70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta

Pożegnanie: Biskup Tadeusz

Mówiono o nim, że chadzał „po manowcach” – nie w tym znaczeniu, jakoby sam błądził, ale dlatego, że był gotów iść wszędzie tam, gdzie czekali ludzie pragnący rozmawiać z nim o Ewangelii.

Biskup Tadeusz Pieronek słynął z ciętego języka. I z braku dyplomacji w wyrażaniu poglądów. Jego oceny bywały ostre – i to zarówno wtedy, gdy wypowiadał się o swoich ideowych przeciwnikach, jak i wówczas, gdy zabierał głos na temat Kościoła, z którym się w pełni (!) utożsamiał. Bo Pieronek Kościół kochał mądrze: kiedy to uważał za konieczne i słuszne, odważnie go bronił, kiedy zaś dostrzegał w nim problem, nie nabierał wody w usta, ale stawał w świetle kamer i mówił – bez owijania w bawełnę i „bez znieczulenia”. Na przykład o tym, że „episkopat jest zaczadzony PiS-em”. I nie chodziło tu o uprawianie polityki, co często zarzucali mu krytycy, ale o wierność soborowej zasadzie autonomii i niezależności Kościoła i państwa.

Duże wrażenie robił na mnie jego – polskiego biskupa, przejętego nauczaniem papieża Franciszka (i, co jeszcze ważniejsze, rozumiejącego Ewangelię) – antyklerykalizm. Niezgoda na styl bycia wielu księży (oraz biskupów), którzy „nazywają się kapłanami, ale nimi nie są. (…) Zmieniają swoje posłannictwo w urząd, (…) nadużywają władzy”. W rozmowie zamieszczonej w książce Szymona J. Wróbla Ojciec, czyli o Pieronku powiedział: „Trzeba bić na alarm: [bo] biskupstwa to w Polsce dwory, a dwór i służba to fałszywa wizja Kościoła”. Zdanie to brzmi dzisiaj, zwłaszcza po emisji Kleru, dość banalnie, jednak – proszę mi wierzyć – w sytuacji, w której wypowiada je członek polskiego episkopatu, banałem nie jest.

Pieronek mówił to, co myślał. I słono za to płacił (co i rusz wylewała się na niego fala hejtu, a i biskupom w czasie obrad Konferencji Episkopatu Polski zdarzyło się wytupać jego referat poświęcony Unii Europejskiej).

Był tak wyrazisty w swoich poglądach i działaniach, że jego współbracia w biskupstwie nie wybrali go ponownie na stanowisko sekretarza generalnego KEP (był nim w latach 1993–1998), choć potem już nikt nie pełnił tej funkcji tak dobrze jak on. Z drugiej strony zdarzało mu się popełniać błędy i wygłaszać zdecydowane sądy, choć nie miał racji….

Był świetnym kanonistą, profesorem nauk prawnych, a jednocześnie nie miał w sobie prawie nic z owej bezduszności, o jaką skłonni jesteśmy podejrzewać prawo kanoniczne, gdy konfrontujemy je z Ewangelią. Komentując to napięcie, lubił cytować jeden z kanonów posoborowego Kodeksu prawa kanonicznego mówiący, że „zbawienie dusz zawsze winno być w Kościele najwyższym prawem”. I tego jako biskup i duszpasterz starał się trzymać. Szanował wolność i pragnął, aby wreszcie przestał się jej bać polski Kościół.

Mówiono o nim, że chadzał „po manowcach” – nie w tym znaczeniu, jakoby sam błądził, ale dlatego, że był gotów iść wszędzie tam, gdzie czekali ludzie pragnący rozmawiać z nim o Ewangelii. Z tego powodu można go było spotkać na Przystanku Woodstock i na festiwalu Karuzela Cooltury w Świnoujściu. Dialogu nie odmawiał prawie nigdy, uważał bowiem, że należy on do natury Kościoła.

Zanim został biskupem (1992), najważniejszym jego dokonaniem był zwołany przez kard. Wojtyłę Synod Archidiecezji Krakowskiej, któremu sekretarzował. Wiele lat później, znów jako sekretarz generalny, stanął na czele II Ogólnopolskiego Synodu Plenarnego, o którym trudno jednak powiedzieć, że w pełni się Kościołowi udał. W episkopacie zabrakło wówczas zrozumienia dla idei synodalności. Pieronek robił wprawdzie, co mógł, ale i tak musiał przyznać, że ta wielka szansa Kościoła w Polsce, jaką był synod, została zmarnowana.

Nie sposób przecenić jego zasług na rzecz wejścia Polski do Unii Europejskiej. Przez lata przekonywał do tego ludzi Kościoła w Polsce, a kiedy wybrano go rektorem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie (1998), zainicjował coroczne konferencje międzynarodowe poświęcone roli Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej i do końca życia niezwykle twórczo w dziele tym uczestniczył.

W opublikowanej czternaście lat temu rozmowie-rzece Kościół bez znieczulenia biskup Pieronek, zapytany o własną śmierć, odpowiedział: „Często [o niej] myślę. (…) Chcę się z nią oswoić, bo wiem, że na mnie czeka”. I dalej: „Spodziewam się, że śmierć wyzwoli mnie z (…) ograniczeń, że pękną wszystkie bariery. Będę autentycznie wolny. Bo jeżeli wszystko ma mieścić się w Bogu, możemy liczyć na to, że staniemy się do Niego podobni”.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter