SIW Znak
O nas
Prenumerata
Numery w sprzedaży
Zapowiedzi
Rocznik 1999
Rocznik 2000
Rocznik 2001
Rocznik 2002
Rocznik 2003
styczeń, nr 572
luty, nr 573
marzec, nr 574
kwiecień, nr 575
maj, nr 576
czerwiec, nr 577
lipiec, nr 578
sierpień, nr 579
Konkurs na esej
Księga gości
Fundacja
|
 |
Bogaty w miłosierdzie
Anna Świderkówna
|
Od ostatniej polskiej pielgrzymki Ojca Świętego (sierpień 2002), połączonej z wizytą w Łagiewnikach, mówi się dużo o miłosierdziu Bożym, przypominając przy okazji encyklikę Dives in misericordia ("Bogaty w miłosierdzie"), wydaną już w 1980 roku. Obawiam się jednak, że wiele osób, jeśli nawet zajrzy do owego dokumentu, pominie liczne dołączone doń przypisy, szczególnie ten najważniejszy (nr 52) - i najtrudniejszy dla przeciętnego polskiego czytelnika! - który stara się wyjaśnić właściwe znaczenie słów hebrajskich, tłumaczonych najczęściej przez miłosierdzie, łaskę, łaskawość, a czasem litość. Wbrew pozorom nie jest to wcale sprawa błaha. Złe zrozumienie, o co tu właściwie chodzi, może prowadzić do zniekształcenia obrazu Boga, a zwłaszcza relacji, jaka nas z Nim łączy.
Rzecz w tym, iż miłosierdzie utożsamiamy nieraz z litością, a litości na ogół nie chcemy od nikogo. Dopatrujemy się w niej (nieraz zresztą niesłusznie) jakiegoś cienia pogardy czy lekceważenia. Istotnie, może (choć nigdy nie powinno) się to niekiedy pojawić w stosunkach między ludźmi. Miłosierdzie Boże jest jednak czymś niezmiernie poważnym, całą powagą wszechpotęgi Boga. Tyle tylko, że słowa, jakimi próbujemy je oddać w języku polskim, nie zawsze odpowiadają słowom hebrajskim.
W Biblii hebrajskiej spotykamy dwa określenia, nieraz tłumaczone przez "miłosierdzie", choć każde z nich ma inne zabarwienie, a można nawet powiedzieć, że one nigdy dokładnie się nie pokrywają. Jedno z nich to rahamim. Chodzi tu o miłość serca, taką, która niejako sama z niego się wyrywa i jest pełna uczucia (rahamim to dosłownie liczba mnoga od rehem, "łono matczyne"). Drugie z tych dwóch słów, hesed, nie znajduje dokładnego odpowiednika w żadnym ze znanych mi języków. Wiąże się zaś ściśle z "przymierzem". Dla nas "przymierze" jest pojęciem ze świata wielkiej polityki. Przymierza zawierają ze sobą państwa, dawniej robili to królowie lub naczelnicy plemion. Hebrajskie "przymierze" ma znaczenie nieporównanie szersze, określa bowiem różnego rodzaju związki i umowy, także i te zawierane pomiędzy poszczególnymi ludźmi, takie jak: przyjaźń, małżeństwo, lecz również układ dotyczący na przykład prawa do korzystania ze studni. Takie przymierze mieści się najlepiej w kategoriach relacji międzyosobowych. Jest nie tyle traktatem, ile raczej obietnicą, zobowiązaniem, określonym sposobem życia ze sobą dwóch partnerów, swego rodzaju formą ich wzajemnego związku, który trzeba zachowywać w zmieniających się okolicznościach i sytuacjach. W Biblii hebrajskiej związek taki tworzy i podtrzymuje podstawa moralna określana właśnie słowem hesed. Jest to wierność Przymierza i miłość, która jest jego korzeniem, a zarazem tryskającym z tego Przymierza źródłem, miłość darmowa, dobroczynna i wzbudzająca odpowiedź człowieka.
Już tłumacze Septuaginty (najstarszy przekład Biblii hebrajskiej na język grecki, pochodzący z III-II w. przed Chr.) mieli kłopot z oddaniem tego słowa po grecku, choć znali na pewno lepiej od nas i grekę, i hebrajski. Wszędzie tam, gdzie tekst biblijny mówi o hesed Boga, tłumaczyli to słowo przez greckie eleos (miłosierdzie), a w ślad za nimi św. Hieronim (Wulgata, przekład łaciński) pisał misericordia. Dawniej Pismo Święte tłumaczono prawie zawsze z Wulgaty, stąd też w starych polskich (zwłaszcza katolickich) przekładach tak często pojawia się "miłosierdzie". W nowszych jest go znacznie mniej. Dlaczego?
Otóż trzeba pamiętać, że hesed to postawa obu partnerów, zarówno we wszelkich związkach czy przymierzach ludzkich, jak i w Przymierzu z Bogiem. I tu właśnie zaczynają się trudności. Możemy oczywiście mówić o miłosierdziu Boga wobec ludzi. W Biblii hebrajskiej jednak odpowiedzią na hesed Boga jest hesed człowieka. A nam się wydaje, że słowo "miłosierdzie" nie spełnia tu właściwej roli. Toteż dzisiejsze przekłady proponują różne inne tłumaczenia. Najczęściej bywa to łaska albo łaskawość. Niestety, niczego to nie naprawia. Tu także nie sposób przecież myśleć o wzajemności! Pozostaje chyba tylko miłość, może "miłość wybrania", przy tym miłość czynna, pojmowana jako nastawienie woli. Hesed się czyni, a nie czuje, uczucie wyraża natomiast rahamim. Aby to lepiej zrozumieć, dobrze będzie przyjrzeć się dwóm wersetom greckim Nowego Testamentu - i to w dodatku pochodzącym z najbardziej greckiej Ewangelii św. Łukasza. Są to -- rzecz godna uwagi -- wersety z dwóch kantyków, Magnificat i Benedictus, które pierwotnie były zapewne wykorzystanymi przez Ewangelistę hymnami liturgicznymi.
Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, którzy się Go boją" (Łk 1, 50).
Dzięki serdecznej litości naszego Boga,
z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce" (Łk 1, 78)
Nie ulega wątpliwości, że "miłosierdzie" (gr. eleos ) z wiersza 50 to hebrajski hesed, a "serdeczna litość" (gr. splanchna eleos, dosłownie: "wnętrzności miłosierdzia") z wiersza 78 to niezbyt zręczny przekład hebrajskiego słowa rahamim. Warto pamiętać, że w dwóch kantykach, powtarzających się codziennie w Liturgii Godzin, pojawiają się oba te tak ważne określenia dotyczące naszej relacji z Bogiem.
O ich ważności świadczą chyba najlepiej wielkie słowa, jakimi Bóg na Synaju niejako przedstawia się Mojżeszowi. Oto jak tłumaczy je Biblia Tysiąclecia: "Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność" (Wj 34, 6). Ponieważ jest to zdanie niezmiernie istotne, które - przytaczane dosłownie lub z niewielkimi tylko zmianami - odnajdujemy w wielu księgach Biblii, pozwalam sobie na próbę zbliżenia nieco tego tekstu do oryginału hebrajskiego. Tak więc pierwsze tu określenie Boga to przymiotnik rahum, pochodzący z tego samego rdzenia, co rahamim. Można go wprawdzie tłumaczyć przez "miłosierny", lecz równie dobrze - a ze względu na zabarwienie uczuciowe nawet lepiej - przez "litościwy". Drugi z kolei przymiotnik to nie "łagodny", lecz "łaskawy"; w zakończeniu zaś czytamy jeszcze: "bogaty w hesed i wierność", przy czym "wierność" odpowiada hebrajskiemu słowu wyrażającemu przede wszystkim "niezawodność". Proponowałabym zatem tłumaczyć ten werset: "Jahwe, Jahwe, Bóg litościwy i łaskawy, nieskory do gniewu, bogaty w miłosierdzie i wierność". Ktoś może wolałby oddać te ostatnie słowa jako "bogaty w miłość i wierność", ale nie zapominajmy, że Septuaginta wszędzie tam, gdzie chodzi o Boga, konsekwentnie wybiera jednak eleos.
Zarówno to określenie Boga, jak i jego echa szczególnie często pojawiają się w Psalmach. Przypomnę tu fragment Psalmu 103, który powraca do niego wielokrotnie:
Litościwy jest Jahwe i łaskawy,
nieskory do gniewu i bogaty w hesed.
Nie zapamiętuje się w sporze,
nie płonie gniewem na wieki.
Nie postępuje z nami według naszych grzechów
ani według win naszych nam nie odpłaca.
Bo jak wysoko niebo wznosi się ponad ziemią,
tak możny jest hesed Jego dla bogobojnych.
Jak odległy jest wschód od zachodu,
tak daleko odsuwa od nas nasze winy [...]
Dni człowieka są jak trawa,
kwitnie on jak kwiat na łące.
Wystarczy, że wiatr go muśnie, już znika
i wszelki ślad po nim ginie,
Lecz hesed Jahwe jest wieczny dla bogobojnych,
a Jego sprawiedliwość dla synów ich synów.
(Ps 103, 8-12. 15-17; przekład BT ze zmianami autorki
wg tekstu hebrajskiego)
Mówiliśmy już, że odpowiedzią na hesed musi być również hesed. W jaki sposób Bogu ma odpowiedzieć człowiek? Jego hesed powinien wyrazić się w pełnym darze z siebie, w całkowitym zawierzeniu i radosnym oddaniu się woli Pana. Ale to jeszcze nie wystarcza. Jeśli hesed jest w jakiejś mierze miłością - miłosierdziem, to i człowiek musi odpowiedzieć tym samym. Nie darmo prorok Ozeasz oskarżał swoich rodaków, że hesed ich "podobny jest do chmur o świtaniu albo do rosy, która prędko znika", i powtarzał, że właśnie hesed jest tym, czego Bóg od nich pragnie zamiast krwawych ofiar ze zwierząt (Oz 6, 4.6; w BT hesed jest tu tłumaczony przez "miłość"). W Ewangelii św. Mateusza to zdanie z Ozeasza powtarza się nawet dwukrotnie: "Chcę raczej miłosierdzia (eleos) niż ofiary" (Mt 9, 13; 12, 7). Pan żąda, by człowiek na Jego miłosierdzie odpowiedział takim samym miłosierdziem zwróconym do braci. A miłosierdzie Boga jest miłością i wiernością zarazem - i to niezłomną, bo tak naprawdę jest wiernością sobie samemu.
Jeżeli prawdę tę odkrył już w VIII wieku przed Chr. prorok Ozeasz, należałoby sądzić, że tym łatwiej przyjdzie ją pojąć, kiedy Bóg urodzi się na naszej ziemi jako Człowiek. Tymczasem my nadal mamy trudności w zrozumieniu, że ten Pan miłosierny również od nas oczekuje miłosierdzia. Zdanie takie wygląda niemal na bluźnierstwo. A przecież nie kto inny, a sam Chrystus mówi nam: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25, 40). A owo "wszystko" to wymienione w tekście czyny miłosierdzia wobec potrzebujących: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, obcych przyjąć do domu, nagich przyodziać, chorych i więźniów odwiedzić.
Miłosierdzie to nie jest ograniczone godnością czy niegodnością cierpiącego. Przekonał się o tym pewien uczony w Prawie, który chcąc wystawić Jezusa na próbę, zadał Mu pytanie, co ma czynić, żeby osiągnąć życie wieczne. Nauczyciel z Nazaretu zapytał wówczas tego fachowca: "Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?". Uczony posłusznie wyrecytował przykazanie miłości Boga i bliźniego, chcąc się jednak jakoś usprawiedliwić, że z tak oczywistą sprawą zwraca się do Jezusa, dodał jeszcze: "A kto jest moim bliźnim?"
Wtedy Jezus opowiedział mu historię o człowieku, który napadnięty, obrabowany i poraniony przez zbójców leżał bezsilny przy często uczęszczanej drodze wiodącej z Jerozolimy do Jerycha. Przeszedł koło niego kapłan, a potem lewita, lecz żaden z nich się nim nie zainteresował. Myśleli zapewne przede wszystkim o zachowaniu swej czystości rytualnej... Aż wreszcie pojawił się Samarytanin (trzeba tu dodać, że Samarytanie byli szczególnie nienawidzeni przez Żydów i uważani za mieszańców etnicznych, odszczepieńców i błędnowierców). Tylko on jeden zwrócił uwagę na leżącego bezsilnie nieszczęśnika.
Wzruszył się głęboko, podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: "Miej o nim staranie, a jeśli coś więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał".
Opowiedziawszy to, Jezus zwrócił się do uczonego w Prawie ze słowami, które zapewne go zaskoczyły: "Kto z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?". Uczony prosił przecież o rozstrzygnięcie, kogo ma uważać za tak bliskiego sobie, żeby ta bliskość zmuszała go do pomocy w przypadku zagrożenia. Wbrew pozorom zdarza się, że i my dzisiaj rozumujemy w sposób podobny: "takiemu to nie ma co pomagać, bo na to nie zasługuje!".
Jezus jednak zadane Mu pytanie po prostu odwraca. Nie chodzi już o to, kto jest godny, żeby go traktować jako bliźniego, lecz o to, kto dowiódł, że jest bliźnim dla tego nieszczęśnika. Uczony nie potrafi zdobyć się na wymówienie nazwy znienawidzonego ludu. Odpowiada zatem w sposób opisowy: "Ten, który okazał mu miłosierdzie" (dosłownie po grecku "ten, który uczynił mu miłosierdzie"). A wówczas Jezus mu mówi: "Idź, i ty czyń podobnie" (Łk 10, 25-37). Jako swego rodzaju komentarz do tych słów można by tu dodać jeszcze inne powiedzenie Jezusa: "Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny" (Łk 6, 36).
Żegnając się ze swoimi uczniami (według Ewangelii św. Jana), Jezus pozostawia im polecenie niezmiernie trudne: "To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem" (J 15, 12). Znaczy to, że wzajemna miłość uczniów ma wzorować się na tej, jaką darzy ich On sam - i to aż po ofiarę z życia. A Jego miłość jest zawsze miłością miłosierną, tą, którą język hebrajski nazywa hesed. Znaczy to, że i nasza miłość ma być taka, a zatem nie tylko miłosierna, ale i wierna wiernością samego Boga.
Może po tych krótkich i niepełnych rozważaniach łatwiej nam będzie zrozumieć, dlaczego 16 sierpnia 2002 roku Jan Paweł II zakończył swoją homilię w Łagiewnikach, uzupełniając nieco wezwanie z Koronki do Miłosierdzia Bożego. Ojciec niebieski patrzy bowiem nie tylko na pełną bólu mękę, lecz i na ostateczne, nadające jej sens, zwycięstwo swego Syna. I dlatego możemy się dzisiaj modlić:
Ojcze Przedwieczny,
dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twego Syna,
miej miłosierdzie dla nas i całego świata!
Amen.
ANNA ŚWIDERKÓWNA, ur. 1925, prof. dr hab., historyk, papirolog, filolog klasyczny, popularyzatorka wiedzy o kulturze starożytnej, tłumaczka z języków greckiego, łacińskiego, angielskiego i francuskiego. Ostatnio wydała: Rozmowy o Biblii (wyd. VII, 2001), Rozmów o Biblii ciąg dalszy (wyd. IV, 2001) oraz Rozmowy o Biblii. Nowy Testament (wyd. II, 2001).
|