70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Pius XII i zapomniani bohaterowie

Czy Pius XII był „papieżem Hitlera”? To pytanie historycy zadają sobie od lat, udzielając na nie różnych, często bardzo skrajnych odpowiedzi. Książka Marka Rieblinga w prawdziwie imponującym stylu podejmuje ten temat na nowo.

Riebling stawia przed sobą bardzo ambitne zadanie. wraca do jednego z najważniejszych zagadnień nurtujących historyków dziejów politycznych II wojny światowej – jaki był właściwie stosunek Kościoła katolickiego do reżimu Hitlera i jego zbrodniczej polityki? Jednocześnie jednak problem rozważa w książce, która od strony formalnej przypomina dobry kryminał. Nie ogranicza się jedynie do uporządkowania całości znanych informacji, ale też wprowadza ogrom nowych faktów, interpretacji i hipotez. Owszem, nie brakuje na naszym rynku wydawniczym pozycji o ambicjach naukowych, które swoją formą nawiązują do publikacji popularnych. Ale Riebling stanowi tu prawdziwą klasę dla siebie.

*

Narracja rozpoczyna się w lutym 1939 r., wraz z objęciem tronu piotrowego przez kard. Eugenio Pacellego, który przyjmuje imię Piusa XII. Pacelli był mistrzem watykańskiej dyplomacji, wieloletnim sekretarzem stanu, a wcześniej nuncjuszem w Monachium oraz Berlinie. Uznano go więc za najlepszego kandydata na głowę Kościoła w świecie, nad którym gromadziły się już wojenne chmury. Zauważając, że nowy papież był znawcą spraw niemieckich, Riebling podkreśla jego stanowczą postawę wobec reżimu hitlerowskiego. Najwyraźniejszym jej dowodem był ogromny wkład Pacellego w powstanie encykliki Piusa XI Mit brennender Sorge opublikowanej w 1937 r. i ostro krytykującej sytuację Kościoła w III Rzeszy.

Po wstąpieniu na tron Piotrowy Pius XII działał jednak wręcz zachowawczo. To przyniosło mu miano „papieża Hitlera” (określenie spopularyzowane przez książkę Hitler’s Pope Johna Cornwella). Riebling nie podziela tej oceny. Choć nie kryje sympatii do papieża, nie jest bezkrytyczny. Wskazuje, że brak stanowczego, publicznego potępienia zbrodni niemieckich w czasie II wojny światowej osłabił autorytet Watykanu i całego Kościoła. Ta konstatacja stanowi dopiero punkt wyjścia. Riebling z pasją dziennikarza śledczego i rzetelnością historyka ukazuje nam bowiem mało znaną historię. Okazuje się, że milczący Watykan zrobił wiele, by osłabić reżim nazistowski.

Stawką „tajnej wojny papieża z Hit- lerem” była nie tylko ochrona niemieckiego Kościoła, ale także obalenie reżimu III Rzeszy. Stanowiło to konsekwencję utajonych politycznych decyzji z wiosny 1939 r., które Riebling rekonstruuje, korzystając z nieznanych watykańskich dokumentów. Działania niewypowiedzianej wojny polegały przede wszystkim na ożywianiu wewnętrznych nastrojów opozycyjnych wobec władzy hitlerowskiej. Pius XII koordynował nielegalne poczynania, opierając się na siatce zaufanych ludzi. Kluczowe role przypadły ks. Robertowi Leiberowi oraz Josefowi Müllerowi. Ten pierwszy – jezuita i profesor Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego – był osobistym sekretarzem papieża. Ten drugi – bawarski prawnik – pozostawał najbardziej zaufanym papieskim agentem. W czasie wojny utrzymywał kontakt między opozycją antyhitlerowską w Niemczech a Watykanem, który na różne sposoby próbował podkopywać wewnętrzną spoistość reżimu. Stopniowo siatka współpracowników gęstniała. Samo to było już sporym sukcesem, jeżeli weźmiemy pod uwagę sprawność nazistowskiej tajnej policji, cały czas depczącej po piętach Müllerowi i jego współpracownikom.

W kolejnych rozdziałach śledzimy rozbudowę i krzepnięcie siatki papieskich „szpiegów”. Obalenie Hitlera mogło nastąpić tylko w jeden sposób – kanclerza III Rzeszy trzeba było zabić.

Choć wydaje się to stosunkowo niewielką ceną za przerwanie wojny i niemieckich zbrodni, to autor w subtelny sposób odtwarza etyczne dylematy spiskowców. Większość z nich łączyła głęboka wiara, a usunięcie Hitlera musiało równać się złamaniu piątego przykazania. Podobne problemy mieli nie tylko duchowni czy cywile, ale również funkcjonariusze reżimu.

Stopniowo bowiem Müllerowi udało się nawiązać kontakty z Abwehrą i jej szefem Wilhelmem Canarisem, którego z kard. Pacellim łączyły dawniej serdeczne relacje. W ten sposób Watykan rozpoczął współpracę z dobrze znaną w literaturze organizacją Schwarze Kapelle. Wiele działań tej ostatniej Riebling przedstawia jako efekt współpracy z Watykanem. Choć odwołuje się do wielu nowych źródeł, można mieć wątpliwości, czy nie przecenia znaczenia papieskiego wsparcia dla działań Canarisa.

Ostatecznie doszło do kilku prób zamachów na Hitlera w roku 1940 i 1943 oraz do najbardziej znanego zamachu z lipca 1944 r. Fragment poświęcony temu ostatniemu budzi jednak mieszane uczucia. Riebling, podkreślając szczytne motywacje kierujące ludźmi Kościoła zamieszanymi w spisek, w zdumiewający sposób wybiela niemieckich wojskowych. Płk Claus von Stauffenberg jest dla niego „białym rycerzem”, który ryzykuje życie dla zabicia tyrana i powstrzymania wojennej rzezi. Autor przechodzi do porządku dziennego nad faktem, iż refleksja ta przyszła, dopiero gdy wojna była już dla Niemiec przegrana. Podobnie było przecież w przypadku pozostałych wysokich oficerów Wehrmachtu. Wielu z nich zapłaciło życiem za próbę buntu. Jednak stawianie ich w jednym szeregu choćby z pastorem Dietrichem Bonhoefferem – symbolem oporu przeciwko totalitaryzmowi – jest nieporozumieniem. Tego rodzaju powierzchowne oceny i nietrafne zestawienia to duża słabość książki Rieblinga. W innym miejscu o marsz. Pietro Badoglio przeczytamy np., że „był zdecydowanym oponentem zarówno Mussoliniego, jak i Hitlera”. Ale jak pogodzić to z faktem, że został on jedną z najważniejszych postaci w faszystowskich Włoszech? Podobnych przykładów jest, niestety, więcej.

*

Książkę kończy opowieść o dramatycznych losach członków siatki watykańskich „szpiegów”. Wielu z nich za swoje ideały zapłaciło najwyższą cenę. Riebling wskazuje na nich jako na zapomnianych męczenników, którzy są symbolem roli odgrywanej przez Kościół w okresie II wojny światowej. To niewątpliwie szczytna intencja, choć nie wszystkie sugestie autora są przekonujące. Unika on m.in. odpowiedzi na pytanie o skuteczność działań podejmowanych przez Watykan. Pomimo zaangażowania dziesiątek ludzi i ich niezwykłego poświęcenia bilans szpiegowskich działań wypada bardzo skromnie. Nie udało się bowiem doprowadzić do przewrotu w Niemczech ani w roku 1939, ani później. Również próby watykańskiego pośrednictwa pomiędzy spiskowcami wspieranymi przez Kościół a stolicami wolnego świata nie przyniosły oczekiwanych skutków. W efekcie Kościół szpiegów okazuje się z jednej strony kroniką zapomnianego heroizmu, a z drugiej – opowieścią o niemieckiej bezradności wobec autorytetu dyktatorskiej władzy.

Autorowi bez wątpienia przyświecała chęć rehabilitacji papieża, a przynajmniej – dogłębnego zrozumienia jego motywacji. Rzeczywiście, istnieje obawa, że głośny protest papieża przeciwko zbrodniom niemieckim na Żydach czy Polakach nie przyniósłby większych efektów. Może tego dowodzić przykład wspomnianej encykliki Mit brennender Sorge: okazała się ona świadectwem moralnego sprzeciwu, ale nie przyczyniła się do realnej zmiany niemieckiej polityki. Zakulisowe działania Piusa XII można zatem rozumieć jako wyciąg- nięcie wniosków z tej lekcji i próbę realnego wpłynięcia na bieg historii. Nie sposób jednak pozbyć się wrażenia, że watykańscy „szpiedzy” zdziałali zbyt mało. A przecież liczne przykłady z dziejów Kościoła – by odwołać się choćby do non possumus polskich biskupów wobec władz stalinowskich – pokazują, że moralne wezwania mają niezwykłą siłę. Wszystkich wątpliwości Riebling na pewno nie rozwiał, ale po jego książkę warto sięgnąć.

Mark Riebling

Kościół szpiegów. Tajna wojna papieża z Hitlerem

tłum. Jarosław Rybski

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016, s. 440

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata