70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Społeczeństwo bez przemocy. Czy umiemy się zmienić?

Przemoc wobec kobiet jest w naszej kulturze oswojona. To codzienne doświadczenie wielu Polek, o którym się otwarcie… milczy.

Joanna ma 32 lata, dwoje dzieci, stoi naprzeciwko galerii Korona w Kielcach – nie posiada pieniędzy, karty, telefonu komórkowego, konta w banku, z którego mogłaby wypłacić środki. Kim jest Joanna? Nie, nie jest bezdomną, nie jest samotną matką wyrzuconą na bruk z mieszkania lokatorskiego, nie jest uchodźczynią. Paradoksalnie, wtedy sytuacja byłaby bardziej przejrzysta. Istniałyby przynajmniej instytucje, do których można byłoby się zwrócić po pomoc; urzędnicy, którzy mogliby wykorzystać określone przepisy, by Joannę wesprzeć. Jak Joanna znalazła się w tej sytuacji? Doświadczała długotrwale przemocy, w tym przemocy ekonomicznej. To stosunkowo niedawno opisane zjawisko polega na kontroli zdolności partnerki lub partnera do „nabywania, utrzymywania i korzystania z zasobów ekonomicznych”. Takie zachowania zagrażają ekonomicznemu bezpieczeństwu i niezależności – służą podporządkowaniu sobie drugiej osoby[1]. Polega ono np. na zabieraniu pieniędzy, nieprzekazywaniu partnerce zajmującej się wychowaniem dzieci wystarczających środków na utrzymanie domu, wymaganiu rozliczania się z wydatków (choć większość małżeństw ma wspólność majątkową!). Przemoc ekonomiczna przyjmuje też formę uniemożliwiania partnerce podjęcia pracy czy dalszej edukacji, niszczenia jej mienia, oczerniania jej w miejscu pracy, zastraszania współpracowników, szkodzenia jej biznesowi – słowem: są to działania mające odciąć partnerkę od źródeł utrzymania innych niż partner[2].

Sytuacja Joanny wymyka się prawu – nie jest w nim opisana. To jeden z wielu aspektów „nieprzystawania” do siebie rzeczywistości przemocy i możliwości systemu prawnego. Z czego wynika to „niedopasowanie”?

Przemoc wobec kobiet tematem tabu

Po 100 latach od uzyskania prawa wpływu na demokratyczną reprezentację kobiety nadal stanowią mniejszość w polskim parlamencie (27%). Znacząco wpływa to na charakter stanowionego prawa, szczególnie w obszarze związanym z nierównym traktowaniem kobiet i mężczyzn. W Zielonej księdze (nie)równości płci w prawie[3] dokładnie analizowałyśmy przepisy, które łamią zasadę równości, lecz nadal są obecne w polskim ustawodawstwie. Często jednak największym zagrożeniem dla równości płci są nie istniejące już przepisy, ale ich brak, sprzeczność albo niemożliwość praktycznego stosowania. Luki w prawie to mechanizm bardzo groźny, może bowiem pozbawić przynależnych nam uprawnień. Ustawodawca przyjął wiek 15 lat jako granicę zgody na kontakty seksualne, poniżej tego wieku są one karalne. Jednocześnie pacjentki poniżej 16. roku życia potrzebują zgody na udzielenie świadczenia zdrowotnego, którą wyrazić mogą wyłącznie ich opiekunowie prawni bądź faktyczni. Oznacza to, że bez zgody rodzica dziewczyna nie może się zbadać czy uzyskać antykoncepcji, chociaż może już legalnie współżyć – w tej sytuacji przepisy właściwie utrudniają nastolatkom odpowiedzialne podejście do swojego zdrowia.

Problemem jest też niestosowanie istniejących przepisów i możliwości prawnych, np. polskie przepisy określające przestępstwo zgwałcenia są bardzo dobrze sformułowane (lepiej niż w niektórych krajach zachodnich), a jednocześnie mamy do czynienia z bardzo niskimi wyrokami za gwałt (często w zawieszeniu), co wskazuje na niską rangę tego przestępstwa w orzecznictwie. Inny przykład to rzadkie stosowanie zakazu zbliżania się do ofiary – rozwiązanie to ma służyć zapobieganiu nowym aktom przemocy i może dosłownie ratować życie. Są też przepisy, z których prawie nie da się skorzystać, np. przestępstwa seksualne wobec dzieci często ulegają przedawnieniu, zanim osoba pokrzywdzona ma szansę w pełni poradzić sobie z bolesnymi wspomnieniami na tyle dobrze, aby móc wejść na ścieżkę prawną. Wreszcie ogromną przeszkodą na drodze do sprawiedliwości są bariery świadomościowe, kulturowe, czyli po prostu stygmatyzacja, zawstydzanie, obwinianie samych ofiar przestępstw zamiast sprawców. Ma to miejsce zwłaszcza w przypadkach przemocy seksualnej, która szczególnie mocno „brudzi symbolicznie” osobę skrzywdzoną. Wobec takich przestępstw wymiar sprawiedliwości jest też nadnaturalnie podejrzliwy, zeznania pokrzywdzonych są często kwestionowane, a przedmiotem dochodzenia stają się nie postępowanie i moralność sprawców, ale właśnie pokrzywdzonych.

W kulturze silnie opartej na prawie stanowionym i tekstach pisanych brak rozpoznania określonego działania oznacza de facto jego legalizację – quod lege non prohibitum, licitum est (co nie jest zakazane, jest dozwolone). Niestety, szczególnie w przypadku przemocy wobec kobiet luki w prawie są wyjątkowo groźne.

Co ma powiedzieć kobieta, która dostaje wydzielone na tydzień pieniądze, z jakich musi się skrupulatnie rozliczać w Excelu „w ramach racjonalnego zarządzania budżetem domowym”, mąż zakazuje jej pracy zarobkowej „dla dobra dzieci”, a własne konto uznawane jest przez partnera za fanaberie.

Zapisywanie poniesionych kosztów, dbanie o dom i dzieci, brak własnych środków finansowych to przecież nic niezgodnego z prawem. A jednak kobieta, która znajduje się w takiej sytuacji, zazwyczaj nie ma wyjścia. Partner nie musi nawet uciekać się do przemocy fizycznej czy psychicznej (choć zazwyczaj współwystępuje ona z tą ekonomiczną), gdyż partnerka nie ma dokąd uciec – nie ma pieniędzy, nie ma pracy, nie ma karty do bankomatu. I choć świadomy policjant czy prokurator byłby w stanie dostrzec w tych działaniach znamiona czynu zabronionego zgodnie z ustawą o przemocy w rodzinie („jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste członków rodziny”[4]), to ściganie takiego przestępstwa wymagałoby ogromnego dodatkowego wysiłku, aby przekonać pozostałe osoby zaangażowane w system wykrywania i penalizacji przemocy. Konieczne byłoby  uświadomienie koleżanek i kolegów o istocie  problemu oraz ponadstandardowe zaangażowanie w jego rozwiązanie.

Z takim właśnie problemem mierzy się Joanna. Nie chce zaczynać wszystkiego od nowa, nie chce uciekać. Dzieci chodzą do szkoły w Kielcach, nie chce ich z niej zabierać. Idzie na policję. I co może powiedzieć jej funkcjonariusz? Nikt nie zakazuje przecież skrupulatnego rozliczania wydatków, rezygnowania z pracy na rzecz opieki nad dziećmi ani nie nakazuje posiadania własnego konta w banku. Pani chyba żartuje! Jaka przemoc! Nieporozumienie w domu, to wszystko.

Przemoc ekonomiczna, tak samo jak przemoc fizyczna, psychiczna i seksualna, jest wskazana w konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Polska ratyfikowała konwencję w 2015 r., a od tamtej pory nadal nie wszystkie wymieniane przez nią rodzaje przemocy są uwzględnione w polskim prawie. Lukę tę chce w ramach obchodów stulecia praw kobiet zlikwidować Nowoczesna, która zapowiada złożenie w Sejmie projektu wprowadzającego pojęcie przemocy ekonomicznej do kodeksu karnego. Pamiętając batalię o ratyfikację konwencji i dramatyczne chwile kampanii prezydenckiej, w której Bronisław Komorowski wahał się, czy dokument podpisać, przed projektem Nowoczesnej zapewne jeszcze długa droga.

Wzbudzająca w Polsce sporo kontrowersji konwencja stambulska[5] była w debacie publicznej „analizowana” głównie przez pryzmat złowrogiego słowa „gender”, które rzekomo miało sprawić, że chłopcy nagle będą chcieli stać się dziew czynkami, dziewczynki nie będą mogły się bawić lalkami, a wszystkie przedszkola nawiedzi „genderowy potwór”, który opowie o tym, jak uprawiać bezpieczny seks. Ponieważ w języku angielskim „gender” to po prostu płeć, słowo to pojawia się w tym akcie prawnym bardzo wiele razy. Służy jednak do opisu rodzaju przemocy doświadczanych przez osoby w naszym społeczeństwie. Przemoc ta jest bowiem znacznie częściej doświadczana przez kobiety, a co gorsza, może ich dotykać wyłącznie z tego względu, że są kobietami. Przemocą wobec kobiet jest zarówno:

  • mąż bijący żonę (przemoc fizyczna),
  • chłopak wymuszający seks na swojej dziewczynie, niekoniecznie za pomocą przemocy fizycznej, ale np. groźbą czy szantażem (przemoc seksualna),
  • partner wprowadzający intencjonalnie kobietę w poczucie winy i podkreślający, że nie jest nic warta (przemoc psychiczna); wnuk co miesiąc odbierający emeryturę babci bez jej świadomości (przemoc ekonomiczna),
  • państwo niegwarantujące kobietom pełnego dostępu do środków antykoncepcyjnych, niezależnie od ich formuły (przemoc strukturalna).

Wszystkich tych rodzajów przemocy doświadczają zdecydowanie częściej kobiety, dlatego w Polsce przyjmuje się sformułowanie „przemoc wobec kobiet”. Angielskie „gender-based violence” jest bardziej precyzyjnym wyrażeniem, umożliwiającym uwzględnienie doświadczeń mężczyzn, osób transseksualnych, jednak dla niektórych jest zbyt „potwornym” sformułowaniem. Przemoc wobec kobiet jest w naszej kulturze bardziej oswojona. To codzienne doświadczenie wielu Polek, o którym się otwarcie… milczy.

Trudno badać to, czego nie rozpoznajemy

Trudno jest oszacować skalę przemocy ze względu na płeć. badania i statystyki w tym zakresie prowadzone są właściwie wyłącznie przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, które koncentruje się na przemocy domowej i przemocy w rodzinie. Z kolei Ministerstwo Sprawiedliwości, które mogłoby podjąć temat w szerszym kontekście, nie prowadzi takich badań, mimo wyspecjalizowanego Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości powołanego do prowadzenia działalności naukowo-badawczej z zakresu tworzenia, stosowania, aksjologii i społecznego funkcjonowania prawa oraz zjawisk przestępczości, a także patologii społecznej. To zresztą świetny przykład na otoczenie kulturowe, w którym przemoc wobec kobiet może się swobodnie rozwijać – póki kobieta nie jest w związku małżeńskim lub nie urodziła dziecka, kwestia przemocy wobec niej właściwie nie interesuje państwa.

Analizować skalę zjawiska możemy głównie z perspektywy ogólnoeuropejskiej. Ostatnie ilościowe badania doświadczenia przemocy  w całej Europie zostały opublikowane przez Agencję Praw Podstawowych (FRA) w roku 2014[6]. Wynika z nich, że 1/3 Europejek doświadczała w swoim życiu przemocy fizycznej lub seksualnej, a 43% przemocy psychicznej. Polska w tych statystykach wypadała znacząco lepiej, będąc krajem, w którym kobiety najrzadziej przyznawały się do doświadczania przemocy (tylko 19% kobiet zadeklarowało doświadczenie przemocy fizycznej lub seksualnej). Był to koronny argument środowisk sprzeciwiających się ratyfikacji konwencji stambulskiej. Osoby zajmujące się na co dzień przeciwdziałaniem przemocy i pomocą ofiarom argumentowały z kolei, że bardzo trudno jest przyznać się do tego doświadczenia. W większości więc tak niski odsetek w badaniach FRA tłumaczono stygmatyzacją i wstydem związanym z byciem ofiarą. W 2016 r. Komisja Europejska opublikowała Eurobarometr[7], który rzuca nowe światło na wyniki badania FRA. Dla 38% respondentów gwałt (stosunek seksualny bez zgody) może być w pewnych sytuacjach usprawiedliwiony (np. seksowny ubiór, stan upojenia alkoholowego). 28% Polaków uważa, że przemoc wobec kobiet jest często prowokowana przez ofiarę (dla całej UE średnia jest o 10 punktów procentowych niższa).

Oznacza to, że w największych do tej pory ogólnoeuropejskich badaniach doświadczania przemocy problemem był nie tylko wstyd przed przyznaniem się do bycia ofiarą, ale brak świadomości, że to, czego się doświadczyło, jest przemocą.

W Polsce publiczna świadomość na temat przemocy ze względu na płeć powoli się zmienia. Nie jest to jednak efekt działań rządu (który od wielu lat nie organizował szerokich kampanii społecznych na ten temat), ale osiągnięcie oddolnie działającego ruchu feministycznego. Kobiece grupy formalne i nieformalne funkcjonują na wiele sposobów: od tworzenia i popularyzacji wiedzy na temat przemocy (np. nowe badania na temat różnych jej form), przez praktyczne działania wspierające osoby pokrzywdzone (np. pomoc prawna i psychologiczna) aż po innowacyjne akcje wspierające dziewczęta w budowaniu pewności siebie i asertywności (tzw. empowerment, np. zajęcia z samoobrony dla kobiet i dziewcząt „WenDo”).

Brak działań instytucji

Przełomowe znaczenie dla ruchu feministycznego w Polsce miały demonstracje w ramach Strajku Kobiet, rozpoczęte 3 października 2016 r. Były to pierwsze w Polsce masowe demonstracje przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego od wczesnych lat 90. Protest miał niespotykaną dotychczas skalę: Polki protestowały w ponad 150 miastach i miasteczkach w Polsce i 60 miejscowościach za granicą. Siłą akcji była różnorodność dostępnych form: od czarnego ubioru („Czarny Protest”), przez nieprzyjście do pracy, po demonstracje i wydarzenia uliczne. Protest był zdecentralizowany i posługiwał się narzędziami mediów społecznościowych, co umożliwiło szeroką mobilizację i sprawną organizację, szczególnie w małych miejscowościach. Inspiracją dla tej akcji stał się islandzki „strajk kobiet” z 1975 r., kiedy większość Islandek wyszła na ulice, nie stawiła się w pracy i przestała wykonywać czynności domowe.

Polki uczestniczą też w lokalnych wydaniach globalnych ruchów i inicjatyw feministycznych: co roku w lutym tysiące kobiet na świecie i w Polsce tańczy na ulicach w ramach akcji Nazywam się miliard (One Billion Rising), maszeruje ulicami miast w demonstracjach 8 marca (Dzień Kobiet), przeciwko przemocy (16 Dni Przeciwko Przemocy) lub w ramach Marszu Szmat („Slut Walk”).

Prawdziwie rewolucyjne zmiany w świadomości przyniosła rozpoczęta w zeszłym roku akcja #MeToo (#JaTeż). W październiku 2017 r. szereg amerykańskich aktorek o najwyższym statusie ujawniło nadużycia znanego producenta filmowego Harveya Weinsteina (od wymuszeń po gwałty). Uruchomiło to lawinę zwierzeń na temat innych mężczyzn, którzy korzystali ze swojej pozycji zawodowej  w różnych środowiskach (polityka, sztuka, sport), aby móc wykorzystywać kobiety. Amerykańska akcja #MeToo wiązała się z poważnymi konsekwencjami dla sprawców przemocy – niektórzy z nich zostali zwolnieni lub utracili przynajmniej część swojej pozycji zawodowej. Stało się tak dlatego, że po raz pierwszy na taką skalę kobiety zaczęły mówić nie o abstrakcyjnym zjawisku, ale o konkretnych sprawcach, ujawniając ich imiona i nazwiska. Rewolucyjność akcji polega na tym, że narusza ona same fundamenty przemocy seksualnej, które decydują o jej trwałości – czyli wspomniane wyżej symboliczne ubrudzenie pokrzywdzonych zamiast sprawców. Zawstydzenie pokrzywdzonej osoby sprawia, że boi się ona ujawnić naruszenie, więc sprawca czuje się bezkarny i może krzywdzić następne osoby. Wzięcie udziału w akcji nie jest łatwe – nawet dla sławnych i bogatych wiąże się z negatywnymi reakcjami otoczenia i próbami odwetu ze strony sprawcy, dlatego kluczowym jej elementem ma być  masowość i solidarność. Polskie wydanie #MeToo wywołało dużo kontrowersji (dość wspomnieć o artykule Papierowi feminiści, który ukazał się w „Codzienniku Feministycznym”, czy rozmowie #MeToo. Musimy ujawniać zachowania, które wiązały się z jawnym przekroczeniem granic. Jeśli nie my, to kto? Anny Śmigulec z Alicją Długołęcką w „Wysokich Obcasach”), a jej uczestniczki spotkały się z przewidywalną falą krytyki. Można powiedzieć, że jest to cena za przełamanie nakazu milczenia. Akcja jest ważnym i cennym krokiem na drodze do nieodwracalnej zmiany kulturowej, której jesteśmy świadkami.

Zmiany świadomościowe i prawne napędzają się. Jednak czy w Polsce rządzący nadążają za przemianami kulturowymi? Pomysł życia w społeczeństwie wolnym od przemocy, szczególnie przemocy w bliskich związkach, wydaje się potrzebą podstawową. To jednak niemożliwe bez sprawnie działających instytucji publicznych; bez klasy politycznej, dla której zapobieganie (!) przemocy jest priorytetem; bez jasnych praw, przestrzeganych procedur, sprawnych i dobrze dofinansowanych instytucji pomocy pokrzywdzonym i skutecznego ścigania sprawców.

Problem Polaków, nie tylko Polek

W fikcyjnej sytuacji Joanny nikt nie chciałby się znaleźć. wyobraźmy sobie, że jesteśmy w centrum środkowoeuropejskiego miasta w 2018 r. bez jakiejkolwiek dostępu do środków finansowych. Bez wsparcia ze strony innych i bez pomysłu, co dalej. Ale czy chcielibyśmy się też znaleźć w sytuacji policjanta, który mówi kobiecie, że to tylko nieporozumienie domowe? Oczywiście, że nie. Przecież nie udzielił wsparcia osobie, która tego potrzebowała. Ale czy nie udzielił go intencjonalnie? Czy po prostu nie był w stanie zrozumieć sytuacji? Mimo coraz większej ilości akcji społecznych podejmujących temat przemocy wobec kobiet w Polsce nadal jest to temat tabu – to coś, o czym mówić w ogóle nie potrafimy. W efekcie nie pozwalamy ofiarom zrozumieć swojej sytuacji i zyskać sił, by prosić o pomoc, a osobom z otoczenia adekwatnie zareagować. Mówienie o przemocy wobec kobiet i przeciwdziałanie jej jest ważne dla całego społeczeństwa, niezależnie od płci. Tak samo ważne jest systemowe przeciwdziałanie i stosowane przez rząd wszystkich możliwych środków, by przemocy zapobiegać. Zaczynamy o niej mówić, teraz czas na działania ze strony rządu – inne niż odbieranie finansowania organizacjom wspierającym ofiary przemocy[8]. Reakcja na projekt wprowadzający do polskiego prawodawstwa pojęcie przemocy ekonomicznej może być pierwszym sygnałem, czy politycy nadążają za społeczeństwem w obszarze likwidowania przemocy ze względu na płeć.

[1] A. Chełstowska, M. Druciarek, A. Niżyńska, Przemoc ekonomiczna w związkach. Diagnoza i dyskusja o przeciwdziałaniu, Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2015; za: A.E. Adams i in., Development of the Scale of Economic Abuse, „Violence Against Women” 2008, nr 14, s. 563, http://vaw.sagepub.com/cgi/content/abstract/14/5/563 (dostęp: 5 maja 2015).

[2] Tamże.

[3] A. Niżyńska, M. Płatek, I. Przybysz, Zielona księga (nie)równości płci w prawie, Warszawa 2016.

[4] Art. 2 ust. 2 znowelizowanej w 2010 r. ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

[5] Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, sporządzona w Stambule 11 maja 2011 r.

[6]  Dane Agencji Praw Podstawowych 2014. Próba N= 42 000; Realizacja na terenie  28 państw członkowskich UE kwiecień–wrzesień 2012 r.

[7] Specjalny Eurobarometr 449, Przemoc ze względu na płeć 2016. Próba N=1002; Realizacja na terenie Polski czerwiec 2016 r.

[8] Centrum Praw Kobiet po raz kolejny nie otrzymało dofinansowania ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości na działalność edukacyjną i pomocową zob. http:// lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,22974545,minister-sprawiedliwosci-znowu-nie-dapieniedzy-lodzkiemu-centrum.html (dostęp: 21 lutego 2018).


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter