70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Pojęcie niedoskonałe

Personalizm katolicki był w Polsce w kleszczach: reżimu komunistycznego z jednej strony, a tradycyjnego polskiego katolicyzmu – z drugiej. To skazało go na porażkę, choć wcześniej przyczynił się do wielkiej zmiany społecznej.

Na ile personalizm był poważnym nurtem filozoficznym? Życzliwie do niego nastawiony Paul Ricoeur przyznaje przecież, że nie była to myśl koncepcyjnie najlepiej rozwinięta.

Tadeusz Gadacz: W filozofii współczesnej toczą się debaty dotyczące istnienia wielu nurtów. Na przykład Jürgen Habermas zastanawiał się, czy w ogóle istniało coś takiego jak szkoła frankfurcka, mimo że bardzo często używa się przecież tego terminu. Można by nawet postawić pytanie, czy istniał egzystencjalizm, skoro wszyscy – mam na myśli Heideggera i Jaspersa, a również Simone de Beauvoir – odżegnywali się od tej nazwy. Być może był to zbiór jednoosobowy w postaci Jeana Paula Sartre’a, ale zważywszy na to, że zaczął on później stosować dialektykę i psychoanalizę, to, paradoksalnie, powiedzieć by można, że był to zbiór pusty.

Historycznie nie ulega wątpliwości, że istniał taki termin jak „personalizm” – był używany, odwoływano się do niego, krążył w świecie książek i myśli. Na kontynencie europejskim (bo wcześniej pojawił się w Stanach Zjednoczonych) powołał go do życia Emmanuel Mounier. Pytanie tylko, czym personalizm był. Warto przypomnieć jedną bardzo ważną informację historyczną: właściwie Mounier uważał siebie za egzystencjalistę, napisał przecież nawet Wprowadzenie do egzystencjalizmu i przyznał wprost, że określałby swój zbiór idei na temat człowieka i świata właśnie takim mianem, gdyby nie fakt, że we Francji słowo to zostało przypisane do poglądów Sartre’a, a więc egzystencjalizmu – powiedzielibyśmy – negatywnego czy pesymistycznego. I tak, żeby odciąć się od autora Bytu i nicości, Mounier wprowadził termin „personalizm” – był więc w tym ładunek polemiczny.

Zwróciłbym uwagę na jeszcze jedną bardzo ważną rzecz, którą w swoim tekście podnosi częściowo Ricoeur. Chodzi o kwestię zaangażowania społecznego.

Personalizm Mounierowski to nie była tylko doktryna filozoficzna, która miała na celu odpowiedzieć na pytanie, kim jest człowiek w relacjach społecznych.

Ambicją było doprowadzenie do zmiany, a przynajmniej wskazanie pewnej drogi do jej dokonania, w sytuacji historycznej, w której z jednej strony był marksizm, negujący osoby na korzyść kolektywu, a z drugiej – rodzący się kapitalistyczny indywidualizm. Personalizm miał być tą trzecią drogą. To niezmiernie ważne. Ricoeur podkreśla zaangażowanie osobowe jednostki wobec pewnych wartości, którym chce być ona wierna. Tym, co charakteryzowało wielu myślicieli XX w., a czego, jak mi się wydaje, obecnie fundamentalnie brakuje, była ich reakcja na zjawiska społeczne – szczególnie negatywne. Coś się stało, że wielkie nazwiska, poza tymi, którzy już odeszli – myślę tu w kontekście polskim przede wszystkim o Barbarze Skardze i Józefie Tischnerze – zamilkły. I jeżeli widzę dziś jakąś aktualność personalizmu, jest to wołanie o odpowiedzialność intelektualistów, szczególnie filozofów, za pewne zmiany społeczne, cywilizacyjne, które niejednokrotnie, mimo dostrzeganego w nich zła, są pozostawiane same sobie.

Piotr Augustyniak: To, co wyraził już Tadeusz Gadacz, określiłbym w jeszcze inny sposób: wielkie nurty z I połowy XX w. pochylają się nad fenomenem człowieka w związku z kryzysem nowoczesności, na który próbują odpowiedzieć. Mamy nowoczesną wizję człowieka jako wyemancypowanego podmiotu, która de facto doprowadza do swojego zaprzeczenia w formie społeczeństwa masowego, łatwo popadającego w bezmyślność i ramiona despotycznej władzy. Personalizm stanowił w tym kontekście próbę pomyślenia człowieka, która chce znaleźć wyjście z tej sytuacji: z jednej strony usiłuje ocalić podmiotowość, indywidualność i zdobycze emancypacji, a z drugiej – uchronić się przed mieliznami, w które one się osuwają.

 

Panów wypowiedzi wyraźnie korespondują ze słynną frazą Mouniera, który mówił nie tylko o personalizmie, ale również o wspólnotowości, o konieczności rozwoju osobistego oraz zaangażowaniu na rzecz innych.

T.G.: Ricoeur krytykuje personalizm za jego uwikłania w spory historyczne z marksizmem i liberalnym kapitalizmem, ale te dwie formacje były dla Mouniera egzemplifikacjami stanów, które są przeciwstawne osobie: czystego zaangażowania, co w personalizmie określiłoby się wadą Herkulesa – kogoś, kto bez refleksji angażuje się i działa dla samego działania (w słowniku Heideggera można by to określić mianem „krzątaniny”) – oraz takiego zamknięcia w sobie, że refleksja prowadzi do jakieś formy narcyzmu, zwalniającego z odpowiedzialności za świat zewnętrzny. Mounier pokazał, że osoba jest kimś lub czymś, co musi szukać mądrej równowagi między odosobnieniem, samotnością i refleksją a działaniem, a więc tym, co Hannah Arendt określiła jako vita activa i vita contemplativa. I w tym sensie jego opis jest dla mnie ponadczasowy.

 

Mounier ze swoim społecznym zaangażowaniem zainspirował niewątpliwie twórców „Znaku” (i całego istniejącego wówczas wokół niego środowiska). O ile jednak we Francji personalizm był w pewien sposób kompatybilny z marksizmem, bo rewolucję proletariacką miał uzupełnić przemianą duchową, o tyle w Polsce nurt ten – głównie ze względu na tzw. realny socjalizm – przybrał inną postać. Stanowił przede wszystkim obronę jednostki, jej sumienia, prawa do wyznawania religii.

P.A.: Różnica tych kontekstów jest kluczowa. Dodałbym jeszcze, że personalizm katolicki był w Polsce w swego rodzaju kleszczach: reżimu komunistycznego (ściśle rzecz biorąc: stalinizmu) z jednej strony, a tradycyjnego polskiego katolicyzmu – z drugiej, takiego z przewagą bezrefleksyjności, z zewnętrzną obrzędowością, z instytucjonalnym feudalizmem…

T.G.: … i filozoficznym tomizmem.

P.A.: Tak, również. Personalizm musiał więc działać na dwóch frontach i powiedzieć można, że to od razu skazało go na porażkę, która tak naprawdę nastąpiła dopiero dzisiaj. Bo nurt ten nie przegrał z komunizmem, ale właśnie z polskim katolicyzmem w wersji retro. Wcześniej jednak przyczynił się do wielkiej zmiany społecznej.

T.G.: Wydaje mi się, że przegrał też w innym sensie. Ta opozycja wobec marksizmu spowodowała, że polski personalizm był jednak zbyt mało wrażliwy na zjawiska społeczne. Marksizm był oczywiście wrogi, ale problemy, wykluczenia, bieda pozostały. Zabrakło w ten sposób tej drugiej odnogi personalizmu – wychylenia ku wspólnocie. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter