70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Przekrój pamięci

Gruby tom Śladów Holokaustu w imaginarium kultury polskiej, rezultat pracy badaczek i badaczy z Uniwersytetu Warszawskiego, to dla mnie (kolejna) próba opowieści o naszej kulturze pamięci

Przekrój przez polską kulturę pamięci, jaki wyznaczają Ślady Holokaustu…, został dokonany precyzyjnie. Wzięto pod uwagę elementy pamięci o Zagładzie – szczególnie istotnym i wrażliwym obszarze, w którym zbiegają się odmienne wspomnienia, traumy, winy, resentymenty i interesy. Sposób ujęcia został specyficznie pomyślany. Książka składa się z 18 rozdziałów, a tytułem – i tematem przewodnim – każdego z nich stało się jedno słowo, konotujące konkretny obiekt z codziennej rzeczywistości, także tej współczesnej, a jednocześnie przywołujące mniej lub bardziej wyraźne skojarzenia sięgające czasów wojny.

 

Hasła, obrazy, znaki

Lista tych haseł zaczyna się więc od „bramy”, a kończy na „zwierzęciu”, między nimi zaś mieszczą się m.in.: „buty”, „chleb”, „gaz”, „las”, „stodoła” czy „włosy”. Układ tomu przypomina dziwny leksykon czy encyklopedię – taką, w której obszernie objaśniane są terminy na pozór objaśnień niewymagające. Lektura pokaże jednak, że niby-zwyczajny „mur” czy „szafa” mogą nieść ze sobą bogate znaczenia, które jednocześnie są nieoczekiwane i nieoczekiwanie rozpoznawalne. Być może nie uświadamiamy ich sobie wprost, moglibyśmy mieć trudności, aby je wytłumaczyć, ale intuicyjnie rozumiemy, jak działają.

Jak pisze we wstępie Justyna Kowalska-Leder, wyróżnione terminy układają się w listę „pojęć i obrazów, wokół których ogniskują się wyobrażenia o wojnie i Holokauście” (s. 9). Tytułowe „imaginarium”, zbiór wyobrażeń łączących się z tematem Zagłady, zakreśla ramy komunikacyjne, których potrafimy kompetentnie używać. Pieczołowita analiza – śledzenie ich występowania w różnego rodzaju tekstach i wypowiedziach, od sztuki po niski obieg codzienności (jak komentarze zamieszczane na portalach społecznościowych) – pokazuje zarówno utrwalone, dominujące znaczenia, jak i ich zmiany czy napięcia pomiędzy różnymi sposobami używania tych samych elementów kodu. Dlatego też są one „śladami” Zagłady – wskazują na nią, ale występują też w odniesieniu do naszej codzienności, mogą pojawić się w innych kontekstach, a związek z Holokaustem ukrywać bądź znienacka eksponować. Połączą się również z gorącymi i bolesnymi tematami współczesności – jak powracający w wielu tekstach kryzys uchodźczy.

Wszystkie hasła wychodzą od przedmiotowego konkretu, ale są znaczeniowo elastyczne i zmienne. Dla przykładu, „włosy” odsyłają do bardziej abstrakcyjnych pojęć – jak „wygląd”, „płeć”, „granice ciała”, „brama” – do pytań dotyczących możliwości i sposobów przedstawienia traumatycznego doświadczenia obozu i Zagłady. Stają się więc punktami przecięć problematyk, które powracają też w kolejnych rozdziałach, a jednocześnie prostym, widocznym, dojmującym przewodnim tematem.

Ze względu na układ kolejnych tekstów Ślady Holokaustu… czyta się jako spójną całość. Stale mamy świadomość „haseł”, które nastąpią i które już za nami, ponieważ zostały one powiązane gęstą siecią odnośników, zaznaczonych na marginesie niemal każdej strony tomu. Oczywiście niektóre wątki, a także przykłady i teksty, pojawiają się w nim wielokrotnie – przeważnie jednak nie ma to charakteru zbędnego powtórzenia, lecz pozwala na uzupełnienie interpretacji i dokładniejsze zmapowanie powiązań (jako pewną wpadkę potraktowałabym tylko sytuację, gdy słynny Protest Zofii Kossak-Szczuckiej zostaje w dwóch tekstach podsumowany i oceniony zupełnie odmiennie i ta rozbieżność nie jest w żaden sposób skomentowana). W ogólności tom świadczy o rzeczywiście zespołowym (co nie oznacza bynajmniej jednolitości) myśleniu 11 autorów i autorek (oraz ich pozostałych współpracowniczek z Zespołu Badań Pamięci o Zagładzie w Instytucie Kultury Polskiej UW), stając się mocnym potwierdzeniem owocności takiej strategii.

 

Pamięć w procesie

Wywód prowadzony w kolejnych rozdziałach jest przejrzysty i rzeczowy, podaje i objaśnia analizowane fakty, omawia teksty, tak że może go śledzić również czytelnik, który dotąd nie interesował się zanadto historią Zagłady i historią pamięci o niej. Koncentruje się jednak na dynamice tej ostatniej, niekiedy rozbłyskując z siłą przeoczonej oczywistości. Przykładem może być (wybór nie był łatwy) esej Pawła Dobrosielskiego Stodoła, omawiający stosunkowo nowy element polskiego „imaginarium Zagłady” – wprowadzony do niego oczywiście w związku ze „sprawą Jedwabnego”. Stodoła, jasny znak wiejskości, a nawet schronienia i intymności, „sielska i tajemnicza – niejako »brzuch« chłopskiego świata” (s. 365), staje się po 2000 r. znakiem pogromu, makabrycznego sekretu, polskiej współwiny (i jej odrzucenia).

Dobrosielski, podobnie jak Kowalska-Leder, przypomina Płonącą stodołę Niemena – legendarny utwór z końca lat 60., którego tekst nabrał w XXI w. nieodparcie złowieszczego znaczenia. Zestawić można by go z piosenką Ten wiatrak, ta łąka, którą w 2010 r. nagrała grupa Strachy na Lachy. W obrębie jednej zwrotki – wśród innych wyliczających różne gorzkie emblematy „polskości” – mogła już zmieścić się w niej i stodoła, i tytuły dwóch słynnych książek Jana T. Grossa („Nocą śmieją się widły, lipcem płonie stodoła, dookoła sąsiedzi, strach płakać, strach wołać”). Stodoła Niemena (a właściwie Zbigniewa Adrjańskiego i Zbigniewa Kaszkura, niewspomnianych w Śladach Holokaustu… autorów tekstu) nabiera nowego, niechcianego sensu; stodoła Grabaża, jak sądzę, niesie już przede wszystkim ten dodatkowy sens, czytelnie ma odsyłać do nowych warunków autopostrzegania „polskiego podmiotu”.

Dobrosielski nie poprzestaje na udokumentowaniu dynamiki znaczeń i pokazuje, jak „stodoła” staje się kartą przetargową pamięciowych negocjacji, oscylujących między odpowiedzialnością i usprawiedliwianiem. Gdy narracja o tym, że „my, Polacy, nie mieliśmy z tym nic wspólnego”, nie daje się dłużej utrzymać, w jej miejsce wchodzi inna, posługująca się dystansem klasowym: „my nie mieliśmy z tym nic wspólnego. To ci inni Polacy, ci ze wsi, ci od stodół, to ich »mentalność chłopska« (s. 382), z której bierze się antysemityzm”. Równolegle przecież uznajemy coraz częściej chłopski rodowód większości Polaków – jednak w taki sposób,  że – jak argumentuje Dobrosielski –  „figura chłopa” ulega dalszemu rozszczepieniu.

Konkretne hasło staje się płaszczyzną precyzyjnego cięcia w poprzek polskiej kultury – od muzyki, przez literaturę po akcje Rafała Betlejewskiego – cięcia, w wyniku którego powstaje przekrój odsłaniający powikłaną, by tak rzec, kulturową biografię stodoły, a jednocześnie dynamikę procesów, jakim podlega pamięciowe imaginarium, jego rozwijanie i nadużywanie, jego spójność i pęknięcia, które się w nim pojawiają. A także jego „powierzchnienie”, „rozpad [pamięci] na klisze”, jak pisze Iwona Kurz w zakończeniu świetnego Wagonu (s. 445) – redukcja, która może być też efektem ciągłego pragnienia pamiętania, eksplorowania tematu przeszłości i ponawiania upamiętnień.

Takiego cięcia dokonują kolejne eseje, pokazując utrwalone pamięciowe reguły – także zupełnie nieoczywiste, ich zmiany, ciągłe negocjacje między niepokojącymi obszarami wieloznaczności pamięci, ich eksponowaniem i ich „kurczeniem”, wytwarzaniem pamięci „stosunkowo komfortowej” (by posłużyć się określeniami Kowalskiej-Leder). Tom stanowi nie tylko sprawozdanie z obserwacji naszej kultury pamięci, ale i zapis namysłu nad tym, jak trudno zająć w jej ramach ostateczną, „właściwą” pozycję, odpowiedzieć na pytanie o to, jak „powinno się” pamiętać o Zagładzie, ocenić pamięciowe dobre praktyki i nadużycia – i jednocześnie, jak niemożliwa dla badacza jest rezygnacja z takiej oceny.

 

Ślady Holokaustu w imaginarium kultury polskiej

pod red. Justyny Kowalskiej-Leder, Pawła Dobrosielskiego,  Iwony Kurz, Małgorzaty Szpakowskiej

Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2017, s. 574

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata