70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

Spoiwa i mosty

W jaki sposób instytucje kultury, finansowane ze środków publicznych, mogą być społecznie pożyteczne? W jakim stopniu wykorzystywany jest potencjał ich (w końcu niemałej i wciąż doinwestowywanej) infrastruktury i pracujących w niej ludzi? Czy polskie instytucje, z których wiele funkcjonuje dłużej niż pół wieku, są w stanie zaspokajać potrzeby współczesnego społeczeństwa w dobie globalizacji? Wreszcie – jak przeciwdziałają one wykluczeniu?

W sektorze kultury trwa znacząca aktywizacja. Przybywa danych i analizujących je raportów na temat kultury zinstytucjonalizowanej – domy i ośrodki kultury, muzea i galerie, biblioteki, teatry, filharmonie ponownie stają się przedmiotem zainteresowania badawczego socjologów, kulturoznawców, antropologów i ekonomistów. Projekty, których realizację stymuluje m.in. program Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Obserwatorium Kultury, mapują życie instytucji i ich pracowników w miejskich centrach i na wiejskich peryferiach. Narodowe Centrum Kultury stawia na dalszą profesjonalizację sektora poprzez dedykowane programy. Jednocześnie rozrasta się oferta szkoleniowa organizacji trzeciego sektora wspierających rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Pracownicy instytucji zabierają głos na krajowych i regionalnych kongresach, w lokalnych komisjach dialogu społecznego, w ramach konsultacji społecznych. Organizują się także sami w nieformalne grupy, zasilając również ruchy obywatelskie. Na oficjalnych forach i w ich kuluarach toczą się dyskusje specjalistów – teoretyków i praktyków – na temat przemian aktywności kulturalnej, nowych obiegów kultury, wymiarów sztuki partycypacyjnej, roli animatorów i edukatorów kultury. W mniej lub bardziej otwarty sposób mowa też o instytucjach kultury – ich kondycji, misji, sposobach finansowania i prospektywach – możliwych scenariuszach rozwoju.

 

Spoiwa: ku wspólnocie

Analizy stanu kultury[1] diagnozują instytucje jako w większości nieefektywne w swoich działaniach, zbiurokratyzowane organizacje, w których dominuje rutyna, a pracownicy częściej spoglądają w przeszłość niż w przyszłość. To nie domy dla kultury i jej konsumentów, lecz urzędy kulturowej sztampy, raczej wytwarzające niż znoszące bariery dostępu. To niedopasowanie do współczesnych oczekiwań uwidacznia się szczególnie w ośrodkach wiejskich i małych miasteczkach. Nie lepiej jednak wyglądają relacje z dużych ośrodków – instytucje w centrach miast różnią się od tych osiedlowych, placówki pod patronatem władz samorządowych realizują inne scenariusze niż instytucje kierowane centralnie. Inny jest dostęp do funduszy i sposób ich wydatkowania, mobilność i prestiż społeczny pracowników, wzorce instytucjonalnych działań i realizowane zadania szczegółowe.

Nieefektywne organizacje wymagają zmiany – także w obszarze realizowanej misji.

Na giełdzie propozycji nowych zadań, jakie przyjąć na siebie powinny nowoczesne instytucje kultury, oprócz liftingu dotychczasowych sposobów rozumienia „tworzenia, upowszechniania i ochrony kultury” pojawiło się też budowanie społeczeństwa obywatelskiego i informacyjnego oraz przeciwdziałanie wykluczeniu, a więc inkubowanie społecznej zmiany i wspieranie wspólnoty.

Instytucje winny umieć m.in. diagnozować potrzeby lokalnych społeczności i na ich podstawie tworzyć programy służące rozwojowi, uwalniając przy tym potencjał samych mieszkańców (centra aktywności lokalnej), być orędownikiem zmian na rzecz grup nieuprzywilejowanych, łącznikiem między społecznością a przedstawicielami władzy (rzecznictwo), wzmacniać relacje z dotychczasowymi odbiorcami kulturalnej oferty i aktywnie docierać do nowych grup (rozwój widowni)[2].

Skąd nacisk na podejmowanie takich aktywności przez instytucje? Jako (nie) uczestnicy kultury[3] często zapominamy o prawie do kultury – rozpatrywanym m.in. w kontekście nieodzownych praw obywatelskich, gdzie instytucje kultury finansowane z publicznych funduszy winny wychodzić naprzeciw swoim klientom. Nowoczesna instytucja kultury (tak jak szkoła, podobna przestrzeń społecznego kontaktu) może wpływać na wzajemnie postrzeganie się różnych grup, m.in. wiekowych, etnicznych. Stymuluje też społeczne uwidocznienie osób „niewidzialnych” – dotychczas z różnych przyczyn izolowanych w domach lub innego rodzaju enklawach: niepełnosprawnych fizycznie i intelektualnie, seniorów, osadzonych w zamkniętych zakładach resocjalizacji, ale również mieszkańców enklaw wielopokoleniowego ubóstwa czy bezdomnych. Ta możliwość, jeśli nie poznania odrębnych stylów życia, to styczności z grupami, z którymi w inny sposób nie mielibyśmy kontaktu, gdy jest wspierana przez odpowiednie działania edukacyjne, umożliwia realne przełamywanie społecznych barier. Nie bez przyczyny w kontekście prawa do kultury pojawiają się analizy dotyczące możliwości i ograniczeń budowania kapitałów w różnych ujęciach (od teorii Pierre’a Bourdieu, po wzmacnianie Putnamowskich kapitałów społecznych wiążących – budujących więzi wewnątrzgrupowe, i pomostowych – kształtujących relacje międzygrupowe). Zwiększanie kapitałów, posiadanie ich bogatego wachlarza może znacząco wpłynąć na jakość naszego życia, stąd duże zainteresowanie tematem kultury specjalistów z kręgu zrównoważonego rozwoju i twórców planów rozwojowych dla miast. Współczesne polityki publiczne, w tym miejskie, mają sprzyjać budowaniu przyjaznego otoczenia służącego samorozwojowi i uwalnianiu twórczych potencjałów jednostki, co ma przekładać się na wzrost ekonomiczny. Choć „przymus kreatywności” może być krytykowany m.in. ze względu na jego wykluczający charakter (nie wszyscy posiadamy te potencjały w tym samym stopniu; czy jednostki mniej kreatywne, jako mniej społecznie i ekonomicznie przydatne, powinny zniknąć ze społecznego pola widzenia?), to lista argumentów przemawiających za aktywną rolą instytucji w budowaniu inkluzywnych wspólnot jest długa.

Wkluczanie jako zadanie nowoczesnych instytucji kultury jest też uwzględnione w dokumentach różnego szczebla – od unijnych i narodowych strategii po lokalne scenariusze rozwoju. Istotny może być jednak fakt, że te wytyczne z reguły nie zawierają szczegółowych definicji, czym jest wykluczenie oraz jak mu przeciwdziałać. Pracownicy instytucji interpretują dokumenty na swój użytek. Tym samym ich włączające działania mogą być realizowane na różne sposoby, niejednokrotnie przybierając fasadowy charakter. Instytucje kultury, tak jak inne podmioty publiczne, często borykają się z organizacyjnymi patologiami, by wymienić tylko zasady zatrudniania dyrektorów i warunki pracy pracowników niższego szczebla, upolitycznienie, marnotrawstwo środków związane m.in. z bezrefleksyjną pogonią za funduszami, a także pozorowaną działalność prospołeczną (kreowaną np. na potrzeby mediów lub grantodawców). W świecie instytucji kultury nie zawsze jest miejsce na „legalne błędy”, szczerą wymianę doświadczeń, także odnośnie do problematyki inkluzji, stąd wielkie i małe programy społecznej rewitalizacji nie wszędzie mają szansę na trwały sukces. Zatem nie od polityk publicznych zależy powodzenie programów włączających, ale od samych pracowników, którym te wytyczne przychodzi realizować.

 

Za wysokie progi?

Jak więc pracownicy instytucji kultury postrzegają wykluczonych i swoją rolę w procesie włączania do kultury i poprzez nią? Z przeprowadzonych dotychczas, wciąż niewystarczających, badań[4] wynika, że podejścia mogą się różnicować nawet w ramach jednej instytucji, gdzie odrębnie misję placówki definiuje jej dyrektor, a inaczej wyobrażają ją sobie szeregowi pracownicy. Rzeczywistość codziennej pracy z odbiorcą kultury, co prawda wciąż zmieniająca się, nie napawa zbytnim optymizmem. Szkolenia dla pracowników, warsztaty, programy dla instytucji wymagają bowiem zgłoszenia akcesu. Tym samym szkolą się osoby chętne, gotowe do zmian. Nowe rozwiązania wdrażają wciąż te same aktywne dzięki swym pracownikom instytucje. Ośrodki peryferyjne (choć nie jest to zasada, opisywane tu postawy występują także w instytucjach ulokowanych w metropoliach) pozostają w schematach upowszechniania znanych z poprzedniej epoki.

Wedle sygnalnych badań[5], gdy pracownik instytucji kultury podejmuje próbę zdefiniowania zjawiska wykluczenia (choć rzadko dokonuje systematycznych lub nawet tworzonych ad hoc diagnoz), ma ono charakter sytuacyjny, nie procesualny i jest kojarzone z osamotnieniem, odmiennością, niekiedy z brakiem równouprawnienia. Wiedza na temat wykluczenia jest czerpana z własnych obserwacji i doświadczeń, z mediów, a także sprofilowanych szkoleń czy programów, w których dany pracownik brał udział (stąd pewnego rodzaju wąska specjalizacja we włączaniu – dotycząca np. wykluczenia cyfrowego lub wykluczenia osób niepełnosprawnych).

Wykluczenie z kultury to głównie fizyczny brak dostępu: bariery architektonicznie, problemy z dojazdem. Brak partycypacji – np. w kreowaniu oferty, niska inicjatywność jej odbiorców – pojawia się w tych definicjach sporadycznie.

Wykluczenie z kultury nie jest bezpośrednio kojarzone z wykluczeniem społecznym, a to drugie zagadnienie stanowi „cudzy problem” (głównie wyspecjalizowanych placówek, np. opieki społecznej). Propozycje włączania instytucji kultury do tego procesu odczytywane są niejednokrotnie jako narzucanie im dodatkowych obowiązków. Warto tutaj jednak zaznaczyć, że zdarza się, iż pracownicy instytucji po prostu nie postrzegają podejmowanych przez nie kroków – często o włączającym charakterze – w kontekście przeciwdziałania wykluczeniu.

Wykluczonych, wedle badanych pracowników instytucji kultury, można podzielić zgodnie z zasadami „zasługiwalności” (deservingness): wspierać należy przede wszystkim niepełnosprawnych ruchowo oraz seniorów – szczególnie tych samotnych. Z kolei główni przedstawiciele grup zmarginalizowanych „na własne życzenie” to alkoholicy i przestępcy. Wśród niezasługujących na wsparcie – i nie są to przypadki rzadkie – wymieniane są też osoby biedne i bezrobotne, jako rodzaj zaczynu dla „patologii”. Dziwi to o tyle, że wiele instytucji prowadzi programy aktywizacji zawodowej (od możliwości wydruku CV, po kursy językowe, komputerowe i spotkania z doradcą zawodowym), a bariery natury finansowej są identyfikowane przez pracowników instytucji kultury jako jedna z głównych przyczyn braku uczestnictwa.

Instytucje często ignorują swoje bezpośrednie sąsiedztwo: zarówno mieszkańców, ich potrzeby, jak i inne – znajdujące się w tym samym budynku – organizacje. Brakuje też namysłu nad tym, w jaki sposób działania instytucji mogą utrwalać społeczne piętna – klasycznym przykładem jest tu separowanie grup niepełnosprawnych, osób starszych lub dzieci z rodzin mniej uposażonych, a także wymaganie licznych dokumentów poświadczających status np. bezrobotnego, które uprawniają do skorzystania ze „specjalnej oferty”. Brak uczestnictwa pewnych grup kwitowany jest często przyrodzoną niechęcią do kultury ich przedstawicieli lub rozmaicie definiowanym lenistwem.

Gdy potencjalnie wykluczony trafia do instytucji kultury (wciąż dominuje bierna postawa, jeśli mowa o pozyskiwaniu nowych odbiorców), nie zawsze jest mile widziany i nie próbuje się zachęcić go do częstszych wizyt. Przykładami są tu: nieumiejętność kontaktu z osobami np. z deficytem słuchu, postrzeganie seniorów jako osób zbytnio skorych do rozmowy, a poszukających pracy jako blokujących miejsce przy komputerze. Pracownicy potrafią zrekonstruować obraz odbiorcy, który jest godzien ich uwagi. Kryteria doboru to posiadane już kompetencje kulturowe (pozwalające zrozumieć prezentowaną w instytucji „kulturę wysoką”), typ środowiska, z którego się rekrutuje (artyści, nauczyciele, pracownicy innych instytucji kultury), gust estetyczny tożsamy z gustem tworzących kulturalną ofertę, zespół posiadanych cech i umiejętności (znajomość i stosowanie się do zasad bycia klientem nieuciążliwym) oraz status ekonomiczny („kultura musi kosztować”).

Powyższe ustalenia nie oznaczają jednak, że w kwestii włączania do kultury i przez nią nic się nie dzieje. Niewątpliwy sukces Programu Rozwoju Bibliotek[6] i innych dedykowanych rozwiązań pokazuje, że systemowe rozwiązania pomagają zmienić stereotypy i walczyć z rutyną. Zmiana dotychczasowego sposobu funkcjonowania nie jest prosta – wymaga m.in. przyjęcia przez pracowników instytucji perspektywy Innego, Obcego, zrozumienia jego potrzeb, ale też wyborów i lęków. Tej pracy nie wykonają najlepiej skrojone odgórne dyrektywy – mogą ją jedynie stymulować.

 

Mosty – praktyki włączania

Tymczasem duże projekty zakładające poszerzanie widowni bardziej zauważalne są w miejskich centrach (mniej na osiedlach), szczególnie w stolicy. Mniejsze ośrodki radzą sobie na swój sposób – nie zawsze bowiem kopiowanie sprawdzonych rozwiązań miejskich przynosi zamierzony skutek. Zbieranie kaset magnetofonowych może mieć większy sens niż kolekcjonowanie audiobooków na CD, gdy niedosłyszący senior nie posiada odtwarzacza płyt. Dowóz książek do Domu Pomocy Społecznej może odnieść równie pozytywny efekt jak zakrojony na szeroką skalę projekt integracyjny w siedzibie instytucji. Z pewnością nieformalne działania i partnerstwa są jednak możliwe tam, gdzie pracownicy instytucji widzą sens podejmowania tego rodzaju aktywności.

Zagraniczne przykłady pokazują, że nałożony na instytucje obowiązek poszerzania publiczności i zwiększania dostępu rozbudowany o narzędzia egzekwowania tego rozwiązania (obcinanie dotacji, gdy kryterium nie zostało spełnione; wymóg uwzględnienia tego zagadnienia przy zatrudnianiu nowych kierowników w placówkach; audyty dostępności infrastruktury) może przynieść pozytywne efekty. Nieodzowna jest jednak sieć wsparcia merytorycznego (rady przy instytucjach, konsultacje z przedstawicielami grup o utrudnionym dostępie, szkolenia, systematyczne regionalne badania uczestnictwa i jego braku jako baza dla rekomendacji, sieci dystrybucji bezpłatnych lub tanich biletów do instytucji kultury przez organizacje pomocowe) i finansowego.

Mniejsze ośrodki pracują raczej metodą małych kroków, sprawdzonych rozwiązań (korzystanie z gotowych, prostych w użyciu narzędzi ewaluacji i badania publiczności, poradników dla animatorów etc.). Wydaje się jednak, że częściej niż większe instytucje pozwalają sobie na ryzyko eksperymentu. Placówki z dużych ośrodków z tej opcji korzystają zadziwiająco rzadko – w ramach jednorazowych, a nie długofalowych działań (jak choćby wakacyjne czy towarzyszące wystawom warsztaty skierowane do dzieci z nieuprzywilejowanych rodzin, które rzadko są przekształcane w stałą współpracę). Co jest terytorium eksperymentu? Przede wszystkim opuszczanie bezpiecznej przestrzeni instytucji – wychodzenie z projektami do odbiorcy w mieście i regionie. Zagranicznym przykładem jest tu nieistniejące już Centrum Pompidou Mobile, nomadyczne muzeum – wędrująca po mniejszych miejscowościach wystawa, na którą wstęp jest bezpłatny, i można liczyć na wsparcie specjalnie przygotowanych edukatorów oraz pomoce dla osób z deficytami. W Polsce tego typu praktyki to m.in. dość już rozpowszechnione gry miejskie, wędrujące biblioteki czy pikniki biblioteczne. To też projekty oswajające, uniezwyklające czy przywracające przestrzeń miejską mieszkańcom (by przypomnieć „Dotleniacz” – projekt publiczny Joanny Rajkowskiej we współpracy z CSW Zamek Ujazdowski).

Przestrzeń ryzyka to też wdrażanie nietypowych zachęt dla osób rzadko odwiedzających instytucje. Luwr[7] z sukcesem zaproponował młodym odbiorcom bezpłatne, mniej formalne cotygodniowe wieczorne propozycje, gdzie skorzystać można było z oprowadzania i wykładów studentów. Dalekie echa tego pomysłu odnajdujemy w ministerialnym programie Kultura Dostępna (dzieci i młodzież do 26. roku życia mogą zwiedzać wystawy stałe w muzeach narodowych i w części instytucji prezentujących sztukę współczesną, kupując bilet za 1 zł), gdzie wizyta może być urozmaicona dodatkowymi działaniami edukacyjnymi. Tu zaznaczyć należy, że instytucje w różny sposób rozumieją dostępność, czasem mnożąc bariery dostępu, gdy np. lekcję należy zamawiać z miesięcznym wyprzedzeniem lub uzasadnić pisemnie chęć skorzystania z tańszych wejściówek.

Łączenie różnych grup odbiorców wydaje się większym wyzwaniem niż projekty dedykowane. Ciekawy pod tym względem może być kolejny zagraniczny przykład – projekt ambasadorski realizowany przez irlandzką biblioteką Chester Beatty Library, gromadzącą osoby zainteresowane daną mniejszościową kulturą z jej przedstawicielami, dla których barierą jest często słaba znajomość języka angielskiego. W polskim kontekście wymienić można projekty łączące pokolenia, gdzie młodzież we współpracy z seniorami buduje historie miejsca, jak np. w ramach akcji „Jedna ulica. Tysiące wspomnień” – wspólnej pracy seniorów i licealistów nad stworzeniem multimedialnego spaceru opisującego przemiany jednej z ulic w Stoczku Łukowskim[8].

 

Instytucje bliżej

Pozostawiając przegląd aktywności instytucji, warto zapytać, jak wygląda włączanie seniorów i osób niepełnosprawnych – dwóch grup najczęściej identyfikowanych przez pracowników jako zagrożone wykluczeniem. Coraz więcej wiemy o zmieniających się stylach życia, potrzebach i obawach osób w trzecim wieku[9] – także w zakresie aktywności kulturalnej i związanej ze społecznym kontaktem. Wśród przeszkód w uczestnictwie wymienia się brak pieniędzy, zły stan zdrowia, niewystarczające umiejętności korzystania z nowych technologii, a co za tym idzie, także słaby dostęp do informacji o wydarzeniach, które instytucje promują głównie w Internecie (nikły odsetek polskich seniorów korzysta z tego medium). Co ważne, to także lęki związane z koniecznością opuszczenia domu czy ewentualnym ośmieszeniem w kontakcie z nowymi technologiami. Istotne jest też miejsce zamieszkania – na bogatszą ofertę mogą liczyć mieszkańcy miast, choć tu znów oferta skupia się w centrum, mimo że to osiedlowe biblioteki i ośrodki kultury są zdecydowanie bliżej seniora.

Badania pokazują, że korzystający z oferty instytucji chcą głównie przyjemnie spędzić czas – istotnym czynnikiem ich udziału jest uprzejma i pomocna obsługa. Nie poszukują także propozycji skierowanych specjalnie do nich.

Z tej skrótowej diagnozy wynikają rekomendacje dla instytucji – kwestie finansowe rozwiązują co prawda darmowe lub tańsze bilety (zauważmy, że senior to niekoniecznie emeryt), ale niektóre przeszkody mają głębsze fundamenty. Nie niweluje ich postępująca digitalizacja zasobów instytucji, bo choć odgrywa ona nieodzowną rolę w docieraniu z kulturą do miasteczek i wsi, nie przyda się seniorowi, który nie umie korzystać z komputera. Jak więc wyciągnąć osobę w podeszłym wieku z domu? Wskazuje się na różne rozwiązania – od stałej współpracy z ośrodkami zajmującymi się osobami starszymi i Uniwersytetami Trzeciego Wieku, po programy stymulujące wizyty w instytucjach wielopokoleniowych rodzin (wspólne „bycie w kulturze” dziadków i wnuków) oraz projekty związane z pamięcią osób i miejsc. To też zagadnienia związane z edukacją o starości – także pracowników instytucji kultury, ale również tworzenie przez instytucje programów edukacyjnych, które pomagają seniorom zrozumieć kulturę współczesną w różnych jej przejawach.

Z kolei wśród ciekawych inicjatyw włączających seniorów w proces twórczy wymienić można spektakle w ramach projektu „Wielkopolska: Rewolucje”: „Teraz jest czas” z udziałem Zespołu Śpiewaczego „Wrzos” i „Jakiż to chłopiec piękny i młody” – efekt pracy z podopiecznymi Domu Opieki Społecznej w Lisówkach. Pozostaną one jedynie ciekawostką, jeśli wolontariat kulturowy w domach pomocy i mieszkaniach osób samotnych, aktywizacja samych seniorów i przede wszystkim, wymieniona wcześniej, życzliwa i pomocna i przygotowana obsługa to wciąż zaniedbywane elementy integracji.

Osoby starsze dotykają podobne problemy, z jakimi mierzą się w instytucjach niepełnosprawni. Wśród nich ważnym, choć nie jedynym, jest wciąż niedostosowanie budynków – brak podjazdów, wind, przystosowanych toalet, brak wydzielonych miejsc parkingowych czy odpowiedniej przestrzeni między rzędami krzeseł. Te problemy schodzą na drugi plan, jeśli niepełnosprawny ma problem z dotarciem do instytucji. Placówki rzadko zapewniają dojazd oraz indywidualnych asystentów w trakcie podróży czy pobytu w danej instytucji. Jest to domena organizacji pozarządowych i instytucji wspierających osoby niepełnosprawne. Ośrodki kultury przyjmują raczej postawy bierne – mniej lub bardziej chętnie włączają się w działania zgłaszających się do nich podmiotów, ale rzadko zmniejszanie barier stanowi element szczegółowych planów rozwojowych instytucji. Często przeceniają też swoją dostępność – znoszą bariery architektoniczne, ale nie idzie za tym myślenie o odpowiedniej promocji zarówno wydarzeń, jak i wprowadzonych udogodnień. Wachlarz rozwiązań jest szeroki – od dostosowanych stron internetowych (z uwzględnieniem faktu, że część niepełnosprawnych nie korzysta z komputerów), poprzez audiodeskrypcje, transkrypcje, tłumaczenia na język migowy, napisy w alfabecie Braille’ a, tyflografiki i przestrzenne makiety, po budowanie wolontariatu łączącego osoby o podobnych zainteresowaniach.

Także w Polsce dostępne są szkolenia i konsultacje dla pracowników instytucji, które mogą być poprzedzone audytem dotyczącym organizacji przestrzeni i przygotowania pracowników do kontaktu z osobami niepełnosprawnymi. Oferuje je m.in. Fundacja Kultura bez Barier czy Fundacja Integracja. Korzystanie z tego rodzaju usług jest jednak zdecydowanie domeną wybranych dużych instytucji, takich jak Muzeum Powstania Warszawskiego, Zamek Królewski czy Teatr Narodowy w Warszawie.

Pomocne w budowaniu systemowych rozwiązań mogłyby być też platformy wymiany doświadczeń między instytucjami oraz wchodzenie w dialog z odwiedzającymi instytucje niepełnosprawnymi, pierwszymi ewaluatorami działań. Włączanie ich w proces planowania oraz systematyczne uwzględnianie uwag pomogłoby sprawić, by często jedynie deklarowana dostępność instytucji okazała się osiągalna na co dzień.

 

Co dalej?

Instytucje kultury zmieniają się, przybywa też pracowników przygotowanych do włączania różnych grup odbiorców. Chociaż nie zawsze idea wkluczania do i poprzez kulturę jest czymś więcej niż deklaracją, a w placówkach – tak na wsiach, jak i w miastach – brak całościowego podejścia w myśleniu o wykluczonych i barierach dostępu, to widać jaskółki zmian. Udane projekty pokazują, że instytucje kultury rzeczywiście mają potencjał, jeśli nie budowania, to wspierania lokalnych wspólnot. Zmiana zawodowych przyzwyczajeń, uruchomienie myślenia krytycznego, także w stosunku do dotychczasowej własnej działalności, a więc wzrost samoświadomości pracowników instytucji, to długotrwały proces, który musi dotyczyć nie tylko edukatorów i animatorów. Czy jest on konieczny, by instytucje lepiej służyły ludziom? Czy można w inny sposób wygenerować zmianę – oddać pole bardziej prężnym, choć mniej stabilnym organizacjom pozarządowym? Zdania w tej kwestii są podzielone, tak jak i argumenty, które pojawiają się w dyskusji o przemianach kultury, w tym kultury instytucjonalnej.

Nie ma bowiem uniwersalnych rozwiązań, które zaaplikowane w dowolnych warunkach, zaowocują zwiększeniem dostępu i zmniejszeniem stygmatu. Praca ze społecznością, konkretnym odbiorcą w ramach zróżnicowanych przecież ram instytucjonalnych wymaga wypracowywania lokalnych rozwiązań, często metodą prób i błędów, w dialogu z grupami, którym zmiany mają służyć. Warto więc docenić wysiłek tych bibliotekarzy, muzealników czy animatorów, którzy podejmują się tej współpracy, nie zawsze dysponując pełnym zestawem narzędzi. Nie znaczy to jednak, że w kontekście społecznego włączania instytucje kultury osiągnęły już kres swoich możliwość. Wręcz przeciwnie, po ponad 25 latach w tej kwestii wciąż jesteśmy w połowie drogi.

_

[1] Warto zajrzeć m.in. do opracowań wydanych przez Narodowe Centrum Kultury: Kultura miejska w Polsce z perspektywy interdyscyplinarnych badań jakościowych W.J. Burszty i in. oraz Stan i zróżnicowanie kultury małych miast i wsi w Polsce. Rozproszenie i kanon pod red. I. Bukraby-Rylskiej i W.J. Burszty.

[2] Por. Kierunek kultura w stronę żywego uczestnictwa w kulturze pod red. W. Kłosowskiego, Warszawa 2011.

[3] W tym temacie wart uwagi jest m.in. raport Punkty styczne: między kulturą a praktyką (nie)uczestnictwa autorstwa A. Bachórz i in.

[4] Jak choćby realizowane na terenie woj. łódzkiego badania Ekskluzja w dyskursie pracowników instytucji kultury czy Podnoszenie kompetencji kadr kultury w domach centrach i ośrodkach kultury.

[5] Raporty i dane z badań poświęconych dyskursom pracowników instytucji kultury można znaleźć na stronie: http://obserwatorium.uni.lodz.pl.

[6] Więcej o programie, w tym raporty podsumowujące, na stronie: http://programrozwojubibliotek.org.

[7] Na podstawie wniosków z tego eksperymentu francuski rząd wprowadził bezpłatny wstęp do muzeów dla wszystkich młodych Europejczyków. Więcej na temat podobnych inicjatyw w raportach European Agenda for Culture, m.in. Policies and good practices in the public arts and in cultural institutions to promote better access to and wider participation in culture.

[8] Więcej przykładów praktyk na: http://seniorzywkacji.pl.

[9] Ciekawych danych dostarcza m.in. raport z badania Po co seniorom kultura? Badania kulturalnych aktywności osób starszych pod kierownictwem naukowym prof. Jacka Sojki.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata