70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Apel do śpiących

Moim zdaniem mylą się ci, którzy w homilii wygłoszonej na pogrzebie Piotra Szczęsnego dostrzegają pochwałę samobójstwa. To nie pochwała, lecz wrażliwość pozwalająca usłyszeć „krzyk, który rozdziera ciszę”, i ujrzeć „ogień, który z ciemności wydobywa kształt rzeczy, w ciemnościach jakby nieobecnych, bo niedostrzegalnych”.

Szczególne rodzaje samobójstwa, jakimi są samospalenie i strajk głodowy, omawia – w świetnym Słowniku teologicznym, wydanym przed laty pod red. ks. Andrzeja Zuberbiera – moralista ks. Tadeusz Sikorski. Mają one, jego zdaniem, specyficzny charakter, „w obu przypadkach wybijają się [bowiem] jako rysy charakteryzujące ducha takich decyzji: protest przeciw krzywdzie ludzkiej i ofiara na rzecz przeobrażenia niesprawiedliwych układów społecznych. Nie są to, jak w samobójstwie, akty desperackie, oznaki utraty nadziei, lecz przeciwnie: nadzwyczajne próby poruszenia opinii publicznej i sumienia władz odpowiedzialnych za doświadczaną niesprawiedliwość z nadzieją, iż pożądane dobro może się dzięki temu ziścić. I dlatego niepodobna zwyczajnie utożsamiać ich z żadną postacią znanych dotychczas samobójstw.

Autor hasła, katolicki teolog, nie pochwala tego rodzaju form protestu i zadaje ważne pytanie, „czy samospalenie jako akt przeniesiony do Europy i Ameryki Północnej z kultur dalekowschodnich nie doznaje tu sprofanowania wskutek wykorzenienia go z duchowości, która – w tamtych miejscach – nadaje mu głęboki sens”. Niczego przy tym nie rozstrzyga, a swój artykuł kończy zdaniem, w którym kluczową rolę odgrywa słówko „chyba”: „Oba wspomniane akty protestu domagają się chyba refleksji poza kontekstem samobójstwa”.

Wspomniany słownik, opublikowany w oficynie kościelnej i opatrzony pozwoleniem miejscowego biskupa, ukazał się blisko 30 lat temu. Kiedy go dziś przeglądam, czuję tęsknotę za Kościołem, w którym było – bynajmniej nie marginalne – miejsce dla takiego stylu myślenia, a większość księży nie piętnowała czynu Ryszarda Siwca, który dokonał aktu samospalenia na znak protestu przeciwko inwazji na Czechosłowację (1968), czy Walentego Badylaka sprzeciwiającego się w ten sposób fałszowaniu prawdy o Katyniu (1980).

Zarówno Siwiec, jak i Badylak mają w dzisiejszej Polsce – moim zdaniem słusznie – status bohaterów. Biada jednak temu, kto usiłuje dostrzec jakikolwiek ślad heroizmu w czynie Piotra Szczęsnego, Szarego Człowieka usiłującego wstrząsnąć sumieniami Polaków w sytuacji, w której – w jego najgłębszym przekonaniu – zagrożona jest wolność.

Jeśli jest to zakonnik, można go postraszyć zakazem wypowiedzi w mediach. A jeśli, nie daj Boże!, biskup, zaraz znajdzie się jakiś bezkompromisowy ksiądz, który oskarży go o herezję. Współbracia w episkopacie będą udawać, że nic się nie stało, i pominą milczeniem fundamentalne przecież rozróżnienie pomiędzy rozmaitymi rodzajami samobójstw, o czym pisał niegdyś ks. Sikorski. Jeden z nich – arcybiskup, filozof, co więcej: specjalista od refleksji o człowieku! – uzna natomiast za stosowne przypomnieć, że samobójstwo to grzech, „zwłaszcza jeśli (…) okoliczności wydają się absolutnie nie usprawiedliwiać tego kroku” (cyt. za KAI; podkreśl. moje – J.P).

Czy powody, dla których Piotr Szczęsny dokonał aktu samospalenia, rzeczywiście absolutnie nie usprawiedliwiają jego czynu?!

Moim zdaniem myli się ten, kto doszukuje się w homilii pogrzebowej wygłoszonej przez ks. Adama Bonieckiego – czy w wypowiedzi bp. Tadeusza Pieronka – „pochwały samobójstwa”. To nie pochwała, lecz wrażliwość pozwalająca im usłyszeć „krzyk, który rozdziera ciszę”, i ujrzeć „ogień, który z ciemności wydobywa kształt rzeczy, w ciemnościach jakby nieobecnych, bo niedostrzegalnych”.

„Mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi. (…) Obudźcie się! (…)” – wołał Piotr Szczęsny w liście wyjaśniającym powody, dla których się podpalił.

Oczywiście można się z jego diagnozą sytuacji w kraju – i z tym dramatycznym czynem – nie zgadzać, trzeba chyba jednak przyjąć do wiadomości, że on to zrobił dla nas. I nie sposób przy tym wykluczyć, że „śp. Piotr był jednym z tych, którzy widzą ostrzej (…). Czują pierwsze, jeszcze niemal nieodczuwalne drgania sejsmiczne (…), widzą symptomy katastrofy [i] wierzą, że mogą ostrzec. Więcej: wiedzą, że muszą [nas] ostrzec” (ks. Boniecki, fragmenty homilii; podkreśl. moje: J.P.).

„On spłonął i płonie, / Umiera i żyje” – pisał kiedyś o czeskim studencie Janie Palachu poeta Kazimierz Wierzyński. – „Nie oddawaj go ziemi, / Nie wstrzymuj w drodze, / Nam go potrzeba: / Może napadnie nas ogniem, / Wszystkich pośniętych, / Uderzy nim w naszą noc”.

Czy kiedykolwiek i komukolwiek wolno takie ostrzeżenie zlekceważyć?

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata