70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Jan Morek/PAP

Pod batutą Pjongjangu

Największą sztuczką Pjongjangu, ukrywającą prawdziwe cele Korei Północnej, okazuje się dżucze. Ta sztandarowa ideologia Kim Ir Sena została wykreowana przede wszystkim na potrzeby zewnętrznego świata i w samej Korei nigdy nie odgrywała wiodącej roli.

Kim Young-Hwan długo wyczekiwał spotkania ze swoim mistrzem, prezydentem Korei Północnej Kim Ir Senem. Republika Korei, gdzie mieszkał, przechodziła z rąk do rąk wojskowych despotów według niego płaszczących się przed amerykańskimi imperialistami, których armia od 1945 r. stacjonowała w kraju. Całe lata 80. poświęcił rewolucji i propagowaniu dżucze, filozofii stworzonej przez lidera Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej (KRLD), która podkreślała nieograniczone możliwości twórcze człowieka i miała być innowacyjnym rozwinięciem marksizmu. Wierzył, że po drugiej stronie granicy Koreańczycy żyją w kraju powszechnej równości i szczęśliwości. Za swoją działalność był bity, więziony i torturowany, co tylko umocniło w nim przekonanie o słuszności własnych poglądów. Jego poczynania nie umknęły uwadze Pjongjangu. Z pomocą północnokoreańskich agentów w 1991 r. został przetransportowany do stolicy Korei Północnej na prywatną audiencję z liderem kraju. Początkowe momenty ekscytacji w trakcie wielogodzinnych spotkań zaczęły ustępować rozczarowaniu. Pod koniec swojego pobytu był już pewny, że choć Kim Ir Sen jest elokwentnym mówcą, to nie ma pojęcia ani o marksizmie, ani o ideologii, którą rzekomo stworzył. Dziś Kim Young-hwan jest jednym z najgłośniejszych na Półwyspie Koreańskim przeciwników reżimu i musi się ukrywać, ponieważ kraj, który kiedyś kochał, pragnie jego śmierci. Jednak nie on pierwszy uległ zwodniczej retoryce Korei Północnej. Jak pokazuje historia, wielu uwierzyło w kłamstwa Pjongjangu.

 

Czarne Pantery kochają dżucze

Popularność ideologii Korei Północnej wśród rozczarowanych wojskową dyktaturą Koreańczyków z Południa nikogo nie zdziwi, ale z pewnością wielu będzie zaskoczonych jej sukcesem w innych rejonach świata. Myśl dżucze, choć nigdy nie dorównała sukcesem chińskiemu maoizmowi, na początku lat 70. przeżywała szczyt popularności. Efekt wzmocniła nowa, nastawiona na zewnętrzny świat polityka Pjongjangu, w której podkreślano sukces własnego systemu politycznego i zdobytą dzięki niemu niezależność. W 1975 r. Korea Północna dołączyła do Ruchu Państw Niezaangażowanych, organizacji założonej w 1961 r. w Belgradzie, której członkowie próbowali uniknąć uzależnienia się od mocarstw w okresie zimnej wojny. W przypadku funkcjonującej dzięki pomocy bloku wschodniego KRLD niezależność ta był fikcją, jednak służyła wizerunkowi kraju. Kim Ir Sen promował się jako lider Trzeciego Świata, który potrafił oprzeć się imperialistom, czyli Ameryce. Odniósł przy tym niemały sukces. Jego ideologia zdobyła popularność wśród ruchów antykolonialnych w Afryce, Ameryce Południowej, a nawet w Azji. Uwielbienie to przyjmowało czasem płomienne formy. Jak pisał pewien mauretański komunista: „Dżucze to może być koreańskie słowo, / Lecz jest ono na ustach mas całego świata! / Jak pochodnia rewolucji / Dżucze, dżucze, dżucze!”.

Internacjonalistyczna polityka przyniosła rezultaty w postaci zawiązania licznych dyplomatycznych relacji i ufundowania instytutów myśli dżucze. Radykalny wydźwięk ideologii zwrócił uwagę rebeliantów z całego świata. Korea Północna w latach 60. szkoliła bojowników w Czadzie, a na początku lat 70. Somalijczyków walczących z Etiopią o sporne terytoria. Zaangażowała się również w wojnę domową w Angoli (1975–2002), aby na jej kolejnych etapach udzielać wsparcia różnym stronom konfliktu. Chaotyczność tych działań najlepiej podsumował pewien algierski urzędnik, mówiąc, że praca z Koreańczykami przypominała rozmowę z Marsjanami. KRLD wspierała też i szkoliła przedstawicieli radykalnych ruchów ze Sri Lanki czy Meksyku[1].

Nic dziwnego, że chęć wzniecania ognia rewolucji w różnych częściach świata przyciągnęła uwagę Kuby, kraju równie małego co KRLD i podobnie zaangażowanego w antykolonialną walkę zbrojną. Che Guevara, którego osobistym marzeniem było przyoblec świat w czerwień, odwiedził KRLD aż dwukrotnie w 1960 r. Cel jego wizyt miał też przyziemny aspekt. Pełniąc w tym czasie funkcję ministra finansów, próbował sprzedać azjatyckim towarzyszom kubański cukier. Jako żywa ikona wojującego komunizmu nie krył zachwytu nad państwem Kima. Podczas wywiadu dla amerykańskiego radykała Isidora Feinsteina Stone’a miał powiedzieć, że spośród odwiedzonych krajów bloku wschodniego (a był praktycznie we wszystkich, łącznie z Polską) największe wrażenie zrobiła na nim właśnie Korea. Jej powstanie z gruzów wojny i odbudowa przemysłu były wręcz symboliczne i cieszyły go szczególnie w kontekście przeciwstawiania się USA[2].

Kimirsenowska myśl skradła też serca wielu zachodnim intelektualistom. Wraz ze wzrostem niechęci do przedłużającej się wojny w Wietnamie lewicowi studenci z USA zaczęli interesować się azjatyckimi obliczami komunizmu. Slogany z dżucze często pojawiały się obok cytatów z Czerwonej książeczki Mao Zedonga.

Korea Północna szczególnie intrygowała członków radykalnej Partii Czarnych Panter (PCP), której celem była walka o prawa czarnoskórych mieszkańców Ameryki. Eldridge Cleaver, pisarz i jeden z czołowych aktywistów PCP, po udziale w antyimperialistycznej konferencji dżucze w Pjongjangu zachwycony głosił, że KRLD jest „matką marksizmu i leninizmu naszej ery”[3]. Od tego czasu twórczość Kim Ir Sena stale publikowano na łamach „Czarnej Pantery”, głównej gazety organizacji. PCP było z pewnością najbardziej znaczącą organizacją, która inspiracji szukała w „stalinowskiej Szwajcarii” i której członkowie ponoć uczestniczyli w szkoleniach z miejskiej partyzantki w Korei. Nie byli jednak jedynymi zainteresowanymi. Na konferencje prasowe do Pjongjangu ściągali przedstawiciele zarówno amerykańskich organizacji pacyfistycznych (np. Peace Movement, Peace and Freedom Party), jak i radykalnie lewicowych (np. Movement for a Democratic Military). Nie brakowało też intelektualistów i dziennikarzy, którzy KRLD postrzegali jako sojusznika w walce z „faszystowskim systemem USA”. Niektórzy, jak Robert Sheer, wieloletni redaktor naczelny wydawanego w San Francisco radykalnego magazynu „Ramparts” i autor takich książek jak They Know Everything About You, jeszcze wiele lat po wizycie w KRLD w 1970 r. opowiadał o raju, jaki tam zobaczył. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter