70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Stłumione pragnienia

Theweleit winą obarcza czas wilhelmińskiego pokoju, podczas którego przemiany społeczne doprowadziły do zwyrodnienia relacji damsko-męskich i, co za tym idzie, całego aparatu tamującego szeroko rozumiane pragnienie. Rozpoczął się proces silnej separacji płci i wytwarzania się męskiego pancerza ochronnego.

Niespełna trzy lata temu Mieke Bal wydała książkę Wędrujące Pojęcia w naukach humanistycznych, w której postulowała, by współczesny badacz humanista nie ograniczał się jedynie do niepopartego pracą nad konkretnym materiałem teoretyzowania. Jako alternatywę proponuje studium przypadku lub próby (opartej na przykładach) analizy kulturowej. „Trzeba pozwolić przedmiotom odpowiadać” – pisze. Podczas poszukiwań (udanych) realizacji projektu Bal nie sposób pominąć dwutomowego dzieła Klausa Theweleita. Męskie fantazje bowiem, choć po raz pierwszy opublikowane już w 1977 r., są doskonałym przykładem autorskiej teorii, która wyrosła na gruncie pieczołowicie zgromadzonych i sumiennie przeanalizowanych tekstów kultury. Deklaracja badacza, jakoby „opracowywany materiał miał tu pierwszeństwo przed interpretacjami”, znajduje pełne pokrycie w niemal 1000-stronicowej książce. Ta, po prawie 40 latach oczekiwań, trafia w końcu do rąk polskiego czytelnika.

 

Niełatwa geneza

Największą motywacją do pracy był dla niemieckiego socjologa narastający sprzeciw wobec dotychczasowym przymiarkom do odkrycia genezy faszyzmu i zrozumienia jego niebezpiecznego fenomenu: „(…) nie tylko akademickie teorie faszyzmu wydają mi się głupie; także próby ich krytyki jawią się jako coś banalnego” – czytamy już na wstępie. I choć w toku lektury dyskusja z historykami, psychologami i literaturoznawcami ustępuje miejsca tworzeniu autorskiego konceptu, w ostatnich rozdziałach powracają stanowcze stwierdzenia usytuowane w kontrze do popularnych i obiegowych opinii dotyczących zjawiska. Takich jak ta, jakoby I wojna światowa wykształciła psychiczną i fizyczną strukturę mężczyzn – późniejszych faszystów. Tymczasem Theweleit winą obarcza czas wilhelmińskiego pokoju, podczas którego przemiany społeczne doprowadziły do zwyrodnienia relacji damsko-męskich (ten temat będzie powracał właściwie nieustannie) i, co za tym idzie, całego aparatu tamującego szeroko rozumiane pragnienie. Rozpoczął się proces silnej separacji płci i wytwarzania się męskiego pancerza ochronnego, którego bezpośrednią materializacją w czasach wojny i międzywojnia będzie żołnierski mundur.

Niepokojące, przede wszystkim z dzisiejszej perspektywy, są również wskazane przez badacza błędy przeciwników faszyzmu. Ci już w latach 20. zwracali uwagę na to, co mówi język wroga, nie podejmując próby zrozumienia sposobu jego funkcjonowania – najistotniejszego dla rozwijania się ruchu. Teza ówczesnej lewicy: „Faszyzm nie może zwyciężyć, bo jesteśmy mądrzejsi”, okazała się błędna. Albowiem nie na intelekcie zasadzona jest jego siła. A zmiany, które umożliwiły mu stanie się tak wielką i zwodniczą potęgą, nie tylko sięgają dalekiej przeszłości, ale mają także nadzwyczaj złożony rodowód.

Męskie fantazje są zatem przykładem lektury wielopoziomowej i dogłębnej. Już sam omawiany materiał jest mocno zróżnicowany, bogaty, pochodzący z niejednakowych rejestrów. W polu zainteresowania autora znajdują się powieści faszystowskie (swoiste podręczniki zachowania dla młodego niemieckiego mężczyzny, ich wykwit datowany jest na lata 20., czas walki z bolszewizmem), takież poematy, dokumenty z epoki oraz sporych rozmiarów materiał graficzny: plakaty, zdjęcia, komiksy – kształtujące spojrzenie i postawę mas. Wszystko to poddane interpretacji podpartej m.in. myślą Deleuze’a i Guattariego czy dyskusją z Freudem.

 

Kolektywne fantazje

Theweleit nie musiał w literaturze czy ikonografii faszystowskiej wyodrębniać przestrzeni wspólnej za pomocą specjalnych narzędzi.

Jak się okazuje, fantazje niemieckich mężczyzn, głównie członków Freikorpsów – zdemobilizowanych po I wojnie światowej żołnierzy walczących z ruchem komunistycznym, który szerzył się w Niemczech po rosyjskiej rewolucji – miały charakter kolektywny i schematyczny.

Proces zawłaszczania rzeczywistości na długo przed dyktaturą Hitlera był oparty właściwie na jedynym słusznym, determinującym całe życie, modelu postępowania. Został on wpisany w karty powieści takich autorów jak Edwin Erich Dwinger czy Friedrich Freksa, które zdają się mieć, wciąż tego samego, tylko jednego narratora. To jego słowa kształtowały postawy i wybrzmiewały głośno w gardłach tysięcy młodych faszystów.

Lękiem warunkującym cały szereg zachowań i zasad był z pewnością ten przed zbliżeniem z kobietą. Formy obrony przed stosunkiem przybierały różne kształty, najczęściej jednak były to akty przemocy, wymierzone raczej w płeć przeciwną lub innego słabego wroga (nie w drugiego żołnierza). Wyidealizowanym i platonicznym obiektem miłosnym stawał się natomiast koń – zwierzę niemal zrośnięte z polem bitwy, towarzyszące człowiekowi w najbardziej podniosłych chwilach zabijania.

 

Bezwstydna proletariuszka kontra biała hrabina

„Głupie listy pisane przez Niemki kosztowały życie setek tysięcy mężczyzn” – to słowa Hitlera (analizującego porażkę niemieckich wojsk podczas I wojny światowej) doskonale obrazujące jednoznacznie negatywną postawę faszystów wobec kobiet. Wszyscy oni, niezależnie od pełnionej w hierarchii funkcji, doskonale wiedzieli że bezbrzeżna miłość do ojczyzny wyklucza miłość do kobiety. Ta ostatnia zaś z premedytacją utrudnia wszelkie działania wojenne. Jedno z pytań, które nasuwa się w kontekście tego wykluczenia płci, to: co zatem (poza wspomnianymi już końmi) kocha żołnierz lat 20., 30. i 40.? Jak się okazuje, lista jego sympatii zamyka się w kilku ledwie obiektach – to, rzecz jasna, naród niemiecki, a oprócz niego: mundur, oddział, broń i przełożony (później także wódz). Choć separację płci pogłębia bez wątpienia doświadczenie wojenne – kobieta, która nigdy nie walczyła, nie ma szans zrozumieć walczącego mężczyzny – zdaniem Theweleita niechęć ta została wykształcona dużo wcześniej.

Męskie fantazje otwiera rozdział poświęcony siedmiu małżeństwom żołnierzy Freikorpsów opisanym z perspektywy mężów. W każdej z tych relacji żona pozostaje nieomal bezimienna. Kobiety, które nierzadko przeżyły u ich boku długie lata, są sprowadzone do (w najlepszym razie) kilku enigmatycznych zdań informujących czytelnika o tym, że były osobami „pogodnymi” lub „odważnymi”. Zresztą sama decyzja o zawarciu formalnego związku to przejaw, z jednej strony najwyższego pragmatyzmu, z drugiej zaś – symptom zaburzeń. Wybranką najczęściej zostawała siostra najlepszego frontowego towarzysza – w pewnym stopniu jego „przedłużenie” – stąd aspekt kazirodczy i homoerotyczny takiej relacji. Trzeba jednak pamiętać, że nigdy nie była ona istotą seksualną, a pod uwagę brano jedynie jej przydatność w pracach domowych, lojalność i miłość ojczyzny.

Ale żona to nie jedyny „typ” kobiety, z jakim styka się niemiecki żołnierz. Celem jego ataku jest proletariuszka: zawsze ukazywana jako bezwstydna, ociekająca seksem, wyzwolona, a więc stanowiąca największe zagrożenie dla moralności i męskości. Jej likwidacja (zazwyczaj śmierć, czasem pobicie) wiąże się z wielką przyjemnością – zdaje się zastępować akt seksualny. Dobra, obok żony i siostry, jest natomiast matka. Jako jedyna ma zdolność ochrony syna. Zazwyczaj cierpi w milczeniu i samotności. Zakrywa każdy centymetr grzesznego ciała, które w umyśle potomka właściwie się dematerializuje. Matka / hrabina jest zawsze czysta, biała, ledwo obecna. To odrealnienie, na pierwszy rzut oka piękne, można czytać jako nową formę ucisku kobiet, które tracą swoje właściwości, rozpuszczają się, aż w końcu przestają w ogóle istnieć w męskiej świadomości.

Theweleit, by dojść do takich wniosków, urządza wycieczkę aż do wieku XV, w którym kształtowało się nowe mieszczaństwo i monogamiczne małżeństwo. Kobieta erotyczna – przedstawicielka XVII i XVIII w., wtedy sprowadzona tylko do roli obiektu seksualnego, 100 lat później zmieniła się w pożerającego demona. Lęk przed taką jej postacią doprowadził do wzajemnej izolacji ciał, a w konsekwencji do wskazanych wyżej dwóch modeli: zasługującej na śmierć wyzwolonej proletariuszki i umieszczonej na marginesie matki / żony. Zatem stosunek XX-wiecznego żołnierza do „czerwonej” i „białej” kobiety nie jest zjawiskiem odrębnym ani jednorazowym – sztucznie narzucona nierówność płci zaistniała w procesie produkcji już znacznie wcześniej.

 

Zaburzona indywiduacja i mechanizmy obronne

Kolejnym determinującym lękiem jest obawa przed rozpadem. Co to dokładnie oznacza? Autor, wykorzystując badania Margaret Mahler nad psychotycznymi dziećmi, przeprowadza analogię między cechami dystynktywnymi wskazanymi przez badaczkę a psychofizyczną konstrukcją mężczyzny żołnierza. Jako przestrzeń wspólną dla obu grup wskazuje przede wszystkim brak pewności co do granic własnego ciała związany z pominięciem etapu indywiduacji. U niemieckiego mężczyzny do takiego zaburzenia miało dojść m.in. na skutek niemal natychmiastowej eliminacji przyjemnych doznań, zatamowania przepływów we własnym ciele, powszechności kar cielesnych i nadmiernej emocjonalności matki. Tym samym typ psychotyczny stał się w Niemczech początku XX w. typem normalnym.

Cechowały go przede wszystkim: niezdolność do nawiązania relacji z obiektem (kobietą), postrzeżenia o charakterze halucynacyjnym, rozbudowana sieć mechanizmów obronnych, przesycone agresją, chaotyczne wnętrze i, wspomniane już, stany rozpadu „ja”.

W ramach owej sieci mechanizmów obronnych żołnierz wykształcił sobie szereg zasad, które pomagały mu utrzymać ciało i ducha w ryzach. Rozpadem groził np. kontakt erotyczny z płcią przeciwną, którego sumiennie unikano. Pozytywnym wzmocnieniem była natomiast praca – służąca nie tylko osiągnięciu finansowej stabilizacji, ale przede wszystkim dosłownemu podtrzymywaniu mężczyzny przy życiu.

Aktywność z nią związana chroniła czasowo „ja” przed fragmentacją i rozpadem, a co za tym idzie, przed agresywną ingerencją pochłaniających stanów symbiotycznych. Mile widziane były również wszelkie mechanizmy porządkujące – stąd tak wielka estyma dla hierarchii i struktury, czyli ukochanej armii.

Rewersem miłości do porządku jest nienawiść skierowana w stronę wymieszania, które przejawiać się może na kilku poziomach. Podstawowym jest, tak przerażające faszystę, pomieszanie ras – grożące zniszczeniem wyjątkowości zhierarchizowanego narodu niemieckiego i rozbiciem, tworzonej z najwyższą nabożnością, całości (zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej). Stąd potrzeba jak najszybszego wytępienia obcego pierwiastka. Ale równie toksyczne jest, zdaniem żołnierza, skotłowanie się klas, a nawet płci. Bo rasa – czysta i uporządkowana – to przywilej nielicznych – białych niemieckich heteroseksualnych mężczyzn. W społeczeństwie, w którym żyje jej przedstawiciel, nie może być żadnych antagonizmów, bo te oznaczałyby, że to on sam nie jest w stanie skleić swych wewnętrznych pęknięć. Sednem faszystowskiej aktywności są zawsze: łączenie (w ramach wyróżnionej grupy) w hierarchiczną strukturę i absolutne wykluczenie wszystkiego, co do niej nie pasuje.

 

Nowa kultura i czerwona powódź

Jak zatem niemiecki lud, z niemiecką armią na czele, odcina się od światowej masy? Trzeba wspomnieć, że sama nomenklatura odgrywa tutaj znaczącą rolę – zawsze pejoratywna „masa” kojarzyć ma się z bezładem, cierpieniem, seksualizacją, a więc cechami wysoce niepożądanymi. Lud jest grupą pod przywództwem (oczywiście docelowo przywództwem wodza), więc automatycznie staje wyżej w ogólnie przyjętej w gronie faszystów hierarchii. Na jej szczycie, rzecz jasna, znajdują się armia ze swoją mocną strukturą.

Theweleit wskazuje, że owym czynnikiem oddzielającym „ziarna od plew” jest kultura. Rozumiana jednak nie w sposób, w jaki chcielibyśmy patrzeć na nią dziś, ale stworzona tylko i wyłącznie z określonych postaw z repertuaru typowo męsko-żołnierskich zachowań (wraz z emancypacją kobiet upada!). I tak, do jej składowych należą: szacunek, respekt, odwaga, dyscyplina, dystans, posłuszeństwo, wierność wobec kraju i wodza oraz honor – wszystkie trzymające w ryzach „ja” niemieckiego mężczyzny. Na potwierdzenie tej tezy warto przytoczyć słowa wspomnianego już Dwingera: „I jeśli coś mi każe zwątpić w to, że Boska Mądrość jest nieomylna, to fakt, iż ta do cna pozbawiona kultury zbieranina ludzi o mentalności człowieka masowego rozstrzygnęła świętą walkę naszego narodu o przestrzeń życiową!”.

Raz jeszcze – nieuporządkowana, rozlewająca się masa stanowi poważne zagrożenie i budzi przeraźliwy lęk. W powieściach faszystowskich z najwyższą pogardą pisze się o ludzkiej mazi, brei, bagnie. Wszystkie te określenia służą nazwaniu tego, co poza oswojonym porządkiem. Przeraża możliwość zatopienia się w tej różnorodności (jak wskazuje analiza Theweleita, wielu żołnierzy niemieckich cierpiało na permanentny lęk przed utonięciem). Badacz łączy z tym lękiem także wyparcie przyjemności seksualnych, związanych mocno z lepkością, wilgocią – strumień spermy musi wszak być konsekwentnie wstrzymywany. Widać tu także słabość faszystów do myślenia wertykalnego: dobre są miasta, góry, twierdze, wyprostowani mężczyźni; złe bagna, maź, powódź (kojarzona przede wszystkim z „zalewem czerwonych”).

 

Człowiek zmaszynizowany

Chociaż autor największy nacisk kładzie na opis psychofizycznej kondycji faszysty – jego obsesji, lęków i zaburzeń, nie umniejsza także, znaczącej w wykształcaniu się systemu, roli programu szkoleń kadetów, którzy w toku ćwiczeń zamieniali się w „figury stereometryczne” (Canetti). By stać się „postacią ze stali” i pełnoprawnym członkiem nowej rasy, należy z powodzeniem przejść kilkuletni rytuał opierający się na musztrze wymagającej nadludzkiego wysiłku, licznych i surowych karach cielesnych (bicie dla oprawcy wiąże się często z przyjemnością seksualną), ścisłej hierarchii oraz nieustannym wystawieniu na widok publiczny.

Wszystkie te, doskonale przemyślane, punkty planu przyczyniają się do tłumienia i chaotyzacji produkcji pragnienia, często bardzo młodego, chłopaka. Ta transformacja ludzkich sił wytwórczych służy jednemu celowi – wytworzeniu ciała zmaszynizowanego, które moment rozładowania napięcia przeżywa nie podczas stosunku seksualnego, ale w trakcie omdlenia w wyniku przeforsowania organizmu. Wszystko po to, by w przyszłości stać się lepszą wersją samego siebie i zająć miejsce obecnego przełożonego, który jest – nie jakby chciał Freud – tożsamy z figurą ojca, ale pełni funkcję sztancy; wzoru dla młodego żołnierza. Nadmienić w tym miejscu trzeba, że do podobnego systemu trafiali także zwykli obywatele – przedstawiciele niemieckiego ludu. Idzie tu o młodzieżówki: Hitlerjugend i Bund Deutscher Mädel (Związek Niemieckich Dziewcząt). Antyrodzinna struktura faszyzmu wymagała bowiem bezpośredniego posłuszeństwa wodzowi, ponadto kusząc podniosłą misją i wielkimi zadaniami.

 

Moralne i polityczne

Porządek wykształcony przez faszyzm gwarantował miejsce w elicie narodu każdemu (niezależnie od pochodzenia, aparycji, intelektualnego potencjału), kto gotów był poświęcić „ja” w imię absolutnego podporządkowania obowiązującym regułom. Tradycyjnie pojęte przekonania polityczne nie są tu wcale istotne, a rolę motoru napędzającego odgrywają wspólne obsesje żołnierzy – wytwarzane, a później utrzymywane i wzmacniane za pomocą systemu. Ten natomiast oparty był przede wszystkim na „nowej” (rodzącej się w podczas epoki wilhelmińskiej lub nawet wcześniej) moralności. Ona zastąpiła w gruncie rzeczy walkę polityczną i ukształtowała społeczne nastroje. To diagnoza szczególnie niepokojąca, bo aktualna – współczesne społeczeństwa są wszak w stanie zrobić bardzo wiele właśnie w imię „słusznej” obyczajności czy utrzymania symbolu. „Stosy trupów w trzecim i czwartym świecie stanowią niekiedy warunek tego, by każdy z nas mógł odczuć psychiczną rozkosz panowania, urok przeżycia” – pisze Theweleit. I przestrzega.

_

Klaus Theweleit

Męskie fantazje

tłum. Mateusz Falkowski, Michał Herer,

Wydawnictwo Naukowe PWN,

Warszawa 2015, s. 976

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata