoś z nich uważane było za ciężki grzech. Rzeczą charakterystyczną jest, że ta dbałość o życie - zwierząt, a nawet owadów - nie dotyczyła ludzi. Przeciwnie: dźiajniści mieli opinię srogich wojowników. Zamieszkiwali Dekan, a więc południową część Półwyspu Indyjskiego. Z nimi to właśnie stoczył Asioka krwawą i długotrwałą walkę - nie wiadomo, czy wywołaną różnicą przekonań, czy też chęcią rozszerzenia władzy. Tak czy owak, wojna z Kalinga (jak nazywało się państwo dźianistów) - zdaje się, że jedyna wojna Asioki - znajduje ciekawy opis w edyktach Pijadasiego. Zwracając się do swoich następców, ostrzega on ich: "Nigdy nie prowadźcie żadnych wojen, choćby równie zwycięskich jak ta. Śmierć, kalectwo tysięcy ludzi, zniszczone świątynie i domy, strata własności, zdobywanej pracą całego życia - to wszystko nie da się usprawiedliwić wojenną korzyścią. Pamiętajcie: nie strzała i nie miecz daje zwycięstwo. Prawdziwe zwycięstwo daje tylko dharma (prawo moralne). Tylko dharma wyznacza granice naszego panowania".
Jeśli można ufać tym datom, Asioka żył w latach 274-237. W tym czasie w Syrii rządził Antichos II, a w Egipcie Ptolomeusz Philadelfos. Państwa grecko-baktryjskie utrzymują się najdłużej w Afganistanie. Ich upadek następuje razem z upadkiem dynastii Maurjów i podbojem mahometańskim w XI wieku. Ale władza Asioki (wnuka Czandragupty II) trwała mniej więcej do końca dynastii Maurjów, w każdym razie w Magadha. Czy towarzyszyła jej do końca - i czy ją przetrwała zasada, że jedyną skuteczną bronią polityki (skuteczniejszą niż strzała i miecz) jest dharma lub - w języku edyktów - dhamma? W tradycji ludowej ta zasada Asioki wciąż żyje. Alternatywa: strzała lub dharma, dostrzeżona i nazwana przez Asiokę, prawdopodobnie nie trwała dłużej niż jego państwo. Szukanie jej kontynuacji w historii przynosi głównie rozczarowanie. Ale rządy Asioki to nie jest "baśń o dobrym królu". Walka, którą dostrzegał, trwa. Z różnym skutkiem, ale trwa.
JAN JÓZEF SZCZEPAŃSKI, ur. 1918, pisarz. Autor m.in. Polskiej jesieni, Przed nieznanym trybunałem i Kadencji. Ostatnio wydał tom opowiadań Rozłogi.
|