70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Przeciw dyskryminacji

Czy osoby homoseksualne są w Polsce dyskryminowane ze względu na orientację, a postawa katolików się do tego przyczynia? Czego dowiedzieliśmy się po zakończeniu kampanii społecznej Przekażmy sobie znak pokoju?

Wspólną kampanię społeczną wierzących i niewierzących na rzecz szacunku i tolerancji wobec osób LGBT od samego początku uważałam za ważną, dobrą i społecznie pożyteczną ideę. Po zakończeniu akcji podtrzymuję tę opinię. Udział w promujących ją spotach redaktorów „Kontaktu”, „Tygodnika  Powszechnego”, „Więzi” i „Znaku” nie jest sprawą przypadkową. „Wiara i tęcza” powstała sześć lat temu. Większość z nas zna tę wspólnotę chrześcijan LGBT od jej powstania. Sama, nie należąc do mniejszości LGBT, chciałam opowiedzieć, jak spotkania z wierzącymi lesbijkami, gejami, transpłciowymi siostrami i braćmi rozwinęły moje doświadczenie Kościoła i chrześcijaństwa.

Język, którego używamy do opisu rzeczywistości, kształtuje codzienne społeczne postawy silniej niż programowe dokumenty i oficjalne nauczanie Kościoła, do których sięga niewiele osób. To język buduje naszą wrażliwość, również chrześcijańską. Osoby homoseksualne przedstawiane są jako agresorzy, którzy dążą do zniszczenia tradycyjnej rodziny i małżeństwa, podczas gdy tak naprawdę to oni doświadczają realnej przemocy ze strony heteroseksualnej większości. W miejscu pracy z reguły nie ujawniają swojej orientacji z lęku przed zwolnieniem, utratą szansy na awans albo obawą, że otrzymają gorsze warunki pracy. Blisko co piąta osoba doświadczyła przemocy – była potrącana, uderzana, szarpana lub kopana, często przez znajomych ze szkoły lub uczelni. W akcji Przekażmy sobie znak pokoju chodziło o zainicjowanie zmiany – przede wszystkim zmiany języka. Jej cele nie były polityczne.

Kampanię oceniam jako udaną także dlatego, że nie doprowadziła do powstania nowych różnic, choć – co było nieuniknione – ujawniła te już istniejące.

Z ulic polskich miast znikają właśnie towarzyszące kampanii plakaty, a dyskusje, które toczyły się w ostatnich tygodniach, powoli milkną. To dobry moment, aby zebrać wnioski i podsumować tę akcję. Raz jeszcze przeczytałam krytyczne komentarze i ułożyłam je wokół kilku zasadniczych zagadnień, które wymagają dalszej rozmowy.

 

Dyskryminacja. Nic podobnego!

Pytanie najważniejsze dotyczy dyskryminacji. Czy osoby homoseksualne są w Polsce dyskryminowane ze względu na orientację, a postawa katolików może się do tego przyczyniać? Czy dokumenty Kościoła w ogóle uwzględniają taki rodzaj wykluczenia? „Powstaje pytanie – zastanawia się Marcin Przeciszewski – czy w Polsce rzeczywiście niezbędna jest specjalna kampania społeczna skierowana do osób wierzących, która ma na celu »przypomnienie, że z wartości chrześcijańskich wypływa konieczność postawy szacunku, otwarcia i życzliwego znabiseksualnych i transpłciowych«. Sugeruje to, że polscy katolicy mają z tym problem, a w naszym Kościele osoby homoseksualne doznają braku szacunku bądź podlegają innym formom dyskryminacji”.

Zacznę od uwagi dotyczącej języka, skoro to właśnie ta zmiana, a nie dyskusja o doktrynie, była celem akcji. Otóż o ile w dokumentach Kościoła znaleźć można informację, że grzeszne są homoseksualne czyny, o tyle w wypowiedziach większości osób – tak duchownych, jak i świeckich – różnica między konkretnymi czynami a homoseksualizmem jako takim regularnie ulega zatarciu. Spójrzmy do katolickiej prasy i Internetu: „Stary Testament jednoznacznie potępia homoseksualizm”, „Do niedawna poglądy Kościoła na homoseksualizm były podzielane przez prawo stanowione większości państw, które surowo karało homoseksualistów”, „Kościół od początku wyrażał zdecydowany sprzeciw wobec tej cywilizacyjnej promocji homoseksualizmu” [podkreślenia własne]. W żadnej z tych wypowiedzi, a podobnych znajdziemy więcej, nie ma różnicy między czynami a osobą i jej seksualną orientacją.

Zatarciu różnicy między osobą a jej czynami sprzyja uznanie samej skłonności za „obiektywnie nieuporządkowaną”. Co więcej, z powodu „obiektywnego nieuporządkowania” dyskryminacja ze względu na „skłonność homoseksualną” nie jest traktowana tak samo jak dyskryminacja ze względu na rasę czy pochodzenie etniczne. Można przez to rozumieć, że unikanie wobec osób homoseksualnych „jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji”, do czego wzywa Katechizm Kościoła Katolickiego, dotyczy innych kwestii, podczas gdy homoseksualna tożsamość płciowa może być przesłanką „słusznego” ograniczenia praw. Taką właśnie interpretację odnaleźć można m.in. na stronie oaza.pl, portalu Ruchu Światło-Życie, jednej z najbardziej popularnych w Polsce wspólnot odnowy religijnej. W obszernym komentarzu do Listu do biskupów Kościoła katolickiego na temat duszpasterstwa osób homoseksualnych, opublikowanego przez Kongregację Nauki Wiary w roku 1986 na stronach wspólnot oazowych, czytamy, że skoro skłonność homoseksualna jest obiektywnym nieuporządkowaniem moralnym, budzi moralny niepokój. A jeśli tak, uwzględnienie skłonności seksualnej nie jest przejawem niesprawiedliwej dyskryminacji, np. gdy chodzi o zatrudnienie nauczycieli lub trenerów sportowych. Wprawdzie „osoby homoseksualne, jako osoby ludzkie, mają te same prawa co wszyscy ludzie, w tym prawo do takiego traktowania, które nie uwłacza ich godności osobistej (por. nr 10)”, lecz, jak czytamy dalej: „Nie są to jednak prawa absolutne. Mogą zostać słusznie ograniczone ze względu na obiektywne nieuporządkowane zachowania zewnętrzne. Jest to nie tylko dopuszczalne, ale konieczne”. A zatem – jak wnioskuję z komentarza – „obiektywne nieuporządkowanie” jest traktowane jako przesłanka, że skłonność ta będzie skutkować „nieuporządkowanymi czynami”. Całość rozumowania opiera się na hipotezach i założeniach, nie zaś ocenach konkretnych czynów. W dalszej części wyjaśnień zasada ta porównywana jest do ograniczenia pewnych praw osobom cierpiącym na choroby zakaźne lub umysłowe! Dokument zachęca, by katolicy brali te przesłanki pod uwagę w obliczu zgłaszanych propozycji zmian, które dążą do wyeliminowania dyskryminacji na tle skłonności homoseksualnych.

Kilka lat temu Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Piotra Skargi wydało napisaną przez Paula Camerona broszurę pt. Przemilczane problemy homoseksualizmu, którą rozesłało do blisko 20 tys. szkół publicznych. Akcja doczekała się interwencji rzecznika praw obywatelskich, ponieważ książeczka zawierała informacje homofobiczne, szerzące wizerunek homoseksualistów jako dewiantów, których należy wyeliminować ze społeczeństwa. Sam homoseksualizm został przedstawiony jako choroba psychiczna, a ponadto odnaleźć tam można było szczegółowe opisy praktyk seksualnych, bynajmniej nieadresowane do dzieci. Podobne treści powielane są na pomniejszych portalach i stronach internetowych.

„Nie znany jest też w Polsce jakikolwiek wypadek braku szacunku czy dyskryminacji takich osób w kręgach kościelnych, gdyż natychmiast zostałoby to nagłośnione przez media, bardzo wrażliwe na tym punkcie” – pisze Marcin Przeciszewski. Przypadki braku szacunku czy dyskryminacji takich osób w kręgach kościelnych są nie tylko znane, ale też, niestety, nie należą do rzadkości. Aby się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć po książki Katarzyny Jabłońskiej i Cezarego Gawrysia, wsłuchać się w wyznania osób z „Wiary i Tęczy” albo przeczytać opowieść Kingi Kosińskiej Brudny róż. Świadectwa wierzących lesbijek, gejów, osób transpłciowych przynoszą wiele smutnych i zawstydzających dla katolików wspomnień. Wśród nich również historię o niepodaniu ręki podczas liturgicznego znaku pokoju osobie z tęczową opaską.

Najbardziej jednak poruszający przykład homofobicznej twarzy polskiego katolicyzmu dostarcza wizyta Paula Camerona, amerykańskiego psychologa społecznego, który na zaproszenie Fundacji Życie i Rodzina Kai Godek po raz siódmy przyjechał do Polski. Część wydarzeń firmują partie polityczne: Ruch Narodowy Roberta Winnickiego i Prawica Rzeczypospolitej Marka Jurka. Rzecz jest promowana na wielu katolickich portalach, m.in. PCh24.pl. Poza prelekcjami w kilku miejscowościach, Cameron miał wykłady w Sejmie, w auli kurii dialogu wobec wszystkich ludzi, także homoseksualnych, warszawsko-praskiej (pod patronatem diecezjalnego tygodnika „Idziemy”). A w Sekretariacie Episkopatu Polski odbyła się jego konferencja prasowa z udziałem ks. Przemysława Drąga, dyrektora Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin.

Zdaniem Camerona homoseksualizm to dewiacja, a osoby homoseksualne to zboczeńcy, których należy leczyć lub karać. I choć nie jest zwolennikiem kary śmierci dla homoseksualistów, to „jest na takie rozwiązanie otwarty”, gdyż „nie jest ono nierozsądne” – o czym szerzej pisze Katarzyna Jabłońska na stronach Laboratorium Więź. Tezy są również popularyzowane na objazdowej wystawie „Stop dewiacji”. Czy naprawdę potrzeba więcej przykładów, uzasadniających znaczenie kampanii społecznej Przekażmy sobie znak pokoju?

 

„Kultura gejowska” i inna antropologia

Paweł Milcarek w komentarzu Fałszywy znak pisze o swoim odczytaniu plakatu: „chodzi w nim nie o spotkanie ludzi, lecz o spotkanie zdefiniowanych postaw”, i dlatego – jego zdaniem – plakat wyraża polityczny zamiar akcji, która religijne odniesienia traktuje w sposób instrumentalny. W podobnym tonie wypowiada się również przywołany już Marcin Przeciszewski. Wielu wierzących homoseksualistów czy osób transpłciowych nosi tęczowe opaski. To także znak akceptacji własnej tożsamości i życiowej historii oraz uznania swojej przynależności do pewnej mniejszości. Owszem, tęczowy znak to również symbol międzynarodowego ruchu LGBT. Postrzeganie tego ruchu jako zjawiska jednolitego i wyłącznie politycznego jest jednak zbytnim uproszczeniem.

Podobnie jak feminizm, także LGBT ma wiele twarzy, programów, światopoglądów i teorii. Jeśli szukać jednoczącego elementu, jest nim z pewnością akceptacja homoseksualizmu jako danej konkretnemu człowiekowi seksualnej tożsamości i wola przezwyciężenia doświadczenia społecznej opresji i ostracyzmu.

„Kultura gejowska”, o której Paweł Milcarek pisze kilkakrotnie, jest w polskim katolicyzmie kojarzona nie tylko z „homolobby” organizacji świeckich, ale również – z „lawendowym lobby homoseksualnych księży”. Chociaż nie istnieją wiarygodne badania dotyczące liczby osób homoseksualnych wśród księży, przyjmuje się, że stanowią oni od 25% do 40% kleru[1]. Nawet jeśli założymy tę najmniejszą z wartości, oznacza to, że 1/4 duchownych nie znajduje przestrzeni dla dojrzałego rozwoju swojej tożsamości psychoseksualnej. Problemy są dwa: skoro homoseksualizm nie jest przez Kościół uznawany za trwałą orientację, lecz jedynie za skłonność – tożsamość ta nie może być w procesie rozwoju przyjęta, zrozumiana i zaakceptowana. Trudność polega również na tym, że homoseksualizm jest formalną przeszkodą na drodze do kapłaństwa, a to sprawia, że lęk „przed własną orientacją homoseksualną bywa u duchownych tak silny, że potrzeba lat, żeby zaczęli mówić, iż są najpierw ludźmi, potem mężczyznami, a następnie księżmi”[2]. Brak przestrzeni do rozmowy o homoseksualnych księżach dodatkowo przyczynia się do zniekształceń w dyskusji o osobach LGBT. Mimo iż badania Józefa Baniaka pokazują zjawisko łamania celibatu przez heteroseksualnych duchownych, to właśnie homoseksualnych oskarża się o tworzenie podziemnego lobby i łamanie celibatu.

Kłopot polega na tym, że cokolwiek się kryje pod pojęciem kultury gejowskiej, jest pojęciem wyobrażonym, w żadnym z komentarzy nie znajdujemy ani słowa na temat treści i wartości, jakie wiążą się z tą kulturą. W kontekście dyskusji o kampanii Przekażmy sobie Znak pokoju stała się ona – jak pisze Tomasz Rowiński – symbolem społecznej dominacji „politycznego homoseksualizmu nad prawem moralnym i tradycją chrześcijańską”. A zatem znowu – homoseksualizm postrzegany jest wyłącznie w kategoriach politycznej i ideologicznej wojny oraz seksualnej rozwiązłości.

„Radykalne sprzeczności” i niezgodność z chrześcijańską antropologią wiążą się z rozumieniem płci i orientacji seksualnej. Sprzeczności te nie wynikają jednak z różnic światopoglądowych, lecz z odmiennego podejścia do wiedzy, jaką na temat ludzkiej płciowości, seksualności, zależności między płcią biologiczną a zachowaniami społecznymi kobiet i mężczyzn przynosi współczesna nauka.

Choć nie ma wśród badaczy konsensusu odnośnie do wpływu genetycznych, hormonalnych, rozwojowych, społecznych i kulturowych czynników na kształtowanie się określonej orientacji, homoseksualizm obok heteroseksualności i biseksualności uznawany jest powszechnie za orientację seksualną. Rozbieżności między językiem nauki a dokumentami Kościoła, w których homoseksualizm nazywany jest „skłonnością”, mają określone konsekwencje. W świetle obecnej wiedzy orientacja seksualna nie może być po prostu uznana za preferencję rozumianą jako przestrzeń świadomego, wolnego wyboru. Skłonność jest zaś czymś, co można kształtować i zmienić np. w wyniku terapii. Ks. Jacek Prusak, pracujący z osobami homoseksualnymi jako psychoterapeuta, podkreśla, że informacje na temat skuteczności leczenia polegającego na zmianie orientacji „oparte są najczęściej na anegdotach o »wewnętrznym uzdrowieniu« eksgejów, które po upływie jakiegoś czasu okazują się jednak anegdotami o eks-eksgejach”[3]. Do podobnego wniosku dochodzą również Katarzyna Jabłońska i Cezary Gawryś, a powody zmiany swoich poglądów na tę kwestię omawiają szeroko w ostatniej książce pt. Wyzywająca miłość. Chrześcijanie a homoseksualizm.

 

„Atak na rodzinę”

Zmiany w społecznej percepcji rodziny nie są efektem rewolucji prowadzonej przez osoby LGBT. Zależność jest odwrotna: bardziej przychylna postawa społeczna wobec osób homoseksualnych wynika z przemian, jakie zachodzą w świecie relacji heteroseksualnych. Ciekawe światło na ewolucję polskiego społeczeństwa rzucają badania, jakie CBOS[4] realizował w ostatnich latach, kiedy ważne dyskusje o związkach partnerskich i gender zbiegły się w czasie z odbywającymi się w Kościele rzymskokatolickim synodami dotyczącymi wyzwań, przed jakimi stoją współczesne rodziny. Raport z 2013 r. pokazuje, że istotnie częściej niż w 2006 r. za rodzinę uznawane są związki nieformalne osób odmiennej płci. Przybyło respondentów, którzy jako rodzinę definiują parę żyjącą w konkubinacie i wychowującą swoje dziecko / dzieci (wzrost z 71% do 78%) czy też w ogóle niemającą potomstwa (z 26% do 33%). Równocześnie wyraźnie powiększyło się grono uznające za rodzinę parę gejów lub lesbijek wspólnie wychowujących dziecko lub dzieci (z 9% do 23%), a także nieformalny związek osób tej samej płci niewychowujących dzieci (z 6% do 14%). Zauważalna jest zależność między większą tolerancją wobec związków jednopłciowych a stale zwiększającą się liczbą osób heteroseksualnych – jak określa to papież Franciszek w posynodalnej adhortacji – w „sytuacjach nieregularnych”. Jednocześnie nie wpływa to na zmianę podejścia do małżeństwa. Blisko 99% społeczeństwa uznaje małżeństwo rozumiane jako relację kobiety i mężczyzny za najbardziej powszechną i podstawową definicję rodziny. Większość badanych, również osób homoseksualnych, deklaruje przy tym wolę życia w stałym związku opartym na miłości i bliskości.

W krajach o liberalnym prawie nie wzrasta liczba homoseksualnych osób, gdyż w każdej populacji jest względnie stała i wynosi kilka procent.

Zmienia się natomiast społeczna akceptacja dla takich związków, a co za tym idzie – widoczność odmiennej orientacji w przestrzeni publicznej. Warunki kulturowe, a przede wszystkim atmosfera akceptacji bądź dyskryminacji, z jaką spotykają się osoby nieheteronormatywne, ma dla nich ogromne znaczenie – wpływa na poziom stresu, jaki towarzyszy każdemu, kto przynależy do wyraźnie zdefiniowanej społecznej mniejszości. W bardziej liberalnych kulturach nie ma tak silnych barier związanych z ujawnieniem swojej tożsamości i uzewnętrznianiem prywatnych wyborów życiowych. W kulturach bardziej konserwatywnych panuje atmosfera „nieafiszowania się” ze swoimi zachowaniami. Reguła ta dotyczy zresztą także osób heteroseksualnych pozostających w sytuacjach odbiegających od tradycyjnego modelu. Ale przecież nikt z nas nie chce budować społeczeństwa opartego na hipokryzji.

Rozmowa o LGBT zwykle zamienia się w Polsce w dyskusję o gejach i ich „grzesznych czynach”, za którymi kryją się obrazy męskiego seksu. Kobiety w dyskusji są właściwie nieobecne – i w aspekcie wyobrażeniowym, i faktycznym. W tym męskim gronie nieobecni byli również homoseksualni księża. To zmarnowana szansa, bo dyskusje o kobietach katoliczkach i tożsamości księży należą dziś w Polsce do najważniejszych tematów.

Jak podkreśla Zbigniew Nosowski, kampania społeczna Przekażmy sobie znak pokoju miała przekonać, że „Kościół nie jest organizacją homofobiczną”. Sęk w tym, że w wymiarze instytucjonalnym Kościół się od akcji odciął, przekonując katolików, by nie wspierali tego typu działań. Jak w tym świetle rozumieć zaangażowanie Sekretariatu Episkopatu Polski, kurii warszawsko-praskiej i księży w popularyzację homofobicznych i sprzecznych z chrześcijańskim światopoglądem tez głoszonych przez Paula Camerona? Czy jego wizyta to bezpośrednia odpowiedź na kampanię? A brak reakcji władz instytucjonalnych – zgodą na podobne praktyki? Jeśli więc akcja choć kilku osobom pozwoliła spojrzeć na homoseksualne siostry i braci z większym zrozumieniem i miłością, jej sukces jest ogromny.

_

[1] Por. ks. J. Prusak SJ, Duchowni, którzy ranią dzieci, „Znak” 2013, nr 698–699, s. 39–44.

[2] Tenże, Celibat nie jest orientacją seksualną, „Tygodnik Powszechny” 2015, nr 41 (3457), https://www.tygodnikpowszechny.pl/celibat-nie-jest-orientacjaseksualna-30401 (dostęp: 3 października 2016).

[3] Tamże.

[4] Por. Rodzina – jej współczesne znaczenie i rozumienie. Komunikat z badań BS/33/2013, CBOS, marzec 2013 r. http://www.cbos.pl/SPISKOM. POL/2013/K_033_13.PDF (dostęp: 6 października 2016). Potwierdzenie tych tendencji znajdujemy również w innym badaniu CBOS-u z 2013 r. – por. Społeczne oceny alternatyw życia małżeńskiego. Komunikat z badań BS/32/2013, CBOS, marzec 2013 r. http://www.cbos.pl/SPISKOM. POL/2013/K_032_13.PDF (dostęp: 6 października 2016).

 

Cytowane wypowiedzi pochodzą z dostępnych w Internecie artykułów. Znaleźć je można na stronach: „Christianitas”, „Idziemy”, KAI, Wirtualne Media.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter