70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Bridgeman/Photopower

Damy czy też nie damy?

W holenderskiej sztuce XVII w. znajdziemy zmysłowe przedstawienia, których wyjaśniać nie trzeba, graniczą one bowiem ewidentnie z pornografią. To jednak wyjątki. Seks najczęściej był bowiem sugerowany nie wprost, ale za pomocą subtelnych, wielopiętrowych aluzji.

Obraz anonimowego utrechckiego malarza z ok. 1660 r. (obecnie w zbiorach amerykańskiego Minneapolis Institute of Art) nosi dziś tytuł Dama przy toalecie. Z pewnością nie zawsze tak było. Dawne dzieła funkcjonowały bowiem na przestrzeni wieków pod rozlicznymi tytułami, nierzadko przekazującymi zupełnie odmienne treści. I tak tryptyk Hieronima Boscha (czytaj proszę Bosa, a nie Bosza!) Ogród ziemskich rozkoszy zwany był Przedstawieniem owoców drzewa poziomkowego, Plantacją poziomek lub, bardziej literacko, O próżnej chwale i złudnym smaku poziomek. W XVII-wiecznej Holandii obrazy opisywano zazwyczaj w sposób praktyczny, wymieniając po prostu po kolei to, co na nich przedstawiono i w jakiej ilości (martwa natura z kilkudziesięcioma kwiatami musiała przecież kosztować znacznie więcej niż bukiet składający się zaledwie z kilku roślinek, niechybnie namalowany przez jakiegoś lenia).

Pójdźmy więc tym tropem i przypatrzmy się dokładniej domowi utrechckiej damy. A mieszka ona raczej skromnie, w pomieszczeniu znajdującym się gdzieś na strychu, do którego wejście wiedzie po stromych szczeblach niewidocznej drabiny i właz w podłodze. Na szarych ścianach brak jakichkolwiek ozdób i obrazów – tylko w zwieńczonej półokrągłym łukiem niszy stoi szklana butla z mętnym płynem przytkana zwitkiem papieru oraz nakryty szmatką gliniany pojemnik z przezroczystą rurką. Na drugim planie otwarte drzwi do wychodka z drewnianą deską, w jej środku wycięta okrągła dziura. Osobna ubikacja na strychu? W holenderskim XVII-wiecznym domu? Niemożliwe. A jeśli nawet, to po co w takim razie jeszcze ten cynowy nocnik, wypełniony żółtawą cieczą? Z mebli tylko stół, krzesło, tajemnicza kolumna osłonięta kotarą i wyeksponowane łoże z baldachimem oraz połyskliwymi (atłas?) szaroniebieskimi zasłonami. W łóżku chaos, skotłowana pościel, wymięta poduszka, spod zsuniętego prześcieradła wystaje kawałek pasiastego materaca.

Teraz stół, na którym rozłożono rozmaite przedmioty toaletowe: lusterko, spory dzban na wodę, naczyńka, pojemniczki, flakony, miseczkę, nożyczki, spinkę do włosów oraz oprawiony w srebro duży pędzel do nakładania pudru. Biżuteria i ozdoby są raczej skromne – ciemna aksamitka, dwie proste obrączki bez żadnych kosztownych kamieni, sznurek perełek i dwa ogromne kolczyki z czarnych gruszkowatych pereł zwanych dormeuse. Zbyt duże, a przede wszystkim zbyt rzadkie i drogie, żeby w ogóle mogły być prawdziwe. Leży też ozdoba do włosów ze strusich piór ufarbowanych na czerwono. Na XVII-wiecznych obrazach holenderskich raz po raz widzimy takie na głowach zamożnych mieszczek i regentek, najczęściej jednak są skromne, czarne, ostatecznie białe. Ptasich znaków jest więcej. Tuż przy włazie, obok wypełnionego moczem nocnika i kaganka ze zgaszoną, wypaloną do połowy świeczką, leży cudaczna miotła z czarnych piór. Obok niej kupka pierza i otwarty bilecik-liścik, na którym widoczne są ślady czerwonej przełamanej pieczęci. Zarówno kaganek, jak i rozpieczętowany list odbijają się w wypolerowanej srebrzystej powierzchni nocnego naczynia. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter