70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Światło

Bóg jest możliwy do przedstawienia i, zgodnie z najbardziej wiarygodnymi świadectwami, rzeczywiście dostępny doświadczeniu wyłącznie jako światło – medytacja muzułmańskiego intelektualisty nad chrześcijańską sztuką i zaskakującymi podobieństwami łączącymi Hieronima Boscha i perską mistykę.

Najbardziej kuszące w spojrzeniach w zaświaty, jakie zestawił ze sobą Hieronim Bosch, jest światło, nawet światło piekieł. I nie mam tu na myśli przytłumionej czerwieni pochmurnego krajobrazu na lewym z czterech paneli, na którym skrzaty bądź dziecięcych rozmiarów demony chwytają szczupłych, nagich ludzi, a jednego, złapawszy za biodro, strąciły już głową w dół. Czerwień, rzecz jasna, pochodzi od ognia, do którego zostają wrzuceni potępieni. Sądzę, że bestia chce pożreć człowieka lub przynajmniej odgryźć mu tyłek, który – z pewnością nieprzypadkowo – zwrócony jest w stronę światła. Oblicze bestii stanowią wyłącznie rozwarte usta wielkości tyłka, w których nie ma nic prócz siekaczy. W każdym razie bestie na lewej tablicy nie wyglądają na wegetarian, a ich usta, nawet z zaciśniętymi wargami, są tak szerokie, że sięgają niemalże uszu. No i te ręce, jak u insektów wyciągnięte wzdłuż, oraz włosy, jak owadzie czułki, wyrastające prosto z ust, wielkie i grube jak rogi, tak że mogłyby tą szczeciną kłuć i dźgać. Ludzie nie uciekają im choćby z tego powodu, że w swojej nieważkości nie mają na czym się oprzeć lub skąd wybić, jak rozdmuchiwane nasiona kwiatów, unoszą się bezradnie w powietrzu, a dokładnie rzecz biorąc: w chmurach, w których nie ma ani góry, ani dołu. Inaczej bowiem, niż głosi tytuł, Bosch nie ukazuje „upadku potępionych”, lecz ich nieważkość. Nie, nie są jak nasiona kwiatów, bardziej jak wyrzuceni z lecącego samolotu, którym nie dana jest łaska upadku.

Przechodzę do samolotów, bo światła na lewym z czterech paneli wyglądają jak reflektory, reflektory samolotów, które świecą wśród chmur. Kto choć raz leciał nocą przez zachmurzone niebo, ten będzie miał przed oczami punktowe światła, które oświetlają chmury z krótkiej odległości, a więc nie tak rozlegle jak słońce czy księżyc. W górze, po prawej stronie, oświetlony człowiek rozkłada ręce w geście rozpaczy i krzyczy, mimo że żaden skrzat po niego nie sięga. Cóż to są za światła? Wszystko inne, a zwłaszcza obcy na drugim panelu od lewej, nie jest niczym innym jak tandetą z fantasy, co zresztą pokazuje, skąd kino czerpie swoje fantazje, choć wcale nie czyni to tandety bardziej realną. Obcy, którzy rozkładają swoje postrzępione skrzydła i merdają psimi ogonami, są proroczy o tyle, o ile antycypują komiksy, z pewnością nie są jednak żadnym proroctwem. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata