70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Syndrom traconej władzy

Logika Ewangelii jest czymś innym niż logika kolonizatorów i niewolników.  A kto posługuje się tą ostatnią, choćby i nie był tego świadom, niech sam odpowie sobie na pytanie, skąd źródła sekularyzacji.

 

„Rozum w ponowoczesnym świecie, czyli sensus catholicus vs. secular reason”. To pod tym tytułem 27 marca w Krakowie odbyła się debata w ramach Otwartego Kolegium Redakcyjnego miesięcznika „Znak”, w której gościnnie wzięli udział redaktorzy kwartalnika „Fronda”. „Znak” reprezentowali prof. Karol Tarnowski oraz Justyna Siemienowicz, środowisko „Frondy” – Grzegorz Górny i Tomasz Rowiński.

Temat debaty bez wątpienia należy do obszaru najżywszych zainteresowań zarówno „Znaku” jak i „Frondy”. Oba wszak swą podstawową inspirację czerpią z chrześcijaństwa, a namysł nad tym, jak mówić o wierze w przestrzeni narracyjnej zdominowanej przez świeckie formy myślenia, nie może nie zajmować środowisk integrujących się wokół publikacji czasopisma jako podstawowej formy swej aktywności. Do oczywistości ich czytelników należy też fakt, że oba tytuły inaczej tę kwestię rozstrzygają, co niekiedy uprawniałoby i może do wniosku o stanowiskach reprezentujących bieguny skrajne. Wypowiedzmy otwarcie ten przyjemny stereotyp: „Znak” tak blisko obdawał się ze „światem”, że dziś z rzadka tylko i z wyraźnym zawstydzeniem wspomina swoje chrześcijaństwo; a „Fronda” z kolei – czy nie jest twierdzą bez okien okopaną od tego „świata” siedmioma fosami? Przyznajmy mu rację choć po części. Są między „Frondą” a „Znakiem” oczywiste różnice. To pewna. Jak pokazała to jednak debata, przynajmniej w kwestii tytułowej nie aż tak duże, aby „Znak” obsadzić w roli przekonanego rzecznika sekularyzacji (jak zdaje się to widzieć jeden z redaktorów „Pressji”), a „Frondę” uznać za niezdolną do przyjęcia jakichkolwiek obserwacji reprezentantów „Znaku”.

Debata rozpoczęła się od zarysowania podstawowych opozycji, jakie nasuwają się potocznie, gdy rozważamy zagadnienie relacji łączącej myślenie świeckie i religijne, a tu konkretnie katolickie. Po jednej stronie prowadzący rozmowę Henryk Woźniakowski wymienił: wiarę, dogmat, tajemnicę, wspólnotę, rytuał, etykę nakazu, absolutyzm i prawdę w przeciwstawieniu do: wiedzy, wolności myślenia, racjonalizmu, indywidualizmu, konwencji, etyki odpowiedzialności, relatywizmu i postępu. Na przedłużeniu tego zestawienia znalazło się pytanie Tomasza Rowińskiego: którym modi myślą dziś o sobie katolicy? Redaktorzy „Frondy” z goryczą konstatowali, iż w starciu tych dwu racjonalności idea myślenia opartego na wydarzeniu Zmartwychwstania jako centrum historii doznaje dziś masowej porażki. Język religijny ulatnia się ze sfery publicznej, katolicy ukrywają swoje przekonania i w towarzystwie i w polityce. Ba, sami o sobie i swej wierze myślą kategoriami rozumu sekularnego. Kultura świecka, ich zdaniem, nie tylko prywatyzuje wiarę, ale ją wręcz zabija, stawiając za wzorzec wybory i przekonania oparte o przesłanki niereligijne.

Podzielam zatroskanie reprezentantów „Frondy”. Tym usilniej jednak chciałbym podkreślić różnice co do źródeł, z jakich wypływa moja troska i, co odczułem przysłuchując się debacie, także troska redaktorów „Znaku”. Niech wolno mi będzie arbitralnie przyjąć za nadrzędny punkt widzenia perspektywę jednostki. Z tego miejsca zjawiska, nad którymi ubolewają redaktorzy „Frondy”, rzeczywiście jawią się jako przygnębiające, gdyż wskazują na uprawianą w skali masowej hipokryzję lub co najmniej słabość charakteru. Ale przedstawianie niewiary jako prostego skutku zlaicyzowanej kultury wydaje mi się upraszczać coś, co zwykle jest bardziej skomplikowane. Za trafną uznaję odpowiedź Justyny Siemienowicz starającej się podkreślić różnicę pomiędzy niewiarą jako efektem osobistych doświadczeń jednostki a sekularyzacją jako procesem społecznym. Czy między jednym a drugim nie zachodzi jednak jakiś związek? Owszem, ale nie aż tak prosty, by móc z tego drugiego uczynić klucz do wydrążonych z wiary serc ludzi. Bo czyż Kościół i jego przesłanie nie są jednak mimo wszystko słyszalne? Trudno temu zaprzeczać, choć jest oczywiste, że już nie tak czysto jak kiedyś, lecz pośród wtóru trąb wygrywających zgoła inne melodie. A na tym właśnie polega sekularyzacja, iż pole przekazu kulturowego, na którym niegdyś nie miało się żadnych rywali, nagle zapełnia się zgrają grajków, z których każdy próbuje uwieść inną muzyką. Co zrobić, by nadal uwodziła ta religijna?

Najpierw trzeba zdać sobie sprawę ze źródeł, z jakich wypływa laicyzacja. Prof. Karol Tarnowski zwrócił uwagę, iż Kościół w znacznej mierze sam zeświecczył religię, wdając się w zbyt bezpośredni i zażyły alians z władzą świecką. Idąc choćby tym tropem, można wyjaśnić szereg zjawisk, o których wspominała „Fronda”, jak np. myślenie o Kościele za pomocą kategorii politycznych: „frakcja lewicowa”, „skrzydło konserwatywne” Kościoła lub zakorzeniony w ludziach schemat: „Kościół to oni (hierarchia)”.

To poziom praktyki. Na poziomie teorii zaś, jak zwróciła uwagę Justyna Siemienowicz, fatalne skutki przynosi już sama separacja dwu tytułowych rozumów. Albo wszak mamy jedną racjonalność, której przeciwstawia się chaos i irracjonalizm, albo uprawiamy manicheizm, w którym rozum świecki z zasady musi odgrywać rolę złego boga. Redaktorzy „Frondy” powoływali się na bpa Martineza, który początków „inwazji sekularyzmu” do wnętrza języka religijnego upatrywał w filozofii Franciszka Suareza. Prof. Tarnowski zwrócił jednak uwagę, iż dobitne podkreślanie różnicy między teologią a filozofią, między językiem wiary i nauki, a w konsekwencji ekspediowaniem nadprzyrodzonego i tajemnicy na orbitę fantazmatów nie jest przecież źródłowo pomysłem nikogo innego jak św. Tomasza. I wraz z innymi osiągnięciami Akwinaty nauka ta, wyniesiona do rangi myśli oficjalnej, znalazła się w sercu Kościoła. Ani więc „Kościół to oni”, ani „sekularyzacja to oni”. My, niestety tylko my.

Nietrudno już chyba dostrzec, gdzie dla uczestników debaty tkwi źródło uzdrowienia. Kontrowersje między panelistami można przedstawić, opierając się na podziale Jacques’a Maritaina na środki ubogie i bogate, którymi Kościół osiągać może cele duchowe. W kontekście tego podziału prof. Tarnowski zapytał: czy Kościół jest dziś ubogi czy bogaty? Jego zdaniem jest bogaty, a jeśli czegoś potrzebuje, to wewnętrznego ożywienia. W odniesieniu zaś do kwestii kultury najistotniejsza jest waga świadectwa wiary indywidualnych chrześcijan.

Uważam, że to rozpoznanie trafne. Tym bardziej zaskoczyła mnie diagnoza „Frondy”. W rzeczy samej zrozumiałem co stanowi jej sedno, gdy ni stąd ni z owąd zamiast tematu racjonalności chrześcijańskiej i świeckiej wypowiedzi zaczęły dotyczyć upadku chadecji i prowadzenia skutecznej polityki chrześcijańskiej. I tak, zdaje się, jeśli tylko nie upraszczam, wyglądałaby odpowiedź gości: by kształtować na nowo kulturę religijną, by dać odpór zeświecczeniu, trzeba zakładać nowe Państwo Boże, wprowadzać ustawodawstwo katolickie, tworzyć mocną chrześcijańską politykę. Tak, wiem, to się nazywa realizm. Ale to dla mnie realizm godny pożałowania, a przede wszystkim nieewangeliczny. Bo czyż Jezus przyszedł zakładać Królestwo Boże na ziemi? I jak odnosił się do potrzeby odparcia jarzma Rzymian, która musiała zdawać się wtedy najbardziej nagląca?

Z ulgą odebrałem więc uwagę głosu z widowni, iż zabrakło w tej recepcie jednego słowa: władza. Tak jak wcześniej doskwierała mi łatwość, z jaką przerzucano mosty między jednostkowym doświadczeniem niewiary a laicyzacją kultury, tak w drugiej części dyskusji rażące było dla mnie niezrozumienie, iż prowadzenie skutecznej polityki chrześcijańskiej to coś innego niż wiara. To właśnie polityka. W jej ramach nie dokonuje się ewangelizacja tylko forsowanie własnego światopoglądu (niezależnie od tego, że czasami może on być inspirowany chrześcijaństwem). Tej pierwszej nie da się robić przy pomocy Temidy. I tego właśnie zabrakło mi u przedstawicieli „Frondy”: znajomości różnic, jakie zachodzą między różnymi elementami ich wizji.

Nie chciałbym być opacznie zrozumiany. Prawo w oczywisty sposób kształtuje ludzi i dla ogromnej części obywateli to, co legalne, staje się synonimem tego, co moralne. Z tego punktu widzenia idea prawodawstwa chrześcijańskiego mogłaby stanowić skuteczną, choć siłową odtrutkę dla dominującego dziś konsumpcyjnego stylu życia, który, moim zdaniem, jest największą duchową chorobą współczesności. Ale popierając takie rozwiązania stale trzeba pamiętać, że robi się politykę, a nie uzdrawia wiarę. I że pomieszanie jednej z drugą kończy się fatalnie dla tej słabszej. Można wyobrazić sobie państwo, w którym mimo dalece posuniętego permisywizmu prawnego niemal nikt nie robi z niego złego użytku, gdyż tak żywa jest w ludziach moralność chrześcijańska. Pamiętajmy jednak, że ten eksperyment działa także w drugą stronę: można wyobrazić sobie również państwo, w którym niemal wszyscy żyją tak, jakby byli wzorowymi chrześcijanami, choć prawie nikt nie wierzy w Ewangelię. Na czym nam bardziej zależy? I jak wybrać, wiedząc, że wybory najbardziej szczere i radykalne, chciałoby się rzec „ewangeliczne”, umożliwia najczęściej otoczenie im wrogie (pierwsi chrześcijanie, Giordano Bruno, chrześcijaństwo w teokracjach innych religii)?

Ale to nie tylko niedostatek rozróżnień, lecz także błąd co do obranych środków. Jaka bowiem byłaby odpowiedź redaktorów „Frondy” na pytanie zadane przez prof. Tarnowskiego? Czy wiara rzeczywiście potrzebuje dziś wzbogacenia środków? W odniesieniu do kultury największą wagę zdają się mieć środki medialne. Ale czy Kościół ma ich dziś rzeczywiście zbyt mało? A jeśli wielu ludzi woli obecnie słuchać melodii z innych źródeł aniżeli katolickie, to czy odpowiedzią winno być odcięcie ich wszystkich, swoiście rozumiane „nowe średniowiecze” jako powrót do monokultury katolickiej? Tym właśnie jest wytoczenie najcięższej armaty spośród środków bogatych – narzędzi politycznych. A nawet gdyby się to powiodło – ile dusz pozyska się przez to rzeczywiście, a ile pozostanie w granicach statystycznie największej grupy dostosowanych do mainstreamu kulturowego. Posługując się językiem redaktorów „Frondy”, byłoby to zastąpienie jednej „kolonizacji mentalnej” inną. Zdaje się, że logika Ewangelii jest czymś innym niż logika kolonizatorów i niewolników. A kto posługuje się tą ostatnią, choćby i nie był tego świadom, niech sam odpowie sobie na pytanie, skąd źródła sekularyzacji.

Mam wrażenie, że powyższe stanowisko jest dziś atrakcyjne dla wielu ludzi w Polsce i być może w Hiszpanii, gdzie działa bp Martinez. I za symptomatyczne uważam, że znajduje ono zwolenników właśnie w tych krajach. Wydaje mi się bowiem, że oddaje ono coś, co można by nazwać syndromem traconej władzy. Z wizji roztaczanej przez „Frondę” zdaje się wynikać, że rozumowi katolickiemu jednego już tylko brakuje, by oddziaływał na kulturę – skutecznej reprezentacji politycznej. A może brakuje mu klucza do serc ludzi? I nie chodzi o rozpuszczanie doktryny tylko o to, co zawsze stanowiło najskuteczniejsze remedium –  świętość. Świętość nie boi się spotkania z innymi, bo nastawiona jest na obdzielanie, a nie na obronę własnych granic.

Tak, wiem, jestem naiwny. Ale to przewrotność natury ludzkiej i historii uczy tej „naiwności”. Włącznie z tą, że do „konstruktywnego dialogu” tym razem zachęciła „Znak” – „Fronda”. Nie odwrotnie. Cieszy mnie to tym bardziej. I „Znak” zapewne też.

Szymon Szczęch

Dla tych, którzy nie wzięli udziału w debacie, a chcieliby jej wysłuchać, poniżej zamieszczamy relację audio:

I. Czym jest Sensus Catholicus, a czym Secular Reason? Czy są to pojęcia przeciwstawne, czy może dotyczą innych obszarów rozumienia? – wprowadzenie  Henryka Woźniakowskiego.

Głosy:

Karol Tarnowski – Katolicki znaczy coś więcej niż kościelny

Tomasz Rowiński, Justyna Siemienowicz – Dwa rozumy, czyli spór o racjonalność świata

Grzegorz Górny –Uwagi o mentalnej kolonizacji katolików i myśli abp Javiera Martineza

Justyna Siemienowicz, Grzegorz Górny – Niewiara, czy sekularyzacja?

II. Skąd wzięła się sekularyzacja? Dlaczego żyjemy w epoce sekularnej? – wprowadzenie  Henryka Woźniakowskiego.

Głosy:

Karol Tarnowski – Duchowa bezdomność współczesnego człowieka [część 1] [część 2]

Grzegorz Górny, Karol Tarnowski – Sekularyzacja i kultura

III. Jak powinniśmy rozumieć postulat autonomii sfery świeckiej – wprowadzenie Henryka Woźniakowskiego

Tomasz Rowiński, Karol Tarnowski –Zmagania o sprawiedliwe prawo zamiast środków ubogich

Grzegorz Górny – Czym może być „nowa teologia polityczna”?

Głosy z sali:

Paweł Rojek (redaktor naczelny Pressji)

Dominika Kozłowska (redaktor naczelna Znaku)

Pozostałe głosy

 

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata