70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

Spoiwa i mosty

W jaki sposób instytucje kultury, finansowane ze środków publicznych, mogą być społecznie pożyteczne? W jakim stopniu wykorzystywany jest potencjał ich (w końcu niemałej i wciąż doinwestowywanej) infrastruktury i pracujących w niej ludzi? Czy polskie instytucje, z których wiele funkcjonuje dłużej niż pół wieku, są w stanie zaspokajać potrzeby współczesnego społeczeństwa w dobie globalizacji? Wreszcie – jak przeciwdziałają one wykluczeniu?

W sektorze kultury trwa znacząca aktywizacja. Przybywa danych i analizujących je raportów na temat kultury zinstytucjonalizowanej – domy i ośrodki kultury, muzea i galerie, biblioteki, teatry, filharmonie ponownie stają się przedmiotem zainteresowania badawczego socjologów, kulturoznawców, antropologów i ekonomistów. Projekty, których realizację stymuluje m.in. program Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Obserwatorium Kultury, mapują życie instytucji i ich pracowników w miejskich centrach i na wiejskich peryferiach. Narodowe Centrum Kultury stawia na dalszą profesjonalizację sektora poprzez dedykowane programy. Jednocześnie rozrasta się oferta szkoleniowa organizacji trzeciego sektora wspierających rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Pracownicy instytucji zabierają głos na krajowych i regionalnych kongresach, w lokalnych komisjach dialogu społecznego, w ramach konsultacji społecznych. Organizują się także sami w nieformalne grupy, zasilając również ruchy obywatelskie. Na oficjalnych forach i w ich kuluarach toczą się dyskusje specjalistów – teoretyków i praktyków – na temat przemian aktywności kulturalnej, nowych obiegów kultury, wymiarów sztuki partycypacyjnej, roli animatorów i edukatorów kultury. W mniej lub bardziej otwarty sposób mowa też o instytucjach kultury – ich kondycji, misji, sposobach finansowania i prospektywach – możliwych scenariuszach rozwoju.

 

Spoiwa: ku wspólnocie

Analizy stanu kultury[1] diagnozują instytucje jako w większości nieefektywne w swoich działaniach, zbiurokratyzowane organizacje, w których dominuje rutyna, a pracownicy częściej spoglądają w przeszłość niż w przyszłość. To nie domy dla kultury i jej konsumentów, lecz urzędy kulturowej sztampy, raczej wytwarzające niż znoszące bariery dostępu. To niedopasowanie do współczesnych oczekiwań uwidacznia się szczególnie w ośrodkach wiejskich i małych miasteczkach. Nie lepiej jednak wyglądają relacje z dużych ośrodków – instytucje w centrach miast różnią się od tych osiedlowych, placówki pod patronatem władz samorządowych realizują inne scenariusze niż instytucje kierowane centralnie. Inny jest dostęp do funduszy i sposób ich wydatkowania, mobilność i prestiż społeczny pracowników, wzorce instytucjonalnych działań i realizowane zadania szczegółowe.

Nieefektywne organizacje wymagają zmiany – także w obszarze realizowanej misji.

Na giełdzie propozycji nowych zadań, jakie przyjąć na siebie powinny nowoczesne instytucje kultury, oprócz liftingu dotychczasowych sposobów rozumienia „tworzenia, upowszechniania i ochrony kultury” pojawiło się też budowanie społeczeństwa obywatelskiego i informacyjnego oraz przeciwdziałanie wykluczeniu, a więc inkubowanie społecznej zmiany i wspieranie wspólnoty.

Instytucje winny umieć m.in. diagnozować potrzeby lokalnych społeczności i na ich podstawie tworzyć programy służące rozwojowi, uwalniając przy tym potencjał samych mieszkańców (centra aktywności lokalnej), być orędownikiem zmian na rzecz grup nieuprzywilejowanych, łącznikiem między społecznością a przedstawicielami władzy (rzecznictwo), wzmacniać relacje z dotychczasowymi odbiorcami kulturalnej oferty i aktywnie docierać do nowych grup (rozwój widowni)[2].

Skąd nacisk na podejmowanie takich aktywności przez instytucje? Jako (nie) uczestnicy kultury[3] często zapominamy o prawie do kultury – rozpatrywanym m.in. w kontekście nieodzownych praw obywatelskich, gdzie instytucje kultury finansowane z publicznych funduszy winny wychodzić naprzeciw swoim klientom. Nowoczesna instytucja kultury (tak jak szkoła, podobna przestrzeń społecznego kontaktu) może wpływać na wzajemnie postrzeganie się różnych grup, m.in. wiekowych, etnicznych. Stymuluje też społeczne uwidocznienie osób „niewidzialnych” – dotychczas z różnych przyczyn izolowanych w domach lub innego rodzaju enklawach: niepełnosprawnych fizycznie i intelektualnie, seniorów, osadzonych w zamkniętych zakładach resocjalizacji, ale również mieszkańców enklaw wielopokoleniowego ubóstwa czy bezdomnych. Ta możliwość, jeśli nie poznania odrębnych stylów życia, to styczności z grupami, z którymi w inny sposób nie mielibyśmy kontaktu, gdy jest wspierana przez odpowiednie działania edukacyjne, umożliwia realne przełamywanie społecznych barier. Nie bez przyczyny w kontekście prawa do kultury pojawiają się analizy dotyczące możliwości i ograniczeń budowania kapitałów w różnych ujęciach (od teorii Pierre’a Bourdieu, po wzmacnianie Putnamowskich kapitałów społecznych wiążących – budujących więzi wewnątrzgrupowe, i pomostowych – kształtujących relacje międzygrupowe). Zwiększanie kapitałów, posiadanie ich bogatego wachlarza może znacząco wpłynąć na jakość naszego życia, stąd duże zainteresowanie tematem kultury specjalistów z kręgu zrównoważonego rozwoju i twórców planów rozwojowych dla miast. Współczesne polityki publiczne, w tym miejskie, mają sprzyjać budowaniu przyjaznego otoczenia służącego samorozwojowi i uwalnianiu twórczych potencjałów jednostki, co ma przekładać się na wzrost ekonomiczny. Choć „przymus kreatywności” może być krytykowany m.in. ze względu na jego wykluczający charakter (nie wszyscy posiadamy te potencjały w tym samym stopniu; czy jednostki mniej kreatywne, jako mniej społecznie i ekonomicznie przydatne, powinny zniknąć ze społecznego pola widzenia?), to lista argumentów przemawiających za aktywną rolą instytucji w budowaniu inkluzywnych wspólnot jest długa.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata