70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Muzeum Historyczne Miasta Krakowa / Forum

Próg domu – granica sąsiedztwa

W XIX w. powstały stowarzyszenia charytatywne wspierające osoby potrzebujące bez względu na wyznanie. Przykładem jest kuchnia społeczna, która wydawała bezpłatne posiłki wszystkim dzieciom z Kazimierza, chrześcijańskim i żydowskim. Instytucja ta działała przez kilkadziesiąt lat. Organizatorzy kuchni mieli nadzieję, że dzieci, które jedzą posiłki razem, będą w przyszłości przyjaciółmi.

Gdzie w XIX-wiecznym Krakowie spotykały się ze sobą społeczności żydowska i nieżydowska?

Alicja Maślak-Maciejewska: Jedną z takich przestrzeni spotkania była klasa szkolna. W Gimnazjum św. Anny czy Gimnazjum św. Jacka Żydzi stanowili od kilkunastu do kilkudziesięciu procent wszystkich uczniów. Kolejnymi miejscami były uniwersytet czy inne instytucje naukowe, np. Towarzystwo Naukowe Krakowskie. W sferze gospodarczej wśród wspólnych przestrzeni można wymienić Izbę Przemysłowo-Handlową, organizacje zawodowe lekarzy bądź adwokatów. Dotyczy to jednak elit, dobrze zintegrowanych z chrześcijańskim społeczeństwem.

Co umożliwiało wejście do tej wspólnej przestrzeni?

Edyta Gawron: Pierwszym krokiem były zmiany polityczne i te na mapie miasta, czyli zniesienie murów dzielnicy żydowskiej w 1817 r. Kontakt między społecznością żydowską i chrześcijańską przestał być ograniczony przez blokadę fizyczną czy godziny, w których Żydzi mogli przebywać poza własną dzielnicą. Poszły za tym dekrety prawne i działania, które umożliwiły spotkania w szkołach, urzędach, na ulicach.

AMM: Gdy Kazimierz przestał być odrębnym miastem i stał się częścią Krakowa, mówiono o „marszu Żydów na Kraków”. Coraz więcej Żydów przeprowadzało się na Stradom czy do Śródmieścia. Duży odsetek mieszkańców stanowili w dzielnicy Wesoła, która powstała w latach 70. XIX w.

EG: Pod koniec XIX w. nie ma praktycznie dzielnicy bez ludności żydowskiej. To jest początek bliskości, wymieszania się dwóch społeczności.

AMM: Zauważmy, że w przedwojennym Krakowie funkcjonowało ponad 100 żydowskich domów modlitwy, z których duża część mieściła się poza Kazimierzem.

EG: Domy modlitwy wskazują na obecność większej grupy żydowskiej w ich pobliżu. Takimi, dziś nieoczywistymi, miejscami były np. okolice pl. Matejki czy ulice: Kościuszki, Długa, Karmelicka, a nawet Grodzka.

Czy mówimy głównie o osobach akulturowanych?

AMM: Rzeczywiście są to Żydzi posługujący się językiem polskim albo niemieckim, którzy weszli do kultury większościowej, do grona ludzi o wysokiej pozycji społecznej. Brakuje badań nad tym, jaka była tożsamość religijna i kulturowa Żydów mieszkających poza Kazimierzem.

EG: Wiemy jednak, że osoby, które jako pierwsze przeniosły swoje przedsiębiorstwa poza Kazimierz, już wcześniej prowadziły interesy z ludnością nieżydowską. Musiały zatem rozpocząć ten proces akulturacji. Choć były przypadki, że czyniono to przy zachowaniu religijnej ortodoksji.

AMM: Na ile akulturacja łączyła się z liberalnymi poglądami religijnymi? Zakładamy zwykle, że wraz z integracją postępuje reforma religijna bądź sekularyzacja. W rzeczywistości jest to bardziej złożona kwestia. Z jednej strony możemy znaleźć przykłady rodzin ortodoksyjnych, które nadały swoim dzieciom imiona Julia czy Stanisław, a z drugiej osoby o imionach typowo żydowskich modlące się w Templu, czyli najbardziej liberalnej synagodze w Krakowie.

Jaki był odbiór społeczny „marszu Żydów na Kraków”?

AMM: Andrzej Żbikowski w książce pt. Żydzi krakowscy i ich gmina w latach 1869–1919 jeden z rozdziałów zatytułował: Czy Kraków był miastem antysemitów?. Poddał analizie dyskurs prasowy na temat wzrastającej obecności Żydów w przestrzeni miejskiej, w handlu, gospodarce. Na przykład drobni handlarze przychodzący codziennie z Kazimierza do centrum miasta obrazowani są jako zacofani.

EG: W XIX w. rozpoczyna się też współpraca społeczności, co wpływa na wzajemne postrzeganie. Wraz z rozprzestrzenianiem się ludności żydowskiej na mapie miasta dochodzi m.in. do zabudowy pasa między Kazimierzem i Krakowem. Powstają wielkie inwestycje, z których korzysta również ludność chrześcijańska. Ma to przełożenie na integrację i przynajmniej częściową akceptację ludności żydowskiej.

AMM: Hanna Kozińska-Witt dowodzi, że Żydzi wybrani do krakowskiej Rady Miasta, np. Jonatan Warszauer czy Józef Michał Rosenblatt (bazę informacji na temat tych i innych radnych można znaleźć na stronie Ośrodka Studiów nad Historią i Kulturą Żydów Krakowskich UJ), nadal związani z Kazimierzem i identyfikujący się z żydowskością, pracowali nad projektami dotyczącymi wszystkich mieszkańców. Nie skupiali się na kwestiach żydowskich; czuli się obywatelami Krakowa i jako tacy działali.

Interesujące jest zagadnienie obywatelstwa w tamtym czasie. Na ile można mówić o tożsamości obywatelskiej wśród społeczności żydowskiej?

EG: Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie tego określić. Możemy założyć, że ktoś, angażując się w sprawy miasta, przejawiał postawę obywatelską, ale nie wiemy, czy tak o sobie myślał.

AMM: Gdy jednak weźmiemy pod uwagę środowisko postępowe – wąską grupę, bo stanowiącą maksymalnie 6–7% Żydów krakowskich – to odnajdziemy osoby, które mówiły o sobie „krakowianie”. Widzę w tym próbę budowania tożsamości Żyda polskiego związanego z konkretnym miejscem. Przejawia się to w dyskursie prasy żydowskiej, w którym podkreśla się, że „od czasów Kazimierza Wielkiego i założenia przez niego Kazimierza mieszkamy na tej ziemi, współtworząc jej historię i kulturę”. Pojawia się zatem koncepcja tożsamości krakowskiej, tym niemniej jest to marginalna część zagadnienia tożsamości obywatelskiej.

Czy krakowscy Żydzi brali udział w wydarzeniach miejskich lub świętach państwowych?

AMM: Społeczność żydowska uczestniczyła we wszelkich uroczystościach patriotycznych, np. w ponownym pochówku Kazimierza Wielkiego na Wawelu czy w sprowadzeniu prochów Adama Mickiewicza na Wawel. W II RP Żydzi krakowscy obchodzili imieniny Ignacego Mościckiego czy Józefa Piłsudskiego. Na ile była to próba podpięcia się pod pewne dyskursy większościowe, a na ile wynikało z poczucia obywatelskości, trudno powiedzieć bez dalszych studiów.

Rozumiem, że w tego typu wydarzeniach uczestniczyli Żydzi ze środowiska postępowego.

AMM: Nie tylko. W latach 60. XIX w. w uroczystościach na cześć Tadeusza Kościuszki –  zorganizowanych nielegalnie, skutkujących zresztą negatywnymi konsekwencjami dla społeczności żydowskiej – rzeczywiście udział brali tylko członkowie środowiska postępowego. Natomiast już w okresie międzywojennym uroczystości patriotyczne organizowała Gmina Żydowska. Część obchodów odbywała się w Starej Synagodze.

Czy społeczność nieżydowska przychodziła na uroczystości żydowskie?

AMM: Chrześcijanie brali udział w pogrzebach. W latach 60. XIX w. uczestniczyli też w uroczystościach patriotycznych organizowanych w synagodze Tempel. Gdy miał miejsce powtórny pochówek Kazimierza Wielkiego na Wawelu, polska prasa pisała o nietaktownym zachowaniu się niektórych chrześcijan podczas świętowania tego wydarzenia w synagodze, kiedy po kazaniu wygłoszonym w języku polskim część z nich zaczęła klaskać. Są też wzmianki o tym, że jedno z takich wydarzeń zgromadziło sporą liczbę robotników chrześcijańskich, drobnych handlarzy, którzy mieli skandować pod Templem: „Niech żyją Żydzi, nasi przyjaciele!”.

EG: Gdy wspomniałaś o handlarzach, przyszła mi na myśl jeszcze jedna przestrzeń spotkania Żydów i nie-Żydów. Były nią place targowe na Kazimierzu, które we wspomnieniach mieszkańców żydowskich jawią się jako miejsca wchodzenia w relacje społeczne z chrześcijanami, gdzie rozmawiano w wielu językach. Zabierały ich tam matki albo służące. Służąca chrześcijańska tłumaczyła często, czego jej pracodawcy potrzebują na święta. Była to platforma wymiany wiedzy o innej kulturze.

AMM: Przypominają mi się te piękne opisy dzieci żydowskich prowadzonych na targ przez chrześcijańskie służące, które po drodze wstępowały do kościoła [śmiech].

EG: Otwarcie na inną tradycję było możliwe dopiero od II poł. XIX w. Dopuszczalne stało się posiadanie przez Żydów choinki w czasie świąt Bożego Narodzenia i Chanuki. Dzieci żydowskie prowadzone przez „chrześcijańskie” ulice widziały drzewka i chciały mieć takie w domu. Niektórzy rodzice ustępowali, inni odsądzali od czci i wiary [śmiech].

Nie wiemy natomiast, czy ludzie różnych wyzwań wzajemnie się odwiedzali podczas świąt. Teofila Silberring wspominała, że relacje kończyły się w drzwiach wejściowych, na progu domu.

Prowadzi to nas do przestrzeni miejskich, o które toczyły się konflikty.

EG: Myślę, że większość konfliktów dotyczyła dwóch aspektów – religijnego i ekonomicznego. Ciągle funkcjonowały mity związane z rytuałami religijnymi Żydów, ale trwała też np. rywalizacja o sprzedaż dewocjonaliów, czy bardziej ogólnie – w handlu.

AMM: Przychodzą mi do głowy dyskusje o zbyt dużej reprezentacji Żydów w Izbie Przemysłowo-Handlowej. Można też wskazywać wiele pojedynczych spraw, którymi społeczność żydowska bardzo długo żyła, np. konflikt o Jana Matejkę i jego wystąpienia antyżydowskie czy kwestię chrztów dziewcząt żydowskich w kościele Sióstr Felicjanek.

EG: W okresie międzywojennym przestrzenią konfliktu było zaangażowanie polityczne Żydów, które nie zawsze stało w tej samej linii co aktywność polityczna lokalnej ludności chrześcijańskiej. Narodowe aspiracje żydowskie okazały się sprawą drażliwą.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter