70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Rondo ruin

Rosendorfer to nazwisko tak bawarskie, że już nie można bardziej! Por. Bösendorfer, a kto nie wie, co to Bösendorfer (najlepsze fortepiany), ten wiele straci w lekturze Rosendorfera, bo jest to zarazem powieść o muzyce, jak też powieść skonstruowana na kształt muzycznego ronda.

Albowiem autor, choć sędzia, był także muzykiem – i myślało mu się w pisaniu formą symfoniczną. Czym charakteryzuje się pisarska symfonika bawarska? Weźmy zdania: „Żadna historia w rzeczywistości nigdy się nie kończy (…) każda jest tylko cząstką większej historii i składa się z opowiadanych i przemilczanych mniejszych historii. A w każdej z nich (…) opowiada się bezsłownie także wszystkie cienie innych”. Wbrew pozorom, nie jest to fragment ostatniej, lecz debiutanckiej powieści, która – podobnie jak kolejne książki autora – mogłaby być jego testamentem. Prozatorskie dzieci Rosendorfera wyszły z jego głowy w pełnym rynsztunku żartu, paradoksu, ironii i głębszego znaczenia, by sparafrazować tytuł Grabbego. Budowniczy ruin to powieściowa szkatułka o siedmiu dnach, traktat ze śnienia i historiozofii, niewyczerpana opowieść o wyczerpaniu świata, który jednak dzięki nam, współśniącym, okazuje się nieskończony. Dobrze, że PIW wznowił przekład Edwina Herberta poprawiony przez Ryszarda Turczyna. Lektura takich rzeczy jest czystą przyjemnością i przypomina, co może dać książka, i tylko książka. Czytać tę powieść to jak obserwować pojedynek szachowy w przypadku, gdy nie umie się jeszcze grać w szachy i trzeba w trakcie rozgrywki nie tylko ustalić reguły gry, ale i odkryć, kto wygrał.

_

Herbert Rosendorfer

Budowniczy ruin

tłum. Edwin Herbert, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2017, s. 496


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter