70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Włodzimierz Wasyluk/East News

Publiczna, lecz osobna

Mimo swojego indywidualizmu i może nawet samotniczych skłonności Barbara Skarga zawsze udzielała się społecznie, nawiązywała trwałe i serdeczne przyjaźnie, szukała uczniów, potrzebowała wreszcie szerszej sfery działania. Dobre jest bowiem przede wszystkim otwarcie na innych, a zły – egoizm.

Z pewnego punktu widzenia „od zawsze” miała zadatki na osobę publiczną: odważna, zdecydowana, jasno myśląca i mówiąca, przywiązana do podstawowych wartości, szczera i świetnie rozpoznająca fałszywy ton. Barbara Skarga już jako młoda dziewczyna obdarzona była zdolnościami nie tylko intelektualnymi (także słuchem muzycznym i pewnym talentem aktorskim, co nie jest bez znaczenia), ale i takimi cechami charakteru, które pozwalają aktywnie istnieć i znajdować uznanie w szeroko rozumianej sferze społecznej.

Widzialna / niewidzialna

W czasie wojny kontynuowała, na ile było to możliwe, podjęte na krótko przed jej wybuchem studia filozoficzne (na prywatnych seminariach prowadzonych m.in. przez Henryka Elzenberga), udzielała też lekcji łaciny i matematyki na tajnych kompletach, a przede wszystkim zaangażowała się w ruch oporu jako łączniczka (w końcu regionalna kierowniczka łączności) w wileńskim oddziale AK. Za tę wojenną aktywność zapłaciła wysoką cenę i na wiele lat została skazana na niewidzialność. Najpierw w sposób dramatyczny, gdy w 1944 r. trafiła do więzienia, następnie gdy została zesłana do obozu, w którym spędziła niemal 10 lat, a w końcu, gdy otrzymała wyrok dożywotniego osiedlenia w głębi Rosji. Mogłaby zostać tam już na zawsze i żadna, w szczególności polska, publiczność nie wiedziałaby o jej istnieniu. Dzięki odwilży po śmierci Stalina i staraniom rodziny zdołała wrócić do Polski w 1955 r. Znalazła tu życzliwych ludzi, którzy pomogli jej skończyć przerwane studia filozoficzne i rozpocząć pracę w Polskiej Akademii Nauk, najpierw w charakterze archiwistki-bibliotekarki, a po obronie doktoratu w 1961 r. na stanowisku naukowym. W Instytucie Filozofii i Socjologii PAN przeszła całą drogę standardowej kariery naukowej: od stanowiska adiunkta po profesora zwyczajnego. Jednak i wówczas pozostawała, jeśli nie niewidzialna, to w każdym razie mało widoczna, znana niemal tylko w wąskim kręgu akademickich filozofów i historyków filozofii. Jako osoba z wiadomą biografią, politycznie podejrzana, nie miała prawa do prowadzenia wykładów i kontaktu ze studentami. Musiało to być dla niej dotkliwe ograniczenie, bo, jak wielokrotnie potem mówiła, zawsze lubiła uczyć i rzeczywiście miała dydaktyczne zacięcie, a nawet coś w rodzaju „belferskiego” sposobu bycia w dobrym sensie tego słowa, reprezentując typ nauczycielki z autorytetem, dość pobłażliwej, a mimo to zmuszającej uczniów do wysiłku. W IFiS PAN te zdolności wykorzystywała w stopniu wówczas jej dostępnym. Od początku lat 80. prowadziła kameralne seminarium w Zakładzie Filozofii Nowożytnej, w którym mniej lub bardziej regularny udział brali bardzo różni ludzie, adepci filozofii w wieku dojrzałym i młodszym, z IFiS PAN, z Uniwersytetu Warszawskiego, a także z innych polskich uczelni. Ja sama zaczęłam na to seminarium uczęszczać jeszcze jako studentka, bodaj w roku 1984, i bywałam na nim przez wiele kolejnych lat, dopóki pani profesor je prowadziła, już na emeryturze, niemal do końca życia. Węższy krąg „seminarzystów Skargi” przekształcił się z czasem w grono jej i wzajemnych przyjaciół. Ale to była niewielka grupa. I nawet biorąc pod uwagę liczbę osób z różnych miejsc, które przez lata przewinęły się przez seminarium, nie będąc jego stałymi uczestnikami, krąg oddziaływania Skargi, a nawet rozszerzony o czytelników jej książek i artykułów filozoficznych, wciąż pozostawał dość wąski.

Osobę publiczną uczynił z niej kolejny zwrot historii. Ten sam pokrętny los, który najpierw na wiele lat zepchnął ją w niewidzialność, po roku 1989 dość nagle wydobył ją na światło dzienne. Nie żeby się o to starała. Lecz nastał czas, w którym jej talenty i osiągnięcia, a nawet sama jej biografia spotkały się ze społecznym zainteresowaniem i uznaniem, gdy to, co w czasach „realnego socjalizmu” było jej prywatnym doświadczeniem, nabrało cech ogólnych i symbolicznych, a to, co było jej niewidoczną działalnością społeczną (jak aktywność w fundacji współpracującej z podziemną Solidarnością w latach 80., wspomagającej młodych naukowców), okazało się zalążkiem demokratycznej działalności obywatelskiej. Także jej książki filozoficzne, omawiające historię i dylematy rozumu, a od końca lat 80. stawiające pytania – które ona sama nazywała metafizycznymi – o tożsamość „ja”, relacje jednostki z innym, status i sens myślenia, dociekanie prawdy mimo egzystencjalnych i historycznych ograniczeń, wreszcie i przede wszystkim o dobro i zło (z akcentem na zło), trafiły do szerszej publiczności. Okazało się bowiem, że mówią o problemach interesujących nie tylko profesjonalnych filozofów i w taki sposób, który również dla nieprofesjonalistów był zrozumiały.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat swojego życia Barbara Skarga stała się osobą nie tylko publicznie znaną, ale też na wiele sposobów honorowaną: otrzymała rozmaite nagrody i wyróżnienia, w tym przede wszystkim Order Orła Białego, doktorat honoris causa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz uroczyste odnowienie doktoratu w macierzystym UW, a także Order Zasługi od rządu Francji za wkład w promowanie w Polsce filozofii francuskiej i dialog polsko-francuski. W różne miejsca ją zapraszano, przeprowadzano z nią liczne wywiady, w tym rozmowę rzekę opublikowaną pt. Innego końca świata nie będzie. Przynajmniej dla niektórych środowisk stała się prawdziwym autorytetem. Nazywano ją nie tylko pierwszą damą polskiej filozofii, ale nierzadko też sumieniem odrodzonej Polski.

Nie” wobec własnej martyrologii

W tym czasie obok tekstów filozoficznych (coraz bardziej metafizycznych w tym sensie, że dotyczących problemów tyleż ogólnych, co podstawowych) zaczęła pisywać, czasem na zamówienie, a przynajmniej do tego zachęcana, czasem z własnej woli, teksty publicystyczne lub z publicystycznymi akcentami. Nigdy wprost polityczne – i nie daj Boże – partyjne, zawsze utrzymane w duchu ogólnej refleksji obywatelskiej i moralnej, jednak na swój sposób zaangażowane. Na poziomie opisowym traktowały o marnej kondycji polskiej demokracji, a na poziomie postulatywnym – o dobru wspólnym, wolności, tolerancji, odpowiedzialności, uczciwości w życiu publicznym.Skarga cieszyła się z wolnej Polski, ale od początku lat 90. widziała też jej słabości, a nawet patologie, nad którymi ubolewała. Kilka tekstów i wypowiedzi tego rodzaju ukazało się w prasie codziennej, a większość, pierwotnie publikowana w najróżniejszych czasopismach lub biuletynach, znalazła się w zbiorach artykułów i wywiadów wydanych częściowo jeszcze za jej życia (np. w zbiorze Człowiek to nie jest piękne zwierzę), częściowo zaś zebranych dopiero po jej śmierci, staraniem Fundacji na rzecz Myślenia im. Barbary Skargi, w ramach zbiorczej edycji „pism rozproszonych”.

Od roku 1989 Barbara Skarga znalazła się więc, nolens volens, na pozycji publicznego autorytetu. Raczej moralnego niż politycznego, choć nie bez związków z polityką. Silne cechy jej osobowości do takiej roli nieźle pasowały, a dramatyczna i „symboliczna” biografia w nowych okolicznościach historycznych wręcz ją w tę rolę wpychała. Traktowała ją jednak z dystansem, stanowczo odrzucając koturny czy piedestały, na jakich „autorytety moralne” bywają zwykle stawiane. Nigdy nie było w niej śladu pretensjonalności.

Mogłaby zrobić „karierę martyrologiczną”, ale bardzo zdecydowanie robić jej nie chciała. Martyrologia, osobista czy narodowa, budziła w niej tylko niechęć. Napisała wprawdzie poruszające wspomnienia z czasu swojego osadzenia w sowieckim więzieniu, w obozie i na zesłaniu – jedną z niewielu kobiecych relacji z takich doświadczeń (Po wyzwoleniu [1944–1955] pierwotnie opublikowane pod pseudonimem Wiktoria Kraśniewska), ale już ta książka z trudem daje się zaliczyć do typowej „literatury obozowej”, bo choć nie brakuje tam dramatycznych szczegółów, pisana jest z dystansem i z charakterystycznym brakiem zaciekłości. Skarga potrafiła dopatrzeć się okruchów dobra nawet u swoich prześladowców, tym bardziej u „ruskich ludzi”. Po latach powie z przewrotnym humorem, że „to było nawet ciekawe doświadczenie, tylko trochę za długie”[1]. Poza tą książką, która stanowiła dla niej zapewne rodzaj oczyszczenia, o swoich doświadczeniach więzienno-łagrowych nie lubiła mówić, zwłaszcza w sytuacjach publicznych. Wyniosła z nich brak złudzeń co do „ludzkiej natury”, przekonanie o stałej obecności i łatwości zła, o cienkiej w sumie warstwie kultury, która nas przed nim zabezpiecza, ale która również, pod postacią ideologii, może je wyzwalać. To przekonanie chętnie jednak uogólniała, w żadnym razie nie ograniczając przejawów zła do totalitaryzmu komunistycznego czy faszystowskiego, nawet jeżeli tam ukazało się ono w stopniu wyjątkowym, prowadząc do „odebrania człowiekowi wszystkich sposobów bycia człowiekiem”[2]. Uznawała, że „zło jest elementem naszego życia. Jest czymś nieusuwalnym i najprostszym; zło jest małością, głupotą, obrzydliwością. Tak po prostu jest”[3]. W wolnej Polsce, poczynając od lat 90., widziała je także w radykalnej retoryce antykomunistycznej i rozliczeniowej, w resentymentalnej nienawiści i nacjonalizmie. Ludzką postać zła dostrzegała przede wszystkim właśnie w nienawiści. Deklarowała, że sama nie czuje nienawiści „ani do tych ludzi, ani do tego wszystkiego, z czym się spotkałam w obozie”, i postulowała, że nienawiść, nawet zrozumiała „musi minąć”[4]. Zwłaszcza że „nie ma ludzi z gruntu złych”, przebłyski dobra zdarzają się nawet tym najgorszym czy uznanym za najgorszych i ostatecznie „nikt nie jest powołany ani do zła, ani do dobra”[5].— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter