70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Subiektywne kalendarium pontyfikatu

Kto wie, może najważniejszym „wydarzeniem” tego pontyfikatu jest próba opowiedzenia ludziom na nowo Ewangelii, przypomnienia albo wręcz uświadomienia tego, co w niej najistotniejsze?

13 marca 2013 r.

Wybór
„Można dostać zawrotu głowy, spoglądając wstecz i wracając do owego buonasera – pozdrowienia, które zabrzmiało z loggii błogosławieństw Bazyliki św. Piotra 13 marca 2013 r. Już sam fakt wyboru pierwszego papieża z Ameryki Łacińskiej i pierwszego jezuity na Stolicy Piotrowej, który na dodatek miał jeszcze przyjąć imię Franciszek, był zdumiewający. Nikt jednak owego pamiętnego dnia nie był w stanie sobie wyobrazić, co jeszcze miało się wydarzyć (…)” (G. F. Svidercoschi, Papież, który zapalił świat).

Już pierwsze, bardzo krótkie wystąpienie papieża Franciszka tuż po zakończeniu konklawe wzbudziło entuzjazm tłumów zebranych na placu św. Piotra. Bezpośrednich świadków tego wydarzenia oraz milionów widzów, zgromadzonych przed telewizorami i śledzących je w Internecie, zaskoczyła forma, w jakiej Franciszek poprosił ich o modlitwę. Papież bowiem nie ograniczył się do samego tylko wyrażenia takiej prośby (co chętnie i z przekonaniem czynili również jego poprzednicy), ale tuż po tym pochylił głowę i kiedy się zań modlono, trwał tak przez dłuższą chwilę w milczeniu. W ten sposób – za pomocą jednego symbolicznego gestu, bez wszczynania debaty teologicznej – zademonstrował swoją wizję papiestwa. Od samego początku zaprezentował się nie tyle jako „namiestnik Jezusa Chrystusa”, ile raczej „sługa sług Bożych”, który w tej samej mierze co cały Kościół potrzebuje Bożego błogosławieństwa.

Papież – pisali potem dziennikarze (np. Austen Ivereigh, autor biografii Bergoglia: Prorok) – poprzez ten poruszający gest wzajemności nawiązał trwałą więź ze wspólnotą Kościoła, pokazując, że nie zamierza jej traktować jako „przedmiotu” ewangelizacji, ale że  jej naprawdę potrzebuje, żeby móc trwać przed Bogiem.

Rzecz ciekawa, podczas tej krótkiej przemowy Franciszek nie użył ani razu terminu „papież”, mówił za to o sobie jako „biskupie Rzymu”. Nie należy z tego, rzecz jasna, wyciągać pochopnych wniosków, jakoby on sam nie uważał się za papieża (co sugerują radykalni krytycy tego pontyfikatu, kwestionujący prawomocność jego wyboru). Warto natomiast w tej powściągliwości dostrzec twórczą odpowiedź na wezwanie św. Jana Pawła II do „poszukiwania takich form sprawowania urzędu [Piotra], w których możliwe będzie realizowanie [uznawanej również przez chrześcijan innych wyznań] posługi miłości” (Ut unum sint). „Papież – powiada zatem Bergoglio – nie jest sam ponad Kościołem, ale jest w nim jako ochrzczony wśród ochrzczonych, a w kolegium biskupim jako biskup wśród biskupów, powołany jednocześnie jako następca apostoła Piotra do kierowania Kościołem rzymskim, który przewodniczy w miłości wszystkim Kościołom”.

Papieskie przemówienia wygłaszane podczas uroczystej inauguracji pontyfikatu mają zwykle charakter programowy. Tak było i tym razem. 19 marca 2013 r., w uroczystość św. Józefa, Franciszek mówił zatem, czym jest / powinna być władza następcy św. Piotra: „Prawdziwą władzą jest służba i także papież, by sprawować władzę, musi coraz bardziej pełnić tę posługę, która ma swój świetlisty szczyt na krzyżu, musi (…) otwierać ramiona, aby objąć opieką cały lud Boży oraz przyjąć z miłością i czułością całą ludzkość, zwłaszcza najuboższych, najsłabszych, najmniejszych (…)”.

Władza jako służba? Bycie blisko człowieka, zwłaszcza ubogiego? Miłość i czułość okazywana ludziom? Jakby na poparcie tych słów Franciszek zrezygnował z mieszkania w Pałacu Apostolskim i zajął niewielki apartament w Domu św. Marty, pełniącym de facto funkcję hotelu (i w związku z tym zawsze pełnego gości ze świata). Jak sam mówi, „nie chodziło [mu] tylko o to, że nie lubi bogactwa, ale [właśnie] o to, że odczuwa potrzebę życia wśród ludzi”.

 

24 listopada 2013 r.

Adhortacja Evangelii gaudium

W ciągu pięciu lat pontyfikatu papież Franciszek ogłosił m.in. dwie encykliki: Lumen fidei (o wierze; 2013) i Laudato si’ (o ekologii; 2015), dwie adhortacje: Evangelii gaudium (o ewangelizacji; 2013) i Amoris Laetitia (o rodzinie; 2016) oraz kilka listów apostolskich. I choć trudno owe teksty ze sobą porównywać, prawem komentatora wskażę tu dokument z mojego punktu widzenia najważniejszy, bo chyba najwyraźniej przedstawiający Franciszkową wizję Kościoła.

To właśnie w Evangelii gaudium padają ważne (i wielokrotnie potem komentowane) słowa papieża: „Wolę raczej Kościół poturbowany, poraniony i brudny, bo wyszedł na ulice, niż Kościół chory z powodu zamknięcia się i wygody kurczowego przywiązania do własnego bezpieczeństwa”. Kościół ma więc być czymś w rodzaju „szpitala polowego”. Musi być „w drodze” i budować mosty zamiast murów. Potrzebne jest mu „nawrócenie pastoralne”, czyli – jak definiuje ów termin dokument z Aparecidy, którego redaktorem był w 2007 r. kard. Bergoglio – „przejście od duszpasterstwa jedynie zachowawczego do duszpasterstwa zdecydowanie misyjnego”; innymi słowy: dynamizm duszpasterski, rezygnacja z wygody, szukanie nowych dróg dla ewangelizacji. „Marzę o »opcji misyjnej«, zdolnej przemienić wszystko – czytamy w adhortacji – tak aby zwyczaje, style, rozkład zajęć, język i wszystkie struktury kościelne stały się odpowiednim kanałem bardziej do ewangelizowania dzisiejszego świata niż do zachowania stanu rzeczy”.

To wymaga głębokiej reformy „ze względu na wierność Jezusowi Chrystusowi”. Nie wystarczy jedynie likwidacja starych i stworzenie nowych struktur, bo „bez nowego życia i autentycznego ducha ewangelicznego, bez wierności Kościoła swojemu powołaniu, każda nowa struktura w krótkim czasie ulega degradacji”.

Nie da się ukryć, że u źródeł wyboru Franciszka leżało m.in. pragnienie zreorganizowania kurii rzymskiej, z czym nie dał sobie rady papież-teolog Benedykt XVI. Miała temu służyć ustanowiona specjalnie w tym celu Rada Kardynałów (tzw. K-9). Radzie tej udało się już zapoczątkować reformę watykańskich finansów (pojawiły się m.in. mechanizmy uniemożliwiające pranie brudnych pieniędzy w banku watykańskim, co zdarzało się w przeszłości); wciąż trwa również przebudowa urzędów kurialnych: warto w tym miejscu zwrócić uwagę na powołanie nowej Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka, z sekcją ds. uchodźców, na której czele stanął sam papież.

Oczywiście Franciszek jest świadom, że ów proces reorganizacji kurii rzymskiej wymaga czasu, bo – jak mówi, cytując abp. de Merode’a z Belgii – „dokonywanie reform w Rzymie to jak czyszczenie egipskiego sfinksa szczoteczką do zębów”. O wiele trudniej natomiast odpowiedzieć na pytanie o możliwość i wolę odnowy pracowników kurialnych. Co roku, w trakcie Bożego Narodzenia, Franciszek spotyka się z nimi, przedstawia listę chorób trawiących instytucję Kościoła rzymskiego (niektóre – jego zdaniem – mają siłę nowotworu) i wzywa ich do nawrócenia.

Reformowanie Kościoła nie ogranicza się, rzecz jasna, jedynie do zmian w funkcjonowaniu jego urzędów. Papież wiele uwagi poświęca zatem reorientacji Kościoła w kierunku głębszej niż dotąd kolegialności, synodalności i jego decentralizacji. Ogromne znaczenie ma tu rozwijana przezeń eklezjologia ludu Bożego i postrzeganie Kościoła jako komunii (wspólnoty). Jak pisze kard. Walter Kasper, bliski współpracownik papieża Franciszka, „Kościół jest dla niego czymś znacznie więcej niż instytucją organiczną i hierarchiczną; jest przede wszystkim ludem, będącym w drodze do Boga, ludem pielgrzymującym i ewangelizującym, przekraczającym każdy wymiar instytucjonalny, choć takowy jest oczywiście niezbędny”.

 

Październik 2014 r.  – październik 2015 r. 

Synody biskupów poświęcone rodzinie

Aż dwa zgromadzenia synodu biskupów dotyczące rodziny (poprzedzone rozpisaniem ankiety, po raz pierwszy skierowanej również do świeckich) oraz obszerna posynodalna adhortacja Amoris Laetitia – to wyraźne sygnały, że Kościół przywiązuje ogromną wagę do zadań i problemów stojących przed rodziną.

W trakcie obrad obu synodów i w podsumowującym je dokumencie poruszono tak dużo zagadnień, że papież mówił w tym kontekście o „cennym wielościanie [to ważna dlań metafora odzwierciedlająca wielowymiarowość rzeczywistości], ukształtowanym przez wiele słusznych trosk i pytań”. Szczególnym zainteresowaniem mediów, co zrozumiałe, cieszyła się kwestia dopuszczenia do komunii św. osób rozwiedzionych, które zawarły nowe związki. Wokół tego problemu (omówionego w VIII rozdziale Amoris Laetitia, a dokładniej: w jednym krótkim przypisie!) przetoczyła się przez Kościół burzliwa dyskusja, w którą zaangażowali się również kardynałowie i biskupi, a ich opinie – co przyzna potem sam papież – formułowane były „niekiedy w sposób mało życzliwy”.

Warto w tym miejscu odnotować stanowisko Konferencji Episkopatu Argentyny, bo – jak stwierdził Franciszek – „bardzo dobrze wyraża ono i w pełni wyjaśnia sens ósmego rozdziału Amoris Laetitia. (…) [Co więcej,] Nie ma innych interpretacji”. Droga zaproponowana przez argentyńskich biskupów polega nie na bezwarunkowej zgodzie na komunię dla rozwodników, jak myślą niektórzy krytycy papieża, ale na towarzyszeniu ludziom znajdującym się w trudnej sytuacji, rozeznawaniu każdego przypadku z osobna w świetle wiary i stopniowym włączaniu osób, które tego naprawdę pragną, w życie Kościoła. Chodzi tu zatem – powie biskup Rzymu – o „duszpasterstwo bezpośrednie, do którego nie wystarczą środki programowe, organizacyjne czy prawne, choć są one konieczne”.

Za nauczaniem papieża, zawartym w omawianej tu adhortacji (ściślej: w jej ósmym rozdziale), stoi idea Bożego miłosierdzia. „Konfesjonał – powie Franciszek – nie powinien być salą tortur, ale miejscem miłosierdzia Pana”. I dalej: nikomu nie wolno traktować praw moralnych, „jakby były kamieniami, które rzuca się w życie osób. Tak jest w przypadku zamkniętych serc, które często chowają się nawet za nauczaniem Kościoła, aby (…) sądzić, czasami z poczuciem wyższości i powierzchownie, trudne przypadki i zranione rodziny”. A przecież „Kościół nie jest na świecie po to, by potępiać, lecz by pozwolić na spotkanie z tą przenikającą do trzewi miłością, jaką jest Boże miłosierdzie”.

 

Grudzień 2015 r.  – listopad 2016 r.

Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia

Uważni obserwatorzy życia Kościoła nie mają co do tego wątpliwości: klucz do pontyfikatu papieża Franciszka należy widzieć w pojęciu „miłosierdzie” (termin ten pojawił się już w zawołaniu biskupim Bergoglia w 1992 r.). Przy czym nie chodzi tu tylko o naszą postawę wobec potrzebujących, kształtowaną w duchu przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, ani nawet o sposób działania Kościoła (miłosierdzie to „belka, na której wspiera się życie Kościoła”), ale o zmianę obrazu Boga, którego imieniem jest miłosierdzie – jak powie Franciszek w rozmowie z dziennikarzem Andreą Torniellim.

Łatwo uznać miłosierdzie za pobożny frazes, niegodny zajmowania się nim przez poważnych teologów. Ale to błąd, bo – jak mówi Walter Kasper, autor cenionej przez Franciszka książki o miłosierdziu – mamy dziś w teologii do czynienia ze zmianą paradygmatu: „Należy na nowo zadać najbardziej fundamentalne ze wszystkich pytań teologicznych – pytanie o to, kim jest Bóg” (podkreśl. moje – J.P.). I dalej: „Słuszne jest postrzeganie miłosierdzia (…) jako zasady hermeneutycznej w odniesieniu do hierarchii wartości nie po to, aby zmieniać lub kwestionować nauczanie Kościoła czy przykazania, lecz aby rozumieć je i wypełniać właściwie, to jest w duchu Ewangelii”.

Długo można by cytować „skrzydlate słowa” papieża mówiące nam o Bogu, „który nigdy nie jest zmęczony przebaczaniem. To nas męczy proszenie Go o przebaczenie”: „Gdyby Bóg nie wybaczał [nam] wszystkiego, świat by nie istniał”; „Tylko ten, kto został przytulony przez czułość miłosierdzia, tak naprawdę zna Pana. Uprzywilejowanym miejscem spotkania jest pieszczota miłosierdzia Jezusa Chrystusa wobec mojego grzechu”; „Odrobina miłosierdzia czyni świat mniej zimnym i bardziej sprawiedliwym”; „O, jakże pragnę, aby nadchodzące lata były naznaczone miłosierdziem tak, byśmy wyszli na spotkanie każdej osoby, niosąc dobroć i czułość Boga!”…

Praktyczną konsekwencją głoszenia przez Franciszka teologii nieogarnionego Bożego miłosierdzia – i wyrazem pragnienia, by przejął się nią również cały Kościół – okazało się ustanowienie nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia. Trwał on od 8 grudnia 2015 (50. rocznica zakończenia II Soboru Watykańskiego) do 20 listopada 2016 r. Jubileusz zapowiedziała bulla Misericordiae vultus, zawierająca krótki wykład teologii miłosierdzia, głęboko zakorzenionej w Biblii i tradycji Kościoła. Natomiast z okazji zakończenia owego roku świętego papież opublikował list apostolski Misericordia et misera. W obu tych dokumentach wzywał Kościół – i każdego chrześcijanina z osobna – ażeby czynnie odpowiedział na słowo Boga. Bo „miłosierdzie to nie jest tylko działanie Ojca, lecz [także] kryterium potrzebne do zrozumienia, kim są Jego prawdziwi synowie. Jesteśmy więc wezwani do życia miłosierdziem (…)”.

 

 

16 kwietnia 2016 r. 

Pielgrzymka na wyspę Lesbos

To o pontyfikacie Jana Pawła II mówi się, iż jego istotnym rysem było pielgrzymowanie. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że Franciszek jeździ poza granice Włoch równie często jak papież Wojtyła (w latach 1978–1983 Jan Paweł II odbył 20 podróży zagranicznych, a Franciszek – w ciągu pięciu lat swego pontyfikatu – aż 22).

Na mnie największe wrażenie zrobiła krótka (zaledwie pięciogodzinna) wizyta na greckiej wyspie Lesbos, gdzie papież – wraz z patriarchą ekumenicznym Bartłomiejem I – odwiedził obóz dla uchodźców, w którym przebywało ok. 2,5 tys. osób ubiegających się o azyl; większość to były dzieci. Franciszek przyjechał tam, żeby okazać im swoją solidarność, natchnąć nadzieją, wreszcie wystosować dramatyczny apel do Europy: „Niech wszyscy nasi bracia i siostry na tym kontynencie, jak dobry Samarytanin, przychodzą wam z pomocą”. Nikomu – mimo obaw! – nie wolno zapomnieć, że imigranci „nie są liczbami, ale osobami, które mają twarze, imiona, historie”. Tych, którzy ich przyjmują, papież nazwał „stróżami człowieczeństwa, ponieważ z czułą troską dbają o ciało Chrystusa, który cierpi w najmniejszym głodnym bracie i obcym”.

Podobny wydźwięk miała pierwsza (!) podróż Franciszka w granicach włoskiego państwa: na Lampedusę (8 lipca 2013), gdzie papież spotkał się z uchodźcami z Afryki, uczcił pamięć tych, którzy – próbując przedostać się do Europy – utonęli w Morzu Śródziemnym, i prosił Boga o wybaczenie „dla tych, którzy zamknęli się w dobrobycie, który znieczula serce, [oraz] dla tych, którzy przez swoje decyzje na poziomie światowym stworzyli sytuacje, prowadzące do takich dramatów”.

Papież nie tylko przypomina o zasadach, ale i sam wciela je w życie, dając przykład innym. I tak, na zakończenie wizyty na Lesbos (w 2016 r.),  zaprosił do samolotu dwanaścioro uchodźców: trzy muzułmańskie rodziny z Syrii, których utrzymaniem miał się zająć Watykan. W tym miejscu warto przypomnieć, że już pół roku wcześniej Franciszek zaapelował, by „każda parafia, każdy klasztor i każde sanktuarium w Europie przyjęły jedną rodzinę uchodźców”. A i potem – często niestety bezskutecznie – wielokrotnie próbował budzić sumienia zarówno chrześcijan, jak i ludzi dobrej woli. Na przykład w styczniu br., przemawiając do dyplomatów akredytowanych w Watykanie, przypomniał, że „swoboda przemieszczania się, taka jak opuszczenie własnego kraju i powrotu do niego, należy do podstawowych praw człowieka. Trzeba zatem porzucić rozpowszechnioną retorykę na ten temat i zacząć od podstawowego założenia, że są przed nami przede wszystkim ludzie”.

Znając to zaangażowanie Franciszka, trudno zaprzeczyć opinii wyrażonej przez Oscara Campsa, ratownika spieszącego z pomocą imigrantom nielegalnie płynącym do Europy: „Papież jest jedynym światowym przywódcą, który konkretnie i w sposób odpowiedzialny zajmuje się dziś problemem uchodźców”.

 

19 listopada 2017 r. 

Światowy Dzień Ubogich

Papież Franciszek pytany o powody, dla których przyjął imię Biedaczyny z Asyżu, wspomina często słowa kard. Hummesa z Brazylii, wypowiedziane doń na zakończenie konklawe: „Kiedy doszło do dwóch trzecich głosów, rozległy się zwyczajowe oklaski, bo wybrano papieża. On objął mnie, ucałował i powiedział: »Nie zapominaj o ubogich«. (…) Potem od razu, w odniesieniu do ubogich, pomyślałem o Franciszku z Asyżu. (…) Och, jakże bardzo chciałbym Kościoła ubogiego i dla ubogich!”.

I tak imię stało się programem.

Sprecyzujmy: nie chodzi tu jedynie o charytatywną posługę Kościoła, choć jest ona bardzo istotna i, za pośrednictwem abp. Krajewskiego pełniącego w Watykanie funkcję jałmużnika, wiele uwagi poświęca jej sam papież. Jednak św. Franciszek „nie zadowolił się tylko przytuleniem i daniem jałmużny trędowatym, ale poszedł do Gubbio, aby razem z nimi zamieszkać – podkreśla biskup Rzymu. – Nie powinniśmy [zatem] myśleć o biednych jako o odbiorcach dobrych działań wolontariuszy, którzy czynią to raz na tydzień, czy też o doraźnych gestach dobrej woli z naszej strony, które mają na celu uspokojenie naszego sumienia. Takie doświadczenia, choć nieraz ważne i pożyteczne (…), powinny nas prowadzić do prawdziwego spotkania z ubogimi, a także do dzielenia się, które powinno stać się stylem naszego życia”.

Ubodzy, którzy żyli dotąd na peryferiach Kościoła, winni odtąd znaleźć się w jego centrum. Tego, zdaniem papieża Franciszka, wymaga naśladowanie Jezusa, który sam był człowiekiem ubogim.

Kulminacyjnym punktem takiego myślenia o Kościele, mającego swój korzeń w doświadczeniu latynoamerykańskim, stało się ustanowienie przez papieża Światowego Dnia Ubogich, obchodzonego po raz pierwszy jesienią 2017 r.

Pomysłodawca Dnia Ubogich wiąże z nim ogromne nadzieje. I wierzy, iż przy dobrej woli katolików stanie się on dla nich okazją do uruchomienia wyobraźni miłosierdzia, przeciwstawienia się kulturze odrzucenia i budowania w sobie postawy solidarności…

 

***

Zdaję sobie sprawę, że powyższy – siłą rzeczy bardzo subiektywny – przegląd dat i wydarzeń szczególnie ważnych w czasie pontyfikatu papieża Franciszka mógłby wyglądać nieco inaczej. Inny autor wskazałby tu być może: Światowe Dni Młodzieży w Rio de Janeiro (lipiec 2013) i w Krakowie (lipiec 2016); słynną wypowiedź o trwającej „trzeciej wojnie w kawałkach” i modlitwę o pokój w Ziemi Świętej z udziałem prezydentów Izraela i Palestyny (czerwiec 2014); wizję polityki międzynarodowej i światowego rozwoju, zawartą w przemówieniu na forum ONZ (wrzesień 2015); nacisk położony na troskę o środowisko naturalne i ustanowienie Światowego Dnia Modlitw o Ochronę Stworzenia (1 września), obchodzonego wspólnie z Kościołem prawosławnym; czy wreszcie prośbę o wybaczenie za grzech pedofilii w Kościele (wielokrotnie, ostatnio w styczniu br.).

Tym, co łączyłoby rozmaicie konstruowane (i, co ważne, „wybiórcze”) kalendaria tego pontyfikatu, byłoby zapewne – widoczne w całej działalności papieża Franciszka – pragnienie pokazania światu nowości i świeżości Ewangelii.

Pisarz André Frossard dostrzegał w Janie Pawle II „rybaka ludzi, w każdym calu podobnego do tych, których Chrystus wezwał do siebie na brzegach Morza Tyberiadzkiego. Rzekłbyś, że nowo przybyły przyszedł nie z Polski, ale z Galilei (…). Człowiek w białej szacie, którego mieliśmy przed sobą, miał posturę apostołów, a jego pierwsze słowa, rzucone głosem, który zdawał się budzić odzew wszystkich dzwonów Rzymu: »Nie lękajcie się!«, wzywały nas do dania świadectwa”.

Podobne wrażenia są udziałem niektórych słuchaczy i świadków słów i gestów papieża Franciszka. Kard. Christoph Schönborn z Wiednia przepłakał ponoć całą homilię, wygłoszoną w dniu inauguracji jego pontyfikatu, uświadomił sobie bowiem, że „on [Franciszek] mówi jak Jezus”.

Tym, którzy mogliby się poczuć tą opinią zbulwersowani, dedykuję poniższy fragment książki o papieżu Franciszku.

To prawda, że [jego] język niekiedy szokuje, a nawet wprawia w zakłopotanie. Odkładając jednak na bok żarty i porzekadła, zauważamy, że słowa, które wypowiada Bergoglio, to słowa Ewangelii i, podobnie jak sama Ewangelia, mogą się stać przedmiotem zgorszenia. Te słowa jednak docierają do ludzi od razu, skracają dystans, przywołując – tak jak czynił Jezus w swoich przypowieściach – obrazy i sytuacje życia codziennego. Towarzyszą im gesty będące ich interpretacją albo zajmujące ich miejsce: gesty czułości, solidarności (…), które lepiej niż mowa mogą wyrazić uczucie bliskości, zrozumienia”  (G.F. Svidercoschi, Papież, który zapalił świat).

Kto wie, może zatem najważniejszym „wydarzeniem” tego pontyfikatu jest właśnie próba opowiedzenia ludziom na nowo Ewangelii, przypomnienia albo wręcz uświadomienia tego, co w niej najistotniejsze? „[Czytajcie] Błogosławieństwa, to wam dobrze zrobi – mówił młodym w Rio de Janeiro papież Franciszek. – Jeśli chcecie wiedzieć, co konkretnie należy czynić, przeczytajcie 25. rozdział św. Mateusza, będący zbiorem zasad, według których będziemy sądzeni. Te dwa teksty wyznaczą wam plan działania: Błogosławieństwa i Mateusz 25. [Czytajcie je]. Proszę was o to z całego serca”.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter