70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. J/ Mitchell/Getty

Rzeczywistość wirtualna, przemoc realna

Celem wirtualnej rzeczywistości jest osiągnięcie doskonałego poziomu realizmu. To zdanie zaczyna budzić niepokój, gdy pomyśli się o aktach przemocy obecnych w dystopijnych filmach sci-fi. Czym jest wirtualna przemoc, jakie konsekwencje rodzi i jakie mamy możliwości reakcji na nią?

Rzeczywistość i wirtualność to kategorie ulegające coraz silniejszemu rozmyciu. Wraz z rozwojem wirtualnych środowisk doświadczamy rozszerzania pojęcia rzeczywistości (extended reality). Koncepcja kontinuum (reality-virtuality continuum), w którym rzeczywistość i wirtualność są przeciwległymi biegunami tego samego, przedstawiona przez Paula Milgrama w 1994 r., staje się obecnie naszym udziałem. Pomimo 50-letniej już historii virtual reality (VR) dopiero rozwój grafiki komputerowej i wprowadzenie rozwiązań konsumenckich w ostatnich latach doprowadziły do szerszego zainteresowania tym medium. Nie jest to więc ono nowe, choć wciąż znajduje się na wczesnym etapie rozwoju. W związku z tym nielinearnym rozwojem język medium jest wciąż na wczesnym etapie. W dzisiejszych twórcach filmowych obrazów VR można więc widzieć współczesnych braci Lumière. Doświadczeniom wirtualnym zarzuca się niedostatki technologiczne, graficzne, narracyjne i ubogi wybór, ale bez wątpienia najbliższa dekada będzie okresem tworzenia nowego paradygmatu, który to zmieni.

Od momentu swojego pojawienia się pierwszymi i najbardziej oczywistymi skojarzeniami, które przywołuje technologia wirtualnej rzeczywistości, są marzenia senne (dream machines), zwłaszcza doświadczenie świadomych snów (lucid dreaming), odznaczających się sprawczością i pozostawiających wyraźny ślad pamięciowy.

Podczas gdy śnienie jest autonomiczne, ograniczone wyobraźnią i motywacją śniącego, wirtualną rzeczywistość determinuje kod i, co ważniejsze, jego twórcy (virtuality is not lucidity). Sen jest ideałem wirtualnej rzeczywistości i płodną metaforą, a także, jak pisze Jonathan Crary, ostatnim bastionem wolności w społeczeństwie funkcjonującym w trybie 24/7. Podczas fazy marzeń sennych jesteśmy sparaliżowani, nasze ciało odcina się od pnia mózgu, a obrazy wyświetlane pod powiekami możemy przyrównać do prywatnej projekcji kinowej. Bywają sny tak intensywne, że budząc się z nich, nie możemy uwierzyć, że to był tylko sen! Podobnie zdejmując gogle wirtualnej rzeczywistości, mamy na tyle silne doznania, że powoduje to poczucie odrealnienia. Allan Hobson, emerytowany profesor psychiatrii z Harvardu, w książce Psychodynamic Neurology postuluje postrzeganie mózgu jako uposażonego we wrodzony generator wirtualnej rzeczywistości, o czym można się przekonać najlepiej podczas fazy marzeń sennych REM. Śnienie jest procesem aktywnym, jednoczesnego tworzenia i percepcji, podobnie jak uczestnictwo w doświadczeniu VR, w którym nasze ciało staje się płótnem dla rozgrywającego się procesu. Wraz z rozwojem możliwości technologicznych i monitorowania aktywności mózgu dychotomie rzeczywistość–wirtualność oraz śnienie–przytomność straciły urok kontrastów.
— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter