70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Przemoc w egzotycznych dekoracjach

W posłowiu do Zielonego sari tłumacz Krzysztof Jarosz przywołuje wywiad z Anandą Devi, w którym autorka opowiada, że powieść czekała ponad 15 lat na finalną redakcję.

Ciągłe niezadowolenie doprowadziło nawet do napisania dwóch innych wersji. Zabiegiem konstrukcyjnym, umożliwiającym Devi wyartykułowanie tego, co od lat dojrzewało w jej głowie, było oddanie narracji mężczyźnie, doktorowi Bissamowi Sobnathowi. A prywatnie: domowemu katowi.

Doktora poznajemy jako starego, schorowanego mężczyznę pozostającego pod opieką córki i wnuczki. Przez całe życie to on leczył ludzi, którzy traktowali go niemal jak boga. Tego przynajmniej dowiadujemy z jego relacji, wiele mówiącej o złożonej konstrukcji psychicznej bohatera. Bissam łączy w sobie poczucie misji ratowania świata z przekonaniem o własnej nieomylności, zobowiązującej go wręcz do wymierzania bezlitosnych kar cielesnych i długotrwałego torturowania psychicznego najpierw żony, potem wspomnianych już córki i wnuczki. Okrucieństwo, jakiego się dopuszcza, jest tak dojmujące, bo zbagatelizowane i zupełnie bezkarne. Egzotyczne rośliny, feeria barwnych sari, odwoływanie się do kultury Mauritiusa – wszystko to razem wzięte tworzy przyjemny sztafaż. Jednak gdy tylko rozebrać powieść z orientalnego kostiumu, okazuje się, że zło, które tak wnikliwie bada Devi, jest bardziej swojskie, niżbyśmy chcieli. Za wiernością tradycji i szacunkiem dla patriarchalnego modelu rodziny stoi próba usankcjonowania przemocy jako normy. Nieistotne, czy dotyczy to maurytyjskiego Orientu czy starej Europy.

_

Ananda Devi

Zielone sari

tłum. Krzysztof Jarosz,

Wydawnictwo w Podwórku,  Gdańsk 2018, s. 240


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter