70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Krzysztof Żuczkowski / Forum

Historii możemy uczyć inaczej

W III RP systematycznie maleje liczba osób, które decydują się zdawać historię na maturze. Obecnie to jest bardzo niewielki odsetek uczniów i uczennic. Jednocześnie systematycznie wzrasta polityczny nacisk na historię, a właściwie na uprawianie topornej polityki historycznej. Warto te dwa fakty ze sobą połączyć.

Jakub Szymczak: Po co w ogóle uczyć historii?

Piotr Laskowski: Podoba mi się koncepcja Karola Modzelewskiego, wedle której praca historyków i historyczek pokrywa się z zadaniami tłumacza. Badanie historii to poznawanie ludzi od nas różnych i sztuka czytania ich w taki sposób, żeby stali się zrozumiali dzisiaj. Mamy więc w historii cele zarówno poznawcze, jak i etyczne. Jej uprawianie, podobnie jak sztuka przekładu, wymaga nie tylko kompetencji pozwalającej rozumieć ludzi przeszłości, ale i troski. Pięknie mówiła o tym ostatnio w wywiadzie dla „Krytyki Politycznej” Barbara Engelking (Przestańmy mówić o pamięci, zacznijmy mówić o trosce).

Poza tym uważam po prostu, że historia jest ciekawa. Dlatego też tak szkodliwy jest program jej nauczania w szkołach w Polsce. Wszystko można dziś o oficjalnej historii powiedzieć, ale nie to, że jest ciekawa. 

 

Jest prosta, płaska, chwilami wręcz manicheistyczna. A jaka ona jest naprawdę, pod narodowo-patriotycznym płaszczykiem?

Rezygnacja z tego klucza powoduje, że nagle możemy zobaczyć, jak wiele bardzo różnych elementów się na nią składa. Inna jest historia chłopska, inna robotnicza, jeszcze inna mieszczańska. Inna jest historia Żydów, osób nieheteronormatywnych, kobiet. Cała rzecz polega na tym, żeby zobaczyć, jak niezwykle bogata i złożona to tkanka. I że tzw. polityka historyczna wymazuje i przemilcza tę wielość doświadczeń.

 

Część z tych grup się w szkole pojawia – są Żydzi, ale raczej na marginesie. Dlaczego innych nie ma i jak opowiadać ich dzieje uczniom przyzwyczajonym do wojen, bitew i militariów?

Żydowskiej historii w zasadzie nie ma. A to dlatego, że trzeba byłoby zmierzyć się z ideologią antysemicką wytwarzaną przez polski Kościół oraz elity polityczne i intelektualne – ideologią wpisaną w kulturę większościową. Zapewnienie realnej obecności Żydów, a w istocie każdej mniejszości, w historii Polski wymagałoby podjęcia dojrzałej krytyki polskiej kultury. Nie da się uczciwie mówić o historii żydowskiej, nie mówiąc jednocześnie o historii antysemityzmu.

Jestem przekonany, że nic dobrego nie można zbudować na fałszu – nawet gdy pojawia się on z poczciwych pobudek, np. pod hasłem: wydobywajmy to, co łączy, pokazujmy pozytywy koegzystencji, a nie mówmy o tym, co dzieli.

A często te pobudki są bardzo niepoczciwe – fałsz ma służyć budowie mitu Polski niewinnej, krzywdzonej, lecz nie krzywdzącej. Moment wypowiedzenia prawdy jest absolutnie konieczny, żeby przedefiniować podstawowe wymiary, które konstytuują kulturę polską. Żadna władza nie jest tym zainteresowana, bo ona się w kulturze większościowej zakorzenia. Jako kultura hegemoniczna kultura polska jest uderzająco niezdolna do słuchania głosów mniejszościowych.

 

Tylko to wymagałoby całościowego podejścia do humanistyki, to samo należałoby przeprowadzić na języku polskim i innych przedmiotach.

Przy czym literaturoznawstwo, czyli szkolny „język polski”, jest w lepszej sytuacji. Literatury nie da się spłaszczyć tak bardzo jak historii. Ludzie młodzi, którzy uczą się literatury, mają kontakt z tekstem. W przypadku nauk historycznych bardzo rzadko obcują bezpośrednio ze źródłem. Są skazani na wyprodukowaną już narrację, czyli na pewien rodzaj przemielonej papki. Nawet nie wiedzą, skąd wiadomo to, czego mają się uczyć. Tak wykładana historia nie skłania do zadawania pytań.

 

Jest Pan nauczycielem w liceum, gdzie kształcą się ludzie na tyle już dojrzali, że potrafią zdobyć się na refleksję krytyczną. Ale wczesna szkoła podstawowa? Gdzie jest granica, za którą można dekonstruować i krytykować?

Wydaje mi się, że nie ma tej granicy. Oczywiście, że problemy na początku muszą być prostsze. Ale nigdy historia nie powinna stawać się ideologiczną bajką. Małe dzieci mogą przecież pytać o to, dlaczego Anonim zwany Gallem powiada w swojej kronice, że Mieszko I jako dziecko był ślepy i czy powinniśmy na podstawie tego tekstu sądzić, że istotnie nie widział. Ze starszymi można zastanowić się nad tym, jak skonstruowana jest narracja tej kroniki.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter