70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Pochwała pasji

O czytaniu i pisaniu zaleca się swoją wielorakością: zawiera teksty odmienne gatunkowo (wykłady, artykuły, szkice, przedmowy) i dotyczące rozmaitych tematów (biografii pisarza, literatury, antropologii, polityki). O jedności tego tomu decyduje wyczuwalna w każdym zdaniu charyzma autora – jego specyficzna wyobraźnia, język, poczucie humoru. Ale nie tylko. Eseje Llosy podejmują tematy fikcji i pasji. Ta pierwsza daje nam wolność od życiowych przymusów, ta druga zaś pozwala wcielać fantazje w życie.

Tematy te odnajdziemy bez trudu we wszystkich niebeletrystycznych książkach laureata literackiej Nagrody Nobla z 2010 r. W Prawdzie kłamstw (1999) pisarz rozważa uwodzicielską moc zmyślenia na przykładzie 25 arcydzieł literatury światowej. W Cywilizacji spektaklu (2015) koncentruje się na współczesności, w której zabawa i kompulsywna ucieczka przed nudą zastępują odwieczną namiętność fabulowania i działania. Z kolei wspomnieniowa opowieść Jak ryba w wodzie (2010) pozwala poznać uwarunkowania, w których ukształtowała się osobowość pisarza i w których zrodziła się jego miłość do powieści i do polityki. Na tym tle O czytaniu i pisaniu wypada znakomicie, niczym ekstrakt z wszystkiego, co najlepsze w eseistyce Llosy. Książka łączy elementy autobiografii, oryginalnej refleksji o literaturze i precyzyjnej interwencji politycznej.

Odwrócony striptiz

Ilustruje to świetnie tekst otwierający tom, czyli wykład Sekretna historia pewnej powieści. Rzecz opowiada o tym, w jaki sposób powstawał Zielony Dom – o genezie pomysłu, o kształtujących go zbiegach okoliczności i przygodnych spotkaniach, o cierpliwej obróbce pierwotnej idei. Dowiadujemy się, że u źródeł powieści tkwią przeżycia najwcześniejszych lat – przyjazd rodziny pisarza z Boliwii do Peru i dzieciństwo spędzone w Piurze. Te doświadczenia streszczają się w konkretnych obrazach: Mangacheríi, piurańskiej dzielnicy nędzy (w polskim przekładzie powieści zwanej Szmaciarnią) oraz w podwojonym obrazie tajemniczego i złowrogiego Zielonego Domu, który fascynował, gdy był niedostępny, a potem okazał się „skromnym burdelikiem”. Drugie źródło inspiracji bije w dżungli; będąc już wykładowcą literatury peruwiańskiej na Uniwersytecie San Marcos, pisarz wziął udział w wyprawie antropologicznej do Amazonii i odkrył inne Peru, tkwiące w stadium przedcywilizacyjnym. Tam też zapoznał się z działalnością misyjną i jej dwuznacznymi efektami: „ucywilizowane” dziewczyny z plemion Huambisów i Aguarunów trafiały jako służące do rodzin z klasy średniej i kończyły w wielkomiejskich slumsach albo właśnie w „zielonych domach”.

Próbując zagospodarować tak różne doświadczenia, Llosa zaczął pisać równolegle dwie powieści, te jednak nakładały się na siebie samoczynnie (niczym dwa obrazy tytułowego przybytku) i łączyły w jedną całość. Ich fuzja zajęła kilka lat i wymagała sięgnięcia po specyficzne chwyty literackie. W Listach do młodego pisarza (2012), swoistym poradniku creative writing, Llosa wyróżnia np. zabieg zwany „naczyniami połączonymi”: zestawiamy dwa wydarzenia rozgrywające się w różnej przestrzeni i na różnych poziomach realności, aby owo sąsiedztwo czy bliskość wzajemnie je modyfikowały. Tak właśnie osobiste przeżycia przekształcają się za sprawą chwytu w dzieło sztuki.

Sekretna historia… to studium przypadku, które od pierwszych stron zawiera w sobie medytację nad przekładalnością osobistych doświadczeń. Llosa stwierdza bez ogródek, że pisarze to metaforyczni ekshibicjoniści, a pisanie przypomina publiczne obnażanie się. To jednak striptiz odwrócony: na początku autor jest nagi, a na końcu ubrany. Maskuje osobiste doświadczenia, oddziela i przekształca w historie, korzystając z rozmaitych trików. Towarzyszy temu wytężona praca. W przypadku Zielonego domu w grę wchodziły powroty do dżungli i studiowanie prac antropologicznych, tym z kolei towarzyszyły dalsze dylematy. Jak uniknąć idealizacji Amazonii? Jak oddać prawdziwe życie, unikając pułapki folkloryzmu? Jak zrobić z tego literaturę, skoro prawdziwe życie i prawda literacka to co innego? Autor Gawędziarza jest przekonany o powadze pisarskiego przedsięwzięcia i związanej z nim odpowiedzialności, a równocześnie wie, że literaturę – by sparafrazować słynny bon mot Stéphane’a Mallarmégo – robi się ze słów. To ostatnie oznacza, że jest ona autonomiczną domeną i nie wolno jej wartościować podług kryteriów społecznej przydatności czy słuszności poglądów autora.

Obsesja i dyscyplina

Llosa nawiązuje do swoich politycznych aktywności, przedstawia ewolucję własnych poglądów (od wojującego komunizmu do liberalnego konserwatyzmu), przede wszystkim jednak zastanawia się nad miejscem pisarza w przestrzeni publicznej. W eseju Mandaryn szkicuje sylwetkę Jeana-Paula Sartre’a, który był, obok Williama Faulknera, jednym z mistrzów jego młodości. Przenikliwość autora Mdłości, rozmach intelektualny jego dzieł filozoficznych uratowały pisarza przed prowincjonalnością i popchnęły w stronę uniwersalnych tematów, a także uchroniły go przed cynizmem i estetyzmem, czyli „zabójczym wpływem geniuszu Borgesa”. Jednocześnie Sartre jako publicysta i redaktor „Les Temps Modernes” odpowiedzialny był za sekciarskie skrzywienie zaangażowanej literatury swojego czasu. Samego Llosę przed doktrynerstwem uchroniły jego osobiste pasje: z jednej strony odraza do sztampy socrealizmu, a z drugiej – miłość do tych, których poplecznicy Żdanowa nazywali „grabarzami literatury” albo „hienami piszącymi na maszynie”: Prousta, Joyce’a, Hemingwaya, Malraux, Céline’a…

Ale największą miłością pozostał Flaubert. Jej świadectwo stanowi Wieczna orgia, czyli eseistyczna książka o Pani Bovary. W omawianym zbiorze znajdziemy jej pierwszą część – rodzaj płomiennego wyznania i opowieść o tym, jak splatają się losy bohaterki i zauroczonego czytelnika. Oscar Wilde lubił powtarzać, że śmierć Luciena de Rubempré to wielka tragedia jego życia. Llosa to samo mówi o nieszczęsnej Emmie i wcale nie po to, by delektować się paradoksem – całkiem po prostu „garstka postaci literackich naznaczyła jego życie znacznie mocniej niż spora część osób z krwi i kości”. Posuwa się nawet do stwierdzenia, że pani Bovary, najważniejsza z jego widmowych przyjaciółek, pomagała mu odsuwać myśli samobójcze. Fikcyjne cierpienie neutralizowało to prawdziwe i „Emma zabijała się, by on mógł żyć”.

Llosa przeskakuje swobodnie między opowieściami o sobie, o losach Emmy, o życiu Flauberta, o jego pisarskiej maestrii, o doskonałości samego dzieła. I daje własną odpowiedź na pytanie, dlaczego powieść, przez którą autora oskarżono o obrazę moralności, jest arcydziełem skończonym: przez mądrość narracyjną i nieskończone okrucieństwo, przez finezyjną i złożoną strukturę, uspójnioną przez grę najprostszych elementów (których, zdaniem Llosy, nie może zabraknąć w powieści), takich jak bunt, przemoc, melodramat. Także dlatego, że z niespotykaną uczciwością eksploruje temat seksualności istoty ludzkiej, z którym literatura ma odwieczny problem („tak jak zdaniem pewnych teologów najwięcej ludzi trafia do piekła przez rozporek – powiada aforystycznie Llosa – tak spora liczba powieści właśnie tędy wpada w otchłań nierealistyczności”).

Sam Flaubert stanowi natomiast wzór arcypisarza, czyli dążącego do doskonałości rzemieślnika. Już w Listach do młodego pisarza Llosa klarował, że tajemnicza rzecz nazywana przez nas geniuszem jest owocem pracy i wytrwałości. W mowie noblowskiej stwierdzał wprost: „Flaubert nauczył mnie, że talent to wytrwała dyscyplina i wielka cierpliwość”. Tutaj pisze jeszcze dobitniej: „nie istnieje coś takiego jak natchnienie”. Dyscyplinie musi jednak towarzyszyć coś jeszcze, a mianowicie odwaga mierzenia się z własnymi demonami, pisanie powieści bowiem „napędzają przede wszystkim obsesje, a nie przekonania”. W pewnym sensie więc każdy pisarz, niezależnie od rozpiętości tematycznej i stylistycznej jego dzieł, pracuje wciąż nad tą samą książką. Odsłania swoje najskrytsze traumy i fobie, a następnie, zgodnie z zasadą odwróconego striptizu, przyobleka je w słowne szaty.

Potęga fikcji

Autor Rozmowy w „Katedrze” chętnie opuszcza tereny psychologii twórczości i pozwala sobie na ogólniejsze dywagacje. W Podróży do fikcji – książce o dziele urugwajskiego prozaika Juana Carlosa Onettiego, której początkowy rozdział odnajdziemy w tym zbiorze – dowodzi, że fikcja to spontaniczna odpowiedź człowieka na życie, suplement wnoszący to, czego jemu brak (spójność, uporządkowanie, globalny sens). Początki cywilizacji wiążą się właśnie z mitotwórstwem i fabulacją; ludźmi stawaliśmy się, słuchając opowieści przy ognisku w jaskini. Do dziś poprzez słowo przeciwstawiamy się rzeczywistości – poprawiając ją, uzupełniając lub negując. Dlatego wszystkie reżimy śledzą podejrzliwie niezależnych pisarzy; instytucja cenzury stanowi najdobitniejsze potwierdzenie stwórczej mocy słowa.

Trzeba jednak pamiętać o odpowiedzialności ciążącej na tym, kto snuje opowieść. Ten wątek wybrzmiewa ciekawie w eseju Archaiczne utopie poświęconym José Maríi Arguedasowi, który opisywał świat Indian z ich perspektywy. Jego wielkie dzieło przyczyniło się do rozkwitu neoindygenizmu, umacniając fantazmat czystości archaicznych kultur. Llosa odnosi się z niechęcią do tego rodzaju mitu i uznaje go za politycznie niebezpieczny w kraju postkolonialnym, skazanym na społeczny metysaż i kulturowy patchwork. Nawołuje do tego, by pogodzić się z deindianizacją Indian, z westernizacją, a co za tym idzie – z zanikiem społecznego i kulturowego rozdwojenia, które diagnozuje indygenizm. Prawdziwym wyzwaniem jest bowiem akceptacja południowoamerykańskiego wymieszania, tudzież uznanie, że Peru – „ani indiańskie, ani białe, ani indygenistyczne, ani hispanistyczne” – to zagadka i zadanie na przyszłość. Można by powiedzieć, że jest to kraj do wymyślenia i wspólnota, którą należy na nowo opowiedzieć.

W tym miejscu najmocniej dochodzą do głosu polityczne preferencje Llosy, który przecież nie stronił od aktywnego uczestnictwa w życiu publicznym, a na przełomie 1990 i 1991 r. startował nawet w wyborach prezydenckich, zapowiadając pakiet liberalnych reform. Pisarz reprezentuje postawę nieobcą polskim intelektualistom, zwłaszcza tym przebywającym na emigracji; czuje się obywatelem świata i silnie akcentuje swój kosmopolityzm (wówczas deklaruje, że „ojczyzna to nieistotny życiowy przypadek”), a równocześnie sprawy jego kraju spędzają mu sen z powiek (wtedy nazywa Peru „czymś w rodzaju nieuleczalnej choroby” albo przyrównuje swoje relacje z nim do gwałtownego romansu). O ile literatura stanowi dlań „nieodwracalne powołanie”, o tyle polityka jest jedną z obsesji, którymi karmi się i aktywność publiczna, i samo pisanie.

Młody, ambitny twórca zdawał sobie sprawę, jak ciężko jest być pisarzem w kraju, w którym nikt nie czyta (bo biedni nie umieją albo nie stać ich na taki luksus, a bogatym się nie chce). Wiedział, że marzenie o zawodowym pisarstwie to czyste szaleństwo (osobny temat do rozważań – na ile polski pisarz znajduje się w podobnej sytuacji). I świadomie, na przekór zdrowemu rozsądkowi, tudzież na przekór rodzinie (zwłaszcza zaś despotycznemu ojcu) wybrał to obłędne marzenie. Po latach stwierdza: „kto porzuca swoje powołanie z przyczyn praktycznych, popełnia całkowicie niepraktyczny idiotyzm. Oprócz normalnej porcji nieszczęścia, należnej nam jako istotom ludzkim, skazuje się jeszcze na nieczyste sumienie i wątpliwości”. Jego eseistyka to płomienna apologia pasji, czyli namiętności, która popycha nas ku tworzeniu i ku działaniu i która ma moc zacierania granic między fikcją a rzeczywistością.

 

Mario Vargas Llosa

O czytaniu i pisaniu. Wybór eseistyki

tłum. Tomasz Pindel, Wydawnictwo w Podwórku, Gdańsk 2017, s. 220


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter