70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Skąd się bierze wiara?

Mocno wierzący ludzie mają więcej wspólnego ze zdeklarowanymi ateistami niż przeciętni ludzie religijni między sobą. Okazuje się więc, że przeciwieństwa się przyciągają.

Mateusz Burzyk: Paul Bloom, amerykański psycholog i kognitywista, wypo­wiedział zdanie, które w ustach ateisty brzmi szczególnie cie­kawie: „Nie zrozumie się niczego w świecie, jeśli się nie zrozumie religii”. Pan Profesor określa siebie jako agnostyka „ze wskazaniem ateistycznym”, ale również sto­sunkowo często zabiera Pan głos na tematy związane z religią. Czy religia to rzeczywiście tak istotny fenomen?

Jan Woleński: Nie określiłbym tego jak Bloom, ale powiedzmy, że ten sposób myślenia jest bliski prawdy. Religia, obok prawa, moral­ności i obyczajów, wchodzi w skład systemu kontroli społecznej, czyli mechanizmu, który filtruje spo­soby zachowania tak, że jedne są aprobowane, a inne nie. Jeżeli nie zrozumie się jego działania, to rzeczywiście niewiele się zro­zumie – przynajmniej ze świata społecznego. Religia nie odgrywa jednak w tym systemie wyróż­nionej roli, bo każdy z elementów jest ważny. Dla niektórych najważ­niejsza będzie religia, dla innych prawo, moralność lub obyczajo­wość. Podział na sacrum i pro­fanum to tylko jeden z wielu moż­liwych, w moim przekonaniu nie najważniejszy. Dla osób, którym bliska jest postawa naturalistyczna (nie tyle nawet ateistyczna), istotne jest, by poszukiwać wyjaśnienia wszystkich ludzkich fenomenów w tym świecie – nie poza nim. Nie widzę więc najmniejszego powodu, by któreś z tych zjawisk miało być wyróżnione. Dlatego jeśli stwier­dzenie Blooma miałoby dotyczyć wystarczającego i koniecznego warunku rozumienia świata, to uznać je należy za przesadzone.

 

Pan Profesor zestawił religię z systemem kontroli społecznej. Bloom nie zdefiniował religii, co być może pozwoliło mu ominąć pewne problemy, ale zrodziło inne. Czego właściwie dowiadujemy się od niego o religijności?

Jacek Prusak SJ: Bloom badał niemowlęta i dzieci na wczesnym etapie rozwoju i opisał to, co wia­domo właściwie od dawna – u dzieci między trzecim a piątym rokiem życia (choć amerykański psycholog twierdzi, że potrafi to wykazać także u dzieci, które jeszcze nie mówią) istnieje tzw. intuicyjny teizm. Mają one skłonność do rozumienia świata w kategoriach: dualizmu, kreacjo­nizmu i teleologii, czyli mówiąc pro­ściej, mają one zdolność do wczu­wania się w sposób myślenia innych ludzi (teoria umysłu), postrzegania martwych przedmiotów jako oży­wionych oraz do rozumowania przy­czynowo-skutkowego. Nie jest to tożsame z tym, że dzieci rodzą się religijne.

Dodajmy jednak na jego obronę, że jeśli przyjmiemy – a jest to fakt – że 80–85% ludzkiej popu­lacji jest religijne, to musimy wziąć religię pod uwagę, by zrozumieć większość ludzi.

Niemniej religia to złożony fenomen, a dzieci reprezentują tylko jeden z jego przejawów i nie można się do niego ograni­czać. Co ciekawe, jeszcze do nie­dawna badano w psychologii wyłącznie ludzi religijnych, żeby wytłumaczyć, dlaczego wierzą, nie badano zaś ludzi niereligij­nych. Zmieniło się to dopiero nie­dawno, mniej więcej 20 lat temu, gdy zrezygnowano z twierdzenia, że religijność oznacza właściwie niedojrzałość człowieka czy wręcz psychopatologię. Warto też przy­pomnieć, że cała amerykańska psychologia zaczęła się od psy­chologii religii, a badaniom towa­rzyszył u początku oświeceniowy ideał. Zakładał on, że gdy przebada się, jak ludzie wierzą, to wyod­rębni się z tego elementy najbar­dziej racjonalne, złoży je w nową całość, a następnie zaproponuje jako religię. Okazało się jednak, że nie jest to wcale takie proste.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata