70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

il. Patrycja Podkościelny

Puenta

Zaczynam pisać byle czym, co akurat mam pod ręką. Pocieszam się, że przecież i tak przepiszę wszystko do komputera. Po dwóch dniach przenoszę się do kuchni. Po trzech zaczynam pisać w wannie.

Pustka.

Próbuję się nie denerwować.

(„Szlag by to jasny trafił! Krew mnie zaraz zaleje!”)

Nie choruje mi pies, nie umarł. Rodzice zdrowi, dom się nie spalił. Klawiatura też nie wybuchła. Niestety, nie ma czym się w redakcji usprawiedliwić.

Nad tym, co napisać, myślę od kilku dni. Właściwie od kilku nocy. Chodzę po mieszkaniu jak Dulski wokół stołu. Powtarzam sobie za Julią Hartwig, że łacińskie przysłowie nulla dies sine linea (ani dnia bez linijki) ma głęboki sens, a pisanie wymaga dyscypliny.

Więc:

Miejsce pracy: warsztat. Stary stół, cisza.

Narzędzie pracy: ołówek, koniecznie, ołówek. Ewentualnie cienkopis z czarnym wkładem.

Papier: oczywiście ulubiony, w jasną cienką linię.

Kończy się na tym (bo czasem nagle i niespodziewanie przychodzi mi coś do głowy), że notuję na starych paragonach ze sklepu, biletach, wydartym skrawku. Zaczynam pisać byle czym, co akurat mam pod ręką. Pocieszam się, że przecież i tak przepiszę wszystko do komputera. Po dwóch dniach przenoszę się do kuchni. Po trzech zaczynam pisać w wannie. Podobno w łazience myśli się najlepiej.

Po pięciu dniach mam trzy zdania. (Następnego dnia wylądują w koszu). Czas? Nie mam czasu. Ale biorę do ręki akordeon. Zawijam rękawy koszuli. Ładny głos ma ta harmonia. Spoglądam na zegarek. Gdzie jest ta godzina, nie wiem.

Charles Baudelaire powiedział bardzo mądre zdanie (dziś mam wątpliwości, czy aż tak mądre): „Praca jest lepsza niż rozkosz”. Bo rozkosz „nas zużywa”, nudzi się w końcu. A „praca nas wzmacnia”.

Rzut okiem na półkę z książkami. Bruegel, Vermeer, Bosch, Klimt. Jak dobrze, że kolekcjonuję albumy! Kończy się na tym, że liczę krakelury na Pocałunku Klimta, ale już nie w albumie, tylko na stronie Google Art. Słowem: dryfuję.

Powrót do starych notesów. Nie prowadzę dziennika, ale to jasne: wiele można zobaczyć, jeśli się dobrze patrzy. Działam metodycznie: najpierw kalendarze. Wpisy zastanawiają: „Czekał w… na pociąg” „rajtuzy grube, pocerowane” „Tęsknota i namiętność. Dwa wina, które mnie upiły”. Nie wynotowałam żadnych spotkań, nic.

Nie poddaję się, czas na notesy z notatkami do książek. Jest na przykład przepis na czerninę. I wspomnienie ciotki: „Łyżką go karmiłam, no, pojedz sobie Antoś, lubisz babkę ziemniaczaną, no, pojedz, boczku ci włożyłam. A jak wyzdrowiejesz, kwiatu lipowego ci zaparzę, w tym roku tyle narwałam. Ale nic nie chciał. Raz tylko mówi: czerniny bym zjadł. Po krew poleciałam od razu do czarnej Irki. Czarna, bo na bazarku w mieście kaczki i kury przywiązywała do czarnej parasolki i jak kto chciał kupić, pocierała nożem o metalowe osełki i zabierała się do zarzynania”.

Nic z tego, nie nada się.

Znajduję stare zdjęcie. Lalka. Pamiętam, siedziała na pierzynie w zimnej izbie u babci. Codziennie wkradałam się do tego pokoju i robiłam jej zastrzyki ostro zatemperowanym ołówkiem, żeby nie chorowała.

Wynotowany cytat z Wiesława Myśliwskiego (Kamień na kamieniu) „Bo słowa to wielka łaska. Cóż ma człowiek tak naprawdę więcej prócz słów dane? I tak nas wszystkich czeka kiedyś wieczne milczenie, to się jeszcze namilczymy. Może przyjdzie nam ściany z bólu drapać za najmniejszym słowem. I każdego słowa niewypowiedzianego na tym świecie do siebie będziemy jak grzechów żałować (…). A ileż takich słów niewypowiedzianych zostaje w każdym człowieku i umiera razem z nim i gnije z nim, i ani mu potem w cierpieniu nie służy ani w pamięci. To po co jeszcze sami sobie zadajemy milczenie?”.

Cenię Myśliwskiego, ale z tym nie do końca się zgadzam. Babcia Hela nauczyła mnie milczeć z drugim człowiekiem i ta cisza dała mi dużo więcej niż słowa.

Rezygnuję. Miniaturki nie będzie. Trudno.

Tylko że z książki Jeana Améry’ego O starzeniu się. Podnieść na siebie rękę wypada kartka. Rozpoznaję pismo babci. Rozkładam, już wiem, to będzie bardzo dobra puenta. Na kartce jedno zdanie: „Szkoda nerwów, wnusiu, po śmierci i tak dupa nie wierci”.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata